Jump to content
Dogomania

Sybel

Members
  • Posts

    2501
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Sybel

  1. Jeśli miała te karmy w gabinecie, to znaczy, że ma z każdej paczki profit. W życiu nie dała bym na siebie napyskować wetowi (ani innemu lekarzowi), prędzej by się rozległ tylko trzask drzwi za mną. Tak poza tym są fajne karmy z mniejszą ilością chemii. Ja się przymierzam teraz do karmy Josera. Btw, Bosch ma rewelacyjne ciacha dla psów, w paczkach po pół kilograma i kilogram, w pudełkach solidnych, a do tego psy zadowolone.
  2. Po pierwsze dieta powinna być dostosowana do ruchliwości psa, do jego potrzeb energetycznych. Aktywny pies typu malamut powinien dostawać karmę wysokoenergetyczną, lekkostrawną. Są takie karmy w róznych opcjach, droższych, tańszych, mniej papranych chemią i bardziej. Można też poczytać o barfie o dostosować go do potrzeb danego psa. Barf na pewno ma tę przewagę, że jest naturalny, nie wzbogacany chemicznie, nie przetwarzany, tylko najbardziej odpowiada potrzebom psa. Jest na pewno bardziej pracochłonny, niz np, micha suchego. Jeśli karmisz barfem, musisz bardziej pilnować, zeby dieta była odpowiednio zbilansowana, dostarczała odpowiednich witamin i minerałów, które są w dobrej jakości karmach. Co do różnicy budowy układu pokarmowego, to raczej wpływ ma wielkość psa, niż to, czy bywa na wystawach... No i zapotrzebowanie na dane elementy diety, np. niektóre rasy potrzebują czegoś na wzmocnienie chrząstek i stawów (genetyczne problemy z dysplazją, dyskiem etc.), inne mają tendencję do problemów żołądkowych, jelitowych, do wad nerek etc. No, ale to jest kwestia jednostkowa.
  3. Moje psy są uczone, że domownicy mogą im grzebać w misce (choć tego nie robią). Uczymy je tego cały czas (no, utrwalamy) dokładając im do miski po troszku przysmaków. Odsuwamy delikatnie psyki znad miski i w misce ląduje jedzenie. Tak oduczyłam agresji psa, który miał totalnego hopla na tle jedzenia i świętej miski. Inna sprawa, ze dobija mnie mój Filip. W domu zanim weźmie z ręki, to ogląda, obwąchuje, analizuje każdy kąsek. Na spacerze zobaczy koope, jakiś ochłap, najlepiej porządnie popsuty - od razu zeżera. Wyciaganie mu z gardła zgniłej wędzonej ryby wspominam do tej pory z dreszczem na plecach. Niestety opcja "zostaw" jest wtedy nieaktywna u tego psa. Rozumiecie, pies głodujący... Wcale nie dostaje suchej karmy z rosołkiem i kurczaczka z ryżem i witaminek i przysmaków i jogurcików, jajek itd.
  4. Moje psy mają ładne zęby, jedenastoletni Filip ma bielusieńkie, sześcioletni Felek troszkę mniej, ale też niezłe. Myjemy pastą dog-a-dent raz w tygodniu, ale wtedy zawsze jestem zapluta po łokcie, bo dramat jest. No, ale czego się nie robi... Tylko potem są obrażeni, bo zawsze po tego typu zabiegach na uszach i oczach jest ciastko, a po myciu zębów nie...
  5. Ta, jak chodzę po terenach podmiejsckich, albo np. w Sokolnikach (leśne działki pod Łodzią), to stada latających sampoas psów są przerażajace. Moje 3 z 4 też latają luzem, ale w odległości 10 metrów od nas i reagują na każdą komendę, poza tym nie interesują ich inne psy. Ten, który by uciekał, nie reagował i podbiegał, chodzi na smyczy. Ostatnio nas przydybały 3 wielkie wilczury i myślałam, że zawału dostanę. Człowieka ani śladu. Poza tym na takich terenach generalnie nie widuję kagańców, nawet u psów wybitnie agresywnych. A, w Sokolnikach jakiś genialny człowiek puszcza jeszcze luzem dwa chowchowy, szczerze mówiąc jak wychodzą zza rogu takie niedźwiedzie (czekoladowy i żółty), u których nie widać nawet obroży, to można się zestresować. Raz je tropiliśmy, chcieliśmy odkryć, gdzie mieszkają, zeby pogadać z "właścicielami", ale panowie nie chcieli współpracować. Swoją drogą rozwalają mnie ludzie wiozący np. w MPK w upał psa w zbyt wąskim kagańcu, kiedy widać, że pies się gotuje.
