-
Posts
5124 -
Joined
-
Last visited
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by Rodzice Maciusia :)
-
Yewciu, to biedactwo było na proszkach, otumanione, bo nie dawał się wziąć (moja mama coś o tym wie), był w transporterku, więc podejrzewam że to może być inaczej niż normalna podróż. Zresztą ja i tak cały dzień niestety jestem na uczelni. No jeszcze zobaczy się, teraz już na pewno inaczej byśmy się zabezpieczyli, znając możliwości synusia.
-
Tak jak temat postu wskazuje o mały włos... Otóż Maciuś przez 2 dni nieobecności nie pozwolił się tknąć nikomu. Biedny płytkarz chyba odszkodowania od nas zarząda za krzywdy mu wyrządzone :cool3:. Maciek znów po podgryzł. Mało tego, na moją mamę też się sadził. Wczoraj ostatnio był przez nią widziany o 16, czyli właśńie wyjeżdzaliśmy z Wawy. Maciuś leżał sobie podobno w koszyczku pod balkonem. My przyjeżdżamy po przygodach ok.21 i... MAćKA NIE MA!!!!!:placz: jA W ryk, wylecuiałam w koszulce z krótkim rękawkiem w okolicę, Mąż z Filipem w przeciwnym kierunku. Wołam biegam, szukam, a tu nic. Wreszcie jakieś 300 metrów za posesją w krzakach siedzi to kochanie, na mój głos szurało w moją strone. Przygarnęłam go rycząc, a on szczęśliwy ogoneczkiem macha, drżące maleństwo i wtulił się we mnie. Donieśliśmy go do zejścia, bo wszedzie samochody jeździły jak głupie a tam już Maciuszka odzyskała werwę i siłki całkowicie. Jak on zaczął wariować!!!!Piszczał, skakał po nas, tulił się. W związku z tym dostąpił wyjątkowo zaszczytu noclegu w sypialni. Rano co chwila podłaził to do mnie to do męża i trącał nochalkiem łokcie by go głasiać. Tak więc tak to było... Za 2 tyg znów jedziemy, ale teraz tylko na sobotę, ew. w niedzielę rano wrócimy. Jak radzicie, wziąć go ze sobą?? To długa podróż, jakieś 4 godziny albo więcej z nim, czy to nie będzie za duży stresik? Radźcie.. Pozdrawiam
-
solito, przejściowe raczej nie, te ataki MUSZą z czegoś wynikać. Jeśli mojemu Tż uda się zmienić pracę na bardziej dochodową (trzymajcie kciuki) to Maciejka pojedzie do Lublina na operację oczek, już postanowiliśmy. :) Tak strasznie bym chciała... Bo wiecie, jeszcze dochodzą następne możliwosci jego ataków - mianowicie może to przez ślepotę, np. spadł skądś z wysoka i może się uszkodziło mu coś? Moja mama z kolei rozsiewa czarnowidztwo i gdyba że może Filip (głupie to młode a wielkie i silne) wpada na Maćka w celach zabawowych i może go męczy? Moja mama jest zakochana w nowym wnuniu i już nawet pytała naszego kuzyna który jest świetnym specjalistą okulistyki czy nie przeprowadziłby operacji malucha. On oczywiście powiedział że jakby to był człowiek to choćby dziś (he he) - a ona naprawdę wierzyła, że może zrobi to. Pozdrawiam dziewczyny, i trzymajcie kciuki za nasze prawie 2 dniowe rozstanie. (zdecydowaliśmy się poświęcić i jedziemy dopiero jutro raniuśko, wymiziałam małego, preprosiłam i odbyłam poważna rozmowę zapewniającą go o powrocie. Ten Puchacio Musi beze mnie wytzymać tyle... buuuu
-
