Wiecie co, ja nie wiem, czy nie lepiej podjechać i kuć żelazo póki gorące, bo najpierw się może zgodzić, potem coś mu się odwidzi. Ja tak miałam, teraz to już tylko osobiście jadę, nawijam makaron na uszy, najpierw po dobrocie, jak nie dziala, to straszę, zabieram szybko psa, żeby nie zdążyło się coś zmienić. Liczę na wasze doświadczenie i wyczucie chwili, bo pies może być stracony. Trzymam mocno kciuki za powodzenie.