  6. Co do podbiegaczy, mam w wieżowcu obok taką starszą, bardzo niekontaktową kobietę, która ma spasdioną mikro sunię, taką żółtą świnkę morską z zapadniętym grzbietem, do tego chodzącą w tempie 3 metry na godzinę. Niedawno wzięła szczeniaka, chłopaka, który teraz ma może nawet rok. Oba psy latają luzem. O ile suka po prostu nie ma szans dodreptać do kogokolwiek, o tyle chłopaczek lata po całym osiedlu, rzuca się na psy (ileś tam razy został już pogryziony). Pani w ogóle nie posiada ani obroży, ani smyczy. Żal psów, tym bardziej, że suka w końcu może mieć szczenięta, a biorą pod uwagę jej tuszę, nie wiem, czy to przeżyje... Że nie wspomnę o psie, który np. nagle pojawia się za tyłkiem mojego Filipa, który od razu usiłuje mu łeb wyrwac.
  7. Wiecie, tak mi się jeszcze jedna historia z mojego osiedla przypomniała. Mam znajomą, kobita waży chyba ze 150 kg, taki lodowiec. Teraz ma krzyżówkę jakiegoś doga z mastifem (pies ma 17 lat i jest chyba jedynym tak wielkim psem, który tyle żyje, jakiego znam...). Przedtem miała sznaucera olbrzyma, który zwał się Uzi i był cudowny. Kiedyś ta pani wracała z Uzim i koleżanką z pracy, szły akurat niedaleko mojego bloku. Koleżankę tej pani napadł złodziej, chciał jej wyrwać torebkę. Moja znajoma tylko złapała go za rękę. Kiedy przyjechała policja, ona dalej trzymała go za rękę, Uzi bohatersko siedział za krzakiem i trząsł się jak galareta, a złodziej wył, żeby zabrać od niego tę babę, bo mu rękę złamie. Policjant na to spokojnie "ależ drogi panie, trzyma pana słaba niewiasta, ja tu musze protokół spisać..." To tak co do strat w ludziach. A pittka wspomniana wyżej nikomu nie zrobiła nigdy krzywdy. Chociaż nie... Raz rzuciła się ratlerzyca, taka walnięta na maksa. Pitka tylko machnęła zakagańcowanym łbem, a ratlerka miała zafundowany dłuższy fragment życia w gipsie na tylnej łapie. Bo oczywiście zapomniałam dodać, że pittka ZAWSZE chodziła w kagańcu, albowiem pan dozorca, człowiek obeznany z rodzajem ludzkim, wiedział, że bez kagańca jego suka wywołuje jakąś histerię w naszej okolicy... To tak w kwestii zębów na złodzieju. Kaganiec miała skórzany. Poza tym przepraszam za nieskładny tekst, ale strasznie zasypiam.
  8. Tak, bo to działa tak, że zakładasz zwykłe szelki, a za jakieś 20-30 zł kupujesz pas samochodowy dla psa (UWAGA! Sprawdź na opakowaniu, czy klamerka do pasów pasuje do Twojej marki samochodu!). Pies może w tym siedzieć, leżeć, bo to jest normalnie wpięte w miejsce, gdzie wpinasz zwyczajne pasy. Ma regulowaną długość tak, ze można dopasować do wysokości psa. Tylko niektóre psy potrafią wyjść z szelek tyłem, jeśli na sekundę wyjdziesz z samochodu... Mojemu zabrało to poniżej pół minuty, bo musiałam tylko wziać coś z bagażnika. Jak wróciłam, moje miejsce z przodu było już zajęte niestety.
