-
Posts
8957 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
1
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by agnieszka32
-
[IMG]http://img706.imageshack.us/img706/9249/pa061819.jpg[/IMG] [IMG]http://img696.imageshack.us/img696/5079/p9160485.jpg[/IMG] Wybrałam 12 fotek. Kontakt do ogłoszeń: Agnieszka 600881691 Marta 517680264 Joanna 601803320 mail [EMAIL="[email protected]"][email protected][/EMAIL]
-
[IMG]http://lh4.ggpht.com/_uYMyo48e7dU/TEIToqjf9DI/AAAAAAAADH0/8Y71Zfh87z0/DSC_0206.jpg[/IMG] [IMG]http://lh3.ggpht.com/_uYMyo48e7dU/TEIUS4WdKvI/AAAAAAAADJI/wFdE-bwxS2E/DSC_0262.jpg[/IMG] [IMG]http://a.imageshack.us/img22/7068/p8155936.jpg[/IMG] [IMG]http://img522.imageshack.us/img522/705/p9190787.jpg[/IMG] [IMG]http://a.imageshack.us/img829/8279/p8217894.jpg[/IMG]
-
Sara - 3mc amstaffka wyrzucona na autostradzie juz w domu
agnieszka32 replied to ageralion's topic in Już w nowym domu
A właściciele mieszkają w domu z ogrodem? Cudownie widzieć niunię w swoim własnym domku :) -
[quote name='ageralion']Dorka byla dzisiaj u weta i mam bardzo dobre wiadomosci. Szwy wygladaja pieknie! Sunia ponosi je ze dwa tygodnie, zeby miec pewnosc o dobrym zagojeniu rany :) Wlasciciele sie spisuja na medal, dziekuje :)[/QUOTE] Nareszcie dobre wiadomości! Tak czułam, że właściciele dadzą radę ;)
-
Kiedy Marusia niszczyła w domu, próbowałam na niej leków - właśnie CalmAid, ale niewiele zdziałał - może dawka była za mała? Oczywiście, jeśli trzeba będzie, będę się chwytać wszystkim możliwości, by zapewnić bezpieczeństwo dziecku, no i Fidze. Nie wykluczam niczego. Porozmawiam z moim weterynarzem w poniedziałek, gdy będę z Figą na kontroli. Może będzie mógł mi polecić jakiś specyfik, który pomoże Marusię wyciszyć, a równocześnie przy długotrwałym stosowaniu nie będzie wywoływał skutków ubocznych. Pojawienie się dziecka będzie z pewnością dla Marusi ciężkie do przeżycie, będzie reagować strachem, niepokojem, ucieczką, może nadmiernym zainteresowaniem, pobudzeniem. Na pewno nie pozwolę, by obie suki przebywały razem tam, gdzie jest dziecko. Jestem przekonana, że Figa będzie bronić małej przed Marusią, przynajmniej na początku. Zwłaszcza, że coś się mi wydaje, że zaczyna się u niej ciąża urojona, a przy niej Figa staje się baaaardzo opiekuńcza :diabloti: Wymyśliłam jakiś tekst do ogłoszeń. Ale wyszedł strasznie długi, a i tak go skróciłam. Postawiłam tam takie wymagania, że wątpię, by ktokolwiek nie szurnięty na punkcie psów, się zdecydował na adopcję Marusi :evil_lol: [QUOTE] Marusia to ok. 2 letnia suczka w typie pit bulla red nose. Jest [U]wysterylizowana[/U], zaszczepiona, odrobaczona i zachipowana. Marusia nie miała łatwego życia - w lipcu 2010 roku trafiła do szczecińskiego schroniska – przyprowadziła ją osoba, która znalazła suczkę przywiązaną do drzewa. Marusia była najbardziej przerażonym psiakiem w schronisku, wtulona w najdalszy kąt boksu, drżała na każdy dźwięk, widok, odgłos… Po odbyciu kwarantanny Marusia zamieszkała w domu tymczasowym pod Szczecinem. Bardzo długo trwało zdobycie zaufania Marusi do jej opiekunów. Niestety, poprzedni właściciel suczki zaniedbał prawidłową jej socjalizację, z pewnością była też bita i bardzo karcona, zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Ogromnym lękiem reaguje na widok mężczyzn, podniesioną rękę, podniesiony ton głosu. Marusia boi się każdej nowej sytuacji, samochodów, ruchu ulicznego, czy dźwięków. Jednak kiedy zdobędzie się jej zaufanie, staje się najwspanialszym psem rodzinnym, niezwykle oddanym swoim opiekunom, kochającym ich całym swoim sercem. W stosunku do ludzi Marusia nie wykazuje cienia agresji, jest suczką niezwykle uległą, nieśmiałą, wręcz strachliwą. Potrzebuje naprawdę długiego zdobywania zaufania – wyłącznie metodami pozytywnymi. Dlatego szukamy dla niej [B]domu spokojnego, który cierpliwie będzie zdobywał jej zaufanie, domu w którym nikt nie będzie w stosunku do suczki stosował przemocy, bicia, czy karcenia[/B]. Z powodu swojej nieufności i strachliwości na nowym terenie, Marusia [B]nie może być na spacerze spuszczana ze smyczy[/B]. Na spacerach nie ciągnie, słucha się opiekuna, a 15 metrowa linka zapewnia jej wystarczającą swobodę, by rozładować energię. Marusia, jak każdy pit bull, jest psem energicznym, kochającym pracę i wykonywanie zadań. Uwielbia bawić się wszelakimi zabawkami, aportować, czy po prostu biegać po trawie. Jest również psem o silnie rozwiniętym instynkcie terytorialnym – kocha zarówno swoich opiekunów, jak i teren, na którym przebywa. Nie