-
Posts
7958 -
Joined
-
Last visited
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by Pipi
-
Dla mnie ok. Dziękuję, że wybrałas Nelusię. Odwdzięczy sie dobrym zachowaniem, miłoscia i wiernością, tego jestem pewna. Czekamy w takim razie na wizytę pa. Dzisiaj byłam w Lecznicy i przyszedł pan z dwójką dzieci i z koteczką, aby ją odrobaczyć, zaszczepic i spr. czy jest zdrowa. Widziałam z jaka troska i miłoscia i z jakim podejściem do kotki były te dzieci. Dziewczynka, ok 6 lat, chłopczyk może 9. Nakrywali kicie, dziewczynka głaskała bardzo delikatnie po główce. Chłopak pytał ojca, czy będzie mógł nakarmić ją w domu i czy ona jest zdrowa, czy jej nic nie jest. Tata bardzo cierpliwy, sto razy dopytywał weta jak podawać ma tabletki. Pytał czy po szczepieniu może czuc się źle itd, itd. . . . Tak miło było słyszec i widzieć normalnych ludzi. Marti po tym co tu napisałas ufam, że jesteś taką samą rodziną jak ci ludzie z lecznicy. Czuję, że Nela ma szczęście, dziekuje.
-
ZNAJDEK - śliczny ,młody piesek pilnie potrzebuje DT lub DS
Pipi replied to soniamalutka's topic in Już w nowym domu
Myślę, że trzeba puścic ogłoszenie np. na BO, to po 1, po 2, trzeba sprawdzic tatuaż, potem zobaczyć się z włascicielem i pogadać z nim, dlaczego tak sie stało i w ogóle co to za ktoś? W rodzinie mojego męża jest człowiek, który jest straznikiem lesnym. Ma on różne psy mysliwskie, ale nie przejmuje się ich losem. Słabo bardzo o nie dba. Jedza odpady ze zwierzyny upolowanej, albo jak nie ma polowań, to jedza odpady ze stołu, nawet herbata, pety z popielniczki, fusy z kawy, dosłownie wszystko. Siedza w kojcach, w których nigdy nikt nie sprzata. On sam nazywa sie miłosnikiem zwierzat. Jak mu pies zginie, a zdarzało sie, nigdy go nie szuka, a jak wracał, to dostawał kulke w łeb. Psy rasowe i z rodowodem kupował. Nie wiem jak teraz, ale jak byłam młoda, jeździlismy do nich kilka razy, az w koncu dałam mu zjebę i do dzisiaj tam nie byłam. Kto wie, może Znajdka pan jest taki sam? Przegladałam ogłoszenia i nie znalazłam żeby go ktos szukał. Sonia widziała sie z sołtysem i nikt o psa nie pytał. Coś tu nie halo. Kaszanka, musisz dobrze przemyslec decyzję, choc mysle, że bys nie pożałowała, bo to kochciczek prawdziwy.Jaki jest jego stosunek do otów, nie wiemy. To pies mysliwski, ale może wychował sie z kotami? trzeba to sprawdzic. Dziecka raczej nie skrzywdzi, bo to jest piesek bez cienia agresji..do człowieka. Jak na inne psy, też nie wiemy. U soni nie interesował sie ich psami. -
ZNAJDEK - śliczny ,młody piesek pilnie potrzebuje DT lub DS
Pipi replied to soniamalutka's topic in Już w nowym domu
Do soni jest 35 km z Białegostoku, w jedna stronę. Pies ma ze 3 lata/opinia weta/. Kaszanko, nie dzwoniłam, bo nie wiedziałam, nie znam nr. do Ciebie przecież. Co do zdrowia, to nie widać zeby jemu cos dolegało, oprócz tego oczka. -