  9. U mnie po kolei: [B]Dziekan[/B], pierwszy pies w rodzinie, prawie 30 lat temu - przybłąkał się do dziekanatu, tam wtedy pracowała moja ciotka no i namówiła na niego mamę. Był baaardzo mądry, 2 razy uratował życie mojemu dziadkowi, choć był niedużym, niskopodwoziowym, długowłosym chłopaczkiem. [B]Maks[/B] - następca Dziekana, duży, w typie gończego polskiego. Kiedy do nas trafił, miałam 4-5 lat, siostra 2-3, a on był taaaaki wielki. Uznałyśmy, ze będzie Maks, bo jest "maksymalnie wielki, maksymalnie mądry", choć wołałysmy na niego Maksencjusz (z Mikołajka) [B]Fifi[/B] - wpakowała się do domu, kiedy mieszkał w nim Maks i tak już została. Nazwałyśmy ją tak z młodą, bo uznałysmy, że jest tak filuterna, że to będzie idealne imię. Do tego była przepiękna. [B]Pucel[/B] - dalmatyńczyk, którego kilka lat po smierci Maksa sprowadziła nam Fifi. Był wielką zagadką, taką układanką, więc został Puclem. [B]Feliks[/B] - kiedy Pucel nagle odszedł, Fifi zamknęła się w sobie, bardzo cierpiała (my też...). Uznałyśmy, że czas najwyższy sprowadzić kogoś nowego do domu, a koleżanka podesłała nam zdjęcia "Małego", który był składany po wypadku u dr. Pacałowskiej. Miał ogromne szczęscie, bo policjant znalazł go, gdy pijana "właścicielka" wlokła go potrąconego na smyczy (miał wtedy jakieś 6 miesięcy). Nazywał się wtedy Gizmo, ale wpadał w panikę na dźwięk tego imienia. Uznałyśmy, ze ma dużo szczęścia, więc został Feliksem, choć zwykle wołamy na niego Felicjan lub Kartofel (od Felek - Kartofelek). Chodzi i ma się aż za dobrze. [B]Filip[/B] - wypuścić mamę z psami na spacer... Był koniec listopada, mama poszła z Fiśką i Felem na spacer, a wróciła z czarnym, brudnym, zmarzniętym czymś, co najpierw miało być suczką (dopóki nie ujawnił się siusiak). Wyskoczył nam jak Filip z konopii i tak już sobie z nami mieszka :) [B]Ami[/B] - Amicus, przyjaciel, pies mojego faceta, ma 14 lat, miał niebywałe szczęście, bowiem jego mamę znalazła sąsiadka mojego TZ. Sunia jeszcze tej samej nocy urodziła szczenięta, które zaczęły szybko umierać, bo u suni ujawniło się zapalenie sutków. Ami trafił do mojego TZ i jako jedno z dwóch szczeniąt przezył. [B]Maja[/B] - od 2 lat współlokatorka Amika, poszłam w krzaki w nocy z 30 kwietnia na 1 maja, bo nigdzie nie było wc, a wróciłam z piękną kasztanową, dośc wyekslpoatowaną sunią. Tak już została [B]Tyfus[/B] - nasz najnowszy nabytek, mieszka u mojej siostry. Ciotka znalazła na działce "szczenię pinczerka", z którego wyrósł malutki dwudziestokilogramowy chłoptaś z krwią rottweilera gdzieś tam. Kiedy TZ mojej siostry go zobaczył i ujrzał dzieło zniszczenia maleństwa, stwierdził "ale zaraza..."l, na co młoda dodała "no... Taki Tyfus..." Tak zostało, choć oficjalnie jest Kaktus.
  10. Zdecydowanie szelki, siostra kupiła matę dla psa, która to mata okazała się niewygodna. Moje jeżdżą w szelkach i jest ok :) Można wziąć jeszcze pentelkę do wyciągania kleszczy - na wszelki wypadek, pomimo wcierki. Jesli nad morze, to tak na wszelki wypadek także wapno, takie rozpuszczalne lub do połknięcia w całości - zdarzają się nad morzem żmije zygzakowate, można niechcący nadepnąć, a wtedy przede wszytskim podajemy wapno i biegiem do weta/lekarza. Do tego namiary na okoliczne lecznice - na wszelki wypadek. Moja siostra, jak byłysmy małe i jeździłyśmy z naszą blond Fifi, brała też różowy kostium kąpielowy i fioletowy czepek, żeby sunieczka się dobrze na plaży prezentowała :> Tak, Fifi raz poszła tak na plażę i prawie umarła ze wstydu (my z mamą też...) A tak na serio, ewentualnie coś, z czego można skonstruować zadaszenie na plaży, gdyby za ciepło było. My mieliśmy dodatkowy parawan, układany tak, zeby na nim zaiwesić ręcznik i zrobić chłodną "budę" z cieniem, no, ale to nasza wyobraźnia była.
