-
Posts
7523 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
5
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by filodendron
-
A wiadomo już, o której będą pudle na wystawie w Lublinie?
-
[quote name='panbazyl']wklejam linka ku ciekawości [URL]http://magazynsezon.pl/art246,pedagogika-i-lowy-czyli-malolat-na-polowaniu[/URL][/QUOTE] Ja tam nie wiem. Mam za sobą trochę lektury przeróżnych wspomnień byłych ziemian - i nieszczególnie podobają mi się kawałki poświęcone myślistwu. Nie ma cienia wątpliwości, że była to rozrywka. I może dobrze, że obecnie nie jest dostępna dla nieletnich. [quote name='Kyu'] Spłynięcie farby poprawia smak mięsa, ale krew spokojnie można upuścić po dobiciu dzika kulą i zebrać np. do szkolenia psa, tylko tu pojawia się kolejny problem bo z dwojga lepiej by myśliwy słabowprawiony dociął dzika niż źle oddał strzał w celu dobicia. Tu najrozsądniejszym rozwiązaniem byłoby posiadanie przez myśliwego krótkiej broni, wtedy nie byłoby takiego problemu. [/QUOTE] A tak, czytałam o tej krótkiej broni. Ale pojawiają się też riposty utrzymane w duchu, że i tak jest dość wypadków na polowaniach, więc może dobrze, żeby wyraźnie było widać, który koniec to lufa ;) [quote name='sleepingbyday']farba na bank psuje smak mięsa, wiem, co mówię, malowanie po remoncie skończyłam miesiąc temu, a jeszcze czuć.[/QUOTE] Jak dla mnie hitem programu w zakresie retoryki myśliwskiej i eufemizmów typu farba, ścinka, zbarczony ptak, jest "strzał łaski". Najpierw ktoś partoli strzał, potem ugania się godzinę, dwie, cztery za rannym, cierpiącym, spanikowanym zwierzęciem, żeby oddać "strzał łaski" i poczuć się etycznie spełnionym. (Choć oczywiście pojmuję, że ten termin też stosuje się w przypadku zastrzelenia zwierzęcia ciężko potrąconego przez samochód itp.)
-
[quote name='panbazyl']i się zaczyna ubój rytualny.[/QUOTE] Owszem, kordelasem ;) Skoro łączymy temat myślistwa i dzieci, niedawno oglądałam przedwojenne zdjęcia ziemiańskiej rodziny. Na jednym było rodzeństwo trzymające w rączkach nogi upolowanej zwierzyny - zające, może koźlę, nie było widać wyraźnie. W każdym razie te dzieci wcale się nie uśmiechały do zdjęcia, a młodsza dziewczynka wręcz jakby odsuwała się od trzymanych przez siebie zwierząt. Także w tej kwestii to nie wiem, czy da się coś osiągnąć metodami pozytywnymi ;) ;)
-
No tak, oczywiście, tylko mnie ciekawi, czy ma znaczenie dla klasy/smaku mięsa fakt, czy tę krew upuści się zwierzęciu zastrzelonemu na amen, czy zwierzę traci życie na skutek poderżnięcia gardła. Jak to w ogóle jest? Kiedy upuszcza się tę krew zwierzętom, które udało się ustrzelić od razu i nie trzeba ich skłuwać, docinać itp.?
-
[quote name='Unbelievable']ma korzystny wpływ, nie wiem czy u wszystkich gatunków, ale na pewno u dzików, mięso ma gorzki posmak jeżeli nie została z niego upuszczona krew[/QUOTE] I to się przekłada na klasę tuszy w skupie?
