Jump to content
Dogomania

dog193

Members
  • Posts

    4751
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    1

Everything posted by dog193

  1. Ja mam super activ-doga do sprzedania na polarze, jakieś 28 cm bez regulacji (ew mogę wziąć na zlot sobie zobaczycie na żywo). Za ciasna już dla gówniarza. [url]http://www.dogomania.pl/forum/threads/209573-Sprzedam-oddam-kupi%C4%99-psie-akcesoria?p=19366767#post19366767[/url]
  2. [quote name='Doginka']Zamiast pizzy wolę pyrki duszone na patelni:-)[/QUOTE] W sensie że kartofle? :megagrin:
  3. A ja zapiekankę ze sklepu dla biedoty :diabloti:
  4. [quote name='Beatrx']tu nie chodzi o wychowanie tylko niektóre psy mają tak silny instynkt pogoni, że w momencie jak coś przed nimi ucieka wszystkie zmysły działają jedynie w taki sposób, aby psu umożliwić pogoń i schwytanie ofiary. więc taki pies może Cię nie posłuchać nie dlatego, ze nie chce tylko dlatego, ze fizycznie Cię nie słyszy.[/QUOTE] I po to zostały stworzone obroże elektryczne, stosowane z powodzeniem wśród wielu myśliwych. Żeby psa wybić z transu.
  5. Ja na szczęście też wreszcie dojrzałam do tego, że traktuję to jako zabawę i nic się nie stanie, jeśli Jupik nie będzie mistrzem frisbee. Najwyżej będzie moim prywatnym miszczem ;)
  6. [quote name='LadyS']Mnie śmieszą ludzie, którzy wzięli psa z hodowli i płaczą, że mają trudno. [/QUOTE] Hej, ja czasami lubię sobie popłakać i ponarzekać, jak na przykład ostatnio ;) No cóż, najwyżej jestem śmieszna :evil_lol: Ale ostatnie "dyskusje" są poza granicami mojej wytrzymałości, więc nawet się nie udzielam ;)
  7. [quote name='Naklejka'] dlatego linki są be :eviltong: Dobrze, że siersci nie wypaliła.[/QUOTE] Moje kostki u nóg nie miały tego szczęścia :diabloti: A szczypie, jak cholera :evil_lol:
  8. A o co chodzi z tymi [i]połówkami[/i] orzechów? W paczce już są połówki? Bo na zdjęciu widzę całe orzechy, a w instrukcji jest napisane, żeby wrzucić 3-5 połówek. Wiem, że dużo wegetarian używa orzechów do prania, bo to nietestowane jest. Muszę kiedyś spróbować :)
  9. Ja muszę posprzątać cały dom, włączając znienawidzone zmywanie, pranie, odkurzanie, o moim pokoju nie wspominając :) Grr, nienawidzę tego!
  10. A my niestety musimy czekać do przyszłej środy (nie tej, co teraz będzie) na nasze obróżki, bo wyjeżdżamy w niedzielę, bu. W każdym razie jak Marta pokaże fioletowo-nenokowy łańcuszek i pomarańczowe duszki na łańcuszku, to to nasze obroże :D