:-( Dziś Maciuś znów miał atak i do tego prawdopodobnie zrobił nieładną kp-kę. Było to coś ciemnobrunatne i po prostu paskudne. Wychodziłam do pracy i zdążyłam tylko go przenieść w zabudowaną niszę pod balkonem gdzie mu ustawiłam kosz i kocyk. Wg relacji płytkarza atak potrwał trochę, pewnie doszedł stres że mnie nie było przy nim. Nie panikuję, ale naprawdę nie podoba mi się fakt że nie wiem co to. Jazda do Lublina na specjalne badania odpada, bo ten diabelny remont. Dalej trzeba obserwować, ale łatwiej byłoby jakbym była w domu non stop. Pociesza mnie fakt, że już niedługo będziemy cały czas razem bo wakacje!!!!!!!!!!!!!! Ale słuchajcie to naprawdę dziwne, żę cały m-c po przyjeździe było ok, a teraz nagle dzień po dniu, nie? Wet stwierdził że tak bywa że nic nic a potem nagle po kolei, no ale u licha czemu?! śpi sobie teraz cudaśko koło mnie, szczęśliwe przy mamusi. Jutro największa dlań próba, po kltórej nas chyba na krok nie opuści. Wieczorem jedziemy do Wawy i dopiero wracamy w sobotę późnym wieczorem albo niedzielę południe. Pewnie to pierwsze, bo nie wytrzymam bez niego tak długo. Dziś była moja mama, uczyłam ją jak wstawiać małego do domu na noc, ale niestety Maciuś jej kompletnie nie słucha. Ale stwierdziła że będzie go przekupywać kiełbachą. Trzymajcie kciuki..:cool1: Cały piątek, cała sobota. Ech......................:placz:
-
Majka, najgorsze że ten weterynarz niestety nie jest pewien co to i stwierdził że nic mu nie da obejrzenie psa. Wiesz jak to jest z małomiasteczkowymi wetami :( To dobrze że nie wiedziałaś w sumie, bo nie wiem czy nie przeraziłaby nas na początku taka informacja i czy by mi Tż nie doradził innego biedulca, ale mniej wymagającego. A tymczasem jak już jest z nami to po pierwsze że go kochamy nieskończenie, a po drugie to nie aż takie straszne, po prostu obserwacja, pomoc i ewentualnie leki. A co do drugiej Twej wypowiedzi, to nie wiem czy to takie straszne byłoby, czy nie lepsze niz padaczka, bo on zdecydowanie prze tym nie cierpi w sensie fizycznym, tzn. nie boli go to, wiem bo w czasie ataków oglądaliśmy go szczegółowo, mocno uciskaliśmy, w końcu go prezenosiliśmy na rękach. Poza tym, tak jak wcześniej pisałam, on usnął za każdym razem (czyli 2 razy), pod wpływem masowania. Więc nie cierpi przynajmniej. Majko, napisz coś więcej o tych zmianach oczywiście jak będziesz miała chwilę czasu. Pozdrawiam Cię szczególnie, bo to dzięki Tobie możemy się kochaniem puchatym opiekować!
-
Solito, dzięki, MUSI być dobrze z nszym kochaniem. Dziś podobno miał kilkusekundowy atak znów, tak twierdzi mój mąż. Słuchajcie, a czy to możliwe że padaczka się nasila gdy jest deszcz? Zaczęło się od deszczu i teraz dużo pada. No nic, zobaczymy. Poza tym Macinio czuje się dobrze, biega szczeka, dalej prześladuje płytkarza i żebra o jedzenie. Jest tak jak pisałam wcześniej niesamowitym psem, ułożonym, mimo że nie umie komend zawsze przybiega tymi krótkimi tłustymi nóziami, z wyjątkiem gdy jest zbyt podniecony zapachem królików lub wojną z Maxem. Pozdrawiam!!