-
[quote name='bejasty']Gryf 80 pozwole sobie na małe wyjaśnienie. Jezeli moj pies kogoś dziabnie i ta osoba zglosi sie do szpitala zakażnego i dostanie pisemne zalecenie,że pies ma być poddany obserwacji=kwarantannie to jest to pokrywane z środków budżetowych [B]właściciel nie ponosi kosztów. [/B][/QUOTE] Z mojego doświadczenia wynika zupełnie inaczej - obserwacja jest opłacana przez właściciela. Z tym że procedura wyglądała inaczej - ugryzienie -> urazówka, która informuje sanepid -> nakaz obserwacji. Nic nigdzie nie zgłaszałam - szpital załatwił to z automatu bez mojego udziału a zaświadczenie o negatywnym wyniku obserwacji trafiło do mnie, czyli poszkodowanej. Ale może rzeczywiście, gdzieś ktoś coś refunduje, tylko właściciel psa nie chciał z tego skorzystać. Jeśli tak jest, to kolejny skandal - na co jeszcze idą nasze podatki?
-
[quote name='Kyu']Reliktem nazwałam ze względu na własne doświadczenie i specjalnie dzwoniłam do ojca, żeby się zapytać. Tak jak napisałam nie wiem jak to wygląda globalnie. Opinie dodałam w ramach ciekawostki, popierającej moje zdanie. Nie lubie jak ktoś wycina coś z kontekstu ;) [/QUOTE] Ale co wycięłam z kontekstu, bo nie rozumiem? Przytoczyłaś 4 cytaty z łowiecki pl a parę postów niżej napisałaś, że nie przekonują Cię internetowe wywody jednostek ;) Rozumiem, że tato Cię przekonuje - fajnie, ale w tej sytuacji to też jest uogólnianie. Zostawmy dobijanie lisa. Teraz mam pytanie o "skłuwanie" i "docinanie" grubszej zwierzyny. Czy to są synonimy zarżnięcia (bo następuje "odpływ farby") i czy faktycznie ma to wpływ na smak mięsa (korzystny w porównaniu z dostrzeleniem)?
-
Jaka cudna czekoladka :) To drugi taki czekoladowy rodzynek, nie? Czorne też słodkie :)
-
[quote name='Kyu']Ale widzisz, mnie nie przekonują internetowe wywody jednostek[/QUOTE] To czemu właśnie takie mi przytaczałaś odnośnie "reliktowego" dobijania lisa pałką? Bo widzisz, ja znalazłam porównywalne kilka info internetowych, z których wynika, że to norma a nie relikt.
-
Niektóre psy reagują niefajnie właśnie na olejki eteryczne zawarte w cytrusach (wymiotują). Ale to osobnicze - są takie, które wsuwają mandarynki i nic im nie jest. Choć wiadomo, że jak ze wszystkim, trzeba zachować umiar.
-
Ogólnikowe w sensie, że uogólniam, czy że ogólnie nie ma znaczenia, czy zabijanie sprawia przyjemność czy nie? To jak się współcześnie dobija postrzelonego lisa? Bo jestem akurat po lekturze forum na stronie PZŁ o różnych alternatywach przy różnych zwierzętach - skłuwanie, docinanie nożem, dobicie ręką lub kołatką (?), skręcanie karku, krótka broń (jeśli ktoś ma). Wszystko w celu skrócenia cierpienia oczywiście. I fajna rada tam jest - żeby raczej nie skłuwać, gdy jest gość na polowaniu, nie daj Boże, nieprzychylny dziennikarz ;)
-
Intuicja mi podpowiada, że prędzej zjadany może być imbir w proszku - taka zwykła przyprawa ze sklepu - niż świeży. Świeży jest nie tylko ostry, ale na dodatek bogaty w olejki eteryczne, charakterystycznie cytrynowy. W suszonym tego aż tak się nie czuje (dlatego do chińszczyzny wcale się nie nadaje ;)) no i można go użyć znacznie mniej, bo jest odwodniony. No ale psy bywają różne - znam takiego, co nawet cytryny był skłonny jeść, byle jeść ;)
-
"Mozarellę" robiliśmy już parę razy - w mikrofali ;) Fajnie wychodzi i świetnie nadaje się na pizzę. Spróbuję z tym kwaskiem cytrynowym, dzięki Tascha.
