-
Posts
8312 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
1
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by toyota
-
Owczarki ze śmietnika w Radomiu - Ares już w domu, Mars czeka nadal.
toyota replied to red's topic in Już w nowym domu
Widzę , że jest to hotel 5-cio gwiazdkowy :lol: -
Kochani, dzięki Wam - porażkę zmieniliśmy w sukces , a Sarę w Tosię ;)
toyota replied to toyota's topic in Już w nowym domu
Sunia ma ok. 5 miesięcy , gubiła już mleczaki . Jest śliczna i kochana. Ma bardzo ciekawe umaszczenie . Nie za bardzo to widać na zdjęciu , trzeba się przyjrzeć . Cała jest w brązowe cętki . Kupiłam jej obrożę , smycz i adresatkę . Obróżkę z adresatką zostawiłam u właścicielki , smyczy nie dałam, bo pani bije ją smyczą kiedy ciągnie - mają parcianą . Każdy wie , że to nie jest żadna metoda kiedy pies ciągnie . Skutek jest taki , że sunia przypada do ziemi kiedy machnie się ręką , a na smyczy i tak ciągnie . Stwierdziłam , że lepiej jest dostawać smyczą parcianą niż skórzaną :-(i schowałam tą moją do kieszeni . Obrożę mieli dla niej strasznie zniszczoną ,więc dałam im tą nową . Pani wspomniała , że zastanawiała się nad zakupem kolczatki :-( W dodatku pani instruuje córeczkę , żeby ją lała smyczą . -
Stosowałam Fiprex. Więcej tego nie kupię . Mój pies też już ma 10 lat . Starszy organizm może gorzej tolerować jakieś toksyczne substancje , nie będę ryzykować :-( Bardzo mi przykro , to straszne co opisujesz :-(
-
Kochani, dzięki Wam - porażkę zmieniliśmy w sukces , a Sarę w Tosię ;)
toyota replied to toyota's topic in Już w nowym domu
Już wysłałam fotki . Dziękuję :loveu: -
Kochani, dzięki Wam - porażkę zmieniliśmy w sukces , a Sarę w Tosię ;)
toyota replied to toyota's topic in Już w nowym domu
Nie dam rady wstawić fotek , jeśli ktoś potrafi to zrobić , prześlę je na maila . Oni jej na pewno nie wywieźli , naprawdę im się zgubiła . Właścicielka jest szczera aż do bólu w swojej głupocie . Mam adres tych ludzi i nr telefonu . Zapytałam właścicielkę , czy mogłabym ją odwiedzić ( pod pretekstem , że moja córeczka tęskni za ich pieskiem ;) ) i nie miała nic przeciwko :lol: Nie mogę wziąć suni do siebie . Nie wyrabiam czasowo . Mam tylko 2 pokoje . Miodek nie akceptuje przedstawicieli swojego gatunku w mieszkaniu , nawet te suczki które zna i lubi , atakuje , gdy chcą wejść do domu . Miałam już kiedyś znalezioną suczkę , która mieszkała u mnie ponad miesiąc i nie dało się opanować jego negatywnego nastawienia . Nie zjadł jej wprawdzie , ale terroryzował do tego stopnia , że przemykała się pod ścianami i chowała po kątach . Nie mogła poruszać się po mieszkaniu , bo wtedy zaraz na nią warczał. Najciekawsze jest to , że sam przyprowadził ją do domu . Przyznaję , że niezbyt szybko zorientowałam się o co chodzi :oops:. Byłam zachwycona , że mój pies tak się zaprzyjaźnił , a ta sunia miała po prostu cieczkę i nie mogła opędzić się od psów . Jak przyszła na moją posesję to żaden amator już się do niej nie zbliżył . Mój pies 55 kg , a ta sunia ok. 8 , więc miała spokój i ochronę . Jak już było po cieczce to przestała mu się podobac i co więcej przestał ją akceptować mimo , że już mieszkała u mnie w domu . -
Kochani, dzięki Wam - porażkę zmieniliśmy w sukces , a Sarę w Tosię ;)
toyota replied to toyota's topic in Już w nowym domu