-
yewciu, też mam taką cichawą nadzieję...Bo to tak nagle po tym przemoknięciu się pojawiło.No i żąden z tych objawów padaczkowych tak naprawdę. No ale to nie ma znaczenia, bo tak czy siak się nim opiekujemy i jeśli tylko go będzie boleć to zacznie brać jakieś leki. Ech, co do remontu to jestem już załamana. Jedna ekipa już wywalona na zbity pysk, narobili szkód i zdarli kasę od biednych rodziców Maciusia (tak wykorzystują że jesteśmy młodzi i niedoświadczeni). A teraz się wlecze niemiłosiernie bo ciągle coś wypada, no i na pozwolenia na moje zachcianki ze starostwa czekamy he he. A na zdjęcia możecie liczyć dopiero może we wrześniu (ta świadomość mnie przeraża). Dom już nie jest dla nas, codzień hurma obcych tupiących butów. No i pan płytkarz, jedyny przyzwoity człowiek, który panicznie boi się Macieowcy :) Maciek ciągle za nim lata ledwo ten coś wyjdzie na dworze zrobić i kłapie ząbkami, he he. Ale płytkarzowi się mocno podoba, sam też ma rudziaczka ze schronioska lubelskiego, który jeździ zawsze z nim w aucie i jest obiektem niedoścignionych pragnień Filipsy i Macisy... Dobranocka, jutro do pracy rano trzeba wstawać, buuuuu :(
-
yewciu, nie mam na razie czasu by czytać,ale pierwszy jej przerażony post przeczytałam. U Maciejeczki naszej biedniusiej występuje łagodna odmiana (oczywiście zakładając że to padaczka), którą trzeba tylko obserwować. nIE MA ślinotoku, absolutnie nie traci kontaktu z rzeczywistością, przytulam go do siebie mocno i masujemy mu mięśnie, on się wtedy od razu bardzo odpręża i zasypia na krótki czas. Nawet nie jest wskazane podawanie leków: [url]http://www.vetserwis.pl/padaczka.html[/url] : "jeśli ataki występują co 3 4 m-ce lub są petit mal, czyli łagodne, bardzo często nie ma sensu podawanie leków, ponieważ ich skutki uboczne będą groźniejsze dla zdrowia niż same napady". Tak więc pozostajemy na razie pod obserwacją, choć jeśli się zaostrzą nie daj Boże to pobiegniemy do weta, który na moment obecny sam do końca nie jest pewien co to, każe obserwować. A swoją drogą jakie to psiaczeńki wymęczone...Nie dość że nie widzi to jeszcze to. I jeszcze bardziej okrutni ludzie (czy raczej pseudo ludzie) którzy go wyrzucili. To jest serce nie pies.To takie cudo, przytulanka, grzeczniuszek i w ogóle. Tak strasznie nam zapadło to bieductwo w serca. Tylko boję się żę robię się przewrażliwiona na jego punkcie. Biegam do okna kilka razy, ledwo któryś piśnie podczas zabaw i chciałabym go ciągle trzymać w domu. Na szczeście Tż jest rozsądniejszy i roztłumacza, zresztą prawdziwie, że piesek jest przede wszystkim szcześliwy gdy biega z Finuchą, obszczekuje przechodniów, drakuje się z psem sąsiada. A już za 2 m-ce Maciejak będzie miał już swój własny własny kąt w domu - niedługo dobudowa ganku z ocieplaną podłogą w którym będzie wydzielone miejsce pod kosz z jego elegancką choć nieco śmierdzącą znów po harcach z przyszywanym bratem zawartrością. I już nie będzie musiał sypiać biedulinek przy wyjściu na podeście schodów.