  11. Zdecydowanie się z tym zgadzam. Sama zawsze uczyłam psy raczej chować się za mną, niż bronić mnie, szczególnie, że mam małe psy i moja wyobraźnia od razu pokazuje mi je przerobione na tatar. Przy dużych psach też tak miałam, co w sumie nie jest najrozsądniejsze...
  12. Tamta pittka, była genialna, odratowana ze strasznych warunków, miała być odstrzelona, bo podczas cieczki "puściła się" z dwoma psami, z którymi dzieliła kojec. Nie była socjalizowana, ale trafiła w doskonałe ręce (do mojego dozorcy osiedlowego), gdzie została wyleczona i bardzo szybko nauczyła się właściwych zachowań. Co więcej, była baaardzo łagodna. Wspomniana przeze mnie sytuacja wyglądała tak, że jakiś wyrostek wyrwał kobiecie z ręki torebkę, ona zaczęła go gonić i krzyczeć. Dozorca to zobaczył i puścił sukę z hasłeem bierz. Ona poleciała, wbiegła gościowi między nogi, usiadła na nim i po prsottu trzymała pysk przy szyi. Opluła go, ale poza otarciami od uderzenia w chodnik nie miał żadnych obrażeń. Okazało się, że w torebce była wiza do USA i koło 1200 dolarów, bo pani za 2 dni miała lecieć do Stanów i się przygotowywała. Tak oto pies zarobił 100 dolarów :)
  13. Tak na chłodno, ponieważ ochłonęłam i już nie powinnam być nieuprzejma, odniosę się do cytatu podanego przez Martens. Właśnie rodzaj sierści, charakter i predyspozycje psa są omawiane w tym wątku, a więc mają ogromnie duzo do rzeczy. Pies typu owczarek niemiecki, mający predyspozycje doi ciągłej pracy z człowiekiem nie nada się do mieszkania w kojcu tak dobrze, jak pies niezależny typu kaukaz. Również pies o okrywie włosowej typu wyżeł krótkowłosy nie nada się do mieszkania w kojcu, musi mieć zapewnione bardziej sprzyjające warunki. Takie same warunki nie zaszkodzą natomiast psu z okrywą typu haszczak. Naturalnie rozsądny właściciel haszczaka zapewni mu ruch odpowiedni do jego potrzeb. Tak btw. wiem, że na dogo są posiadacze haszczaków trzymanych w kojcach, a będących w rewelacyjnej kondycji, doskonale wychowane, wybiegane etc. Nie możemy zakładać, że każdy człowiek, który bierze psa, a nie jest bohaterskim obrońcą zwierząt aktywnym na dogo (nieistotne, co robi w zyciu), na pewno będzie kompletnym idiotą i laikiem, wsadzającym psa do klatki i trzymającym go tam do zgonu. Marra, kiedyś chyba bardziej skupiano się na fuinkcjonalności psów, niż na wyglądzie. Niestety, obecnie ogromny nacisk bierze się na wygląd psa nie uwzględniając przy tym jego zdrowia, wytrzymałości, psychiki. Ja mam kundle, równiez średnio funkcjonalne, bo są zwyczajnie pierodłami. Jak można być posiadaczem czterech łap i potknąć się o krawężnik łamiąc sobie czubek palca? Ano można, jak się jest moim Filipem :)
  14. Mój Felek, taka włochata parówka niskopodwoziowa, miał kumpla. Był to ogromny rottweiler, który Felka uwielbiał. Niestety odszedł na zawał kilka lat temu. Była też suka pittbulka, która powaliła złodzieja, gdy ten napadł na kobietę i ukradł jej pieniądze. Na polecenie opiekuna poleciała za facetem, wpadła mu między nogi i po prostu przytrzymała przy ziemi. Poza tym była niezwykle karna i łagodna. Takich psów na osiedlu mam i miałam na pęczki, bardziej boję się labów i goldenów, któe są z nie wim jakich źródeł i mają nieźle zryte kopuły (podobnie ich bardzo często kompletnie bezrozumni państwo...). Stereotypy generalnie są złe.
