-
Posts
36362 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
1
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by majqa
-
Cudowna *MOLLY* specjalnej troski - Pojechała do wspaniałegp DOMKU!!
majqa replied to fizia's topic in Już w nowym domu
Poker ma rację, wyłącznie wykonanie tel. -
[IMG]http://img33.imageshack.us/img33/1820/p1070696.jpg[/IMG] Tuż przed skokiem na mnie... [IMG]http://img41.imageshack.us/img41/3465/p1070698.jpg[/IMG] Co by tu zmalować? [IMG]http://img215.imageshack.us/img215/2314/p1070699shl.jpg[/IMG] I kolejny rzut na tapczan... [IMG]http://img35.imageshack.us/img35/4954/p1070700.jpg[/IMG] I jeszcze raz...Aha...poszczególne ujęcia poprzedzała speed runda Remka po mieszkaniu i nawrotka... [IMG]http://img525.imageshack.us/img525/6861/p1070701.jpg[/IMG] Bez komentarza...
-
Czteroletni dog niemiecki, dostojny, spokojny.. MA DOM!!!
majqa replied to Inez de Villaro's topic in Już w nowym domu
Tak bym chciała już przeczytać, że jest w którymś z wybranych domków. :lol: -
Spóźnione fotki Remka: [IMG]http://img33.imageshack.us/img33/9647/p1070686n.jpg[/IMG] Tu zaległe, sprzed powrotu, kiedy to wykończony tak zasnął, że nawet nie zauważył, że się zsuwa z fotelika. [IMG]http://img263.imageshack.us/img263/9465/p1070687.jpg[/IMG] I podobne... [IMG]http://img195.imageshack.us/img195/786/p1070688a.jpg[/IMG] Tu już w wersji wybudzonej, kiedy go poprawiałam na kocyku. [IMG]http://img215.imageshack.us/img215/3532/p1070691.jpg[/IMG] Po kąpieli, już tutaj, amok biegania i wycierania się o wszystko, co podeszło... [IMG]http://img256.imageshack.us/img256/9872/p1070692b.jpg[/IMG] Jedna z figur pokąpielowych...
-
Mnie jest też szkoda, że okazja przechodzi Baszy obok nosa. Bądźmy jednak sprawiedliwi. Basza nie jest psem maltretowanym, nie jest skrajnie zaniedbany, a jego właściciel jest chory z małą rentą chorobową. Właściciel chce iść z Baszą do weta - wystarczy, że weźmie się za wyjaśnienie i leczenie sprawy guza, wesprze stawy, skórę i kupi dobrą karmę, gdy ta się skończy i sprawa załatwiona. Gdyby na podstawie tego, co zostało opisane, a co może być przez człowieka wyprostowane (że w to niedowierzam to inna sprawa) odbierać komuś psa, to gdzie by się nie obejrzeć, są czterołapni kandydaci. Lekko licząc, pewno z 70% społeczeństwa byłoby pozbawione swoich pupili. Gdyby Gosiu, jak piszesz, nagle Basza zniknął, z mety (a nie wiemy, co pan by z tym zrobił) cień podejrzeń (i nie ważne, czy udowodnionych, czy nie), padłby na fundację. W perspektywie czasu ten cień samej fundacji by się nie przysłużył. To nie jest dobry pomysł, w moim oczywiście odczuciu.
-
Jak znam życie to i tak może być sposobność po temu.