znosi samotności i zamykania w ciasnych pomieszczeniach – [U]wtedy pod nieobecność opiekunów może bardzo niszczyć[/U]. Dlatego też byłoby idealnie, gdyby Marusia [B]zamieszkała w domu z ogrodem, w którym do woli mogłaby się wybiegać oraz pilnować posesji, w domu, w którym nie musiałaby przebywać sama[/B]. Marusia ze względu na specyfikę rasy, brak podszerstka i odpowiedniej sierści, [B][U]nie może mieszkać w budzie czy w kojcu[/U][/B], jest typowo domowym psem, uwielbiającym wylegiwanie się na kanapie i spanie w łóżku. Oczywiście, równie dobrze będzie się czuć na własnym posłaniu. Z uwagi na swój temperament, żywiołowość i niezwykłą wylewność w okazywaniu uczuć, szukamy dla Marusi [B]domu bez małych dzieci i osób starszych[/B]. Marusia [B]nie może mieszkać z innymi zwierzętami[/B], musi być jedynym psem w domu. W obecnym domu mieszka z drugą suczką i często dochodzi między nimi do awantur i spięć kończących się poważnymi pogryzieniami. Dotychczasowa właścicielka suczki zaprasza do jej poznania, chętnie też będzie z Marusią odwiedzać przyszły dom, by suczka mogła poznać teren i nowych opiekunów. Dlatego szukamy [B]domu ze Szczecina i okolic, by przyszli opiekunowie dobrze poznali Marusię (a ona ich), zanim zdecydują się na jej adopcję[/B]. Nowi opiekunowie mogą też liczyć na pomoc jednego z najlepszych behawiorystów i szkoleniowców w przypadku problemów z aklimatyzacją się Marusi w nowym miejscu. Warunkiem adopcji jest zgoda na wizytę przedadopcyjną, podpisanie umowy adopcyjnej oraz na wizyty poadopcyjne. Adopcja jest bezpłatna. Zastrzega się prawo wyboru najlepszego domu dla Marusi. Do tego czasu Marusia będzie przebywać w swoim dotychczasowym domu. [/QUOTE] Piszcie proszę, co zmienić, co wyrzucić, a co dopisać ;)
-
[quote name='AjdaTola'][FONT=Calibri][SIZE=2]Witam, po pierwsze bardzo współczuję. [/SIZE][/FONT] [FONT=Calibri][SIZE=2]Mi co jeszcze przychodzi do głowy, to może porozmawiać z dobrym wetem odnośnie leków wyciszających dla Marusi – coś na bazie psychotropów, ale nie takich typowych. Bo nie chodzi, tu oto by była cały czas śpiąca, tylko aby ją wyciszyć (ograniczyć jej czujność i nakręcanie na niektóre bodźce ). Coś podobnie działające jak w przypadku psów z padaczką, które dostają ataku pod wpływem np. wystrzału. [/SIZE][/FONT] [SIZE=3][FONT=Calibri][SIZE=2]Wiem, że leki nie są wyjściem z sytuacji. Ale może choć na początek jakoś by pomogły, puki nie znajdzie się ‘’ten” dom.[/SIZE] [/FONT][/SIZE][/QUOTE] Dzięki, mam nadzieję, że obejdzie się bez leków ;) [quote name='Vectra']eee , myślałam że wygląda to gorzej , czyli nie poszarpały się tak na maksa i chwała im za to .. większość ran , to mniemam , powstała przy rozdzielaniu ... no ucho to taki delikatny organ ... dlatego się to kopiuje ;) w zabawie też można je stracić ..tak pozbawił mój dobek , lata temu , ucha amstaffce ... wyciągnął ją z dołka za uszko :diabloti: mogła się nie opierać - krwi było masa , bo rozerwał jej ... z Twojego opisu , myślałam że Figa jest bardziej zmasakrowana ... bardzo dobrze reagujesz ;) każdy akt próby przemocy , musi być tłumiony w zalążku .. A dzidzia niech jeszcze sobie siedzi , w swoim raju .... bo tu na ziemi , to już tak miło i ciepło nie jest ;) od urodzenia tylko praca i nauka ;)[/QUOTE] Fidze wisiała połowa ucha, ale weterynarz je poskładała do kupy, no poza zdartą skórką ;) Ma wiele małych ranek na łapkach i karku, kilka na pysku. Było sporo krwi, ale to głównie właśnie krew z ucha. Przed szyciem wyglądało to nieciekawie, po opatrzeniu i zapryskaniu - od razu lepiej. Na szczęście, zaczęliśmy je rozdzielać momentalnie, nie miały szans, by bardziej się poszarpać. Najgorsze jest to, że Marusia zaciska szczęki na Fidze, szarpie nią, ciągnie i nie puszcza :( To powoduje, że ciężko je rozdzielić. Znacznie łatwiej byłoby, gdyby podlatywała i kąsała. Figa próbowała odpychać ją łapami, dlatego podrapała ją po grzbiecie. Figa nie ma z Marusią żadnych szans - Marusia jest zwinna, szybka, silna i taka... zajadła, atakuje z taką dziką agresją, jakby walczyła o swoje życie. Momentalnie jest szczękościsk, "dziki wzrok", amok w oczach. Potrafi gryźć Figę i nie odpuścić nawet wtedy, gdy Figa kładzie się na plecy i odsłania brzuch, to nie ma dla niej znaczenia. Zagryzłaby ją, gdybym natychmiast nie ingerowała. Przerażające to jest. Figa to ciepłe kluchy, nie ma w sobie odrobiny zajadłości, nigdy nie zaatakowała Marusi, unika bójek. Niestety, nie chroni jej to przed Marusią :(
-
Azyr znalazł swoje miejsce na ziemi!:)Życzymy szczęścia!
