Jak patrzę na te zdjęcia - wracają wspomnienia. Mój starszysyn też miał "brata" - tak o nim mówił- psa Pajdę. Kochali się chyba lepiej niz ludzkie rodzeństwo. Wszędzie chodzili razem, razem jedli i razem rozrabiali. Kiedy syn szedł na dwór z Pajdą byłam pewna , że nie zrobi nic głupiego i nic mu się nie stanie. Pies pilnował go jak starszy brat. Kiedy po 16 latach, Pajda zachorował na raka mózgu, kiedy nadszedł czas że nie było już mowy o walce., Syn sam pojechał ze swoim bratem żeby mu pomóc odejść. Do końca byli razem.