-
A ja Cię podziwiam :loveu: (a jak się złościsz bardzo lubię :eviltong:), bo to wykorzystanie świadczy o jednym, masz bardzo, bardzo dobre serce, a to ujmująca rzadkość. :buzi: Twojej życzliwości i wspomnianego serduszka już doświadczyłam, mam więc tę śmiałość się wypowiedzieć. Buziaki Joluś, dziękuję, że tak cierpliwie znosiłaś moje dzisiejsze smędzenie i histeryzowanie. :oops:
-
[quote name='Kisiaraf'](...) Ciężką rozmowe masz za soba Majqa i jeszcze niewyjaśniony koniec całej historii hmmmm. A co z Twoim psiakiem?! Ciężką i przykrą w wymowie ma za sobą Jola i z tego powodu jest mi bardzo przykro. :-( Stawała na głowie, by pomóc, a jak stawała do dnia dzisiejszego wiem, aż za dobrze wiem. Nie chcę zaśmiecać wątku sprawą swojego psiaka więc tylko napiszę, że z racji wieku i innych p/wskazań nie zdecyduję się na chemię, która i w tym przypadku nie przedłużyłaby mu życia (i nie jest to moje, laika, zdanie). Na dziś, psiak żyje, ma się dobrze więc tylko, pod kierunkiem wetów opieka paliatywna, a kiedy przyjdzie czas cierpienia, którego, a zawsze jest taki moment, nie da się ująć, nie przedłużanie go w imię własnego widzimisię.
-
Tego do końca nie sprawdzimy, tego, czyli kto jest sponsorem, a i w gruncie rzeczy, kto, kiedy, jak często, z jakim udziałem samego pana nie jestem w stanie sprawdzić (i nawet nie chciałabym, niewiedza czasem jest zbawienna), bo byłam tam rzadko, a w najbliższym czasie nie przewiduję. :evil_lol: Cóż mi pozostaje niż z bezsilności wstawić ikonkę śmiechu?
-
Cudny Gufik-zostaje juz na zawsze w domu u Kate i Bea.
majqa replied to rytka's topic in Już w nowym domu
Oniemiałam, zdjęcia bajeczne!!! :loveu: -
-
Zrobię to najkrócej jak mogę. Dzisiejszy dzień dał mi ognia, inna też sprawa, że jakoś nerwowo nie spałam do 4.30 (nerwy przed wiadomym spotkaniem i wynik badania mojego psiaka zrobiły swoje). Na pana musiałam poczekać, a potem krótka rozmowa i wio na ścięcie. Pan nie pojechał ze mną, był wyszykowany, fajnie ubrany na załatwianie swoich spraw. Do "oprawienia psa", dźwigania, wkładania w wysoką wannę, utrzymania go w niej/ zapanowania nad nim (a tu obecność pana była mi najbardziej potrzebna, bo co do reszty i tak starałabym się go wyręczyć), byłyśmy więc tylko my dwie, ja i pani Magda, fryzjerka (aha...tak poza konkurencją - pani Magda za darmo chciała jechać do pana, kąpać psa u pana w wannie i doprowadzać do ładu na miejscu ale...pan się nie zgodził, ot tak i już, dlatego zapiep...łam z psem dziś ja, choć, bądźmy sprawiedliwi, pan nie widział powodu do kąpania psa; potraktujmy to więc jako mój wymysł). Kąpałyśmy z brudu w normalnym szamponie, potem spłukanie, potem dopiero szampon lecznicy. W międzyczasie przed i po ciężka praca samej pani Magdy, za którą jestem jej ogromnie wdzięczna. To już jest zrobione. W trakcie, pani Magda trafiła na coś ciut niżej lewej, przedniej pachy, dotknęłam i ja, coś a la guz (twarde, powierzchnia ograniczona, na powierzchni chyba coś się sączyło, bo był strup ropno - krwisty) i to duży. Piorun wie, co to, bo wieszczką nie jestem. Chwyciłam za tel. do pana, co mam robić, czy jechać do weta etc. Nie odbierał, dodzwoniłam się za którymś razem. Cóż, mam nie jechać, bo pan nie ma pieniędzy i z Baszą narazie nie pójdzie do weta z tego powodu właśnie. Ja też już byłam zagotowana z