agnieszka32 replied to Wala2006's topic in Już w nowym domu
Zdjęcia bardzo poruszające :( -
Dziękuję, dziewczyny ;) Na razie daję radę. Kiedy jestem w domu, suki nie są izolowane, ale calusieńki czas mam oczy dookoła głowy, właściwie nie spuszczam z nich oka. Kiedy wychodzę, izoluję je - raz Marusia siedzi w kojcu, Figa w ogrodzie, albo Figa w domu, Marusia w ogrodzie (z tego drugiego wyjścia obie są bardziej zadowolone :evil_lol:). Unikają się teraz, są do siebie nieufne bardzo, czasem zawarczą, ale wtedy od razu to ucinam. W większości jednak sytuacji po prostu się unikają. Spały nawet przez chwilę na jednej kanapie. Ranki u Marusi właściwie całkiem zagojone, suche, ładne, nic się z nich nie sączy. Gorzej z uszkiem Figi - co prawda pani wet. poskładała je do kupy i pozszywała, ale cały czas jest mokre (pewnie osocze), niektóre ranki muszą ziarninować, bo zeszyć się nie dało. No i głupia liże sobie szwy na łapie. Popsikałam je preparatem na szybsze gojenie - jest gorzki, więc ją trochę odstraszył. A panikara z niej okropna! Dzisiaj rano mąż ją przez przypadek dotknął w to ucho, a ona zaczęła piszczeć, jakby ją ze skóry obdzierano, przyleciała do mnie na kolanka, cała się trzęsła, tuliła, a na męża patrzyła, jakby nie wiem co jej zrobił :roll::evil_lol::evil_lol::evil_lol: Bardzo jest mi ciężko nawet myśleć o nowym domu dla Marusi, a co dopiero ją do niego oddać. Na pewno każdy będzie nieodpowiedni :diabloti: Siedzę nad tekstem do ogłoszeń, ale idzie mi jak krew z nosa... P.S. U lekarza byłam dzisiaj, dziecko jest już w pełni donoszone, waży ok. 3 kg. Mam jakieś rozwarcie szyjki zewnętrzne (cokolwiek to znaczy :evil_lol:) i czas się już szykować powoli do porodu. To 35 tydzień ciąży, zabieg zaplanowany jest na 1 sierpnia, ale dzidzia może zechce wyjść wcześniej :cool3: EDIT: zrobiłam kilka fotek, ale niewiele na nich widać - wszystko zapaskudzone czymś srebrnym. [IMG]http://img708.imageshack.us/img708/3290/p6294931.jpg[/IMG] [IMG]http://img13.imageshack.us/img13/2343/p6294933.jpg[/IMG] [IMG]http://img638.imageshack.us/img638/4701/p6294930.jpg[/IMG] [IMG]http://img856.imageshack.us/img856/7715/p6294937.jpg[/IMG] [IMG]http://img215.imageshack.us/img215/6586/p6294945.jpg[/IMG]
-
Tiga - znaleziona w centrum miasta pitbullka - ma dom :)
agnieszka32 replied to ageralion's topic in Już w nowym domu
Jest przepiękna! Basiorek - jesteście zameldowani w Szczecinie? Jeśli tak, to chipowanie jest bezpłatne ;) -
[Szczecin] Szczeniaki do adopcji - wątek zbiorowy
agnieszka32 replied to ageralion's topic in Już w nowym domu
[quote name='agata_k']haha, jakie paróweczki rude :D fenomenalne są :D pokaże foty znajomej, mam nadzieje że serce jej skradną ;) i to dwie suczki rozumiem zostały? aga a w którym to miejscu jest? myśle, żeby może najpierw jej zaproponować niech na dt weźmie a jak sie zakocha to zostanie, jak nie to przynajmniej nowego domku by szukała w fajnym towarzystwie ;)[/QUOTE] Szczeniaki są kilka kilometrów za Gryfinem - nie ma problemu, byśmy się z Twoją znajomą umówiły i podjechały tam razem. Moja mama jest w domku codziennie po południu (po 16), i cały czas w weekend. Podobno na żywo niunie są jeszcze bardziej urocze :loveu: i baaardzo malutkie. A może będzie chciała dwie kluseczki na DT wziąć? :cool3: Pomogę w żywieniu, szczepieniu, odrabaczaniu itd ;) -
Marta - młody doktorek teraz ma urlop, więc jest szansa na normalność :cool3:. Jeśli będzie miała mieć guzek wymrożony, to i tak będzie to robił Namysłowski.
