-
Posts
7523 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
5
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by filodendron
-
Ten z celtycką plecionką rzucił mnie na kolana - rewelecja :thumbs: Ja chcę białego pudla!!!
-
[quote name='Bura']Pani... bierz pod uwagę, że nasz Royal dostępny w Polsce, to nie ten sam Royal co mają Czesi.... Czy nawet Węgrzy... to na zachodzie publiczna tajemnica... hodowca suki mojej koleżanki (dość znany sędzia z Węgier) jak im sprzedawał psa to od razu zastrzegł: jak chcecie karmić RC to tylko tym kupowanym u nas... albo czymś innym bo Wasz RC to g.... Chyba jednak się skuszę na ten Proplan, tylko ten z jagnięciną...[/quote] A Słowacy jaki mają RC? (Będę tam chyba w przyszłym tygodniu, to kupiłabym) Słyszałam o tym, że polski RC to badziewie, choć pies w sumie je go chętnie (daje tę wersję dla pudli) jak na niego (ogólnie wybrzydza przy suchych), bo już trzeci kilogram nam schodzi. Faktem jest jednak, że zaczął się częściej załatwiać. Jakoś nie mogę utrafić z karmą.
-
[quote name='megiddo1']Zastanawiam się nad zmianą karmy. Czy karmy zawierające w swym składzie 40% lub 70% mięsa są zdrowe?[/quote] Karmiłam psa przez dłuższy czas niskowęglowodanową karmą Orijen i byłam bardzo zadowolona - pies był w świetnej formie, jego sierść też. Niestety przestała mu smakować, jak większość suchych karm.
-
Z kotami to też różnie może się zdarzyć. Znam historię dziewczynki, ktorej buzię domowy kotek potraktował jak firankę i po tym jak się po niej zsunął trzeba było założyć kilkanaście szwów. No ale ja na okoliczność pogryzienia tłukłam się przez ponad pół roku po różnych chirurgach plastycznych i dermatologach estetycznych, więc mam pod ręką historyjkę o prawie każdym domowym zwierzątku ;) To pewnie skrzywia człowieka ;) Rozsądek i wybraźnia nastawiona na nieco pesymistyczne przewidywnie tego, co się może wydarzyć (i mniej skarmiania dzieci filmami o Beethovenie i dalmatyńczykach) i wtedy pewnie wszystko jest ok.
-
[quote name='bonsai_88'][B]Filodendron[/B] jesteś moją idolką :loveu:... Ja małego tylko na piersi [w sensie - bez butli] miałam 13 miesięcy, teraz niestety z powodu studiów [czasami nie ma mnie parę dni w domu :-(] mały jest również na butli... ale jakby nie było - karmię już 21 miesięcy, za niedługo nam 2 latka stukną ;)[/quote] Hi, hi, trzynaście lat temu byłam kompletną wariatką, nawet położne stukały się znacząco w czoło ;) Każde dziecko w końcu przestanie ssać pierś i każde nauczy się siusiać do toalety. Nie ma się co spieszyć na siłe. Butla całkiem nas ominęła, bo tak długo karmiłam, że młode "w biegu" przesiadło się na jedzenie łyżeczką płatków z mlekiem sojowym. Wszelkie krowie i krowiopochodne były długo całkiem wykluczone. Nawet na wołowine była reakcja.
-
[B]Shaluka[/B], niczym się nie przejmuj - cycuś mamy jest nie do przecenienia :) Ja karmiłam 3 lata, dokładnie 2 lata i 10 miesięcy. Wprawdzie pod koniec to już było takie ciumkanie na dobranoc, ale jeszcze coś tam ciągnęła. Natomiast przez prawie 7 miesięcy była wyłącznie na cycku (z tym że robiliśmy morfologię). Na szczęście mama mieszkała 400 km ode mnie, więc nikt mi nad głową nie marudził, że świruję ;)
-
Ale cudeńko :loveu:
-
Jak reagujecie na chamstwo innych psiarzy?