Ogólnie zostałam tam dobrze przyjęta . Właścicielka była miła . Tylko to taki jakby inny świat . Oni nie radzą sobie sami ze sobą . Nieodpowiedzialni ludzie . I po co biorą jeszcze psa do tego :( Jak weszłam na piętro , pani akurat stała na korytarzu i paliła papierosa oparta o poręcz schodów . Nie wiedziałam , że to ona jest właścicielką . Szukałam nr mieszkania na drzwiach i byłam z jej sunią . Zatrzymałam wzrok na nr na drzwiach i mówię " o ,to pani piesek "....Innymi słowy przyprowadzam kobiecie psiaka , który zgubił się 5 dni temu , a ona ani me ani be do niego . Gdyby to mi ktoś psa przyprowadził , to od razu bym do niego "ruszyła" z radością . No nie powiem , potem go pogłaskała , bo "zaprosiłam się " do przedpokoju , ponieważ chciałam nawkładać jej do głowy :razz: i wybadać sytuację . Biedny psiak , od początku nie ma szczęścia . Wiadomo , że był w schronisku i został adoptowany akurat przez takich ludzi . Ona nie stwarza większych kłopotów . Dogaduje się z kotami , uwielbia dzieci , utrzymuje czystość w domu , samochodem jeździ jakby się w nim urodziła , nie próbowała nic podgryzać w domu , niewybredna w jedzeniu . Trochę upierdliwa , jeśli chodzi o towarzyszenie człowiekowi , chodziła za mną krok w krok podskakując - nieprzyzwyczajona jestem ;) Gdy próbowałam zostawić ją w innym pokoju za drzwiami , to piszczała i drapała. Tylko , że ona była u mnie 1 dobę , wcześniej 3 dni pałętała się , więc to normalne , ze bała się znów zgubić . -
Kochani, dzięki Wam - porażkę zmieniliśmy w sukces , a Sarę w Tosię ;)
toyota replied to toyota's topic in Już w nowym domu
[URL=http://img100.imageshack.us/i/dscn2150nkpion.jpg/][IMG]http://img100.imageshack.us/img100/6748/dscn2150nkpion.jpg[/IMG][/URL] [URL=http://img714.imageshack.us/i/dscn2154nkpion.jpg/][IMG]http://img714.imageshack.us/img714/74/dscn2154nkpion.jpg[/IMG][/URL] -
Najważniejsze informacje - wczoraj dostałam telefon od właścicielki , że chce oddać suczkę . Dzisiaj był sms , czy mogłabym ją zabrać natychmiast . Sunia ma ok. 5, 6 miesięcy , jest nauczona czystości , kocha dzieci , akceptuje koty (nawet nieprzychylnie nastawione ) , w samochodzie super . Tak było : Wczoraj znalazłam sunię ok. 5 - cio miesięczną . Sunia próbowała dostać się do budynku przedszkola , gdzie odprowadzam córeczkę . Dozorca wyganiał ją za ogrodzenie , a ona wciąż przeciskała się pomiędzy nogami wchodzących rodziców i dzieci . Najbardziej " łasiła " się do dzieciaków . Miała zapadnięty z głodu brzuszek . Pogłaskałam ją , była taka przestraszona . Cóż było robić , otworzyłam jej drzwi samochodu i wgramoliła się do środka . Pojechałyśmy do weta i okazało się , że sunia ma czipa. Nie udało się jednak wczoraj ustalić danych właściciela . Pojechałam z nią do schroniska , aby pokazać , że znalazłam takiego psiaka, w razie jakby ktoś jej tam szukał. Sunia przenocowała u mnie. Dzisiaj miałam telefon od właścicielki . Zapytała czy może podejść po sunię , ale jak się dowiedziała gdzie mieszkam ( jakieś 40 km ), to była w szoku , że tak daleko , jakby to był koniec świata . Zawiozłam jej małą . I niestety , gdybym przeprowadzała tam wizytę przedadopcyjną , choć mam bardzo małe doświadczenie w tym temacie , to wiem na pewno , że nigdy jej by tam żaden dogomaniak nie zostawił:-(. Kobieta z dwójką dzieci ( jedno 2 latka , drugie 8 ) . Konflikt rodzinny o czym pani szczerze wspomniała . Sunia ogromnie boi się mężczyzn , więc zapytałam o to i dostałam odpowiedź , że dzieci uciekają po kątach jak jest rodzinna kłótnia z ojczymem . Być