-
Posts
7523 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
5
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by filodendron
-
Najdziwniejsze komentarze dotyczace waszych psów :) [2]
filodendron replied to dog_master's topic in Wszystko o psach
Tylko że to wszystko kształtuje opinię nas wszystkich, jako grupy społecznej (subkultury? ;)) psiarzy. Chamskie odzywki (obojętne czy uzasadnione czy nie) wszystkim nam wystawiają świadectwo i wszyscy są potem równani do wspólnego mianownika - że nie można psiarzowi zwrócić uwagi nawet jak łamie przepisy, np. idzie z psem bez smyczy albo z psem z listy bez kagańca. Miałam na osiedlu takiego pana, który puszczał swojego wyżła bez smyczy. Mój lubił mu towarzyszyć, więc czasem spacerowalismy razem. Pies był fantastycznie wychowany i bezkonfliktowy, ale skąd miała o tym wiedzieć idąca z przeciwka babulina, która zwyczajnie bała się dużego psa. I na swoje uwagi, z pewnością też nie nazbyt miłe, słyszała w odpowiedzi "spokojnie, on starego mięsa nie jada". Jak o tym usłyszałam, to myślałam, że się pod ziemię zapadnę. Jak tak w ogóle można? I potem przybywa tabliczek z zakazem wyprowadzania psów tu czy tam. Bo po co "nieupsieni" mają się męczyć z "upsionymi", skoro czasem wystarcza tabliczka? Psiarze mają trochę pod górkę, ale sami są sobie winni. -
[quote name='Bonsai']hecia13, na barfnym świecie tłumaczą dlaczego morfologia i biochemia nie jest do końca miarodajna - czy to prawda, to nie wiem, oni są po studiach weterynaryjnych, a ja nie, więc nie jestem w stanie tego zweryfikować. :) [/QUOTE] Zdaniem naszego weta - morfologia nie jest miarodajna. Biochemia - znacznie bardziej. A co do mikro i makroelementów, to podobno prawdziwie miarodajna jest analiza włosa, ale nie wiem, czy się wykonuje u psów ;)
-
Nie do końca dziwne jest to rozumowanie, bo jak pogadasz z myśliwymi, którzy mieli okazję sprzątać po wilkach, to okazuje się że owszem, zaczynają od szynki i jak tylko mogą, to wolą drugą szynkę niż resztę tej pierwszej ofiary ;) (No może poza wilkami w Beskidach, które były paskudne i godne odstrzelenia, bo zawsze te owce zjadały zaczynając od ucha z unijnym kolczykiem zostawiając resztę ;)) Ale oczywiście wzorowanie na wilkach jest obecnie trochę nieuzasadnione. A co najmniej niepraktyczne - w każdym razie ja nie zamierzam organizować krwi, oczu, śledziony i mózgu, bo tego brakuje w diecie mojego psa i pewnie doprowadzi to do niedoborów :) Z drugiej strony jednak - nie mam obaw przed podawaniem większej ilości mięsa niż kanon psiego barfu nakazuje. Nie przeceniam wartości odżywczych kości - przyswajalność białka z nich (kolagenu) jest wysoce dyskusyjna. Za to zęby czyszczą fantastycznie :)
-
No ja sobie nie bardzo wyobrażam to wchłanianie w skórę u mojego futrzaka - chyba żeby po brzuchu pryskać :) Nawet jak spot on podaję, to grzebieniem muszę dokładnie rozdzielić pasma, żeby dostać się do skóry.
-
[quote name='evel']Serio powinno być aż tyle mięsa? [/QUOTE] Zdaje się, że na naszych oczach rodzi się "nowa szkoła" barfu ;) Kiedyś leciało się wg Bilinghursta czy Larsena (ew. Lonsdale i RAW), czyli mięsne kości to postawa. Któryś z nich chyba nawet pisał, że skrzydło z kurczaka ma modelowy stosunek mięsa do kości. Barfujący kociarze na forum barfny świat krytykują takie karmienie psa głównie kośćmi i uważają, że mięsa jest za mało. Jako argument przytacza się sposób polowania i zjadania ofiary przez wilki - gdy polują na zasobnym w zwierzynę terenie kości raczej nie zjadają - wolą mięso. Pytanie, ile i jak pociągnąłby taki wilk, gdyby mu dzień w dzień fundować full wypas jeśli chodzi możliwości upolowania mięcha. W naturze nigdy tak nie jest, żeby wilki miały na okrągło dostęp do dużej zwierzyny, a małe zwierzątka z pewnością zjadają w całości. Faktem jednak jest, że w całości oznacza także - z całym mięsem, a nie że pańcia odkraja filety na obiad dla rodziny ;)
-
Tzn. ja podejrzewam znaczące rozbieżności nawet w tym samym zakresie usług, bo wciąż trwa "odpływ" redaktorów do Warszawy ;)
-
LadyS, tak - za arkusz wydawniczy (chodzi o długie teksty, minimum na kilka arkuszy). Przy czym oczywiście dolne widełki, to sczytanie pod kątem literówek.