filodendron replied to Gosia>>>'s topic in Wszystko o psach
[quote name='Saite']A ja sobie myślę, że to czy ma się dużego psa, czy małego nie ma większego znaczenia tak naprawdę. Cały problem tkwi w ludziach, którzy nie chcą zrozumieć pewnych spraw, swoich obowiązków. Spotkałam już wiele osób, które mając raz małego psa, raz dużego , postępowali tak samo, tzn. zawsze znajdowali wytłumaczenie na to, dlaczego ich pies może podbiegać, oszczekiwać, atakować, straszyć inne psy, zaczepiać ludzi itd. i rozmiar aktualnego psa nie miał tu w zasadzie nic do rzeczy. Kwestia stosunku do sprawowania opieki i kontroli nad psem.[/quote] Całkowita racja, i to w dużo szerszym niż tylko "psim" zakresie. Ludzie nie szanują się nawzajem. Taki zielony "spacerniak" w środku dużego miasta ściąga wszystkich, a każda kategoria "użytkowników" czuje się bardziej uprzywilejowana niż pozostałe. Psiarze narzekają na rowerzystów, rowerzyści na matki z dziećmi i psiarzy, matki z dziećmi na psiarzy i rowerzystów, rolkowcy na starszych ludzi dreptających środkiem, starsi ludzie na rozkrzyczane dzieci. Rowerzyści, psiarze, rolkowcy na straż miejską. Większość patrzy końca własnego nosa, ewentualnie końca nosa własnego psa, i jest jak jest. Szkoda. Zwłaszcza że jeśli samemu chce się być choć trochę grzeczniejszym, to się na tym wychodzi jak Zabłocki na mydle. Można po psie sprzątać robiąc za osiedlowego dziwaka, ale przecież nie rzuci się go na pożarcie, żeby zrobić komuś przyjemność, ani też nie poświęci poczucia bezpieczeństwa dziecka po to, żeby ktoś inny nie miał kłopotu z odwołaniem psa. Kwadratura koła. -
Jak reagujecie na chamstwo innych psiarzy?
filodendron replied to Gosia>>>'s topic in Wszystko o psach
[quote name='WŁADCZYNI']Angelus porywanie na ręcę psiaka może upewniać psa ze coś nie gra i utrwalać strach.[/quote] To prawda, tylko że w kontekście tych wszystkich małych i dużych podbiegaczy, o których tu piszemy, nie branie psa na ręce kończy się tak, że wcześniej czy później jakieś 30 kilogramów czystej miłości przewali się przez małego pieska nie mając oczywiście złych zamiarów. Nad niektórymi sytuacjami nie da się zapanować - prym wiodą labradory, bo ich właściciele czują się jak święte krowy:mad:. Już tyle razy wyławiałam psa spomiędzy kotłujących się nad nim labradorów, które chciały się na siłę zaprzyjaźnić, że teraz warczy na widok każdego biszkopta. Trudno znaleźć złoty środek. Generalnie jest tak, że właściciele dużych narzekają na małe, że źle zsocjalizowane, ale nie dają szans na ich prawidłową socjalizację, bo człowiek z takim maluchem albo porusza się od wypadku do wypadku, albo bierze na ręce. Smutne. [quote name='WŁADCZYNI']Filodendron ja mam takiego malucha 7 kg więc albo ograniczam się do nawarczenia na właściciela, albo uprzedzam że jeżeli podejdzie to moja zagryzie zgodnie z prawem bo jest na smyczy:mad:a jak nie da rady to ja jej pomogę:angryy: Mają mnie w okolicy za świra i większość omija mnie, albo łapie pieseczka.[/quote] Ci, co mnie już znają z widzenia i z konfrontacji to też mnie omijają szerokim łukiem :evil_lol:, tylko nowi wyrastają jak grzyby po deszczu. W sumie to jest takie przykre, bo zmusza człowieka do chamstwa. Jak się próbuje po dobroci, grzecznie poprosić, to w 9 na 10 przypadków, słyszy się ciągle te same mantry - "proszę się nie bać", "on nic nie zrobi", "on lubi małe pieski" itp. - ble, ble ble i zero działania. Zanim człowiek się popluje grzecznie tłumacząc, dlaczego jego pies boi się dużych i dlaczego nie chce się dopuścić do spotkania trzeciego stopnia to już dawno do niego dochodzi. Tylko jak się wrzaśnie po chamsku, to większość postuka się palcem w czoło i zabierze psa, choć też nie wszyscy. Notabene to samo jest z podchodzeniem psów do dziecka - można prosić, tłumaczyć, ale nie dociera - zawsze jest wtedy "on lubi dzieci", "my mamy wnuczkę w tym wieku", "on się chce tylko przywitać", mielenie jęzorem a pies już przy dziecku. Jeśli się rzeczywiście chce uniknąć kontaktu, to z daleka trzeba drzeć ryja, no i wtedy wychodzi się oczywiście na kompletną wariatkę, która nienawidzi psów i chciałaby wszystkie hurtem usunąć z miasta :shake: -
Tylko czy z pudlem i z tym bieganiem przy koniach zimą, przy mokrym śniegu, nie będzie problemu? Mam na myśli zbrylanie się śniegu na sierści. Nawet jak się łapy zabezpieczy, to i tak od czasu do czasu trzeba się zatrzymać i pościągać te śniegowe kulki. No i tak z konia, na koń, z konia, na koń ;) Nie wiem, tak się tylko zastanawiam - pewnie zależy, na jak długo się wyjeżdża. Lottie, utrzymanie czystej sierści konia i psa to trochę inne bajki. Pies nie załatwia się w boksie :). Pewnie, że utrzymanie białej szaty w idealnym stanie wymaga większego wysiłku, ale od kąpieli pudla i tak nie uciekniesz - brudną sierść trudno rozczesać niezależnie od koloru.