-
Marta - ruszamy z ogłoszeniami. Ja bym nie opisywała jej historii całej, w skrócie ostatni rok, dużo o wymaganiach co do nowego domku :diabloti:, opiszemy charakter Marusi, zachowanie itd. Usiądę dzisiaj i coś skrobnę. Nie musi być łzawe, ważne żeby były konkrety co do psa i domu. Oddam ją tylko do najlepszych ludzi i najlepszego domu (o ile w ogóle oddam :(). Nawet mój mąż dzisiaj stwierdził, że może jednak ją zostawimy, będziemy izolować od Figi, dziecka itd... ale, wbrew samej sobie, uświadomiłam mu, że to tylko odkładanie rozwiązania problemu, iluzja, nic więcej. I że lepiej spojrzeć sytuacji w oczy i na spokojnie, bez emocji, próbować to rozwiązać. Marusia musi mieć człowieka na wyłączność i zero psiej (kociej, itp) konkurencji. Do tego spokojnych właścicieli, długie spacerki poza miastem i dom z ogrodem, by mogła w nim spędzać aktywnie czas (czyli stróżować), bo wtedy nie niszczy i nie rozrabia. Najgorsza w jej przypadku jest nuda. A kiedy będzie jedynym psem, nudę da się zwalczyć - ona pięknie bawi się zabawkami, co prawda większość po jakimś czasie kończy marnie swój żywot, ale zajmuje jej to sporo czasu i energii. Niestety, przy drugiej suce zabawki są cały czas pochowane, bo to kolejny powód do awantur, a Marusia szuka sobie zastępczych bodźców - kradnie co się da z garażu, kiedy jest otwarty (narzędzia, styropian, szmatki) i pięknie je szatkuje na małe kawałki :evil_lol:
-
[quote name='ageralion']Dzisiaj znow bylysmy u weta. Mambie od miesiaca rosnie na sutku guzek :( Na poczatku wyglaalo jak rozowa gula od ukaszenia, ale obserwuje i niestety to rosnie :( Wet pomacal, obejrzal i wyslal na Parkowa, bo tam moga to wymrozic. Szkoda wycinac calego sutka, skoro jes szansa inaczej sie tego swinstwa pozbyc. W przyszlym tyg idziemy sie pokazac, oby sie udalo uniknac zabiegu :( Mambidlo sie zbuntowalo po opuszczeniu naszego domu przez tymczasowiczke Sare i daje czadu. Kradnie mi bezczelnie placki z blatu w kuchni i to za moimi plecami - doslownie! Wyciaga smieci i wyzera, dzisiaj zjadla pol bohenka splesnialego chleba, po czym zwymiotowala mi 4 razy w roznych czesciach mieszkania :shake: Zachowuje sie tak, jakbym jej nie karmila wogole, masakra jakas! Przestala sie sluchac, ma w nosie mnie i moje polecenia, normalnie znow zaczyna sie musztra ehhh A juz tak bylo fajnie pozmianie karmy, nawet przestala sie drapac, pomimo pylenia na okolo, a tu znow wracamy do encortonu, bo musimy wyciszyc alergie :( Normalnie czasem mam ochote ja wypchac i powiesic na scianie :angryy:[/QUOTE] Marta, mam pomysł - zamień się ze mną - ja Ci dam Marusię, a Ty mi Mambę. Co Ty na to?:diabloti::diabloti::diabloti: A tak poważnie, to kurczę ten guzek jest niepokojący :( Moja Sara też miała guzek na cipce i właśnie Namysłowski z Parkowej pięknie jej go wymroził. Nawet śladu nie było. Tylko pamiętaj, by się na mnie powołać, bo inaczej to wiesz... ;)
-
Po opisach Klementynki widzę sporą różnicę między nią, a Marusią (ale są też podobieństwa :)). Na szczęście, Marusia nie skacze na gości, trzyma się z daleka od nich, dopóki nie zaufa na tyle, by sama do nich podejść (a trwa to dobrą godzinę i zazwyczaj podchodzi, gdy gość daje jej jakiegoś smaczka). Boi się bardzo mężczyzn, kobiety dość szybko zdobywają jej zaufanie. Można do niej ciumkać, ciućkać, itd, to na nią absolutnie nie działa. Ekscytacja wszystkim, co się dzieje dookoła naszej posesji, czyli głównie przechodzącymi psami, ludźmi, rowerami, czy samochodami z przyczepami, jest intensywna bardzo, ale też krótkotrwała i bardzo łatwa do opanowania. Krzyk, uspokajanie głosem nic nie daje, a wręcz przeciwnie, nakręca ją jeszcze bardziej, a to odbija się na Fidze, nawet jeśli jest dość daleko od Marusi, bo stara się jej wówczas unikać. Jeśli jestem wtedy w pobliżu, biorę do ręki smycz i przywołuję Marusię do siebie. Ona momentalnie skruszona do mnie podchodzi, zapinam ją, karzę zrobić siad, albo spokojnie odchodzę w drugą stronę. Ale to potrafię tylko ja, mąż już nie daje rady, biega za nią jak szalony, wymachuje smyczą, krzyczy i jeszcze bardziej ją nakręca. I tego się boję - mając na głowie poród, dojście do siebie po cc, noworodka i wszystko, co z tym związane, Marusia będzie pozbawiona jakiejkolwiek kontroli. Rozmyślaliśmy z mężem całą noc, co w takiej sytuacji zrobić (tzn. ja pół nocy ryczałam :-( ). Wiemy, że na dłuższą metę nie możemy zostawić obu suk, każda z nich osobno to świetne rodzinne psy (nawet Marusia stała się wielką pieszczochą), ale razem są mieszanką wybuchową