  11. A ja lubię się pakować :loveu: Ale najpierw trzeba posprzątać, a to już nie jest takie fajne.
  12. [quote name='BajUla'] Do tego pomidory w plastry polane sosem czosnkowym (jogurt+majonez+czosnek wyciśnięty+odrobina cukru) i posypane startym żółtym serem i bagietka czosnkowa z lidla z piekarnika i danie w 10 minut pierwsza klasa:loveu:[/QUOTE] Bagietkę mniam mniam też można zrobić samemu :) Jest pyszna! Mój tata w naszej rodzinie rządzi kuchnią i nie ma imprezy bez tej bagietki - a znikają w prędkości światła :eviltong: I żadne dania główne, jakie wymyślił się nie równają bagietce :D Tylko musiałabym dokładniej zapytać, jak on to robi - na pewno kroi bagietkę w takie kromeczki (nie do końca, żeby dalej tworzyła jedną całość i robi masło czosnkowe (tylko właśnie nie wiem, co on tam dodaje) i smaruje jedną stronę każdej z tych kromeczek i oczywiśćie do piekarnika. Pychotka :eviltong:
  13. Wiesz, nakręcać możesz sama :) Przeciągać się, przerywać zabawę w najlepszym momencie, puszczać rollery itd. No i tak - trzeba umieć rzucać. Ja jakoś nie mogę się ogarnąć, żeby iść i rzucać samej, nie che mi się tak bez psa, dlatego dalej nie potrafię :evil_lol: Co mojemu psu nie pomaga wcale ;) Czasami mam Jupika na 'siad-stop', rzucam moimi dwoma dyskami i go zwalniam, żeby mi przyniósł :evil_lol: Ale za dużo tego robić nie mogę, bo on by sie zanudził.
  14. No wiem, wiem, bo przerabiałam to już z królikami - ale i tak będzie mi ciężko ;) U nas radość była o tyle duża, że walczyłam z tym praktycznie od początku - żeby kurcze chociaż próbował to łapać, a nie skakał do dysku 5 metrów za wcześnie, albo wyprzedzać dysk i czekać, aż spadnie. Doszłam niestety do momentu, w którym się frustrowałam - a przecież od początku mówiłam sobie, że to ma być tylko zabawa. Niestety i mnie nie ominęły chore ambicje, które chciałam przelać na psa (no bo przecież ja go do frisbee kupowałam i wprost czułam tą presję). Z frisbee musiałam sobie dać spokój, bo wywiązała się naprawdę chora sytuacja. Do tego wciąż pobrzmiewały mi w uszach słowa Darka Radomskiego z seminarium "masz tutaj potencjalnego mistrza frisbee" i wręcz czułam, że jeśli czegoś nie osiągniemy, to nie spełnię oczekiwań wielu osób. Tak, doszłam do paranoi, na szczęście mój pies mi to wybaczał, i mimo że mu się nie udawało NIC, to on dalej miał z tego frajdę - a przecież mogłam trafić na psa, który by się zniechęcił przez moje nastawienie. Trzy dni temu jakoś tak z głupa wzięłam dyski i robiliśmy to co zawsze, przeciąganie, rollery. W pewnym momencie kazałam mu się obiegnąć i zamiast rollera rzuciłam króciutkiego backhanda bez większych nadziei, a mój pies to złapał! Aż musiałam sobie usiąść z wrażenia :evil_lol: No i od tego czasu jeszcze jakieś trzy rzuty złapał, a w reszcie bardzo się stara :) Ale teraz siebie pilnuję, żeby znowu nie przesadzić z moimi oczekiwaniami. Więc LadyS - przede wszystkim dobre nastawienie, żadnej presji, choć pewnie u was nie będzie tego problemu, bo chyba nie mieliście takich skonkretyzowanych planów biorąc Jaxa, no nie? ;)
  15. Ej, ale Jupik na przykład wody nie cierpiał, ew. pazurek zamoczył, nawet za piłką nie wszedł. Trzeba mu było pokazać, że woda jest fajna i teraz bardzo chętnie pływa :)
  16. Dzięki za odpowiedzi. Teraz i tak już nic nie zdążę zrobić, bo w niedzielę wyjeżdżamy na 10 dni, ale jak wrócimy, to może już coś zadziałam. Ech, będzie ciężko... Zostawić go tam i sobie pójść. Wychodzi nam ostatnio łapanie krótkich rzutów :) Jak źle rzucę, to mały nie złapie, ale się stara :) Fajne uczucie, jak po raz pierwszy pies złapie dysk w powietrzu, poniekąd spełniając moje marzenie.
  17. Przykro mi z powody Finki. Trzymam kciuki za jej zdrówko. Wypadki się zdarzają, choć wiem, że ciężko w takich sytuacjach pozbyć się wyrzutów sumienia. Nikomu to jednak nie pomoże, stało się, teraz trzeba po prostu z nią być i zrobić wszystko, co tylko możliwe, żeby jej pomóc.
  18. Weterynarz nam powiedziała, że lepiej poczekać, aż skończy rok. Zobaczymy, jak to będzie na zlocie, jeśli bardzo tragicznie, to po zlocie go wytnę wcześniej. Jupi waży 10kg. On ma swój świat, ale to nie jest do końca tak, że na mnie w ogóle nie zwraca uwagi. Powiedzmy, że mam swoje sposoby, żeby zwrócił ;) Ale czasami jest tak cholernie ciężko, jak np wczoraj, że nic tylko walić głową w ścianę, czy tam drzewo... Uwagę owszem, zwrócił, jak się postarałam, ale zrobił coś i było "ok, fajnie, to ja już pójdę", "o, piesek, wiesz co, dokończymy innym razem". Myślicie, że jak rozważam kastrację, to teraz, a nie czekać?
  19. Ma jajka. Intensywnie się zastanawiam nad kastracją. Ostatnio u weterynarza tak się zaparł, że nie dało się go przesunąć (na śliskich kafelkach!), bo jakaś suka przed cieczką trochę popuściła i on się zawąchał. Musiałam go normalnie podnieść, bo inaczej się nie dało. Niby kurdupel, ale jak się zaprze, to nie ma mocnych...
  20. [quote name='Naklejka'] Arni jak widzi psy to mu się mózg wyłącza, ciągnie, piszczy, niby reaguje na jakieś tam komendy, ale średnio się skupia, jak usiądzie to jest nawet spoko, ale w marszu... :mdleje: Z odwołaniem od psów też jest różnie... [/quote] No to bardzo podobnie jest u nas. [quote]Mam u siebie tego foksa, dziwny pies :lol: Ma 10lat a by cały czas się bawił...[/QUOTE] Hehe, prawdziwy foks! :lol:
  21. Omry, tylko właśnie problem w tym, że to nie są nasze początki... Jesteśmy razem już 7 miesięcy. Jak ja mu każę siedzieć, to też bęzie siadział przy psach. Nawet mieliśmy wczoraj takie ćwiczenie, połączone z przywołaniem. Ale jak już do psa poleci... :roll: Albo jak jesteśmy w ruchu, tzn idziemy - i tutaj ten problem luźnej smyczy, bo on będzie do psa ciągnął. Jak stoimy w miejscu, to o wiele łatwiej mi nad nim zapanować.
  22. [quote name='Unbelievable']chyba też sprawię suce kolce :loveu::evil_lol: u niej to akurat przydałoby się nie tylko przy chodzeniu na smyczy :) a co do tego nieskupiania się, to Gram miał to samo, tylko gorzej bo nie zwracał na mnie uwagi nigdy, nie tylko przy pieskach :evil_lol: nie stresuj się tylko właśnie ćwicz skupienie i przywołanie nawet z końca smyczy[/QUOTE] Polecam, polecam :diabloti: No z Jupim tak nie mam, bo jednak pracowaliśmy od samego początku, tylko chwilami mam ochotę siąść i płakać, bo mam wrażenie, że cała moja praca idzie się je*ać... On ma całkiem całkiem przywołanie. Wtedy mi się nie odwołał, bo akurat to było jak robiliśmy sztuczki, czyli smyczy nie trzymałam, no i właśnie nastąpił moment rozkojarzenia, zrobił coś (chyba poproś), dostał smaka, odwrócił się i poszedł obwąchać jednego z psów, wtedy zagwizdałam i... zero reakcji. Miałam ochotę sobie strzelić w łeb. Sory za wyrażenia, ale czasami muszę ;)
  23. Jupik skończy w niedzielę 10 miesięcy. [quote name='Culineo'] i jednak kolce wlazły do użytku ? :diabloti: nie taki diabeł straszny jak go malują :D[/QUOTE] Nigdy nie pisałam, że kolce są straszne, nigdy nie potępiałam ich używania ;) ...o ile są dobrze założone :diabloti:
  24. Przechodzę teraz okres "I na chu* był mi ku*wa ten pies?!" :roll: Byliśmy wczoraj na tym spacerze - olaboga, fajna siara :mdleje: Jupi był w fazie "o kutwa, pieski, pieski, pieski! szybciej, dalej, więcej, biegać, biegać, pieski!" - kiedy ja oczywiście trzymałam go na smyczy, a ręka prawie mi ze stawu wyskoczyła. Skupić go na sobie nie umiałam wcale, niby robił jakieś sztuczki, ale jednak kontakt z nim był prawie zerowy "bo pieski!", ciągle się odwracał, generalnie miał mnie gdzieś (nie do końca, bo robił co mu kazałam, ale jednak). Bawić się bawił ze mną szarpakiem, ale nie była to tak entuzjastyczna zabawa jak zwykle. Trenerka nam poleciła jak najwięcej ćwiczeń na kontakt wzrokowy (kutwa, najtrudniejsze!) i uwaga - mały miał na sobie pierwszy raz w życiu kolce (smycz przepinana, a więc jeden koniec do zwykłej obroży, drugi do kolców przypięty) i po pierwszym szarpnięciu (takim, jak wcześniej robił na obroży, nie potrafię tego wytłumaczyć, ale on jak szarpie, to aż salta w powietrzu robi, gdy go hamuję smyczą), zaskomlał i wszystko jak ręką odjął, spacer z moim psem na luźnej smyczy był możliwy i przyjemny :crazyeye: Wystarczyła leciutka korekta, normalnie się zakochałam :eviltong: Wiem wiem - metoda drzewa itd... Jednak metodę drzewa praktykujemy w sumie od samego początku i rezultaty mizerne... Jak ja się zatrzymam, to owszem, cofnie się, ale co z tego, skoro za pół kroku znowu mnie wyprzedzi, ja się znowu zatrzymam, on mnie znowu wyprzedzi itd. Ktoś powie, że za szybko się zniechęcam, brakuje mi konsekwencji - spoko, ale my potrafiliśmy iść jakieś 100m godzinę, ja niestety też mam granice cierpliwości, a i czasami nie ma po prostu czasu, żeby się w to bawić. Więc tak - kolce byłyby przede wszystkim dla mojej wygody i można powiedzieć, że przez moje lenistwo. Bo niestety, ale czasami mnie to już przerasta, a szarpanie się z nim (wedle zasady, że smycz nie może być naprężona) naprawdę mnie nie bawi. Czasem idzie ładnie... ale to najczęściej, jak wracamy ze spaceru, albo na sralniku przed domem, gdzie zna każdą trawkę też potrafię wyperswadować mu, żeby szedł ładnie. Ale w sytuacjach mocno go pobudzających - jak wie, że idziemy na pola i rwie do przodu, inne psy, nowe miejsce - niestety to jest ciągła szarpanina, sekundę pójdzie dobrze i znowu. Dlatego też chyba kupię kolce, on miał na sobie kolce dla belga wczoraj :diabloti: bo tylko takie miała nasza trenerka (zdjęła oczywiście kilka ogniw), ale to była miła odmiana, taki spacer z nieszarpiącym psem... A wracając do spaceru - trenerka pochwaliła jego sylwetkę ;) i generalnie fajnie było się znowu spotkać i pogadać. Powiedziała, że nie ma źle, bo zdaje sobie sprawę, że psy użytkowe są nieco trudniejsze i i tak super, że pies nie ma mnie po prostu w dupie, zważając na nowe miejsce, psy itd (ale skupienie jak pisałam wcześniej prawie zerowe, nie byłam zadowolona :shake:), ale żebym właśnie poświęciła więcej uwagi na te ćwiczenia na kontakcie. Najgorszy aspekt dnia - Jupi nie przyszedł na gwizdek. Moja prywatna, wielka porażka. Mogłam wtedy nie zagwizdać, ale to zrobiłam. Teraz już nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem, ale to naprawdę demotywuje. I wracamy do pierwszego zdania tego wywodu. Musiałam się uzewnętrznić.
  25. Anita... a wiesz, że w tych domkach to podobno są kraty za balkonem? :evil_lol: Chyba to były kraty, nie? :D Bo już średnio pamiętam :D
×
×
  • Create New...