-
Jak reagujecie na chamstwo innych psiarzy?
filodendron replied to Gosia>>>'s topic in Wszystko o psach
To wszystko są przykłady na powiedzenie "mądry Polak po szkodzie". To dotyczy i pogryzionych dzieci, i pogryzionych psów. Jakoś wyobraźni brakuje w narodzie i musi się coś stać, żeby dotarło. :shake: A ja Wam trochę zazdroszczę, że macie duże psy i podstawę, żeby huknąć na własciela, przestraszyć przerobieniem futra na czapkę itp. My mamy problem z dużymi psami, które też podchodzą, bo "są łagodne", więc im się na wszystko pozwala. A mój się boi dużych i nie życzy sobie żadnego obwąchiwania. Niestety na nikim nie robi wrażenia (8,5 kg żywej wagi), więc spotyka nas totalna olewka - machnięcie ręką, teksty z gatunku "on nic nie zrobi", "proszę się nie bać" i inne dyrdymały. Można tylko chamsko wywrzeszczeć na właściciela, żeby zabierał psa, ale też nie zawsze jest jakaś, w miarę szybka, reakcja. A jeśli reakcji nie ma i mój ze strachu zacznie warczeć, to oczywiście słyszę komentarz - bo małe są zawsze wredne. -
o, kurka, jakie mi to długie wyszło. Przepraszam :oops:
-
[FONT=Arial][FONT=Verdana]Mnie się wydaje, że w dzisiejszych czasach zanieczyszczenia środowiska pojęcie grupy ryzyka zaczyna być nieco archaiczne. Wykonanie testów krwi u dziecka poniżej 2-3 roku życia jest po to, aby ewentualnie wykluczyć psa z kręgu podejrzanych jeśli dziecko JUŻ ma objawy alergii. Natomiast jeśli objawów nie ma, takie badanie nie daje żadnej gwarancji, że alergia się nie pojawi w „klasycznym” dla niej wieku 2-3 lat. Jest natomiast koncepcja, która mówi, że właśnie w takim przypadku (kilkunastomiesięczne dziecko bez objawów alergii) psa lub inne zwierzę wziąć NALEŻY (nawet jeśli dziecko jest z grupy ryzyka). Koncepcja opiera się na założeniu, że powodem narastającej liczby alergii u dzieci jest sterylność środowiska, w jakim żyją. System immunologiczny zwraca się przeciw organizmowi z braku „wrogów zewnętrznych”. Są już jakieś eksperymentalne metody leczenia poważnych alergii przez kontrolowane zainfekowanie tasiemcem (błeee) – podobno skutkują. Koncepcja jest interesująca, ma ręce i nogi, nadal jednak poruszamy się w sferze szans i ryzyka, i tak też przedstawia się przyszłość psa czy innego zwierza w danej rodzinie.[/FONT][/FONT] [FONT=Arial][FONT=Verdana]Bycie w tzw. grupie ryzyka też nie wyklucza posiadania zwierzęcia, czego przykładem jest moje dziecko. Pozostając przy przyjętej terminologii – była w wysokiej grupie ryzyka i też alergia dopadła ją niemal tuż po urodzeniu. Uczulało ją praktycznie wszystko, co zjadłam a potem to, co ona zjadła. Mieliśmy całe spektrum objawów skórnych – od natychmiastowych po opóźnione, od pokrzywki po atopowe zapalenie skóry. Wyciągaliśmy ją z tego latami, głownie dietą rotacyjną, bo leki działały tak sobie. Przedszkole było wykluczone ze względu na niemożność żywienia dziecka poza domem, opiekunka musiała być specjalnie przeszkolona. Żeby zminimalizować ryzyko marszu alergicznego i nie dopuścić do pojawienia się form wziewnych mieszkanie było pozbawione firan, dywanów, większości tapicerek występujących