ZNAJDEK - śliczny ,młody piesek pilnie potrzebuje DT lub DS
Pipi replied to soniamalutka's topic in Już w nowym domu
To było tak: pan doktor obejrzał oczy, uszy i jednego oka nie ma. Wygląda na uraz mechaniczny. Zapytałam czy mógłby go dzisiaj ciachnąć? pomyslałam, że na co czekac, skoro juz jesteśmy w Lecznicy. czym szybciej, tym lepiej. Znajduś dostał głupiego jaska i kiedy wet wygalał do zabiegu, zauwazył tatuaż w pachwinie. Zgłupiałam i nie wiedziałam co robić. Wet uważał, że trzeba sie wstrzymac, bo może go własciciel szuka i moga być kłopoty, że wykastrowany. No i zrezygnowałam, a pieso pospał sobie troszeczke przymusowo. Jest to kochany przytulak, bardzo łagodny i przyjazny. Trochę zagubiony i zdziwiony. Jak jechalismy w samochodzie tulił sie i patrzył na mnie ze zdziwieniem, co to za jedna taka. Przekrzywiał zalotnie łebek. Jest bardzo fajny, ale nigdy by mi nie przyszło do głowy, że to rasowiec, zwłaszcza po tym jego pysku bym nie pomyslała. Patrzyłam mu w oczy i mówiłam, pieseczku, a kto ciebie zmajstrował, chyba jakis koli?, albo pitbul? A tu prosze, psa obraziłam. Co teraz? Niestety musiałam zostawić go u sonimalutkiej w garazu. Nie chciał tam wejść, zapierał sie łapkami. TAK MI SMUTNO. . . .TAM CIEMNOŚĆ OKRUTNA. RATUJCIE BIEDAKA. Na oczko dostał krople na d, ale sonia Ty napisz jakie, bo zapomniałam. Wet umył, przepłukałi powiedział, że do okulisty najlepiej. Ja mam kotke z identycznym brakiem oka i widziała ja doktor Lenkiewicz w Białymstoku i mówiła, że może usunąć to co tam jest, ale koszty spore. Słuchajcie, mnie sie wydaje, że teraz trzeba do Związku Kynologicznego z nim sie udać i sprawdzic ten tatuaż i bedzie wiadomo z jakiej hodowli on jest i ustali sie własciciela. O, proszę, jak rasowy, to nie ma biedy. Znajduś czipa nie ma, sprawdzone. Proszę, dajcie mu dt, może szybko ustali sie własciciela. Nie moge, daje słowo. Zaopiekowałam znowu dwa szczeniaki. Jego mogłabym tylko z Tofikiem połączyć, ale Tofiś jest niewidomy i nie moge go na stres narażać. O matulu kochana nioooo!? a oto i bohater [IMG]http://images43.fotosik.pl/619/68c33f9b6b382073med.jpg[/IMG] [IMG]http://images43.fotosik.pl/619/0d00f49a509ec35bmed.jpg[/IMG] [IMG]http://images49.fotosik.pl/618/343d6f253f3ec6afmed.jpg[/IMG] [IMG]http://images47.fotosik.pl/620/a74a6170436956bcmed.jpg[/IMG] [IMG]http://images43.fotosik.pl/619/4acb24203e0ff266med.jpg[/IMG] tak sie krecił, że z 22 zdjęć zrobionych tylko te nadawały sie do pokazania w całosci nie zrobiłam, bo baterie mi padły -
[quote name='Marti']Mieszkają z nami 3 koty. Pipi napiszę o warunkach dla Neli wieczorem - OK?[/QUOTE] Ok, ok, nie ma sprawy, przecież nie pali sie, tak? Oczywiście , że ten kto na wizyte przed-ad. pójdzie, to zada takie pytania i zobaczy warunki. Może nie potrzebnie pytam? No nie wiem? ale chcę dla Neli jak najlepiej.