może też ojczym odgrywa się na psie - takie słowa padły od właścicielki . Sunia zgubiła się , ponieważ została spuszczona ze smyczy i pobiegła za psem , więc pani z dziećmi na obcasach ( tak powiedziała !) nie mogła jej dogonić . Na moje pytanie dlaczego była bez obroży , czy w ten sposób z nią wychodzi , odpowiedziała , że ściąga jej obrożę , bo suczka się w niej drapie . Ja również to zauważyłam u siebie w domu , odpowiedziałam więc , że może sunia ma po prostu pchły . Pani zaniepokoiła się i powiedziała , że w takim razie musi ją wykąpać. Gdy odparłam , że to nic nie pomoże , żeby użyć " kropelki " na skórę było wielkie zdziwienie , że to taki wynalazek .Sunia jest wychowywana smyczą ,o czym pani chętnie opowiadała , jak instruuje córeczkę , żeby sunia nie ciągnęła . Na moje pytanie , czy ona na pewno chce tego psa , odpowiedziała , że marzy o wyjeździe za granicę jak się uda może za parę miesięcy lub lat i dobrze wiedzieć , że ktoś by wtedy wziął. Na marginesie dodam , że mieszkanie jest w bloku tzw. socjalnym , gdzie trafiają ludzie z eksmisji . Sądzę , że oni zmarnują tą suczkę . Jak dostanie cieczkę , to pewnie jej nie upilnują :-( No i najważniejsze na koniec - sunia jest adoptowana ze schroniska przez tą panią 12 .01 . Jaka ona była przerażona jak byłam z nią w schronie . Pewnie pamięta :-( i myślała , że znów tam wróciła :-( Sunia zgubiła się tej pani w sobotę , ja znalazłam ją w poniedziałek . Do tego czasu była bezdomna . Przyszła do przedszkola za dziećmi , ponieważ dzieci jej nigdy nie skrzywdziły , więc szukała u nich pomocy . Właścicielka czekała , aż sunia sama wróci do domu .:roll: Nie czuję się z tym dobrze , że ją tam odwiozłam . Nie mogę jej dać domu . Gdyby jednak był ktoś chętny , jestem gotowa negocjować , aby oddali mi tą sunię i pomóc w dowiezieniu jej do normalnego domu . Sunia akceptuje koty - schodzi im z drogi . [URL="http://img710.imageshack.us/i/dscn2147nkpionp.jpg/"][IMG]http://img710.imageshack.us/img710/6940/dscn2147nkpionp.jpg[/IMG][/URL]
-
Jeśli chodzi o wyniki to tarczyca jest w porządku , natomiast na nużliwość czeka się jeszcze dłużej. Dzisiaj znalazłam suczkę , która usiłowała dostać się do przedszkola mojej córeczki i wszyscy ją przeganiali . Nie jest to sunia nikogo z rodziców , po prostu przyszła za jakimś dzieckiem , bo dzieci uwielbia . Nie założyłam jej wątku , ponieważ byłam z nią u weta i okazało się , że ma czipa :multi:, ale w bazie danych nie mają danych właściciela ,ponieważ wet, który czipował sunię , jeszcze ich nie wysłał . Mam nadzieję , że uda się te dane ustalić , i że właściciele nie są patologiczni :razz: . Sunia ma ok. 5 miesięcy . Niestety mój kot w geście protestu obsikał mi mieszkanie , z Miodziem nawet nie próbuję zapoznawać , bo kiedyś już próbowałam i ten numer nie przejdzie . To przemiły pies , ale w domu nie życzy sobie innych przedstawicieli gatunku , nawet suczek za którymi przepada i dobrze zna . Niestety dzisiaj musiałam wywalić go na dwór . On lubi przebywać na podwórku , ale jest przyzwyczajony , że jak drapnie w drzwi to one się otwierają ;) . Dzisiaj nie mogę go wpuszczać do domu . W dodatku jak Miodek drapie z jednej strony , to małe drapie i jazgocze od wewnątrz . Nie wiem czy się dzisiaj wyśpię ;) Oczywiście nie może tak być , żeby mój pies został na stare lata wywalony na zewnątrz , tym bardziej , że jest poważnie chory , więc nie ma mowy , aby mała tu została .