  15. Dla jasności: nigdzie nie napisałam, że bierzesz psa, wsadzasz do kojca i on tam sobie do śmierci kwitnie karmiony raz dziennie z miski na kiju. Do tego nadaje się jedynie krasnal ogrodowy. Mam na myśli psy, które MAJĄ kontakt z właścicielem na co dzień, są pielęgnowane, wychowane, karmione normalnie, ale w czasie bez zajęć z opiekunem są na dworze, robią to, do czego zostały stworzone. Poza tym powiedzmy sobie szczerze - do jakiego klimatu został zaprogramowany owczarek kaukaski czy azjatycki, a do jakiego border collie. Poza tym kaukaz był zostawiany np. na całe lato sam sobie, odpowiedzialny za stado, sam podejmował decyzje, a border collie to pies pracujący z człowiekiem. reagujący na polecenia. Porównanie co najmniej kosmiczne. Pies myśliwski, jeśli ma odpowiednią okrywę, może zostawać na dworze, nocować latem na dworze (ludzie też to robią i żyją, a sierści nie mają). Kiedy pogoda się psuje, pies powinien mieć ciepłe, suche schronienie, bo inaczej się zwyczajnie wykończy, siądą stawy, płuca, nerki etc. Psy myśliwskie, kiedy były kształtowane, zwykle mieszkały w sforze w psiarni, a nie w domu. Psiarnia była ciepła itd, psy miały kontakt ze szkoleniowcem, a poza tym zostawały same w sforze. I żyły. Całkiem nieźle zresztą. Lepiej, niż wielu ludzi. O Dorocie Sumińskiej nie wiem nic, więc się nie wypowiem, ale nie rozumiem podpierania się "autorytetami" w takiej dyskusji. To nie jest decyzja jakieś pani z jakiejś TV, tylko osoby, która psa bierze. Można tak zorganizowac ogórd, żeby mieć i psa i rabatki. No, ale do tego trzeba nieco wyobraźni i niewielkiej inwestycji. Dla wielu osób to za trudne.
  16. Ja też miałam sytuację, ze dziad się czepiał, że pies leje w trawę. Akurat niedaleko za budką lał jakiś lump, więc dziada zapytałam, czy tamtemu panu też zwróci uwagę, że leje w trawę w miejscu publicznym. On coś tam pyskował jeszcze, więc po prostu poszłam z psami dalej. U nas problemem są i labki i goldeny. Mam na osiedlu panienkę ze spasionym labem. Pies ledwo chodzi, siusiak mu się zaraz będzie ciągał po ziemi dosłownie. Panienka na spacery chodzi z torebką i telefonem, przez który non stop nawija. Jak dla mnie powinna brać jeszcze laptop, bo a nuż na fejsie coś się dzieje... Mam z nią problem, bo ona chyba koniecznie chce, żeby psy się zaprzyjaźniły. Ma flexi w wersji najdłuższej i pies po prostu się wlecze z tyłu, albo się kładzie na środku ścieżki i trzeba kombinowac, jak ją ominąć. Jak nas widzi, zaczyna wlec psa w naszym kierunku, więc nie mam możliwości puścić Filipa, którego uczę właśnie przynoszenia piłki i przychodzenia w ogóle. Ostatnio latałam po terenie jak idiotka i usiłowałam przed gwiazdą uciec... Wkurzające. Albo bawię się piłką z psami, a ona stoi i się gapi, pies ciągnie na wszystkie strony, bo chce gdziekolwiek pójść, a ona stoi. I stoi. I stoi.