i to tylko kwestia czasu, by incydent z gorszym skutkiem się powtórzył. Postanowiliśmy szukać Marusi nowego, najlepszego domu. Kojec to rozwiązanie doraźne, zamykam ją tam, gdy wychodzę (tak biega sobie po ogrodzie, Figa jest w domu). Będzie musiała w nim spędzać więcej czasu, gdy będzie dziecko, a przy dziecku będą obie suki przebywać na zmianę, by nie było o nie awantur. Życie w kojcu non stop to nie jest życie, zwłaszcza dla psa, który pragnie być cały czas przy człowieku. Dlatego też, dopóki nie znajdę domu idealnego (raczej z ogrodem, bo Marusia uwielbia przestrzeń, pilnowanie, wtedy nie niszczy, mieszkając w mieszkaniu znów może urządzać demolki), bez dzieci małych i innych psów, będzie u mnie. Marzy mi się też dla niej bardzo doświadczony DT, który będzie w stanie z nią pracować i być może tak naprostować, że będzie mogła żyć również w mieszkaniu. Jeśli taki się trafi, to dla dobra Marusi, umieszczę ją w nim - będzie miała człowieka blisko i będzie się uczyć. Ktoś może z niej zrobić jeszcze porządnego psa, może zrobić to, czego ja nie potrafiłam. Myślę, że to jedyna rozsądna decyzja w tej sytuacji. Nie wywalę psa na bruk, nie oddam byle gdzie. Jestem z nią bardzo emocjonalnie związana (co tam, przecież wiadomo, że kocham ją szalenie, jak żadnego innego psa przedtem), zwłaszcza że nigdy nie miałam tak oddanego, wpatrzonego we mnie psa. Wiem, że zdradzam jej zaufanie, ale postaram się zrobić to tak, by jak najmniej odbiło się to na jej psychice. Mam tylko nadzieję, że uda mi się z nią rozstać :placz: :placz: Wiedziałam, że dwie suki ttb w jednym domu to nie jest dobre rozwiązanie, jednak podjęłam to ryzyko, rozważyłam za i przeciw. Niestety, nie wzięłam pod uwagę powiększenia rodziny, tego nigdy nie miało być. Nie sądziłam też, że starcie suk może skończyć się tragicznie dla jednej z nich. Nie miałam pojęcia, że dwie mieszkające pod jednym dachem przez wiele miesięcy suki mogą chcieć się zabić o byle co. Nie miałam doświadczenia w tej materii, mając poprzednią Sarunię i Fiodora nie wiedziałam nawet, co to jest walka o zabawki czy jedzenie (jadły z jednej miski, a zabawki porozrzucane były po całym ogrodzie). Poza tym, ja pragnę mieć psy domowe, kanapowe, pieszczochy. Trzymanie psa w zamknięciu, bo stanowi zagrożenie dla drugiego, albo ew. dla dziecka, dla samego tylko posiadania takiego psa, jest według mnie nonsensem. Pies jest dla mnie towarzyszem, przyjacielem, a nie eksponatem umieszczonym za kratami. Tego nie jestem w stanie znieść. :-( Marusia też na odosobnienie nie zasługuje. Jeśli będzie w domu jedyną, blisko człowieka, będzie cudowną suką. Kurczę no, wszystko się tak skomplikowało. Do bani to!
-
[Szczecin] Szczeniaki do adopcji - wątek zbiorowy
agnieszka32 replied to ageralion's topic in Już w nowym domu
[quote name='ageralion']Ale slodkie parowki :loveu: Mam tez taka dluga, czy to geny tatusia? ;)[/QUOTE] Tak, to geny tatusia - jamnika :) -
[Szczecin] Szczeniaki do adopcji - wątek zbiorowy
agnieszka32 replied to ageralion's topic in Już w nowym domu
[quote name='agnieszka32']W ruderze niedaleko domu moich rodziców (okolice Gryfina) oszczeniła się maleńka suczka należąca do bezdomnego/żula, mieszkającego w rozpadającej się chałupie. Sunia nie ma ani jedzenia, ani wody, jest skrajnie wychudzona. Urodziła 4 szczeniaki, 3 suczki i pieska. Pieskowi moja mama znalazła już dom, pozostały 3 malutkie sunie. Ojcem jest jamnik, więc będą malutkie. Teraz sukę i szczeniaki dokarmia moja mama, ale dłużej tak nie da rady. Będę u niej w czwartek, zawiozę im karmę i pastę na robaki, to zrobię fotki szczeniakom, może uda się znaleźć dla nich dobre domy, bo inaczej padną - nieszczepione, nieodrobaczone, żyjące w koszmarnych warunkach (smród z tej rudery bije na kilometr). Jeśli się to uda, spróbujemy potem wysterylizować sukę, bo za kilka miesięcy pojawią się następne szczeniaki.[/QUOTE] [quote name='agnieszka32'] Zawiozłam mamie tabletki na robaki i spoty na kleszcze i pchły. Zostały odrobaczone i zakropione, tak samo ich mama. Niestety, nie są zaszczepione i to jak na razie niemożliwe. Najpierw trzeba je porządnie odrobaczyć (za 14 dni powtórka) i dopiero wtedy można myśleć o szczepieniach. Ale szczęście w nieszczęściu, maluchy są zdrowe i radosne, a tam gdzie sobie żyją, nie mają nawet szans złapać jakiegokolwiek syfa ;) [/QUOTE] Mam fotki, niestety, bardzo słabiutkie, bo psy były zamknięte. Z tego co widzę, zostały tylko dwie sunie, nie wiadomo, co się stało z trzecim szczeniakiem. [IMG]http://img171.imageshack.us/img171/4391/p6264912.jpg[/IMG] [IMG]http://img194.imageshack.us/img194/3089/p6264914.jpg[/IMG] [IMG]http://img268.imageshack.us/img268/3803/p6264918.jpg[/IMG] [IMG]http://img844.imageshack.us/img844/2093/p6264922.jpg[/IMG] W tle widać miejsce, gdzie mieszkają :( [IMG]http://img51.imageshack.us/img51/13/p6264928.jpg[/IMG] -