-
No właśnie chodziło mi o pracę via internet, np. freelancersko. U nas są widełki od 50 do 150 zł za arkusz (w zależności od umiejętności redaktora) - ciekawam, jak to się kształtuje we Wrocławiu albo Warszawie. Sorry za OT (o ile na tym wątku funkcjonuje jeszcze to określenie ;))
-
LadyS, jakie są stawki za arkusz za redakcję i korektę w Polsce A? (Jeśli wolno spytać :))
-
[quote name='a_niusia']studia nie przygotowuja do starcia z rynkiem pracy nie dlatego, ze nie pokazuja JAK te prace znalezc (chociaz zdarzylo mi sie postudiowac troche w europie i wiem, ze na zachodzie jest inaczej), ale dlatego, ze nie daja ZAWODOW, ktore bylyby na rynku pracy atrakcyjne. [/QUOTE] No ale zaraz - przecież nie ma przymusowego przydziału na nieatrakcyjne kierunki. Ludzie idą tam z własnej i nieprzymuszonej woli. Tutaj raczej dotykamy słabej współpracy między gospodarką a nauką, czy między biznesem a nauką. I tu już "wina" rozkłada się na obie strony tej układanki. To nie jest tak, że winne są tylko uczelnie. Ostatecznie nimi też rządzą prawa rynku - za każdym studentem idą konkretne pieniądze. Nikt nie będzie podcinał gałęzi, na której siedzi. Póki są studenci, biznes się kręci - to takie same prawa popytu i podaży, jak w każdej innej dziedzinie. Ktoś chce studiować te nieatrakcyjne zawodowo kierunki.
-
[quote name='a_niusia']pewnie NIGDY nie zbudujemy.[/QUOTE] Eee, przesadny pesymizm ;) Na dzień dzisiejszy pewne aspekty wyglądają niezbyt różowo, a nawet przygnębiająco (vide nasze "elity" polityczne). Ale na to trzeba też spojrzeć w kontekście szerszym i historycznym. Jesteśmy szalenie młodą demokracją. Zabory, potem odrobinka wolności między wojnami, potem sowieci. Inteligencję częściowo wyrżnięto, częściowo (tę o arystokratycznych korzeniach) sprowadzono do parteru. Mamy zupełnie inny start niż kraje zachodniej demokracji. Co do zakładania własnej działalności, to teraz już w urzędach wszystko tłumaczą. Już nie jest tak, jak kiedyś, że trzeba przepraszać urzędasa, że się w ogóle żyje ;)
-
[quote name='sleepingbyday']czasem rekrutujemy, no i powiem wam, że wszyscy mają wpisaną znajomośc angielskiego. ale jak zaczynamy po temu angielskiemu rozmawiac z kandydatami, to sodomia i gomoria. niezależnie od wieku.[/QUOTE] No tak, to jest norma na dzień dzisiejszy. Ale w kwietniu tegoroczni gimnazjaliści po raz pierwszy pisali test z języka angielskiego, który odtąd stanie się integralną częścią egzaminu gimnazjalnego. Młodzież, która w gimnazjum kontynuuje naukę angielskiego z podstawówki (a to chyba jest już większość), obowiązkowo pisze test rozszerzony. Może coś drgnie w tej sprawie. [quote name='dziuniek']A ja uważam, że chcieć, to móc. [/QUOTE] Jasne, jasne - tylko że na tym nie zbudujemy gospodarki i elit - no, przynajmniej nie tak szybko ;) [quote name='dziuniek'] A propos literatury i historii-pamiętacie ""Pana Samochodzika" Zbigniewa Nienackiego? Cudowna książka dla młodzieży, przemycająca w sposób niesamowity kawał historii polskiej i obcej. W sposób przyjemny, ciekawy i zachęcający do samodzielnego zwiedzenia chociażby Malborka czy Pragi Czeskiej. Kiedyś to była literatura dla dzieci i młodzieży![/QUOTE] No, ja pamiętam. Wychowałam się na tym (między innymi). Ale dziś to już trochę zramolałe i trąci myszką. Jest sporo współczesnej literatury dla młodzieży, która jest na tu i teraz a nie na peerelowską rzeczywistość, w której silnik ferrari pod maską to był szczyt marzeń każdego jednego nastolatka płci męskiej :)