w „normalnych” domach, odkurzanie wyłącznie z filtrem wodnym, codzienne zmywanie podłóg na mokro. W okolicach 4 roku życia dopadły nas jednak pyłki drzew, ale organizm był już wtedy na tyle silny, że szybko udało się to opanować przy użyciu podstawowych leków. Dietę rotacyjną (z czasem z pewnymi odstępstwami) utrzymywaliśmy przez 6 lat. Z czasem wszystkie objawy się wyciszyły i można było odstawić leki. Po kolejnych 4 bezobjawowych latach (i bez leków) zdecydowaliśmy się na psa. Wykonaliśmy testy z krwi, dwukrotnie testy skórne w odstępie pół rocznym (wszystkie negatywne), potem posłaliśmy córkę na wakacje do cioci, która mieszka z dwoma psami – nie było objawów ani w trakcie pobytu, ani po powrocie do domu, więc postanowiliśmy zaryzykować. (Oczywiście mieliśmy poważną rozmowę z moimi rodzicami, którzy zadeklarowali, że wezmą psa, gdyby u nas stało się coś niedobrego). Na wszelki wypadek wybraliśmy psa nieliniejącego. Jest z nami od 3 lat, z córką jest wszystko w porządku, nic się nie dzieje (trochę gorzej ze mną – muszę się nawtykać Zyrtecu zanim zacznę rozczesywać psa, ale to drobiazg). Mam nadzieję, że skoro do tej pory nic się nie wydarzyło, to już tak zostanie. Może ktoś uzna, że za dużo ryzykowaliśmy, że w ogóle nie powinniśmy przymierzać się do psa, ja jednak uważam – nawiązując do początku wypowiedzi – że szanse/ryzyko w przypadku naszego dziecka były porównywalne z innymi, także całkiem zdrowymi dziećmi. Na dzień dzisiejszy nie ma sposobu, żeby przewidzieć kto i kiedy zachoruje, alergia dopada nawet dorosłych ludzi, którzy nigdy wcześniej nie chorowali. [/FONT][/FONT]
-
[quote name='joanna83']Jesteśmy tu,żeby pomagać psom,a nie po to,żeby pomagać rodzicom pozbyć się wyrzutów sumienia,że oddają psa.[/quote] Święte słowa. Ale również nie po to, aby hurtowo odsądzać ich od czci i wiary. PS. Jeśli Twoja siostra jest alergikiem, to Twoje dziecko (o ile jest biologiczne) jest w grupie ryzyka, niestety (odpukać w niemalowane).
-
Więc wystarczy być w grupie ryzyka, żeby rozsądek nakazywał odmówienie sobie przyjemności posiadania psa? Powiedz to xxxx52 i wynikom jej testów i testów jej dzieci. No i swojej siostrze, czy raczej rodzicom, którzy ją wychowali z psami i kotami :diabloti:. Właściwie to czemu nie - gdyby tak do tego podejść z czasem populacja psów w Polsce spadłaby do niezbędnego minimum prawdziwych szczęśliwców.
-
Pod postem Saite ja też się chętnie podpiszę, natomiast pod Twoimi, xxxx52, nie bardzo mogę, bo mam świadomość, że za trzymanie psów razem z dziećmi, u których testy wykazują ewidentnie alergię na sierść i wydzieliny psów i godzenie się z objawami alergii aż do okresu dojrzewania, na forach "dzieciaczkowych" rozerwali by Cię na strzępy :razz: Taki to już urok for przeróżnej maści - w różnych miejscach obrywa się za różne rzeczy. Ale po raz kolejny powtórzę - są to zbyt poważne sprawy, żeby włazić komuś z butami w jego decyzje dotyczące zdrowia dzieci. Każdy podejmuje ryzyko na własną rękę - Twój wybór, u Ciebie to się sprawdziło, ale nie każdy ma tyle szczęścia (bo regułą trudno to nazwać).