Vectra, ogromnie Ci dziękuję za rady. Zawsze tak robię - rozdzielając je "karcę" obie, każda jest odsyłana na miejsce. Generalnie, nie jest z nimi źle. One na co dzień jakoś się nauczyły żyć, mają dwa różne charaktery - Figa chce spać, leżeć itd, Marusia chce biegać, bawić się szaleć. Kiedy próbuje "zmusić" Figę do zabawy, ta pokazuje jej zęby. Ale takie spięcia to pestka, natychmiast je uspokajam. One na szczęście na siebie nie polują, nie patrzą tylko, by dorwać siebie nawzajem. Problem tkwi w Marusi, jej nakręcaniu się, silnym i bardzo łatwym pobudzeniu - ona nad sobą nie panuje wtedy, nie patrzy czy ja siedzę i przeze mnie przeleci, czy stoję i walnie we mnie, lecąc do jakiegoś idącego za ogrodzeniem psa. Jest nadpobudliwa i w takim przypadku działa jedynie smycz - obroże noszą stale, więc gdy widzę, że Marusia się zaczyna nakręcać, idę po smycz, zapinam ją i odchodzę spokojnie od źródła irytacji. Nie daj boże, by Figa stanęła jej wtedy na drodze - atakuje ją błyskawicznie, a nawet szuka jej, by się na niej wyładować. Boję się, żeby tak samo nie było np. z dzieckiem. Marusia normalnym psem nie jest, można nad nią zapanować, ale to, co się z nią działo, zanim do mnie trafiła, spustoszyło jej niestety psychikę. Dlatego ją zatrzymałam, bo nauczyłam się z nią radzić i dlatego raczej teraz zostać u mnie nie może. Oczywiście, zanim nie znajdę dla niej jakiegoś bardzo sensownego i zaufanego miejsca, będzie pod moją nieobecność siedzieć w kojcu. Liczę jednak, że znajdzie się ktoś, dobry DT, który nad nią popracuje, koszty nie grają roli. Może kiedy zamieszka w bardziej "normalnym miejscu", gdzie będzie miała regularne spacery, dużo bodźców, nawet tych negatywnych, zacznie sobie lepiej radzić w życiu. Bo tak naprawdę to nie tylko ona dostosowała się do nas, ale też ja dostosowałam się do niej. Wiem że nie lubi wychodzić poza posesję, to nie wychodzi często. Wiem, że nie lubi obcych, to nikt nas nie odwiedza. Wiem, że jestem dla niej najważniejsza, to poświęcam jej całą moją uwagę. Nie bójcie się, nie wyrzucę jej do lasu, nie oddam w nieodpowiednie miejsce. Bardzo ją kocham i tak naprawdę, gdyby nie dziecko i obawa o jego bezpieczeństwo, oraz o bezpieczeństwo niani (bo zaraz muszę wrócić do pracy), dałabym jakoś radę... Ale jest ciężko przy takim psie. Byłoby całkiem dobrze, gdyby była sama, jedyna w domu. Nie jest agresywna, lecz nadpobudliwa. Jeśli miałaby wystarczająco dużo do roboty, to i głupoty by się jej nie trzymały. A ja jej tego zapewnić nie mogę, i tak poświęcam jej cały mój wolny czas, piłki, aporty, gryzaki, nauka komend. Może po prostu nie nadaję się na jej właścicielkę? Jestem za miękka, uczłowieczam psy, są dla mnie najważniejsze. A tak chyba być nie może. I o ile w przypadku Figi daje to rewelacyjne rezultaty, to taki trudny pies jak Marusia, potrzebuje chyba nieco innego prowadzenia. I chociaż zostałam pochwalona przez szkoleniowca za rezultaty Marusi, to i tak czuję, że zawiodłam.:-( Jest dobrze, ale do czasu... Po raz drugi o mało Figa nie zginęła, takie sytuacje będą się powtarzać, bo Marusia nie odpuści. P.S. Vectra, uważaj, bo Ci Marusię podrzucę ;)
-
[quote name='furciaczek']Nigdy nie zrozumiem dlaczego dobrych ludzi spotykaja tak straszne rzeczy....dlaczego to oni musza podejmowac najtrudniejsze decyzje. Nie wiem co napisac, kazde slowa ze mi przykro itd wydaja sie tak puste i nic nie znaczace :( Wiem ze bedziemy Cie wspierac w kazdej dycyzji i pomozemy na ile to mozliwe osiagnac zamiezone cele...mysle ze moge to napisac w imieniu osob uczestniczacych w tym watku.[/QUOTE] Dziękuję. [quote name='Agata Dymer']Marta mi na GG napisała... Boże Aga serduchem jestem z Tobą i mężem. Nawet nie jestem w stanie sobie wyobrazić co przeżywasz. :*[/QUOTE] Wiesz, myśl o pozbyciu się własnego psa jest przerażająca :( Dzisiaj Marusia została zamknięta w kojcu na parę godzin, gdy musiałam wyjść. Dobrze, że mam ten kojec, bo już go chciałam sprzedać. Teraz śpią sobie obie, jakby nigdy nic - jedna w salonie, druga na tarasie. Mijają się grzecznie, aczkolwiek Figa kuli się na widok Marusi, odwraca od niej pysk, Marusia jest za to nachalna, chce być ciągle obok niej.