-
:placz: Dziewczyny...było za pięknie by mogło trwać.... Dziś jakieś 20 min ten sam atak co wczoraj... Zadzwoniłam do weta. i podejrzewa, a właściwie jest prawie pewien że to PADACZKA!!!! nASZE bidusiństwo ma padaczkę... Choć jak jednocześnie poczytuję info o padaczce to nie do końca jestem pewna. Objawy: sparaliżowanie ruchu, pies nie może się podnieść, 2.Wykrzywia się to raz na jeden bok to na drugi, nie panuje nad tym, 3. Chodzą mu gałki oczne na boki bardzo szybko. To tyle co zaobserwowałam. Ten dzisiejszy drugi atak trwa dłużej: już jakieś 25 minut... Dziewczyny, jeśli coś wiecie na temat jakiejś innej możliwej przyczyny to piszcie. Jak nic się nie zmieni i będzie kolejny atak to Maciejka jedzie do weta i będzie przyjmować leki. Biedna psinina... :shake::placz::shake::placz::shake::placz::shake::placz:
-
:placz:[FONT=Arial Black] Boże wczoraj się prawie popłakałam!!!!!!!!!!!!!!!! [FONT=Arial]Wiecie, jaka wczoraj była pogoda, lało cały dzień, a nam wypadła krótka, no ale jednak godzinna podróż. Akurat przestało padać i wydawało się że już będzie ładnie, więc chłopcy jak zwykle zostali na zewnątrz. Gdy wróciliśmy lało jak z cebra, a te głupolki nie pochowały się tylko cały czas bawiły się w deszczu. Ale i tak niby wszystko ok, Maciejka radosna, skakała, szczekała itd itp. A po 21 idę by go zgarnąć, a tu pisk i Maciuś z końca działki nie może do mnie przyjść!!! Nie może się ruszać!! Ja przerażona wołam męża, przytrzymał Filipę rozbawioną a ja powoli doprowadziłam małego do domu, szedł jak pijany, przewracał się, widać że niesprawne miał nóżki. Nie mógł wejść na stopień. Wynieśliśmy kosz, włożyliśmy go i wnieśliśmy do kuchni. Mój instynkt podpowiedział mi że Maciejka cierpi na reumatyzm!!! Mieliśmu kiedyś pieseczka, zgarniętego z ulicy, był z nami 13 lat i właśnie miał takie napady. Maciuś został ulożony w koszyczku, okryty kocem, przysunęliśmy go do gorącego kaloryfera (taki był ziąb że cały dzień na szczeście paliliśmy w piecu) i masowaliśmy go. :cool3: Bardzo zdecydowanymi ruchami, bardzo mocno go masowaliśmy po łopatkach i buźce z jednej strony i po 10 minutach mały nie kontrolując się usnął chrapiąc ciężko. :eviltong: Po 15 się obudził i dalejże hasać po domu!! Skakał po mnie szczęśliwy, te masaże jeszcze nas zbliżyły. Ach to Pączunio nasz maleńki. A już panikowałam, dzwoniliśmy do naszego super weta, który jednakże miał wyłączoną komórę, na stacjonarny do lecznicy, nikogusieńko. :shake: Ale to dobrze suma sumarum. Następna rzecz o Maciuniu, mały staruch ma reumatyzm, he he :evil_lol:. Po prostu w zimno i deszcze ten maluch musi grzać tył w domku... Filip tego nie rozumie i podekscytowany łapie krople deszczu i gania jak głupi. Pozdrowionka [/FONT][/FONT]
-
Ada-jeje, ech chciałabym żeby każdy tak chciał i kochał psiaki...Ale uprzedzałam, że co do tej pani to jeszcze nie wiadomo, wiecie jacy są ludzie, nie rozumiem tego, najpierw decydują się na psiaczki, robią smaczek a potem rezygnują. Dlatego nie podekscytowujcie się. Ale tą sunię chcemy bardzo wziąć (szczególnie ja, he he), ale we wrześniu bo na razie mamy remont przeogromny domu. Idę pisać magisterkę, ech :(
-
