Wybrałam się dziś do Lucjuszka i na jego ulicy zauważyłam panią z psem. Poznałam Lucjuszka. Zatrzymałam się, wyskoczyłam z samochodu i pędem za panią.
Spytałam czy to pani S, potwierdziła. Przedstawiłam się, że jestem z dogomanii. Pani na to , że nie chce rozmawiać o tym, cokolwiek by to znaczyło. Patrzyła na mnie z wyrzutem.
Spytałam czy mogę zadać tylko jedno pytanie. Nie zaprzeczyła, więc spytałam czy Lucjusz zostanie u niej. Odpowiedziała, że oczywiście i poszła.
Smutne to wszystko.
Dla nas informacja, że piesio jest bezpieczny jest bardzo ważna.