-
[quote name='Kyu'] To już indywidualna sprawa za jakie ktoś ma zabijanie. Skoro tak mówisz zapewne jesteś wegetarianką. Otóż ja nie jestem, mięso jem i jest mi ono niezbędne, z kolei, gdy ktoś kto je mięso i mówi mi, że zabijanie jest okrutne, jest hipokrytą.[/QUOTE] To mogłoby mieć sens z punktu widzenia mięsożercy, gdyby myśliwi zabijali wyłącznie zwierzęta nadające się do zjedzenia i wyłącznie z tego powodu, żeby je zjeść. A wiemy, że tak nie jest. Myślę, a nawet jestem przekonana, że etycznej ocenie podlega nie tylko sam fakt zabijania ale także frajda i dreszczyk emocji, z jakimi całkiem znacząca liczba tych panów biega z flintą po lesie. Nawiasem mówiąc, czy może mi ktoś wytłumaczyć, dlaczego postrzelonego lisa dobija się uderzeniem pałki a nie strzałem w głowę?
-
Mnie smakuje, ale mojemu psu absolutnie nie. A szkoda, bo dobry jest też na stawy. Też mi się jednak wydaje, że jednorazowa dawka nie zadziała. Terapeutyczne działanie ziół opiera się raczej na regularnym stosowaniu. Stąd zalecenia, żeby przyjmować go 3 razy dziennie.
-
[quote name='Patmol'] a jakby tak dać psu do zjedzenia po prostu imbir ? można go zetrzeć na tartce i wymieszać z czymś smacznym[/QUOTE] Można, o ile pies zje - świeży imbir jest dość ostry. Można też używać przyprawy - sproszkowanego imbiru. Tylko nie wiem, jak z dawkowaniem - ludziom zaleca się 5 gram świeżego lub 1/3 łyżeczki sproszkowanego 3 razy dziennie.
-
[quote name='Kyu']Żubr ma urożenie. Takiego żubra "do odstrzałki" wybiera OHŻ i to on zbiera kase, niemałą, ale przydatną na dalszy rozwój i ochronę gatunku. Paradoksalnie.[/QUOTE] Tia, a jak nie za kasę, to w ramach swego rodzaju nagrody dla szczególnie zasłużonych, ale oczywiście myśliwym wcale nie chodzi o trofeum ;) ;)
-
Dzięki Tascha :) Faktycznie latem, w upałach, mleko ścinało się w ciągu doby, a teraz stoi dłużej. A można przyspieszyć ścinanie się mleka tą podpuszczką do serów?
-
[quote name='Alise']Pozwólcie, że wtrące swoje 3 grosze :eviltong: Kto zna się chociaż trochę na składach kosmetyków, ten wie, że nie ważne jest to, czy kosmetyk jest przeznaczony dla ludzi czy dla psów - liczy się skład. :) Odżywki jak najbardziej można używać ludzkiej, ale takiej z dobrym składem (bez nadmiaru chemii). Odżywki dla psów mają podobny skład do normalnych, dla ludzi. Tylko najlepiej stosować na samą sierść, a nie na skórę psa. Co do szamponów, to tu jest tylko różnica w ph. A składniki również podobne - myjące sls, sles, coco betaine itp. Dużą role odgrywają składniki łagodzące działanie tych składników myjących np. pantenol, aloes, ekstrakty roślinne. Szampony dla psów powinny być łagodne, w miarę naturalne - i tu małe znaczenie ma czy są to typowo psie, ludzkie, czy dla dzieci. Podobnie jest z preparatami ułatwiającymi rozczesywanie, zabezpieczającymi jedwabiami, serami dla psów - składy są takie same często, jak w ludzkich kosmetykach. Bo co może być w takich kosmetykach? Silikony, proteiny jedwabiu, może jakiś olejek. I tyle ;) [B]A cena jest często 10x większa, jeżeli kosmetyk jest przeznaczony typowo dla psów[/B]. Więc nie generalizujmy, że można używać tylko tych psich. Bo niejednokrotnie te psie podrażniają, wywołują łupież i są zbyt agresywne. Liczy się skład.[/QUOTE] No dokładnie - 80 zł za butelkę albo i lepiej, i człowiek się szczypie. W efekcie działanie jest słabsze niż wtedy, gdy poszaleje z Pantene pro-v ;) Od lat używam odżywek pantene pro-v, elseve, do rozczesywania gliss kur z jedwabiem. I robię to za radą hodowców pudli, których psy mają doskonałe rezultaty wystawowe ;) Nie wiem, co to łupież u psa - jeszcze się nam nie przytrafił (odpukać w niemalowane). Ale niektórzy twierdzą, że pudle mają inne ph skóry niż ich pobratymcy ;)
-
A był jakiś film z takim scenariuszem, nie? Właśnie polowanie na więźniów. I nie mam na myśli Essential Killing. Ale w zasadzie - wszystkie te wojenki o ropę poniekąd mogą zaspokajać i takie potrzeby.