-
ZNAJDEK - śliczny ,młody piesek pilnie potrzebuje DT lub DS
Pipi replied to soniamalutka's topic in Już w nowym domu
[quote name='kaszanka']Toz to normalnie fox jest :) - Pipi jak dzisiaj nie dacie rady do weta z nim to sygnalizować mnie i ja sie tym zajmę 508-77-02-77 W jakiej to wsi jest daleko od Białego?[/QUOTE] Sporo, ok 35km, wieś Mulawicze. Kaszanka, a nie dałabyś rady i na dt? przepraszam, że pytam i może sie narzucam, ale on zagrożony jest u sonimalutkiej. -
ZNAJDEK - śliczny ,młody piesek pilnie potrzebuje DT lub DS
Pipi replied to soniamalutka's topic in Już w nowym domu
Bieda taka. Na ostatniej fotce widać jaki chudzielec. Ładny piesek, trzeba może już ogłaszać? jak myślicie? Jeśli wiek już odpowiedni, to ciachniemy chłopaka. Postaram się o zdjęcia do ogłoszeń. -
ZNAJDEK - śliczny ,młody piesek pilnie potrzebuje DT lub DS
Pipi replied to soniamalutka's topic in Już w nowym domu
[quote name='kaszanka']Toz to normalnie fox jest :) - Pipi jak dzisiaj nie dacie rady do weta z nim to sygnalizować mnie i ja sie tym zajmę 508-77-02-77 W jakiej to wsi jest daleko od Białego?[/QUOTE] Sporo, ok 35km, wieś Mulawicze. Kaszanka, a nie dałabyś rady i na dt? przepraszam, że pytam i może sie narzucam, ale on zagrożony jest u sonimalutkiej. -
[quote name='enia']ale sie dzieje! Marti a czy kiedyś jakieś zwierzę mieszkało z Tobą?[/QUOTE] No własnie, [B]Marti[/B], napisz nam coś więcej o warunkach jakie zapewnisz dla Nelusi. To bardzo spokojna, grzeczna sunia. Ona bardzo potrzebuje miłości, musi byc z człowiekiem blisko. Mam na myśli, w domu i najlepiej nie sama, inaczej bardzo się boi. Nie można też krzyczeć, bo boi się tak, że az się trzęsie. Boi się piorunów, petard, obcych ludzi. Jest bardzo wrażliwa, delikatna i kocha człowieka na zabój / o matko, jak zobaczyła, że napisałam zab[B]u[/B]j, to trupem padłam- wrrrrr :oops:/. Czy jesteś w stanie zapewnic jej spokój, ciepełko i duuuużo miłości?
-
ZNAJDEK - śliczny ,młody piesek pilnie potrzebuje DT lub DS
Pipi replied to soniamalutka's topic in Już w nowym domu
Nic z tego, bo babcia u siebie...... Do weta pojedziemy dopiero po 16:00, bo wcześniej jest w terenie i nie może byc w Lecznicy. Wiem od soni, że Znajdek jest z nią w pracy, oczki na razie przemywane na własną reke rumiankiem. Musi jeszcze wytrzymać prawie do wieczora. Zrobię mu zdjęcia, to wstawię. -
ZNAJDEK - śliczny ,młody piesek pilnie potrzebuje DT lub DS
Pipi replied to soniamalutka's topic in Już w nowym domu
Jestem, przepraszam, że nie wcześniej. Od 15:00 byłam w Białymstoku, dopiero wróciłam. Sonia dzwoniła do mnie jak tylko go znalazła, ale nie był jeszcze schwytany, a ja nie mogłam czekac, musiałam jechać. Z zawiezieniem go jutro nie ma problemu, bo jade z dwoma szczeniakami wywalonymi u mnie we wsi do weta, to po drodze zajade po Znajdka. Proszę, pomóżcie znaleźć mu dt. bo u mnie zatrzęsienie i w niedziele przyjedzie jeszcze jeden od człowieka sparaliżowanego, którego rodzina nie może się zaopiekować pieskiem i czeka go w najlepszym wypadku schron. Proszę o dt, chociaż na jakis czas, zanim u mnie troszke sie przerzedzi. Znam sytuację sonimalutkiej i wiem, że jesli teściowa wyczai tego pieseczka, to nie skonczy sie tylko zwykłą awanturą, ale może nawet zatłuc małego. Trochę nawet rozumiem te kobietę. Jest juz wiekowa, a w domu czwórka wnuków, syn, synowa, zwierzaki i ciągły ruch, a tu spokoju by się chciało. Jutro napisze co wet powiedział na oczki. Trzymaj sie maluszku, jeszcze kilka godzin i zaopiekujemy ci oczki. -
Oj można, mozna. Jak serce sie kraje? Nie raz, to tak ciężko jest bardzo, że ja nie daję rady się skupić na niczym. Wielka niemoc, bezsilność, ale trzeba z tym zyć, bo nie da sie inaczej. Czarnulek na pewno teraz sam. Wyglądali na przyjaciół. Dzisiaj będe jechać tamtędy, to popatrzę czy jest. Oni dla mnie wyskoczyli tak nagle pod koła, że gdybym jechała szybko, to kto wie? mogłam porządnie skaleczyć, albo i zabić. Tam jest bardzo niebezpiecznie.