Słuchajcie, nie chcę zapeszać, ale kto wie czy we wrześniu jeszcze jedna istotka nie znajdzie u nas schronienia...Na razie cicho sza, bo mój Tż jak wy to ślicznie nazywacie, się krzywi, ale jak widzi słodyczkę leżącą w koszu pod kaloryferem, okrytą kocykiem, to mina mu mięknie. :cool3: Ale teraz to byłaby już na pewno ostatnia psinka (3 wystarczą) i do tego sunieczka i jakaś mała (bo Filip i Maciejka to nie maleńkie psinki :eviltong:) (no i najlepiej jakby wykastrowana), bo nie sądzę że Maciuś by psa zaakceptował (jest mocno wredny dla obcych he he).:evil_lol: No i słyszałam że podobno jakaś pani poszukuje dużego psa, siedziałby niestety dużo w kojcu, ale i tak lepiej niż w schronie, bo pani bardzo by go też kochała. Ale to też na razie pogłoski, jak tylko się ona skontaktuje to mają po mnie zadzwonić i może ją przekonam do jakiegoś,ale pewnie z pobliskiego schroniska i my byśmy jej przywieźli. Pozdrawiam wszystkie was wspaniałe działające ratowniczki psiaczeńków!!! Całusy gorące od terytorniaka Macieja O. :razz: (na Majkę pewnie też by teraz szczekał szczekota jedna!) I jeszcze gorętsze od jego przybranego braciacha Filipucha!! :loveu: Majka: w przyszły czwartek już na pewno jedziemy do Wawy i weżmiemy ten transporterek. Przepraszam Cię że tak długo na niego czekasz, ale do tej pory miałam labę na studiach i nie jeździliśmy. :p
-
Sabca z krakowskiego schroniska juz w nowym domu
Rodzice Maciusia :) replied to Perfi's topic in Już w nowym domu
Harimi, a to drugie stworzonko to też ze schronu wzięliście? Bo w pierwszym poście było że jeszcze jedną dziewczynkę chcecie uszcześliwić. Pozdrawiam!! -
Historia "NERO" ma wreszcie swój HAPPY END !!! :-))))
Rodzice Maciusia :) replied to Marka's topic in Już w nowym domu
Bartek, ja uwielbiam czytać o szczęśliwie zakończonych adopcjach i pozdrawiam Was i Neruśka. My też miesiąc temu zaadoptowaliśmy cudeńko niewidome, można jego wątek znaleźć wpisując w szukaj: Szok Maciuś. Pozdrowionka dla wszystkich kochanych adoptujących!!! (a Nero jest pięknym psem) -
[IMG]http://img170.imageshack.us/img170/9350/dsc00193ys1.jpg[/IMG] Bliskie spotkanie trzeciego stopnia...Maciejki... ...i Filipy: [IMG]http://img214.imageshack.us/img214/6863/dsc00192xd7.jpg[/IMG] A teraz nieco powiewu maja i wiosny: [IMG]http://img143.imageshack.us/img143/7136/dsc00202il5.jpg[/IMG] [IMG]http://img147.imageshack.us/img147/2815/dsc00199lx5.jpg[/IMG]
-
oTO NIECO wczorajszych fotek piękności: [IMG]http://img221.imageshack.us/img221/2461/dsc00180mt4.jpg[/IMG] Z Filipą: [IMG]http://img84.imageshack.us/img84/9053/ch321opacyxn5.jpg[/IMG] [IMG]http://img182.imageshack.us/img182/7218/filipeimiathiesezp1.jpg[/IMG] Oto Maciejka Menda, pasożytujący w poszukiwaniu przegryzki, która niestety jest zakazana (nie dostał mu się ni kęs :evil_lol:): [IMG]http://img147.imageshack.us/img147/9885/maciekmendadj7.jpg[/IMG] Bliskie spotkanie trzeciego stopnia: [IMG]http://img147.imageshack.us/img147/9885/maciekmendadj7.jpg[/IMG]
-
Majko, Maciej nie wymiotował od mego alarmowqego postu. Jesteśmy przekonani, że chodzi o dietę. Maciejka dzisiaj różki pokazała :) Przyszedł pan płytkarz, rozmawiał z mężulkiem i nagle pisnął. Okazało się, że absolutnie nie spodobał się pewnej puchatej owieczce, która jednakże uprzedzała o swym nieukontentowaniu przez ciągły i upierdliwy szczekot. Kiedy nikt nie zwracał na nią uwagi, ząbki znalazły się zdradziecko na nodze płytkarza. Nic dodać nic ująć... :) Dziś psy wściekłe, bo upał i gorąco im strasznie, chowają się w cieniu. Pozdrowionka!!