-
Że to jest mechate, to widać tylko przez lupę. Spróbuję zrobić zdjęcie ;) Mleko stoi ze 3 jak to się zaczyna pojawiać. Serek wyjdzie na pewno, tylko boję się, żeby tam nie było jakiś zarodników grzybów czy produktów ubocznych ich metabolizmu - czy co to tam jest dla człowieka szkodliwe. ** Chodniki zaczynają się zamieniać w rzeki - niestety nie tylko wodą płynące :roll:
-
Dziewczyny, jesteście bardziej otrzaskane w żywności własnej produkcji - pomocy! Próbuję zrobić zsiadłe mleko z mleka z mlekomatu. Zsiada się bardzo ładnie, skrzep pod spodem jak się patrzy, ale na śmietance zbiera się taki dziwny kożuszek, a jak się temu kożuszkowi przyjrzeć przez szkło powiększające, to jest mechaty - jak pleśń, tylko biały. Co to jest? Zbiorniki mają czymś zanieczyszczone czy cuś? Nigdy wcześniej tego nie widziałam ale mogłam nie zauważyć, bo latem nastawiałam mleko w wysokim naczyniu ze stosunkowo cienką szyjką, a teraz nastawiam w garnku - duża płaszczyzna, to lepiej widać. Już drugi raz nastawiam i to samo - 4 litry do kanalizacji, bo boję się z tego zrobić twarożek.
-
Czarna Fuga - Queenie, Carewicz , Regina i to co przeszłości i w przyszłości
filodendron replied to aneta's topic in Galeria
Gratulacje! (Czy taki kalendarz może gdzieś kupić osoba "z zewnątrz" czy to tylko dla klubowiczów?) -
[quote name='bezag']Król Hiszpanii strzela do wszystkiegow tym do słoni.[/QUOTE] Owszem - i nie tylko on - to tak a'propos tego, że nie o pieniądze chodzi ;) Na Ukrainie ponoć można do żubra trzy razy taniej.
-
[quote name='Patmol'] Ja lubię chodzić i wzięłam psa, żeby chodził ze mną. Ale coraz bardziej widzę,że z psem trzeba robić tyle innych rzeczy na spacerze:oops: że spacer przestaje być przyjemny, bo przestaje być chodzeniem. I nie ma czasu na przejście tych 10-20 kilometrów. Jak ja chodzę po górach -to całymi dniami chodzimy po prostu górach -od rana do wieczora. A w pozostałym czasie -odpoczywamy. Pewnie jestem za leniwa na psa. :roll:[/QUOTE] Lenie nie chodzą po 10-20 km dziennie po górach ;) Mam skalę porównawczą - codzienność z godzinnym spacerem, na którym TRZEBA coś robić z psem, bo inaczej się nie zmęczy. I urlop z tymi 10-20 km w górach CODZIENNIE. I zdecydowanie opcja druga bardziej męczy psa. Nie, nie męczy - zaspokaja - i psu już żadne głupoty do głowy nie przychodzą, bo albo idzie, albo śpi. Zawsze w górach opadają mnie wyrzuty sumienia, że mam psa - bo widzę, że on tam jest szczęśliwszy. No ale kto może pozwolić sobie na urlop non stop? ;) Między urlopami zostaje ta nieszczęsna piłka.