-
[quote name='Iza.'][url]http://images46.fotosik.pl/572/ba914f9b02ba46famed.jpg[/url] tego pieska monia3a zabrała do siebie, więcej info na wątku białostockim[/QUOTE] Naprawdę? o jejku, ale wiadomość. Fajnie, że już bezpieczny. Szkoda tylko czarnuszka, on taki przylepek. To znaczy, że jednak bezdomniaki? Joanna83, dziękuję za info i że go zabrałyście. Randa, wiem ze masz staruszka, dziś Evelin mi mówiła - współczuję, ale się ciesze ze bezpieczny, dziękuję. Co się dzieje w zimie? to co będzie w wakacje?
-
Extra ciuchy, bardzo dziękuję. Chciałabym pokazać Wam dwa pieski, które wczoraj pchały się do mnie do samochodu i tak bardzo zapadły mi w serce, że nie mogę przestać myslec o nich. Jechałam z Białegostoku od Erin, bo zamówiła mi puszki dla kotów i właśnie przysłali i jeszcze musiałam załatwic kilka spraw/nazbierało się/. Jadę sobie przez takie miasteczko Suraż i nagle nie wiadomo skąd wyskoczyły dwa psy i zaczęły obszczekiwać samochód. Musiałam się zatrzymac, bo łapały za koła dosłownie. Jechałam powoli, bo akurat było pod górke i ostry zakret. Najpierw odkreciłam okno i zaczęłam na nich krzyczeć, ale one nic, no to się zatrzymałam. Otwieram drzwi, a one żywcem do samochodu. Pewnie wyrzucone, bo były przy stacji paliw, a tam zawsze jakies psy wyrzucają. Potem ich nie ma, bo wiem, że strzelają. Kiedyś poznałam nawet panią ze stacji i opowiadała mi jak ratuje, dokarmia tych biedaków. Nie wiem, czy jeszcze tam pracuje, bo było już zamknięte. Z żalem odjechałam i az sie poryczałam, bo biegły za samochodem jeszcze jakiś czas. Nie miałam nawet nic zeby ich poczęstować, tylko te puszki, więc dałam im jedną na spółkę. Piękne przytulaki. Myślałam żeby im pomóc, ale jak? Przecież na każdym kroku, wszędzie ich pełno. Czy tak już będzie zawsze? [IMG]http://images41.fotosik.pl/604/2457abe5a266a749med.jpg[/IMG] [IMG]http://images46.fotosik.pl/572/ba914f9b02ba46famed.jpg[/IMG] takie tylko fotki, bo padły baterie ten czarny to lizał mnie po twarzy i pchał się jakby był mój i wsiadał do swojego auta, widać, że jeszcze nie długo tam sa, bo takie słodziaki ufające człowiekowi, biedne.
-
KOLEJNA porzucona stara miłość. potrzebujemy pomocy.
Pipi replied to meganka5's topic in Już w nowym domu
. . . .bo my siem kofamy [url=http://smajliki.ru/smilie-280856199.html][img]http://s2.rimg.info/b388fac5e554445c5d9a0eeb0218bfc7.gif[/img][/url] -
KOLEJNA porzucona stara miłość. potrzebujemy pomocy.