-
Już ma dom ! Piękny miś do budy, na łańcuch, na stróża nocnego ?
toyota replied to KWL's topic in Już w nowym domu
Trochę to trwało , ale miejmy nadzieję , że dobrze trafił . Powodzenia piesku ! -
Spróbuję kupić takie poidełko . Rzeczywiście widziałam kiedyś u koleżanki , że ma takie coś dla lhasa apso . Nie wiem czy mój załapie jak z tego pić . Dzisiaj wet pobrał mu krew do badania na przeciwciała receptorów acetylocholinowych ( to właśnie to kosztowne badanie) oraz zrobiliśmy również badanie krwi na poziom hormonów tarczycy T4 . Wyniki mają być najwcześniej za tydzień .
-
Karmienie mam opanowane - na siedząco . Nie bardzo wiem jak rozwiązać problem picia . Jak zostawiam mu w nocy wodę , to mam wielkie kałuże w pokoju . W ciągu dnia staram się go sadzać po piciu, w miarę możliwości oczywiście . Ja mieszkam na terenie firmy , więc mogę często do niego zaglądać . Zastanawiam się , czy zostawiać mu wodę , jeśli mnie nie ma lub śpię i wiadomo wtedy , że ją zwróci ? W tej chwili większość czasu pies mieszka w domu , ponieważ w związku z jego chorobą wolę mieć go na oku . W nocy jest temperatura sporo poniżej 0 , a on już przecież ma swoje lata . Do budy nawet nie wejdzie , kładzie się na betonie lub w najlepszym razie na ziemi . Włożyłam mu dywan do kojca ( kojec ma częściowo zadaszony ). Na dywanie leży chętnie :lol: Jeśli chodzi o jego kondycję , to nie widać , żeby był chory . Oczywiście na pewno doskwiera mu ten przełyk , bo zwraca wodę a nawet samą ślinę , więc często chodzi i " chrząka " . Problem pojawił się po podaniu leku mestinon. Na razie podjęłam decyzję , żeby zrobić badania krwi na miastemię i wet zaproponował jeszcze jakieś dokładniejsze badania, zdaje się na tarczycę lub cukrzycę . Sama nie wiem , bo to ustalałam w piątek przez telefon , po tym incydencie , gdy pies stracił przytomność po mestinonie i byłam wtedy w takim szoku , że nie wszystko pamiętam :oops:
-
Sądzę , że u niej już nie ma achalazji . Ciekawy pies , piękne czekoladowe umaszczenie . A ten drugi psiak na zdjęciu , też jest u Ciebie ? To rodzeństwo ?
-
[quote name='Szarotka']Toyota czy to podhalan w avatorze ??[/QUOTE] Tak , najprawdziwszy podhalan podhalański , moje słoneczko najpiękniejsze . Ma już 10 lat i niestety bardzo się rozchorował - achalazja przełyku i prawdopodobnie miastemia . Koszmar po prostu :-(
-
[quote name='Greven'] Moja suka ma wrodzoną achalazję przełyku. Przez pierwszy rok był koszmarnie, teraz od 4 lat raczej ok.[/QUOTE] Jakiej sunia jest wielkości ? Nosicie ją po jedzeniu , czy je w pozycji pionowej . Napisz proszę jak to wygląda , może uda się coś zastosować u mnie .