-
Kurczę, no to mnie zmartwiłyście tymi kośćmi. Całe życie dawaliśy psiakom kości z kurczaka, one je uwielbiają!!Mało tego, wszyscy znajomi też zawsze to robili i NIGDY nie było takiej sprawy!!!Czy to nie jest trochę jak z ziemniakami?Kiedyś dawałam je psu, potem usłyszałam, że nie wolno i od tej pory nie daję, a teraz znów słyszę że wręcz trzeba od czasu do czasu. Tak samo moi dziadkowie kiedy jeszcze mieszkali w domku całe życie karmili psy tymi dwoma rzeczami (m.in) i psy były piękne, dorodne, wesołe... Co do mej mamy Majko to Maciejka jest obojętny perfekcyjnie. Tak chyba już zostanie że on zawsze przede wszytkim mnie będzie uwielbiał, bo to ja cierpliwie z nim byłam na początku.Pamiętam jak pierwszy raz przyszło mi do głowy że on chyba machnął ogonkiem, potem znów, i potem szok bo okazało się że on coraz bardziej macha!! Wy sobie po prostu nie wyobrażącie jaki ten pies jest przekomiczny i przewspaniały!!!!! A najlepszy dowód to moja mama, która nie lubi bardzo psów, a szczególnie Filipa, zobaczyła Maciejkę i na drugi dzień zadzwoniła i stwierdziła że musimy przywrócić oczka małemu, ona zasponsoruje operację!!!Nazwała go słodką owieczką i jest niepocieszona bo Macijas nie zwraca na nią uwagi, wręcz jest jej nieco niechętny... :) Pozdrowionka!!!
-
:multi: Yewciu, tak jak temat postu. My też jesteśmy już o tym przekonani. Wczoraj moja mama przyszła nas po raz pierwszy odwiedzić, zgodnie z zasadą że przez jakiś czas na początku nie powinno się psini ze zbyut dużą ilością ludzi zapoznawać, i stweirdziła, że 1. jest przesłodki, 2. jest przeeeegggrrruuubbbyy!!!:evil_lol: Faktycznie, Maciuch ma z tym problem i od tego zaczynamy. Staramy się nie dawać mu dużo jeść: czy mała miseczka dziennie kaszy warzyw i mięska + 2 małe kostki wieczorem (kurczaka) to dużo? Chyba nie... Plus fakt że Maciuś ma teraz bardzo dużo ruchu, bo ogromny ogród po którym oba chłopaki harcują. Już się nie martwię jego problemem, bo też od początku podejrzewałam że o to chodzi. Poza tym zaobserwowałam że Maciuś nie może jeśłi go się dusi w brzuszek i pod gardziołkiem (przy przenoszeniu na początku go dusiłam i wtedy faktycznie był problem żygaczkowy) Tak wiec nie martwimy się już w ogóle i wierzymy że po jakimś czasie Mańka (:evil_lol:) przestawi się na dobre. Poza tym nic nowego, psiak jest coraz cudowniejszy i oboje go kochamy strasznie!!! Pozdrawiam, wszystkie serdecznie!!
-
No właśnie, martwi nas to, ale już tak sobie myślę różnie, może to że ma zupełnie zmienioną dietę? W ogóle nie dajemy suchego pokarmu, tylko kości oprócz kaszy[IMG]http://img181.imageshack.us/img181/6199/dsc00166yc9.jpg[/IMG]. Mąż też podaje inną możliwość - woda jest inna i mu nie służy? No już nie mam zielonego pojęcia o co może chodzić. Dodam że niecodziennie to miało miejsce (raczej), dotad wymiotował tylko śliną, a dziś po raz pierwszy jedzeniem... W ogóle on ma jakieś chyba takie odruchy wymiotne czasem... No nic... zapytaj Majko
-
Majko!!! Mamy mały problemik... Maciuś wymiotuje! Od początku już jak przyjechał codzień wymiotował, ale to było trosdzeczkę i tylko śliną (bo na początku przez 2 dni prawie nie jadł). Mysleliśmy że to stres i w ogóle, ale niestety często mu się to zdarza. Dziś to apogeum - zwymiotował dużo kaszy+warzyw+mięska (to jada). To nie wina jedzenia bo od początku wymiotował. Bardzo Cię proszę zapytaj tego znajomego weterynarza co to może być!! Ja oczywiście też zapytam tego tu ale nie mam do niego wielkiego zaufania i wolę skonsultować to z Twoim. Czekam na odpowiedź, dzięki z góry :(