  17. Wiecie, na wsi nad Bugiem widziałam dwa konie trzymane całymi dniami w stajni, bo chłop zawsze pijany. Wypuszczali je tylko do zwożenia siana, a tak stały całymi dniami w nagrzewającej się coraz bardziej stajni, kopały, krzyczały, wyły... A jak były za głośno, chłop wchodził i je ustawiał do pionu. I co zrobić? Wybić 3/4 wsi w Polsce? Taką mają mentalność, tak samo traktują swoje dzieci. Pamiętam, jak kiedyś do domu "przybłąkała" się nam dziewczyna, tak z 16-17 lat, w ciąży. Ojciec ją wywalił, bo się "puściła". Daliśmy jej jeść, jakieś ciuchy, namiary na schronisko. Ludzie u nas nie szanują życia (może poza poczętym, potem niech samo sobie radzi). Pomogła by edukacja, ale nie taka skrajnie fanatyczna, tylko rozsądna dyskusja, dlaczego warto chociaż ograniczyć jedzenie mięsa do 1-2 posiłków w tygodniu, dlaczego warto zwracać uwagę na to, z jakiego źródła pochodzi mięso, na to, w jakich warunkach żyje właściciel mięsa, zanim trafi na talerz itd. Poza tym w naszych sklepach, przynajmniej w mojej okolicy, ciężko o alternatywę dla niektórych produktów. Na moim osiedlu nie dostanę ani soi, ani soczewicy, ani tofu, ani innych wartościowych składników, a nie mam niestety czasu na latanie po mieście i szukanie.
  18. Powiedzmy sobie szczerze, są ludzie, którzy powinni mieć co najwyzej misia pluszowego, bo czy by wzieli psa do mieszkania, do kojca, czy gdziekolwiek, to i tak tego psa po prostu mogą zniszczyc psychicznie. Jesli mówimy o normalnych miłosnikach psów, to oni zawsze znajdą czas dla psa, czy mieszka tylko na dworze, czy tylko w mieszkaniu. Oczywiście nie dała bym przenigdy do kojca wyżła, dalmatyńczyka, dobermana i wielu innych, które ludzie w swym niezmierzonym geniuszu wywalają na dwór, pisałam tylko o psach do takich warunków stworzonych :) One też nie mogą zostać puszczone samopas, bo popierwsze mogą stać się zwyczajnie niebezpieczne dla domowników, jeśli nie są dobrze zsocjalizowane. Tylko myslałam, że to oczywista oczywistość, że psa bierze się, żeby mieć z nim codziennie kontakt...
  19. Co do sterylizacji - opcja jest taka (gdzie-niegdzie wykorzystywana), zeby psy zarejestrować, obowiązkowo zachipować (to nie kosztuje dużo, miasto często współfinansuje akcję). Właściciel może się zobowiązac albo do sterylizacji psa, albo do nierozmnażania - podpisuje umowę, jeśli ją złamie i zostanie mu to udowodninone, ponosi karę - albo prace społeczne, na rzecz dzieci, ziwerząt, czy zamiatanie ulic, albo płaci jakąś tam karę. Osoba, która nie wysterylizuje psa, płaci podatek, w wysokosci np. 100 zł rocznie. Pieniądze idą na chipowanie psów, a jak sie nie płaci, trafia się na listę dłużników. Osoby, które mają wysterylizowane psy, są z podatku zowlnione częsciowo lub całkowicie. Zawsze można zostawić jakąś tam wersję alternatywną dla osób, które absolutnie nie tolerują sterylek. Co do argumentu "a co z pieniędzmi na leczenie w przypadku powikłań" - a co ze szczepieniami, odrobaczaniem, leczeniem w razie wypadku, babeszjozy, czy czegoś tam? A wykarmienie ewentualnych szczeniąt? Sterylizacja moze być np. częściowo finansowana przez miasto, to jest możliwe, jeśli się jakieś pieniadze w ogóle na zwierzęta w mieście przeznaczy. Bezdomne zwierzęta są problemem miasta, więc likwidujac problem poprzez sterylizację miasto oszczędza na utrzymaniu tych psów w schronisku.
  20. xxxx52 - są psy, np. pasterskie, którym jest zwyczajnie LEPIEJ mieszkać na dworze, niż w domu. Kaukazy, azjaci i inne psy z długą sierścią, z potrzebą stróżowania i niezaleznym charakterem nie chcą i nie muszą mieszkać w domu, podobnie haszczaki i malamuty, które np. na północy radzą sobie nieźle na dworze również zimą. Po prostu trzeba im zapewnić miejsce do przenocowania, do schowania się w złą pogode, w upał. To jest prawny obowiązek opiekunów akurat. Niekoniecznie musi to byc kanapa, nie wszystkie psy są slodziusimi pimpusiami swojej pańci (dziubek dziubek na kolańcia), niektóre wolą jednak swobodę i niezależnosć. Na działce moje psy czasem na noc wchodzą do domku, ale generalnie wolą siedzieć na dworze, bo mają tam swoje sprawy. Nie każdy chce mieszkać w schronisku zapakowanym w koce i zdemolowanym przez psy. Sama mam dwa psy w duzym, przyzoitym mieszkaniu i poza likwidacją dywanów ze względu na odkurzanie mieszkanie jest dostosowane pół na pół - częsciowo do psów i ich potrzeb, a częściowo dla nas i naszych potrzeb. I nie musimy miec hebla, czy farby w pogotowiu :| Można mieć przyzowity, normalny dom i psy. Również w domu. Przeginanie nie jest zdrowe.