-
[quote name='Chefrenek']Współczuję. Mój pies też źle reagował tylko, że na metoclopramid. Stawał się po nim okropnie agresywny. :/ A zapytam z ciekawości. Czy Twój piesio był chorowity?[/QUOTE] Jakby mój stawał się agresywny ,to by mnie zjadł :roll: Nie był chorowity , tylko drożdżaki w uszach i 2 razy zapalenie gardła , które dało się szybko wyleczyć . Mogło to mieć związek z przebywaniem na przemian w domu i na dworze w czasie zimy . Podobno nie wskazane takie skoki temperatur dla futrzaka . W sumie to mamy szczęście -prawie 10 lat wspaniałego życia , liczyłam na trochę więcej ... Dzisiaj już dużo lepiej , bo mestinon odstawiony . Ta dawka , którą dostał była bardzo mała - 2 razy po 1/4 tabletki , a objawy jak przy przedawkowaniu :shake: . Martwi mnie , że wet będzie chciał jeszcze mu to aplikować , bo nie ma innego leku na mastenię . Nie daje mi spokoju to zachłystowe zapalenie płuc . Znalazłam w necie jakieś opracowanie , w którym napisano , że większość psów z achalazją przełyku , umiera na zachłystowe zapalenie płuc w ciągu 2 tygodni . Mój był na razie na antybiotykach , ponieważ jak już pisałam leczyłam go omyłkowo na gardło. Wet powiedział , że w sumie to dobrze się stało , bo uniknęliśmy być może dzięki temu zachłystowego zapalenia płuc . Ale co dalej , skoro teraz już nie bierze antybiotyku :-( ? Zostałam wyposażona przez weta w dwie strzykawy z jakimś antybiotykiem , jakby się coś działo , to mam działać , czyli jest potencjalnie duże ryzyko :-(
-
Dzisiaj była koszmarna noc ... W związku z achalazją przełyku wet podejrzewa mojego niuńka o miastenię . Badanie krwi na tą chorobę można wykonać tylko w Niemczech i kosztuje wraz z przesyłką 400 zł . Może się zdarzyć , że wynik będzie omyłkowo negatywny . W przypadku wyników pozytywnych nie stwierdzono błędów . Wet odradził więc wykonanie badania. Ważne jest szybkie podjęcie leczenia . Wczoraj misiek dostał pierwszy raz lek mestinon - 2 razy po ćwiartce tabletki w odstępstwie 12 godzin . Już po pierwszej dawce był jakiś osłabiony , stracił apetyt , ale wtedy jeszcze nie wiązałam tego z mestinonem . Po drugiej dawce , po 3 godzinach wyszłam z nim na spacer . W pewnej chwili zatoczył się i upadł na bok , potem stracił przytomność i zesztywniał :shake:. Trwało to chwilę i zaczął kontaktować . Przez jakiś czas leżał i siedziałam przy nim . W końcu dał radę się podnieść i wróciliśmy do domu :-(. Dzisiaj po raz pierwszy w życiu , nie licząc okresu szczenięctwa, zesikał się w domu . Zadzwoniłam do weta , zdecydował , aby odstawić lek , żeby pies odtruł organizm . Na miastenię nie ma jednak innych leków i stwierdził, że za jakiś tydzień trzeba będzie jeszcze spróbować . Na razie poprosiłam jednak o to badanie krwi na miastenię . Będzie miał też robione jakieś badanie krwi na tarczycę . Jeśli ktoś umie coś doradzić to bardzo proszę :-(
-
Ale zdjęcia , one są cudne . Niemożliwe , żeby ktoś się nie skusił na takie miłe ślicznoty .