-
[quote name='evel']Aga, przepraszam, ale muszę to napisać. Ja bym na Waszym miejscu poszukała sprawdzonego DT dla Marusi, ze szkoleniowcem. Tak na szybko przychodzi mi jeszcze do głowy furciaczkowa. Trzeba by z Marusią porządnie popracować, systematycznie, codziennie, wyprowadzić na prostą na tyle, na ile się uda i chyba szukać nowego domu bez innych zwierząt, ale też bez małych dzieci :( Nie wiem jak inni, ja sobie pomyślałam, co by było, gdyby Marusia się zaczęła nakręcać na coś tam, a np. obok przebiegałoby małe, krzyczące dziecko, a naprawdę daleko mi do oszołomów krzyczących, że wszystkie TTB to mordercy i tak dalej :( :( :( Wiem, że nie ma porównania, ale ja osobiście mam psa, który nie znosi dzieci, próbuję nad nią pracować, ale idzie bardzo opornie, dzieci ją przerażają do tego stopnia, że podejrzewam, że suka byłaby w stanie pogryźć dziecko ze strachu, wcale mi to życia nie ułatwia, jak w domu mamy jakichś gości z małymi dziećmi to jest zawsze horror, pies zamykany, a ja cały czas się zastanawiam czy na pewno nikt do psa nie przyjdzie, nie wypuści i w ogóle... Mam nadzieję, że z dzieckiem wszystko w porządku. Rany, naprawdę nie zazdroszczę, to bardzo trudne zdecydować - co dalej... :-( Każda decyzja na swój sposób będzie się wydawała niesprawiedliwa :-([/QUOTE] Nie masz za co przepraszać. Jestem otwarta na każdą radę, każdą sugestię. Jeśli nowy dom dla Marusi, to tylko bez zwierząt i małych dzieci. Zdaję sobie sprawę, że łatwo nie będzie. Marusia może sprawiać problem przy dziecku, a może nie. Jednak jej nakręcanie, pobudzanie może być dla dziecka niebezpieczne. Liczyłam się z tym, że być może nie będzie mogła u nas zostać, jeśli będzie stwarzać zagrożenie dla dziecka. Mam ten kojec w ogrodzie, ale to nie jest żadne rozwiązanie. Kojec jest po to, by w razie potrzeby zamykać na chwilę psa, ale nie po to, by spędziła w nim całe życie, zimy, noce ... :( Ja wiem, że są priorytety, że dziecko ważniejsze jest od psa, ale... świat mi się na głowę wali. Jest mi tak cholernie ciężko, że trudno to sobie wyobrazić. :( I chociaż w głębi duszy wiem, co powinnam zrobić, to jednak to strasznie trudne. Pomyślałam też o furciaczkowej, ale wiem też, ile ma teraz na głowie, ile psów i kotów pod opieką. Jeśli trzeba będzie, będę błagać o miejsce dla Marusi, ale bardzo mi zależy na domowym tymczasie, nie o kojcu. Kojec ma u mnie też, a trzymanie w nim całe życie takiego psa, dla którego nic nie jest ważniejsze, niż człowiek, to zwyczajne okrucieństwo. Oczywiście, dopóki nie znajdę dla niej odpowiedniego miejsca, będzie u mnie, choćby w tym kojcu.
-
[quote name='chita']to jakis horror...:-( jak Figa dzis? no i jak Ty sie czujesz, jak przeczytalam ze upadlas na brzuch to mi sie miekko zrobilo:shake: Aga jakakolwiek podejmiecie decyzje bedzie sluszna, najwazniejsze teraz jest bezpieczenstwo dziecka i Wasze... :calus:[/QUOTE] Upadłam, a w dodatku musiałam wynosić Figę na rękach, a waży 30 kg. Trochę boli mnie brzuch, ale jutro mam wizytę u lekarza, więc się upewnię, że wszystko jest ok. A decyzja, jaka by nie była podjęta, żadna nie będzie słuszna, każda skrzywdzi którąś z dziewczyn, a mi serce chyba pęknie :placz: [quote name='agaga21']aguś, jak po nocy?[/QUOTE] Nocka przeszła spokojnie, Figa spała z mężem w sypialni, ja z Marusią w salonie na kanapie. Dzisiaj już Figa lepiej chodzi, nie kuleje już tak bardzo, więc myślę, że to tylko poważne stłuczenie, bo poprawa jest widoczna. Marusia co chwilę podchodzi do Figi, obwąchuje ją, liże, ale Figa panicznie się jej boi, trzęsie się na sam jej widok, kuli i warczy. Biedulka moja :-( Z rankami Marusi jest OK, nic się nie sączy, wszystko zaschnięte, a ona ich nawet nie zauważa. Dostałam dla niej antybiotyk w tabletkach, ale Figa musi pojechać na oględziny do weta. [quote name='Vectra']Pitbull , normalne i wzorcowe zachowanie ... nie zazdroszczę akcji , szczerze nigdy w życiu , moje psy nie gryzły się do krwi .. rozumiem Twój dylemat , postaram Ci się go rozwiązać .... NAJWAŻNIEJSZE teraz jest dziecko .... co do oddania któreś suki , jest to powiedzmy plan awaryjny ;) z tego co przeczytałam , one już się nienawidzą , a suki jak się znienawidzą , to nienawidzą się strasznie .... samce to jest lajt przy sukach ... Kojec nie jest złym rozwiązaniem , bezpieczeństwo Twoje , dziecka, TZa , oraz psów ... każda kolejna walka , będzie pogłębiać problem ... teraz musisz je rozdzielać i nie dopuszczać do sytuacji by mogły sobie nawsadzać ... teraz praca nad tym , by się tolerowały , tu trzeba bardzo ostro i bez jojczenia .... jest to trudne , pracochłonne .. one są dla siebie niebezpieczne , ale gorzej bo jak czytałam , suka się odwinęła i ugryzła - niby tak psy robią , ale nie TE rasy ... żaden handler by nie przeżył walki ;) Zobacz , jak będzie Wam się żyło , z rozdzielaniem suczek ... jeśli ogarniecie , to jest to rozsądne rozwiązanie .... szukanie takim psom domu , tego to Wam tłumaczyć nie muszę :( a jeszcze jak wspominałaś , jedna jest problematyczna - to dramat .. trzymaj się i nie denerwuj , na szczęście nic się poważnego nie stało ... myśl na trzeźwo i rozsądnie .... emocje nie zawsze są dobrymi doradcami[/QUOTE] Dzięki ;) Wiesz, to nawet nie jest tak, że one się nienawidzą. W miarę nauczyły się ze sobą żyć, ale to jest jak życie na czynnym wulkanie, który w każdej chwili może wybuchnąć. Ja sobie z nimi nawet dobrze radzę, nie cackam się, reaguję przy najmniejszym sporze, huknę, krzyknę, każdą odeślę na miejsce i się uspokajają - a właściwie Marusia, to ona się pobudza, nakręca, ciężko się ją wycisza, ale daję radę. Jednak, gdy dojdzie do prawdziwej walki, nic nie pomaga. Widok jest straszny, bo ze względu na specyfikę tych ras, nie ma się co oszukiwać, takie sytuacje kończą się zagryzieniami. A wystarczy dosłownie iskra, a walka gotowa. Fiodor też był nadpobudliwy (pitbulle są jednak specyficzne), ale z Sarą dogadywał się znakomicie - przez ten rok, gdy był u nas, nie doszło do żadnego pogryzienia, sprzeczki o jedzenie, zabawki, cokolwiek. Jadały z jednej miski, wyciągały sobie z pysków smaczki. To była sielanka. Dwie suki po przejściach, obie o nieznanej przeszłości, w tym jedna bardzo skrzywdzona przez jakiegoś gnoja, to naprawdę mieszanka wybuchowa. Gdybym nie miała lada dzień/tydzień rodzić, gdybym nie miała mieć za chwilę dzieciaka, znalazłabym w końcu dobre rozwiązanie. A tak... obawiam się, że kolejną kością niezgody będzie dziecko. A jeśli coś by mu się stało, chyba nigdy bym sobie tego nie darowała. Umieszczenie Marusi w kojcu to na razie doraźne rozwiązanie, jeśli nie znajdę innego do czasu porodu. Ale na dłuższą metę tak nie dam rady :( Kiedy jest lato, jest OK, ale jesień, zima, mrozy... Ona tam będzie musiała siedzieć w nocy, mało kontaktów z ludźmi (oboje pracujemy do bardzo późna), sfiksuje już całkiem. Wiem, że Figa ma większe szanse na dom (będę go szukać u rodziny, znajomych, może się uda), ale mąż nie chce nawet o tym słyszeć. Co do Marusi... ma szansę na dom, ale może go długo szukać, tego odpowiedniego, który będzie miał na tyle cierpliwości, co ja. I tak zmieniła się u mnie nie do poznania, szybko akceptuje nowych ludzi (tzn kobiety, facetów nadal się boi), no ale jest na swoim terenie. Myślę też nad dobrym domowym tymczasem dla niej, płatnym z pokryciem wszelkich dodatkowych kosztów utrzymania, ale poza Kaną, która ma doświadczenie w pracy z trudnymi psami i pomimo młodego wieku, niejedną durną sukę udało jej się na prostą wyprowadzić, nikt inny mi do głowy nie przychodzi. A musi to być ktoś, komu ufam w 100%. [quote name='Korenia']Mi o dziwo bardzo szybko się o goiło, ale sporo smarowałam takim kremem na blizny z masy perłowej - No-scar się nazywa, nie jest taki tani jak maści na blizny bo kosztuje ok 45 zł 30 ml, ale mi pomagał [URL="http://www.azmedica.pl/?mainpage=produkt.php&idp=100"]klik[/URL], ale to jak już się podgajało, a tak to sporooo rivanolu, często bardzo przemywałam. Zmuś jakoś Tadzia, bo jeszcze się zacznie paprać i dopiero będzie.[/QUOTE] Tak, ta maść jest świetna, też ją u siebie stosowałam, blizny są praktycznie niewidoczne. A rivanol dzisiaj kupię w aptece, dziękuję. [quote name='ageralion']Mam nadzieje, ze chociaz chwile w nocy udalo sie im przespac...[/QUOTE] Marta, całą noc przepłakałam, calusieńką. Od rana siedzę i ryczę, i nic konstruktywnego nie przychodzi mi do głowy. Tadzio jest strasznie przybity, nie może się otrząsnąć po tym, co widział wczoraj. Ja byłam bardziej opanowana, bo już raz przez to przeszłam, w dodatku zupełnie sama. Wczoraj jednak było znacznie gorzej... Boję się, co będzie następnym razem, bo nawet izolacja suk może nie uchronić przed podobną sytuacją, a może jedynie pogłębiać ich wzajemną niechęć.