-
[quote name='a_niusia']ale co to jest za zaweod "filolog"-dla mnie zaden mimo ze mam za soba dosc dluga przygode ze studiami filologicznymi.[/QUOTE] No, w rozumieniu takiej osoby, to jest klucz do tych ofert płynących ze szkół (nauczyciel języka) i z firm (tłumacz). Ale tu nie chodzi konkretnie o filologa - nie ma takiego zawodu wyuczonego, który gwarantowałby pracę w tym zawodzie na całe życie. Ludzie muszą nauczyć się uczyć - przez całe życie - tego, co jest im akurat potrzebne. Niestety część kończy studia i osiada na laurach w oczekiwaniu, że świat się nad nimi pochyli i zaopiekuje. Z drugiej strony poznałam wiele bardzo energicznych młodych osób, które nie boją się zmian i - przede wszystkim - nie boją się pracy. Tylko że - jak wspomniałam wyżej - to była raczej cecha charakteru, a nie kwestia przygotowania do życia i funkcjonowania na rynku pracy. Z tym angielskim chyba nie jest aż tak źle - przynajmniej z mojej perspektywy. Córka i jej koledzy, koleżanki dość swobodnie posługują się angielskim. Na tyle, żeby korzystać z anglojęzycznych for, stron internetowych czy oglądać jakieś filmy z oryginalną ścieżką dźwiękową, słuchać muzyki rozumiejąc teksty itp.
-
[quote name='anetta'] Lepszy? nie wydaje mi się, w końcu to jest to samo tylko inaczej jest przechowywane. [/QUOTE] Nie wiem, czy tak do końca to samo? Spot on nanosi się bezpośrednio na skórę w jednym lub dwóch-trzech miejscach wzdłuż kręgosłupa i jego zadaniem jest się rozprzestrzenić w warstwie lipidowej skóry. Sprayem trzeba psikać całego psa odgarniając sierść tak aby preparat dotarł do skóry. Czy to się sprawdza u bardzo gęsto zarośniętych sierściuchów? No i dla człowieka różnica jest zasadnicza - jednak podając spot on prawie cała ta chemia idzie w skórę, a spray zostaje na całym psie, na sierści, a dalej - na fotelach, dywanach itd. Tak mi się wydaje.
-
[quote name='a_niusia'] i wreszcie: kiedy skonczylam studia byl straszny kryzys na rynku pracy. na prawie dwa lata trafilam do koropracji i pracowalam w dziale plac i to bynajmniej nie polskich plac. i dalam rade mimo ze iles tam lat temu sadzilam, ze matma to zlo. [/QUOTE] Wiele osób tak robi, ale muszą mieć w sobie to "coś" - sami z siebie. Szkoła tego nie uczy. To jest w zasadzie podstawowy zarzut wobec współczesnego systemu oświaty - uczy pod testy, a mało życiowo. Nie przygotowuje młodych ludzi do licznych i koniecznych zmian kwalifikacji. Znam takie przypadki wśród dzieci znajomych - skończyło toto filologię, załóżmy, romańską i nie może znaleźć pracy W ZAWODZIE, więc siedzi na tyłku i nie robi nic. Nie ma chęci, nie ma możliwości zmiany kwalifikacji, tylko bierne oczekiwanie, że skoro państwo mnie wykształciło, to to państwo powinno mi dać pracę zgodną z wykształceniem. Sądzę, że są to postkomunistyczne popłuczyny ("państwo" jako siła sprawcza) i że to się z czasem zmieni. Z czasem, ponieważ wciąż na rynek pracy wchodzą pokolenia, których rodzice przepracowali całe życie w jednym zawodzie i uważają to za optymalne, jedynie słuszne i sprawiedliwe rozwiązanie. Ale reformy oświaty w tej zmianie myślenia, niestety, zupełnie nie pomagają - to fakt.
-
Gratulacje!