-
Borys już nie szuka domu:-) Ta historia musiała mieć happy end;-)
toyota replied to Goś's topic in Już w nowym domu
Hej Gosiu , gratuluję wspaniałego psa i decyzji o budowie domu . -
Tak , robiliśmy kontrast . Rozszerzenia ma aż dwa . Jedno większe bliżej gardła , a drugie mniejsze w klatce piersiowej . Problemy zaczęły się przed Świętami Bożego Narodzenia . Charczał i trochę wymiotował (teraz wiem , że to było ulewanie ) . Byłam pewna , że ma chore gardło , bo zima była sroga ,a poza tym kiedyś parę lat temu, miał już chore gardło . Antybiotyk nie pomógł , odczekałam trochę i znów do weta , że pies nadal jest przeziębiony . Następnym razem dostał silniejszy antybiotyk i aż przez 2 tygodnie . Pod koniec tej serii było coraz gorzej . Podejrzewam , że ta achalzja musiała się powiększyć . Przestraszyłam się już wtedy bardzo , bo widziałam , że pies niemal wszystko zwraca co dostaje do jedzenia . Potem był kontrast i właściwa diagnoza . Jednak w wieku 10 - ciu lat achalazja nie jest wadą samą w sobie u psa , lecz następstwem jakiegoś innego choróbska . Jeśli chodzi o metoclopramid , to według mnie on w ogóle nie ma znaczenia . Najważniejsze jest sadzanie go po jedzeniu i piciu . To naprawdę daje efekt . Boję się tylko , że ta achalazja będzie się pogłębiać jak u tego samoyeda z bloga :-( Dlatego ważne jest zatrzymanie tej choroby lub przynajmniej spowolnienie . Tyle , że nie mam pewności czy jest to nużliwość mięśni . Czy karma Acana Sport & Agility jest równie dobra jak RC Intestinal ? Taką zasugerował wet . Czy karmy wysokoenergetyczne nie uszkodzą wątroby u starszego psa ?
-
Naprawdę jestem pod wrażeniem Chefrenek Twojej wiedzy :-o . Chodzi o to , że achalazja jest na 100 % , ale tak naprawdę , to nie wiadomo na skutek jakiej choroby . Wet przepisał mu mestinon , ponieważ jeśli pies ma nużliwość mięśni , to jest szansa , że lek spowolni chorobę . Jest badanie na obecność we krwi przeciwciał , ale wet korzysta z instytutu niemieckiego , gdzie takie badanie kosztuje wraz z kosztami przesyłki 400 zł i wet stwierdził , że nie ma sensu go robić , ponieważ nie ma pewności , że będzie ono miarodajne . Nie wiem , czy mam się upierać , żeby wysłał krew do badania ? Czytam o miastemii i wiem , że powoduje także zmęczenie kończyn . U mojego psa to nie występuje . Wet twierdzi , że miastemia może mieć postać ogólną i wtedy są problemy z przełykaniem i z poruszaniem , ale może mieć też postać ogniskową i wtedy atakuje tylko mięśnie przełyku . Poczytam także o tej chorobie co napisałaś . Wydaje mi się , że jednak powinnam zrobić mu te badanie krwi , bo może być tak , że będę leczyć go na miastemię , a on może chorować na co innego :shake: Nie ma jednak zbyt dużo czasu na zastanawianie się , bo przy miastemii ważne jest podjęcie leczenia , bo zbyt późne postawienie diagnozy , doprowadzi do tego , że mu się z przełyku wór zrobi i umrze z głodu , bo ta choroba postępuje . Znalazłam taki blog i jestem w szoku : [url]http://ulmiastenia.blog.pl/archiwum/?rok=2008&miesiac=4[/url] A jak dałaś sobie radę z zachłystowym zapaleniem płuc ?
-
Udało mi się znaleźć ten wątek . U mojego psa stwierdzono 2 tygodnie temu achalazję - badanie RTG z kontrastem . Pies ma problemy z ulewaniem od 2 miesięcy . Początkowo był leczony na zapalenie górnych dróg oddechowych , bo myśleliśmy , że boli go gardło . Pies ma już 10 lat , więc nie jest to achalazja wrodzona . Jest podejrzenie miastemii . Czy on może żyć z tą chorobą , czy ktoś wie jakie powinien brać leki , aby choroba nie postępowała ? Wydaje mi się , że obecnie jestem w stanie opanować sytuację , sadzając go po każdym posiłku i w miarę możliwości także po piciu wody . Karmię go częściej i małymi porcjami głównie ryżem z kurczakiem , ale też daję mu trochę suchej karmy . Jestem na etapie prób , bo diagnoza została postawiona całkiem niedawno . Czy ktoś umie coś doradzić ?