kasą na moje "psie - skarbonki". Powiedziałam panu, że jeśli potrzebuje pomocy w tej materii, ma dzwonić do Joli (co powiedziałam za wiedzą i zgodą Joli). Tak się nie stało, pan nie zadzwonił. Stan skóry - istotnie odnowiła się zmiana na grzbiecie, pies ją powygryzał, w innych miejscach czerwone plamki, jakby początki czegoś, co da świąd. Na tej głównej zmianie odmoczyłyśmy, zgodnie z wcześniejszym zaleceniem weta, strup. Ta skóra wymaga dalszej pomocy. Panu zostawiłam nieszczęsny fiprex do wkroplenia za 3 dni, o czym przypomnę panu smsem. A teraz rozmowa. Pies nie pojedzie do żadnej adopcji, a już na pewno nie do bloku, bo do bloku zdaniem pana się nie nadaje. Dlaczego? Tęskniłby za panem, ma już swoje lata, wczoraj zostawiony był u znajomych pana na 1 godzinę i płakał za nim, a pan też był bliski łez itp...itsre. Pan powiedział mi o tel. od Joli, ja tłumaczyłam, co Joli przyświecało, dlaczego itd. Pan powiedział, że chce ze mną żyć dobrze i jeśli coś się złego z nim wydarzy, będzie do mnie właśnie dzwonił, jak rozumiem, żebym dokonała cudu i zajęła się psem/ zabrała psa (???). Pan powiedział także, że zwróci pieniążki fundacji. Odpowiedziałam, że ta materia mnie nie dotyczy, że tu ma się kontaktować z Jolą. Po zobaczeniu guza pan sprawdził smsem stan konta, nie ma na nim środków ale powiedział, że zabierze psa do weta, by wyjaśnić guz, wziąć się za jego leczenie. Aha...prosiłam też pana, by zadbał o stawy psa - wspomagacze z glukozaminą (te się kończą), ewentualnie leki p/zap. sterydowe lub niesterydowe, zwróciłam uwagę na skórę Baszy i tę ranę i prosiłam (bo zmiana ta może mieć tło alergiczne) o odpuszczenie surowej wątróbce, dobra karma, bez wkładek, z powodzeniem wystarczy psu, a...karma też już się kończy. Przypomniałam, że Basza wymaga zaszczepienia p/chorobom i powiedziałam w jakim terminie. Pies na mój widok (wracam do początku dnia) b.się ucieszył, podniosłam się, brzęk kluczy do auta i już był gotów na wymarsz. Poznał auto i przebierał łapkami do wsiadania. Dał się zabrać na całkowitym luzie. Po wyjściu z auta, znane mi już, opisane tu, o ile pamiętam, znajome kucanie, jakby mial parcie na odbyt, w tym przykucnięciu szedł parę kroków i z robieniem kupy nie miało to nic wspólnego. Bardzo mnie to martwi, przyczyn może być wiele. Zaobserwowałam to wielokrotnie, od czasu poznania psa. Sprawa kucania jest panu znana (sam mnie o tym informował, że Basza tak ma), przyczyny nie zna, mam więc pewność, że nie wyjaśniał tego u weta. Tak to wyglądało z grubsza. :-(
-
>>>Patyczek - psie dziecko wyrwane z koszmaru<<<POZNAŃ
majqa replied to Isadora7's topic in Już w nowym domu
To co złe już za nim...całe szczęście. -
Błahaha... Ja tam swoje wiem, jak u Was byliśmy to tak bardzo się mężowi na wyjście nie miało, rzekłabym, gotów był się zasiedzieć. Coś być musi na rzeczy. :evil_lol:
-
