a my ostatnio z młodymi (Daszą i Szadim) zrobiliśmy sobie dłuższą wyprawę po lesie. Trochę dalej, więc autem pojechaliśmy, zaparkowaliśmy i w las. Tomek znał tamtą okolicę (tak mu się wydawało), ja raz tam byłam- jeszcze z Kari.
No i się zgubiliśmy, zaczęło się ściemniać, Dasza już ledwo szła, Szadi zadowolony- jak to zwykle bywa ;) w końcu wyszliśmy przy domu, dobrze, że jakiś facet był w ogrodzie - zapytaliśmy się jego o drogę- okazało się, że szliśmy w przeciwnym kierunku. Jak psy zobaczyły samochód zaczęły tak ciągnąć- myślałam, że Dasza wyrwie mi rękę.
Od razu uwaliły się na siedzenie. Jeszcze nie ruszyliśmy jak Szadi usnął na tylnym siedzeniu, tak, że głowa mu zwisała.
W domu uwaliły się na swoich posłaniach i nawet rano nie chciało im się wyjść na dwór a ja po tej przygodzie złapałam choróbsko- znowu.