Jak "przywleczono" mi do domu Tanię miała ok 10 tygodni, a moje córki 4 lata i rok i szczerze mówiąc, nie miałam oporów przed zostawieniem "biedusi" w domu. Nie obyło się bez zadrapań, uszczypnięć i "gryzków". Starsza córeczka szła do przedszkola, a młodsza do wózka i z psem na spacerek.
Tania chyba trochę przebywała na ulicy, bo była bardzo wychudzona i bała się wszystkiego. Na spacerach załatwiała się i szybko wskakiwała do koszyka w wózku i tak wyglądały jej wędrówki po mieście.
Weronika w wózku na górze, a sunia w koszyku pod wózkiem i powiem szczerze ,że nie mam do dziś problemu z psem, a dzieci szybko nauczyły się ,że pies to nie zabawka i nie należy mu robić krzywdy.