-
[quote name='joanna83']A ja się zastanawiam nad tym dlaczego ludzie nie myślą ZANIM wezmą do domu zwierzę. To chyba oczywiste,że piesek czy kotek będzie żył co najmniej kilkanaście lat i przez ten cały czas jesteśmy zobowiązani zapewnić mu opiekę itp. Jeśli jesteśmy alergikami z silną alergią, więc wiadomo,że ryzyko jest duże,że dziecko to odziedziczy. W takiej sytuacji nie bierze się do domu zwierzęcia dopóki dziecko się nie pojawi i nie będzie wiadomo czy jest uczulone. Trzeba tylko pomyśleć wcześniej i nie być egoistą "bo ja chcę teraz pieska,a za kilka lat jak pojawi się maleństwo to się zobaczy". I potwierdzę to co ktoś już napisał, że nie można dzieci trzymać pod kloszem,bo to przynosi więcej szkody niż pożytku. Moja siostra uczulona na wszystko (dosłownie) w dzieciństwie wychowała się z kotami i psem i w tej chwili nie ma już alergii. Organizm musi się uodpornić na alergen,a bez kontaktu z nim nie ma takiej możliwości.[/quote] Ach, to planowanie. Nie wspomnę, gdzie czytałam statystyki, ale w polskich warunkach bardzo dużo dzieci przychodzi na świat w sposób nieplanowany. Pojawiają się i już. Taki psikus natury.:razz: *** O ile wiem, nie ma czegoś takiego jak nabyta odporność na alergen. Można się odczulić, ale to jest albo bardzo dobrze zaplanowane przez lekarza albo jest dziełem przypadku - na kogo wypadnie, na tego bęc. *** Ja naprawdę nie chcę się czepiać. Tylko dziwi mnie, że tak wiele osób, tak lekką ręką (i chyba bez specjalizacji w dziedzinie) doradza lub krytykuje w tak poważnych sprawach - tak na sucho, dla zasady - bo kochamy pieski. Żeby ze swojej strony zakończyć jakoś optymistycznie tę połowiczną dyskusję (drugi koniec kija siedzi na forach "dziecięcych") - wszystkim życzę, aby ich dzieci wolne były od krwawiących zgięć stawów, atopowego zapalenia skóry, uporczywego świądu, nadmiernej nerwowości, braku koncentracji a przede wszystkim - od ataków duszności.
-
[quote name='Rauni']Nam kiedyś w Beskidzie zaproponowano, że pies może spać na dworze (suka cocker spaniela, 33 cm w kłębie, zatem olbrzymie bydlę i od razu widać, że kwalifikujące się do spania na dworze... koniec sierpnia był, a sąsiad na noc wypuszczał na teren BYKI). Skończyło się na tym, że pies spał ze mną w śpiworze, ale na terenie schroniska nosiłam go na rękach, żeby nie nabrudził...[/quote] Rauni, możesz zdradzić co to za podłe schronisko? Uwielbiamy Beskidy, jeździmy tam z psem od prawie trzech lat, zimą i latem, i zawsze schroniska przyjmują nas gościnnie. Jedynie na Równicy trochę chamoty, ale to nie schronisko tylko hotel, któremu ktoś przez pomyłkę nadał status schroniska. Napisz, którą górę mamy omijać po stoku :)
- 13 replies
-
- bieszczady
- pies
-
(and 1 more)
Tagged with:
-
[quote name='mala_czarna']A z czego wnioskujesz, że mi przeszkadza?:roll:Trwam po prostu na stanowisku, że pies to po prostu pies, a nie nasza zabawka do upiększania.[/quote] Ciekawy pogląd, zwłaszcza w kontekście wystaw psów :cool3:
-
[quote name='WŁADCZYNI']nie chodzi tylko o czopki i pręciki - jeszcze hm to pod pręcikami, błyszczące takie. To co sprawia że boimy się ujrzeć takie błyszczące ślepia w ciemnym lesie;) to poprawia zdolność widzenia w ciemnościach.[/quote] Zdjęłam Corena z półki - on to nazywa "makata"
-