Pipi replied to meganka5's topic in Już w nowym domu
O tako sobie się wyleguję i ciotki pozdrawiam [IMG]http://images47.fotosik.pl/606/899854125315d392med.jpg[/IMG] [IMG]http://images50.fotosik.pl/605/f7640b7e35c7abc1med.jpg[/IMG] Na razie wszystko dobrze. Tofik najchętniej to chciałby żebym siedziała z nim cały czas. Są chwile, że płacze jak wyjdę z pokoju. Tak płacze, że idę i na rączki biorę. Synuś kochany taki. Pozdrawiamy. -
Tak do konca to nie wiem, jak było z ta husky, ale to chyba TOZ białostocki dawał karmę i odrobaczał sukę. Potem, po jakimś czasie zabrali ją do Kuny. Co i jak z nią dalej, tego nie wiem. A te sunie ze stodoły, to myślę, że jak rzucę na piśmie zgłoszenie do Gminy, to wtedy przyjadą i będą je pędzac tu po polach, a potem, to ja juz się nie dowiem co z nimi się stało. Pewnie tak jak inne przepadną bez wieści. Jeden pan, nie moge powiedzieć jaki, opowiadał mi, że jak był radnym w gminie, to opłacali hycla i przyjeżdżał, wyłapywał, albo i strzelał, nikogo to nie obchodziło. Płacili za to zeby psów nie było i to wszystko. Ja niestety nie mogę sama pisać i podpierać się kto i co, bo nawet jeśli mi ten ktos opowiedział to i tamto, to nigdy w życiu się nie przyzna do tego, bo żyje i mieszka i jest na stanowisku i nie bedzie nadstawiał karku i się ujawniał, bo dla niego osobiście to też nie jest priorytet życiowy. Ma swoje życie, rodzinę i musi ją utrzymac i cieszył się, że mógł byc radnym, bo miał z tego korzyści. Nie moge powiedzieć więcej, naprawdę, nie mogę, ale wiem dużo o tym co się dzieje, ale nic nie zrobię i wątpię czy ktoś dałby radę z osób "prywatnych". Nie wiem od czego trzebaby tu zacząć, żeby cos zmienić. Wiem, że na pewno nie wypowiem "wojny", bo tez jestem sama i w dodatku dziwaczka, natrętna baba i wariatka. Nikt, ale to nikt nie stanie tu po mojej stronie. Jest masa ludzi, którzy mnie szanują za pomoc tym biednym zwierzętom, ale jak co do czego, woda w usta. Już nie raz prosiłam, żebyśmy wspólnie poszli, pogadali, żeby wstawili się za mną, żeby powiedzieli od siebie, że jest problem, że nie wolno tylko sprzatac, że trzeba pomóc. Nie chcę się narażać, tylko tyle zawsze słyszę. Ludzie chcą spokoju. Była suka kilka lat temu, którą karmili ludzie, sama widziałam. Siedziała sobie przeważnie przy sklepie, nikomu nic złego nie robiła, ale. . . .zawsze znalazł się taki, który kopnął, przegonił. . . .po jakimś czasie zaczęła rzucac się do mężczyzn, którzy chcieli wejść do sklepu. Oczywiście winna była pani, która karmiła, miała i zresztą ma dobre serce dla zwierzat. Sukę jak sie oszczeniła zabili razem ze szczeniakami. Nie widziałam tego, ale kilka osób, które to widziały opowiadali mi nawet jak pozbyli się tej pięknej, mądrej, biednej suki, w dodatku z dziećmi. Nikt nie pomógł, nawet mnie nie zawołali, bo powiedzieli, że, zacytuję: " kobieto i co byś zrobiła? zawołałabys policję, ha,ha, ha? lepiej siedzieć cicho, to tylko pies, a ty tu żyć musisz, nie ma już i nie ma o czym gadać, sama sobie winna, nie trzeba było napadać na ludzi". Ja mogę tak pisać i mnożyć przypadki zabijania zwierząt, nawet u włascicieli. Na porządku dziennym tu zabijanie i nikt nie zrobi halo, bo po co się zadzierać, trzeba żyć, a życie jest ciężkie i bez awantur. Na początku "fiknęłam" jak sie tu wprowadziłam i zabili mi psa, drugiemu widły w plecy wsadzili, jeszcze innemu rzucili strychniny. Przynosili mi pod bramę nieżywe cielaczki albo prosiaczki, takie poronione przes krowę, żeby psy sobie pojadły. Śmierdziało, a psy jadły. Było potem leczenie, bo biegunki, bo zatrucia. Siedzę cicho, bo się boję, bo jak jestem sama, a potrzebuję pomocy, to nikt nie pomoże, a czasami trzeba np. wyciągnąć auto z rowu ciągnikiem, albo przy sianie, czy przy drzewie itd. . . . Sytuacja jest bardzo ciężka i ja już teraz nawet nie idę, jak mnie ktos prosi i dzwoni, żebym pojechała, bo tam i tam psa np. katują, albo nie daja jeśc, albo zaczepił się i własciciel boi sie odczepić, to zabije. . . .albo, że suka w ciąży, lub urodziła i prosza zeby zabrac szczeniaki, które już widzą. Nie reaguję, bo sama nie dam rady. Zgłaszanie interwencji nic nie daje, bo wielokrotnie powiedziane było, że ja wymyślam i że maja gorzej. Choć mnie bardzo boli, nie raz tak, że po telefonie jednak pojade i po cichu zaczaje sie i faktycznie widzę ogromna krzywdę, to nie idę, nie reaguję, bo musiałabym zabrać, po prostu ukraść psa, a nie mam jak. Doszłam do wniosku, że muszę się uodpornić na to i jakos żyć. Nie dam rady, nie jestem w stanie pomóc wszystkim. Żyję z Waszej pomocy i na ile mogę, na tyle biorę, ale nie da się więcej. Zmierzałam do tego, że zmieni się sytuacja, ale dopiero jak gmina i kościół włączyłby się do pomocy. Ksiądz i wójt maja autorytet i mogliby dużo zdziałać nawet rozmowami i prośbami wśród ludzi. Jednak to sa tylko moje mrzonki. Mam mieszane uczucia, czy walczyć i zostać tu, czy sie poddac i uciekać. Rozsądek mówi, żeby uciekać, a serce żeby zostac i walczyć. Co wybrać? jak walczyć? a gdzie uciekać? I tak źle i tak niedobrze. Wójt, wójt, wójt i jeszcze raz wojt, musi chcieć!?
-
Gucio-uciekł z kojca od Pipi :(.. Ozzy już w swoim domku :)
Pipi replied to Evelin's topic in Już w nowym domu
Dokładnie tak Asiaczku. W dodatku sytuacja znowu się zmieniła i teraz tam gdzie Gucio koczował są dwie zdziczałe suczki, wyrzucone. Gucio poszedł aż pod las, bo tam go widzę. Jeść przychodzi od strony pola/tak jak bylo na początku/ i to tylko w nocy. Wiecie, ja go nie mogę zrozumieć, dlaczego wybrał wolność? Patrzę, jak w ciągu dnia przemieszcza się po tych polach. Mokro, wiatr, a on w tę i w tamtą bez celu się plącze.Idzie, wącha, stoi, patrzy, znowu idzie. . . .co to za życie? A ma okazję żeby wejść na podwórze każdej nocy, bo psy wszystkie schowane i bramka otwarta, a przy bramce gar, w którym jest troszeczkę smakołyków, a za bramką już na podwórku, następny gar z extra pachnącym, zachęcającym żarełkiem. Z pierwszego zje, z drugiego nie, bo nie wejdzie dalej. Jak go wołam np. ok 23:00, bo wiem, że słyszy i zaraz przyjdzie, to chowam się w chlewie i obserwuję co on robi. Podchodzi, stoi, rozgląda się, wącha powietrze, znowu popatrzy, potem zje z pierwszego garnka i odchodzi. Nie mogę ujawnić się, że jestem, bo jak powiem jedno słowo, to juz go nie ma. Czasem podchodzi bardzo blisko jak my jesteśmy na podwórku i wszystkie psy. Podchodzi i patrzy, obserwuje co my robimy, ale nie wejdzie. Próbowałam nawet wypuszczać na pole Norę i Sabę w nadziei, że może z nimi wejdzie, ale one wracają, a on nie. Proszę nie gniewajcie się na mnie, ale ja nie wiem co zrobić zeby go złapać. Była już skrzynia żeby wszedł z zapatką, była i nadal zreszta jest dziura w chlewiku w którym mieszkał i który zna, do której wstawiam też jedzenie, ale do którego nie wejdzie. Stało w nim jedzenie nawet kilka dni, a on krążył głodny ale nie wszedł do środka. Raz jedyny tam wszedł, ale nawet nie ruszył jedzenia, tylko po sekundzie wyskoczył, nawet nie ruszył jedzenia do którego był przyczepiony sznurek od zapatki. Nie ma niego bata, ja nie mam już pomysłu. Mogłabym dać leki np. relanium, ale jego teren jest tak obszerny, że jak on idzie w stronę lasu, to zanim ja dookola bym do tego lasu doszła, to już go nie znajdę. Nie ma leku, który by zadziałał po chwili. Nawet bron palmera nic tu nie da, bo on nie przychodzi o określonych porach, jakichś stałych. A jak czuje obcego, to wcale nie podejdzie. Węch ma znakomity, wiem co mówię. Jeść dostaje, schronienie ma i to jest dobre, ale jest zagrożony chorobą, bo wściekliznę pod koniec miesiąca trzebaby zaszczepić. Jest również narażony na to, że od kuli zginie, bo ostatnio dwa psy lezały na polu martwe. Co prawda ja nie widziałam, ale jeden pan mi mówił, że przy lesie leżały dwa dni. Tu mają wiatrówki i co jakiś czas się "bawią" w policjantów i złodziei. -
Ok, ok, piszę już po kawałku. Przyznam sie, że nie jest to łatwe, ale sie staram. Jak skończę, to wkleję i na pewno beda potrzebne poprawki. Mój styl też pozostawia wiele do życzenia. Nigdy tego nie robiłam, oj nie jest łatwo. Jak nie mogę sie skupić, idę do suniek do opuszczonej stodoły i wtedy krew mnie zalewa ze złości i jakoś idzie wtedy. Chaotyczne to moje pisanie i jakieś masło maslane, ale się staram. Chciałabym zeby to było jakos tak krótko i węzłowato. Sunie ostatnio wywalone nie wychodzą ze stodoły. Jedna z nich merda ogonkiem i cieszy sie na mój widok. Druga ucieka jak tylko mnie zobaczy. Jak podchodze pocichutku, to słysze, że bawią się. Narobiły tam bajzlu takiego, że jak własciciel przyjedzie zobaczy to pozabija te dziury tak, że nie wejdą. Słyszałam, że nie lubi psów. Kilka razy sprzątałam/ worki rozgryzały, jakies szmaty, drewno porozwalane. . . /ale ide następnym razem i to samo. Popatrzcie [IMG]http://images43.fotosik.pl/600/5e443ac5932b4cdfmed.jpg[/IMG] [IMG]http://images49.fotosik.pl/599/d67a5b08237d15c3med.jpg[/IMG] [IMG]http://images40.fotosik.pl/582/062e16ce6206c4b1med.jpg[/IMG [IMG]http://images40.fotosik.pl/582/751bf885e86a1285med.jpg[/IMG] [IMG]http://images40.fotosik.pl/582/e12efc0516a13338med.jpg[/IMG] [IMG]http://images50.fotosik.pl/600/320ac9adaccf7015med.jpg[/IMG]
-
ronja, dziękuję. Zaglądałam i zaglądałam i nie mogłam doczekac sie wieści od Nelci. Śliczne zdjęcia. A Lubiska gówniara jedna no!!!! :mad: Może słomy im daj, zamiast kołderki. U mnie to samo. Każda kołdra poszarpana w drobny mak. No chyba, że w domu one, to co innego, nie ma jak, ze słomą?! Jak do ogłoszeń takie zdjęcia pójdą Nelki, to ds gwarantowany. Śliczna ona jest i charakter dobry. A jak się czuje w nowym miejscu? nie płacze? (za mną?):eviltong:
-
Extra, ciesze sie bardzo. Łokcia bym nie poznała na ulicy. Fajny z niego chłopak urósł. Pasują do siebie. Dziękuję Aniu, pozdrawiam serdecznie. A jak tam Tesia?