  21. Akurat znalazłam, bardzo na temat: [url]http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80273,9598120,Interwencja__uratowano_piec_glodzonych_psow___Sluzyly.html[/url]
  22. Ja mam na myśli nie zasmiecanie, a robienie czegoś, co robią "wszyscy", czy też "inni", co jest "naturalne", ale mało kto interesuje się kwestią "co potem". Takie rozmnażanie bez pomyślunku, tylko po to, by mieć szczeniaki tu i teraz jest dokładnie tak samo szkodliwe dla cudzego życia, jak wywalenie foliówki. Teraz jest fajnie, bo mi jest wygodnie rozmnozyć te psy, a potem znajdę im dobry dom, albo nie, to wystawię na bazarze, albo wywalę - takie jest rozumowanie. Ostatnio wyadoptowałam szczenię, które chyba miało być yorkiem, ale nie wyszło i wyleciało. Moja siostra za to wzięła szczenię, które zostało wywalone wraz z rodzeństwem, a miało być rottweilerem, ale nie wyszło. No, ale to powszechna praktyka, tak samo, jak robienie z psów smalcu i trzymanie ich na łańcuchach przez całe życie. Wszyscy tak robia, to dlaczego by nie?
  23. Tak, wywalanie plastikowych torebek do wody też jest popularne, wszyscy tak robią. To, ze jakies ryby czy ptaki giną... Kogo to obchodzi. Szczerze mówiąc zalezy mi bardzo na tym, by hodowanie psów bez uprawnień stało się wykroczeniem (na przestępstwo nie ma co liczyc...)
  24. Jak ma psa w typie, to po co rozmnaża? Pierwsze pytanie to sens rozmnażania kundelków, których i tak większosc nie chce. Dziewczyny, co do cytatu dot. nakazu kastracji/sterylizacji, to to jest propozycja, której aletrantywą jest pisemne zobowiązanie do pilnowania psa i uniemożliwienia rozmnożenia. Gdyby taki pies został znaleziony latający bez nadzoru lub gdyby się suka oszczeniła, właściciel odpowiadał by pieniężnie. Czy coś w tym stylu, co by miało sens. Generalnie chodzi mi o usankcjonowanie prawne zakazu rozmnażania psów bez uprawnień. Jestem slawiską, nie prawnikiem, więc nie wiem, jak to dobrze ująć ;) Jakieś tęgie głowy pewnie by wykoncypowały cos sensownego.
  25. Tak sobie myślę, że powinny powstać ( o ile nie istnieją już) kluby ras zreszające wszystkich hodowców danej rasy z danego regionu, a w przypadku rzadkich ras - z całej Polski. Każda dobra hodowla powinna być pod kontrolą, z odnawialnym co np. 2 lata certyfikatem jakos i jakiegoś fair play wobec psów. Tylko to wszystko powinno być bardzo oficjalnie, rozsądnie przemyślane. Powinno być tez prawo obowiązujące każdego właściciela psa do rejestracji swojego zwierzęcia, a także zobowiązujące do sterylizacji psy bez uprawnień hodowlanych. Egzekwować to powinna straż miejska, ale do tego potrzebna jest jedna, uniwerslana baza danych z chipów, czytniki na baterie przy pasku strazników, ewentualnie porządna straż dla zwierząt z dofinansowaniem. No ale ponieważ kraj umywa generalnie ręce, bo ma strajkujących górników z za małą pensją, żenujący poziom edukacji, wymierające wsie, ogromny odsetek obywateli za granicą, głodujących emerytów itd, to niestety nie ma na to szans. Petycję podpiszę, jak wróce do domu, w pracy mi link nie działa.
×
×
  • Create New...