[quote name='xxxx52']Filodendron-asthma alergiczn to przciez nie to samo co asthma sercowa.:shake: Na asthme sercowa choruje starsze osoby,na asthme lergiczna moga chorowc mlode osoby.Zeby stwierdzic asthme nalezy wykonac bronchoskopie.Kolejnosc zachorown to laergia(stwierdzon przez testy) pozniej bronchitis(zapalenie oskrzeli)pozniej asthma alergiczna(nie sercowa)Natomiast w starszym wieku moze przejsc na asthme secowa.Sa to dwie odmienne jednostki chorobowe.[/quote] Wprawdzie to bez znaczenia dla wątku, ale teściowa zmarła na zwykły, najzwyklejszy zawał - serce nie wytrzymało ciężkiego ataku astmy o podłożu jak najbardziej alergicznym. Ona po prostu miała coraz gorsze ataki - okresowo, w sanatoriach i szpitalach, następowała poprawa (bo nie było psa) a potem wszystko zaczynało się od początku. Summa summarum - pies ją przeżył. Oczywiście można z tego wyciągnąć wniosek, że zamiast oddawać psa należy bardziej dbać o kondycję serducha - każdy jest wolnym człowiekiem i sam podejmuje decyzje. Tylko rodzice są w tej moralnie dwuznacznej i niewygodnej sytuacji, że muszą decydować za swoje małe dzieci. I na przykład po latach 18 od astmatycznego młodego człowieka usłyszeć - zmarnowałaś mi zdrowie przez swoje głupie psy. Każda decyzja to ryzyko.
-
Urocze zdjęcia z córeczką :)
-
[quote name='xxxx52']Mam asthme alergiczna od dziecka, jestem uczulona miedzy innymi na siersc i wydzieline kotow i psow (moje dzieci takze)mielismy wielokrotnie testy robione i cale zycie mielismy zwierzeta.Organizm przyzwyczail sie do alergenu i uczulenie z czasem ustepuje w 99%.Nie mozna kazdej rekcji uczuleniowej przypisc zwierzetom:shake:Nalezy wykonac szczegolowe badnia. Moje dzieci uwolnily sie od alergi na zwierzeta w wieku dojrzewania. Najlepiej nie trzymc dzieci w inkubtorze:shake:[/quote] A moja teściowa zmarła na zawał serca, który nastąpił w trakcie silnego ataku astmy - chorowała, bo nie chciała pozbyć się swojego psa. Wiesz, w ten sposób można się przerzucać przykładami cudownych ozdrowień i odwrotnie - tragicznych finałów. I do niczego to nie prowadzi - ani nie usprawiedliwa tych, którzy pozbyli się psa bezmyślnie, ani nie dowodzi winy tych, którzy zrobili to z rozmysłem. Nie ma jednej cudownej recepty - każdy podjemuje decyzję sam. Jeden uważa, że dziecko może żyć z alergią i czekać na okres dojrzewania, a drugi takiej opcji nie przyjmuje do wiadomości (bo mu np. teściowa zmarła w/w okolicznościach albo uważa, że narażanie dziecka na "marsz alergiczny" jest głupotą).
-
A jak ktoś chce pstrokatego psa a nie papużkę? :cool3: I na własnej głowie różowy czub do kompletu, to nie wolno mu? Jak ta komuna w ludziach siedzi - wszystkim po równo i niech nikt się nie wychyla :diabloti:
-
[quote name='xxxx52']filodendron-do brak odpowiedzilnisci z zywa istote:angryy: To zcoofnie -traktownie psa czy kota jak zywa zabawke .[/quote] Czasem tak jest, a czasem dziecko ma tak silną alergię, że dotknięcie zwierzęcia powoduje krawiące zmiany na skórze - krwawią i bolą. Czasem oboje rodzice cierpią na astmę, co daje dziecku bodajże 80% prawdopodobieństwa, że też zachoruje - tyle że alergen jest jeszcze nie zdefiniowany. I co wtedy? Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Jak to Anglicy mówią - spróbuj chodzić w czyichś butach. Jasne, że nie wszystkich można usprawieliwić, ale wrzucać do wspólnego wora też nie należy.