W moim odczuciu tego psa "kupi się" spontanicznością, radochą zabawy, troską i uwagą, o miłości nie wspominając. Ja nie wierzę, że on by tak tęsknił, jak zostało to nam opowiedziane. Pewno się powtórzę ale... Myślałam, że mi serce pęknie, kiedy wychodziliśmy z lecznicy pan spuścił Baszę, ja od ręki się nerwowo rozglądałam, żeby w pobliżu nie pojawił się inny pies lub Basza nie wyszedł na jezdnię i zasuwałam do auta, otworzyć, wpuścić Baszę, odetchnąć, a Basza.... A Basza również wdepnął na bambosz żeby mnie dogonić, na pana, który wolno szedł z tyłu się nie obejrzał. Mam tu pewne porównanie. Kiedy wychodzimy z mężem na spacer, z tymi psiakami w samej Łodzi, podział jest 2 x 2 i... Jeśli mąż idzie pierwszy, poza Jolcią każdy z psiaków non - stop (a Jola od czasu do czasu) ogląda się do tyłu, idąc do przodu :evil_lol:, czy na pewno jestem. Mowy nie ma z kolei, by którykolwiek dał się zabrać, a niektóre z nich nawet dotknąć, komuś obcemu. To istny cud, że na wieczorne spacery dają się zabrać mężowi i nie muszę z nimi dreptać. O jedno baaardzo proszę. Ślijcie pozytywną energię juterkiem. Niech mi się uda przemówić panu do rozsądku. Jestem kawał cholery i daj Boże, niech mi starczy dyplomacji takiej, jaką ma w sobie Jola i... opanowania. Nerwy mam jak postronki, w tym i dlatego, że mam już wyniki badań mojego psiaka i...dupa blada. Jolusiu z FNiZ :loveu:, raz wtóry się kajam za danie Twojego, cudnego imienia mojej suni. :oops: :evil_lol: Ktoś mógłby pomyśleć, że mój mąż Ciebie wyprowadza na spacery, a nie chciałabym niedomówień.
-
Za małe podstawy, a gdyby nie daj Bóg coś nie wyszło, tracimy wszelką szansę na pomoc psu. Jakie mamy dowody? Brak szczepień? Żaden dowód, p/wściekliźnie został już zaszczepiony. Leczenie - zaczął być leczony, a pan przecież zwrócił się o pomoc do fundacji w sprawie domku, a że nie szło przejść obojętnie wobec innych, zauważonych spraw (stan stawów), inna inszość. Takich nieleczonych psów wokół masa, szkodliwość znikoma. To taka analiza na zimno. Pies nie ma syndromu psa maltretowanego, kocha swojego pana, w środowisku, w którym jest, odnajduje się, sąsiedzi psu nie podskoczą, nie mam wątpliwości (w postaci zaczepek oczywiście). Uważam, że, tu wolę doprecyzować, moja rola kończy się w znaczeniu adorowania pana i narzucania się z sobą, natomiast, jeśli zadzwoni do mnie choćby w środku nocy, że z Baszą coś jest nie tak, zbiorę dupę w troki i pojadę pomagać. Będę starała się jutro dotrzeć do pana. Po ostatniej z nim rozmowie sądziłam, że się udało, widać byłam w błędzie. Zrobienie próby z adopcją teraz to najlepszy moment, wręcz wymarzony, bo pan jest na chodzie i gdyby np. pies zaczął straszliwie tęsknić, nie jadł itd. ma gdzie wrócić. Jeśli źródełko domków wyschnie, a pies będzie nagle musiał trafić do kojca, skończy się szybko. Miejsce pobytu psa, mam tu na myśli nie mieszkanie pana ale okolicę, parszywe i niebezpieczne. Hm...sądzę, że pan uważa, że o Baszę dba, jak mu natomiast powiedzieć, że my to widzimy inaczej? Ten psiak nie ma roku, nie jest młodzieniaszkiem, max uwagi powinno się poświęcić jego stawom, one siądą, biorąc pod uwagę ich przeszłość, przydałoby się zrobienie morfologii, biochemii, bo chudość psa (oczywiście nie da się jej porównać z kalibrem zachudzenia innych psów, których fotki oglądamy na dogo) może mieć i inne przyczyny, nie do końca wynikające z niewłaściwego żywienia. Jeśli jutro nie przekonam pana do adopcji to klops, a dla mnie załamka. :-(
-
No niestety...źle. :-( Jak to moje foty? Wszak ujawniłam się w całej okazałości! :lol:
-
Fotki będą wkrótce. Nie miałam humoru, wbrew pozorom i wpisom na tym i innych wątkach, do zabawy aparatem. Poważne, psie zmartwienie. Czekałam na wyniki jednego z niuńków, a dziś zostałam odarta ze złudzeń.