-
Owczarki ze śmietnika w Radomiu - Ares już w domu, Mars czeka nadal.
toyota replied to red's topic in Już w nowym domu
[quote name='Monday'] Przepraszam, że wspomnę o tym, ale czy nie doprowadzi to do powolnej śmierci psa? Czy pies nie będzie powoli umierał z głodu? A czy w związku z wymiocinami...czy nie podziała to destrukcyjnie na zęby...? [/QUOTE] Ma nadzieję , że przy odpowiednim karmieniu , jedzenie będzie trafiało do żołądka . Na razie schudł bardzo , bo mysleliśmy ( tzn. ja i wet ), że pies wymiotuje , bo go boli gardło . Miał więc 2 serie antybiotyków i ciągle zwracał . Jeśli chodzi o zęby , to nawet nie wiedziałam , że niszczą zęby - to z powodu kwasów ? Tak naprawdę przy achalazji pies nie wymiotuje , tylko określa się to ulewaniem , bo zwierzak nie zwraca z żołądka , tylko z przełyku . Ogólnie jedzonko świeże i pachnące ;) Diegula - ogromnie Ci dziękuję za ten link :iloveyou: -
Owczarki ze śmietnika w Radomiu - Ares już w domu, Mars czeka nadal.
toyota replied to red's topic in Już w nowym domu
Nieuleczalne to jest :-( Jeśli ktoś mógłby cokolwiek doradzić to bardzo proszę może na priv , żeby tu nie śmiecić . Właściwa diagnoza został postawiona dopiero tydzień temu na podstawie wywiadu . Niuniek zachorował tydzień przed świętami . Wczoraj potwierdziła się ta diagnoza , bo zrobiliśmy rentgen i zdjęcia wyszły -kochany Miodek był bardzo grzeczny . Achalazję ma w dwóch miejscach , tak jakby przełyk mu się rozciągnął i nie pompuje jedzenia ani picia do żołądka tylko zalega i pies to zwraca zupełnie niestrawione ( bo nie doszło nawet do żołądka ) . Tzn. coś tam do tego żołądka jednak się dostaje , bo przez 2 miesiące umarłby z głodu . Ale jest nadzieja - po każdym jedzeniu i piciu muszę go sadzać , aby przełyk był możliwie w pionowej pozycji , wtedy jedzenie i woda siłą grawitacji spada do żołądka . Sądzę , że jest efekt , ale na razie za krótki czas od diagnozy , żeby coś powiedzieć . Małe pieski lub koty z tą chorobą można nosić na rękach po jedzeniu , aby były w pionie . Wetka wspominała o yorku , który je z takiego stojaka z Ikei , w taki sposób , że trzyma na nim łapki - czyli je w pionowej pozycji . Wiadomo małe psiaki to potrafią "tańczyc " , stojąc na tylnych łapach . Zupełnie inne możliwości ruchowe ma duży i ciężki pies . I sorry pomyliłam się achalazja ( nie achazja ) - pierwszy raz słyszę o tym cholerstwie :shake: -
Owczarki ze śmietnika w Radomiu - Ares już w domu, Mars czeka nadal.
toyota replied to red's topic in Już w nowym domu
Kochani , przelałam wreszcie moją deklarację za luty . Przepraszam , że tak późno , ale ilość problemów jaka spadła mi na głowę po prostu mnie powaliła . Najgorsze , że rozchorował się mój misiek , bardzo poważnie i nieuleczanie :-( . W prezencie na 10 -te urodziny dostał achazję przełyku . Początkowo leczyłam go na zapalenie górnych dróg oddechowych , ponieważ myślałam , że wymiotuje z powodu chorego gardła . Z tego też powodu trzymałam go w domu , bo wiadomo mrozy . Nie muszę pisać jak wyglądała chata - jak wymiotował , to tak jakby z wiadra chlusnąć . Starość się Panu Bogu nie udała :-(