-
[quote name='Soko']My np. nie podlegamy MEN, tylko Ministerstwu Kultury - np. mundurki nas zupełnie ominęły i wiele innych głupot które były proponowane ;) u nas po prostu w II lic w pierwszym półroczu znikają np. chemia biologia, w drugim - fizyka geografia. I zostają maturalne i dyplomowe przedmioty, co nie przeszkadza w pójściu w inny kierunek niż muzyka ;)[/QUOTE] No i czy biorąc pod uwagę to "znikanie" maturzysta jest w stanie zdać np. maturę z dodatkowo rozszerzoną fizyką, bo nagle zamarzą mu się studia astronomiczne? Tak przykładowo, bo nie wiem, jak jest w realu jeśli chodzi o wymagania na astronomii. Ogólnie to nie chodzi mi o licea profilowane. Sama takie kończyłam (plastyczne) i już wtedy w takich liceach fizyka i chemia były na poziomie żenująco niskim. Były tylko pro-forma. Ale licea ogólnokształcące się trzymały. A to, co zaproponowała pani Hall jest dla mnie trudne do przyjęcia. W ogóle "my" mieliśmy lepiej z egzaminami wstępnymi na studia. Jak się człowiekowi "odmieniło" to mógł przeorganizować całe życie, zrobić sobie rok przerwy i zdać na co chciał i niezależnie od profilu kształcenia w liceum. Teraz matura warunkuje spektrum możliwości.
-
Od września tego roku w liceach wchodzi reforma p. Hall. Od drugiej klasy liceum jest głęboko sprofilowane. Decyzję o przyszłości trzeba podjąć w wieku 16 lat. W zależności od wybranego profilu zniknie 90 godzin historii, 60 godzin polskiego lub 120 godzin przedmiotów ścisłych. Nie będzie już "ogólnych" liceów.
-
Ja daję lucernę w postaci kiełków. Można kupić gotowe, ale dla dużego psa to drogo wyjdzie, więc pewnie lepiej samemu skiełkować - teraz akurat piękna pogoda na takie zabawy, Skrzynki na balkon i trójpolówka ;) Albo w słoiku. Albo w kiełkownicy, jak ktoś ma.
-
Pudle i pudlowate w potrzebie proszą o pomoc !!!
filodendron replied to Energy's topic in Już w nowym domu
Jest śliczny i wcale nie wygląda na 16 lat. -
[quote name='ulana'] Ale liceum to już spora namiastka zawodowstwa. Niestety. Pani minister zabiła ideę liceum ogólnokształcącego.
-
Najdziwniejsze komentarze dotyczace waszych psów :) [2]
filodendron replied to dog_master's topic in Wszystko o psach
[quote name='Bogarka']Inny komentarz na temat Hadara w kagancu: Dr. Lecter.[/QUOTE] Sama tak czasem mówię o zakagańczonych w fizjologi - samo się nasuwa :) -
[quote name='Tascha']dobrze ze dzwonią-ale dlaczego pytajac o to, co juz zostało wyjasnione, wytłumaczone, napisane ??? to oznacza, ze nikt wogóle nie słucha co sie mówi, malo tego- czytac publikacji tez sie nie chce, to czy jak zadzwoni i zapyta ponownie po raz którystam o to samo, to niby nagle posłucha? najprawdopodobniej i tak dalej zrobi po swojemu wciąż tak wile osób robi duze oczy, gdy słysza ile kosztuje dobra karma, która maja karmic psa, albo ze maja dawac mięso- nie kasze z sosem z miesa tylko mięso a jeszcze nie ugotowane? ło matko- jak to nie ugotowane...tak surowe psu dac..to pewnie zaszkodzi, dostanie salmonelli, robaków, sraczki, utruje sie albo bóg wie co jeszcze...reakcja jakby sami mieli to surowe na obiad wcinac :D[/QUOTE] Sami wiecie, jak jest. Idzie delikwent ze szczylem do weta, przy każdym odrobaczaniu i każdym szczepieniu słyszy, jaką straszną krzywdę robi psu karmiąc surowym i że to się źle skończy, no to dzwoni, żeby się upewnić, że się nie przesłyszał ;)
-
[quote name='dziuniek'] A wracając do wątku literatury i psów, każdy ślepy pies nazywa się Jurand (od tego ze Spychowa z Krzyżaków) i niech mi nikt nie mówi, że odnośniki do literatury nie egzystują w codziennym życiu, to się po prostu wykorzystuje automatycznie.[/QUOTE] No nie wiem, czy w tym akurat wypadku większej roli nie odegrała pierwsza polska superprodukcja filmowa ;) Krzyżacy wiecznie żywi ;) A ile było wilczurów - Szarików :)
-
[quote name='Tascha'] niestety tak na marginesie- przy wydawaniu maluchów sie produkuję długo i obszernie, jest broszura do czytania w domu, jest spis lektur które polecam przeczytac, jest co nieco w umowie- a ludzie i tak pisza albo dzwonia pytając o to co juz bylo mówione, i co mają napisane......rece opadaja...[/QUOTE] No ale to przecież dobrze, że piszą i dzwonią... Nawet bardzo dobrze, moim zdaniem. Chcą się upewnić, potwierdzić. Nie można się im dziwić, skoro na co dzień mają weta z pewnością takiego, jak tu omawiani.