-
Wiem, że nie odetchnę i żyję w napięciu od chwili spotkania z Baszą, bo czerwona żarówka zapaliła mi się 1wszego dnia, a do tej pory nie zgasła. Również mam świadomość, że pan jest chory ale z choroby zrobił na swój sposób użytek. Co do rozstania z Baszą, mnie powiedział, że...jemu jest z Baszą dobrze, tak mu lepiej, gdy pies jest przy nim, co nie znaczy, że dobrze jest psu (brak szczepień, wsparcia dla schorowanych stawów Baszy; chudość psa, niewyczesanie; nie ukrywam, że mocno byłam zdumiona tym, że po spotkaniu z bullką psa nie zobaczył wet, że pan nawet nie zadzwonił o taką pomoc, a na ponowne wygryzanie się psa miał pomysł z konierzem, a nie lekową pomocą). W zrozumiały sposób pan kocha być kochany przez Baszę, co do wzajemności, która winna mieć przełożenie w m.in. dbałości o Baszę, w tę już mocno wątpię. Co do drugiego terminu wizyty, panu zdecydowanie był on obojętny, bo to ja wydzwaniałam, chcąc dopytać, czy pan już wyjechał, kiedy wyjeżdża, kiedy wraca, mając na uwadze skądinąd palącą sprawę kontroli. Mniejsza o moje dzwonienie. Czy pomogłabym na wstępie gdyby mój obecny stan wiedzy był taki jak jest? Odpowiedź brzmi tak, bo szkoda mi psa i dlatego też tak bardzo chcę go jutro zabrać, by został uwolniony od firanek zimowej sierści. Do pana nie trafia argument, że jeśli domki się wykruszą, a panu coś się przytrafi Basza trafi z mieszkania wprost do kojca, a to wielce prawdopodobne. Moja dalsza rola w tej sytuacji...hm... Sądzę, że się zakończy. Mam potężną krotność zwierząt w porównaniu ze stanem zazwierzęcenia pana, które muszę mieć na uwadze, w tym psy stare, chore. Jelenia pozwalam robić z siebie ale do czasu, właśnie zbliżyłam się ku granicy. Jola zapomniała dodać, że w zasadzie została dziś przez pana spławiona, bo pan chce rozmawiać ze mną. Chce to i porozmawiamy. Pan ma Baszę i jak to określił swoje, pewne sprawy, w pewnym sensie szkoda, że niektóre z tych tzw. spraw zobaczyłam.
-
Znakomitość zwana Remigiuszem ma się równie znakomicie. Jeszcze nie wie, że najprawdopodobniej dziś czeka go i resztę, odroczone pranie. :diabloti: Koty już namoczyłam. Odpukać, nie mam, od powrotu, nic osikanego. Uff...Z nowych rzeczy - Remiś zaczął przypolowywać wraz z Fircią moje kicie, głównie Franię. Frani to nie przeszkadza. :roll: Na zewnątrz z kolei, główna złość Remka jest wymierzona w psy mniejsze od niego, tej samej wielkości lub trochę większe, czyli szuka zwady ze swoim gabarytem. Od większych znacznie łatwiej mi go odciągnąć. Pani sąsiadka zapytała mnie, czy Jola ma małe szczeniaczki. :-o Sprawa się wyjaśniła. Pani słyszy, jak coś u nas smędzi i kwili. Zgadnijcie - kto to? :eviltong: