-
Posts
6276 -
Joined
-
Last visited
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by Betbet
-
Ja już dostałam wystarczającą karę. Idź się powysilaj, porób Kejti jakieś banerki, ogłoszenia, idź pomóż innym psom. Kary są dla mnie dwie, przepotężne: -świadomość, że Kejti jest w schronisku - odejście stąd, gdzie zaczeynał się i kończył każdy mój dzień od kilku lat Więc dajcie sobie już spokój. I tak, nerwy oraz stres są przeogromne, a w tej chwili przy porównaniu z Arktyką a nawet stwierdzeniu, że jestem gorsza, podejrzewam już wszystkich o wszystko, że zaraz będę miała groźbę procesu itp. Wychodzi na to, że jeśli robisz coś z założenia i z gruntu źle, bo jesteś złym człowiekiem to i tak jesteś lepszy niż ktoś, kto po prostu nie poradził sobie w sytuacji jednorazowo. Takie są prawa dogo. Wiele chwil tu przeszłam. Pięknych i tych mniej. Na zawsze zapamiętam niektóre psy i pewnych ludzi. Ogłoszenia Kejti będą kontynuowane, jej status w schronisku sprawdzę sobie na stronie. Bazarkowicze zostali poinformowani że Kejti jest w schronisku i mogą zrezygnować z wpłat. Każda nadpłata zostanie wpłacona na rzecz schroniska, ale czy schronisko zechce to potwierdzić po otrzymaniu przelewu to już nie wiem.
-
Potworze, mam fakturę za leki Kejti które sa w schronisku razem z nią. Natomiast bazarkowicze dostali informację, ze mogą się WYCOFAĆ z bazarku jeśli uważają podobnie jak Ty. Robię bazarki od wielu lat i NIGDY nie miałam problemów więc twoje marne próby zmówienia mi teraz jakiegoś oszustwa czy podobnych rzeczy są po prostu poniżej wszystkiego. To już jest pomówienie. Tak, jestem gorsza niż Arktyka... taaaak... pisz sobie, Twój niewyparzony język niejednokrotnie objawił się na dogo i dałaś się poznać raczej głównie z tej strony.
-
Z poświęcaniem czasu problemu nie było. Siedziałam z nią non stop kiedy tlyko mogłam - po pracy, w weekendy żeby nie była sama. Chodziłyśmy rano i wieczorem na długie spacery. Ale to tutaj pies cierpiał, był nieszczęśliwy, wył i niszczył. Tego zdajesz się nie widzieć. Widzę, że jestem wyklinania gdzieś na równi z Arktyką, która zamknęła psy w oborze i wyjechała. To jest mój ostatni wpis w tym wątku, na Dogo musze sie rozliczyć jeszcze z pewnych rzeczy a potem już dam sobie urlop od pieniaczy, fanatyków, ludzi prostackich i bezmyślnych. Swoje zrobiłam, ciesze sie, że większość akcji kończyła się sukcesem. Niestety tego nikt nie będzie pamiętał, bo utkwi tylko ta jedna sytuacja. Chrzanię to.
-
bez komentarza. To przykre. Pisz sobie co chcesz. dziękuję punk, naprawdę dziękuję, że byłeś, widziałeś i wiesz, rozumiesz jaka jest prawda.
-
Wow, pojawiasz się na dogomanii po miesiącach nieobecności i od razu zawitałaś tu mnie zmiażdżyć. Miło Cię znowu widzieć, akucha. Właśnie zabezpieczałam się PRZED wizytą Kejti. Nie rozumiesz? PRZEWIDZIAŁAM, że może początkowo nie lubić zostawać sama. Stąd były WCZESNIEJSZE rozmowy z sasiadką, że będzie mogła tam zostawać. Bo miała UWIELBIAĆ inne psy i koty. Ale nie lubi, nie dogaduje się, koty goni, a z chęci dorwania moich myszy przewróciła calą kuchnię do góry nogami. Nie sadziłam że będą potrzebne WYJĄTKOWE warunki lokalowe w postaci ogrodu. Nie każdy ma ten luksus jaki masz Ty - dom ,ogdór o możesz mieć sobie 3 psy i 2 koty. Serdecznie zazdroszczę. Kejti? Co czeka Kejti? A gdyby poszła do nowego domu jako pies super bezproblemowy a potem wylazłoby co wylazło. Nie sądzisz, że miała duże szanse na wrócenie z adopcji??? Ze każdy dałby sobie radę, bo każdy ma możliwość siedzieć z psem w domu albo ma SWOJE mieszkanie najlepiej z ogrodem? Ona tutaj miała 8 h samotności, które musiały strasznie ją boleć. niszczyła, wyła nie dla zabawy tylko z cierpienia. Nie wiem co dla niej gorsze. I teraz będzie, że łatkę psu dołożyłam .To jest jakaś PARANOJA!!! Czyli miałam udawać, że jest ok??? Wiece co powinnam była zrobić? Wiecie co? ZATAIĆ wszystko, jakoś wytrzymać, nie wiem... trzymając Kejti chyba wpiwnicy.. a potem 1 licap przekazać ją nieświadomej Iloniejot. Całe baty spadłyby na nią jak coś. Nie powinnam nic mówić o zniszczeniach, o problemach w relacjach z psami, absolutnie nie powinnam się ważyć wspomnieć że coś jest nie tak!!! Powinnam dać sobie zniszczyć nieswoją właśność. Gdybym została wylana z psem z mieszkania byłabym waszą bohaterką? tylko gdzie wtedy podziałaby się Kejti? Ze mną na ulicy? Bo niestety ciężko było mi znaleźć to psiolubne i nie anormalnie drogie lokum. Więc kolejne mogłoby być jeszcze trudniej odnaleźć.
-
olenka pierdzielisz jak postrzelona. Masz w domu stado i psy które fajnie sie w stadzie zachowują. Spotkałyśmy się w warunkach sterylnych, na odludziu, gdzie psy mogły spokojnie do siebie podejść. Tymczasem na ulicy tak nie jest i to widział punk. Kejti rzucała sie do SUK i do SAMCÓW na jego oczach. Więc nie mów mi że ten problem był wymyślony. NIE CZYTACIE ZE ZROZUMIENIEM TEGO CO PISZĘ!!!!!! Były ustalenia z moją sąsiadką która ma sunię, że suczki mogą zostawać razem np u niej. To dawało pole do manewru. Gdyby Kejti zostawała z innym psem albo zostawała w domu nie niszcząć to MOGŁABY być u mnie BEZTERMINOWO. Początkowo faktycznie myślałam o czasie maksymalnie do lipca, bo wiem jak to jest gdy się ogłosi, że piesek może być ile się chce. Takie psy zalegają LATAMI w BDT. Na hoteliki sie zbiera, na psy które pogryzły twarz dziecku się zbiera ale na BDT nie!!! Dlatego dałam termin. Ale okazało się, że u sasiadki nie zostanie. W domu sama też nie zostanie. W klatce wyje i sa pretensje sąsiadów. Czy to tak ciężko zrozumieć???? Że sytuacja po prostu okazała sie cholernie trudna????????????? punk nie oddawajmy ale co miałam zrobić? Zabranie jej na szkolenie nie zmienia faktu ,że cały tydzień musiałaby gdzieś być... oprócz tego szkolenia... Szkolenie to jedno ale miejsce w którym by mieszkała podczas niego? U mnie nie może... Dziewczyny same wczoraj zadzwoniły, że ustaliły między sobą żeby zabrać Kejti. Więc wątek jest do zamknięcia. Kejti ma wyleczone oczka i leczone uszy. EDIT: Pojechała ze wszystkim co dostałam dla niej plus kaganiec, szampon, leki, ręczniki.
-
Będzie mi się śniła do końca życia... Lepiej Ci z tym? Tak, będę to przeżywać miesiącami. Czy to zmieni jej sytuację? Podobnie gdy byłam na wizycie przedadopcyjnej a potem był zwrot z adopcji. I wtedy powiedziałam, że już nigdy nie pojade na wizytę PA i tego sie trzymam choć próśb dostaję wiele, to odmawiam regularnie. Bo sa one niemiarodajne, a ja miałam wyrzuty sumienia, że pies trafił do schroniska. I DT też już nie dam. Choć do tej pory zawsze było dobrze. I okupuję całą sytuację sinymi nerwami, stresem i ciągłym rykiem. Co mam zrobić... pociąć się? Czy to pomoże Kejti? Leżę i ją tulę ale wiem, racjonalnie wiem, że nic nie mogę zrobić. Przedyskutowałam to na spokojnie z kilkoma osobami i bez sensu dawać ją do hotelowego kojca. Jedyne co mogę zaproponować, to że jak trochę odbiję po tych przeprowadzkach i wydatkach na zabieg, to wesprę Kejti comiesięczną wpłatą na rzecz schroniska i będę ją dalej intensywnie ogłaszać. Po tym wszystkim wycofam się zaś zupełnie z życia dogomaniackiego bo zbyt wiele mnie kosztuje... nie pojadę ją jutro oddać z ulgą i radością. I nie zabawiłam się jej kosztem. Marna by to była zabawa...
-
Och włazi do innych ogródków. Gratuluję, że masz ogródek. Tak się składa, że ja niestety nie mam SWOJEGO OGRÓDKA. Nie każdy zamierza wtłoczyć się w ramy społeczne, oddać wianek mężowi żeby mężuś chatę fundnął. Staram się radzić sobie w życiu sama. Nie bój się, tymczas do mnie nie trafi.
-
To oskarżenie już padło... że zabawiłam się psem... To jest koniec wątku. Po prostu... Po bardzo spokojnej rozmowie z Ilonajot ustalone zostało, że sunia jutro wróci do schroniska ponieważ zostawiana w klatce wyje, bez klatki demoluje. Ma szanse na fantatstyczny dom w domku z ogródkiem albo u osoby która znajdzie fundusze i czas na szkolenie. Dziękuję waldi za zrozumienie, bo czasem mam wrażenie, że tutaj czekają sępy i atakują kogo popadnie... byleby atakować.
-
Dziś została w klatce. Dlatego wyła. Więc opcja tymczasowania jej w klatce 8 h dziennie jest akąś totalną bzdurą i nieporozumieniem. Zwłaszcza dla wyjącego psa i moich sasiadów. Waldi dziękuję Ci za głos rozsądku. Dzwonię gdzie mogę, wypytuję o opcje płatne. Ale niszczącego psa nie chcą nawet hotelować... Jest dokładnie tak jak pisze waldi. Nie spodziewałam się tej niszczycielskiej siły, nienawiści do zwierząt...
-
W dupie to już mam czy ktoś uwierzy czy nie... jak nie wierzy, zapraszam porozmawiać osobiście... z moją sasiadką... Została zlapana przez sasiada który pytał kto mieszka teraz nad nim na 7 piętrze bo w dzień strasznie pies wyje... Wątek można właściwie zamknąc...
-
Diana- została jej tylko kartka z imieniem na sizalowym sznurku
Betbet replied to meg153's topic in Już w nowym domu
Jest w moim podpisie, ale niestety u mnie zostać nie może... demoluje mi dom, a grozi to utrata lokum. -
Niestety nie widzę takiej opcji ani finansowo ani czasowo.
-
Miluś,mc chichuahua,wściekły dwuletni maluszek.MA DOM.
Betbet replied to brazowa1's topic in Już w nowym domu
Pewnie jest wredny. Wygląda na kochaną, wredną maliznę. -
A jedno pytanie... czy masz swoje mieszkanie czy wynajmujesz je i miewasz wizyty włascicieli? Bo ja mam realne zagrożenie utraty lokum, nie mam SWOJEGO mieszkania. Nie będę sie tu bronić. Tymczasowałam kilka psów i kotów do tej pory, również gołębie, żółwie i jastrzębia. Miałam tchórzofretkę wariatkę nawet. Były chwile trudne, ale pierwszy raz spotykają mnie takie zniszczenia i sytuacja podbramkowa. I nie wierzę w to, że każdy kto tymczasuje psy ma taką sytuację jak ja. Nie sądzę wręcz, bo miałam psie tymczasy i nie zachowywały się w ten sposób. Kto nie rozumie to niech pojeździ sobie, poużywa, powyzywa. Tak najłatwiej. Nie mam sił tłumaczyc, bronić się. Pisałam po stokroć, że nie może trafić do mnie pies niszczący. Mój błąd, że nie pomyślałam, iż pies ze schroniska nigdy nie wiadomo jaki jest. W schronisku czasem to anioły, potem pokazują różki. Za bardzo chciałam pomóc, bo zła sytuacja schroniska, bo pies strasznie smutny... no po prostu chciałam pomóc . I tu leży moja wina... Dzwoniłam z zapytaniem o płatny DT w kojcu, ale niestety sunia wyje zostawiona w klatce, a tam wyć nie może.
-
Jest krótko, owszem, dwa tygodnie. Ale nie zaryzykuję już zostawienia Kejti w mieszkaniu. Nie mogę go stracić, bo nie stać mnie teraz na kolejną przeprowadzkę czy utratę kaucji. Kaucja jest wysoka... Więc musi zostawać w klatce. Ja wierzę, że psu może przejść. Zastanawiałam się czy by jej nie pomogło zostawanie z drugim psem. Może by się bawiły? gorzej gdyby zabawza zamieniła się w walkę pod nieobecność... Tylko gdzie i jak to sprawdzić? U kogo? Próbowałam przeforsować zabieranie jej do pracy, ale pracuję w "open space" i mamy tu alergików, którzy nie wyrażają na to zgody na obecność psa w pomieszczneiu. Mają prawo. Więc do zarządu nawet nie pisałam...
-
Nie rozumiem po prostu... pies niszczący nie może być u Ilonajot i wszyscy to rozumiemy, że jednak nie weźmie Kejti. Pies niszczacy nie może być u mnie w domu - i tego już nikt nie rozumie... Czuję się podle, że nie mogę jej zatrzymać ale też czuję się totalnie zawiedziona postawą coniektórych... Jesli zawaliłam to tylko dlatego, że opinia o psie wystawiona wczesniej ma się zupełnie nijak do stanu faktycznego. To tak jakbyś Ty dostała nagle psa gryzacego Twoje dziecko. A byłabyś zapewniana, że lubi dzieci bo w schronisku dawął się im pogłaskać. Co byś wybrała. Dziecko czy psa? To jest jakiś absurd, że teraz będe się tu bronić przed zarzutami. Nie mam domu z ogrodem, mam małą kawalerkę, w której nie da się wyizolować miejsca dla niszczycielskiej siły Kejti. Jest nieprzewidywalna, czasem niszczy czasem nie. I tak, poczatek był fatalny bo był dlsa mnie szokiem. Czułam się wręcz oszukana, ktoś to nazwał syndromem poporodowym. Ale przez ten czas zżyłam się z nią... bardzo... pewnie bardziej niż myślisz. I rozważam hotel tylko skąd mam do cholery wziąć na niego pieniądze???? I co tej hotel jej da? Piszesz o nieodpowiedzialnej decyzji. Ja isę czuję jakbym podjęła decyzję co do innego psa!!! opisywanego jako spokojny, łagodny, lubiący inne zwierzeta - psy i koty. Ona nie jest spokojna, to wulkan energii który męczy się sam w domu. Gdyby wytrzymywała sama w domu, to może jakoś dałabym rade nawet w lipcu mimo tego że zostaję w lokalu sama. Pewnie by tak było. ale po prostu jak grochem o ścianę... Gdybym wiedziała, że tak będzie NIGDY nie podjęłabym takiej decyzji. Nigdy przenigdy nie zaryzykowałabym że spróbuję z psem problematycznym, bo właśnie mam świadomośc, że takiego psa mieć nie mogę.
-
Wiesz co Ci powiem? Oficjalnie powiem Ci - wal się. Nie, nie postanowiłam tego. Zostałam totalnie zaskoczona sytuacją, a Ty jako jedyna nie zrobiłaś ZUPEŁNIE NIC w sprawie Kejti natomiast dwukrotnie już tutaj mnie zaatakowałaś. Nie udzieliłas ani jednej sensownej rady, nie zaproponowałaś nic. Nawet dobrego słowa. Twoim zdaniem po prostu się zabawiłam tak? Wzięłam sobie pieska, pokazałam mu domek a teraz z lubością i satysfakcją oddam go za kratki? Nagle mi się odmieniło, tak? 4 lata pomagam jak umiem, bardziej mniej, ile moge a tym razem wybrałam sobie ofiarę? Czy Ty w ogóle zastanawiasz się zanim cokolwiek napiszesz? Od momentu gdy Ci ludzie zrezygnowali z Kejti chodze i wyję. Ale nie przywykłam wy;lewac łez przed innymi więc siedze z tym sama w domu. Co Twoim zdaniem, kur*** powinnam zrobić??????????? CO??????????? Rzucić pracę i zając się Kejti? Jesteś okrutna, niesprawiedliwa, chamska i prostacka. Mam dość Dogomanii i jej kretyństwa, szybkich osadów i łatwego oskarżania ludzi, którzy nic złego nie zrobili. Trzęsie mnie jak Cię czytam. Bardzo czesto pojawiasz się na watkach i jedziesz po ludziach jak po burych sukach tylko po to żeby wyładować jakieś swoje chore frustracje. Był już jedne który oskarżał mnie o kłamstwo. Przyjechał, zobaczył, przeprosił. I to jest człowiek, którego szanuję. Miał prawo wątpić ale się pofatygował i zaproponował pomoc na ile mógł... PODOBNIE JAK ILNAJOT NIE MOGĘ SOBIE POZWOLIĆ NA ZNISZCZENIA W DOMU. W NIE SWOIM DOMU. I NIE BYŁO TAK, ŻE NIE MYSLAŁAM O ADOPCJI KEJTI. MYSLAŁAM. ALE TO JEST PO PROSTU NEIREALNE. MUSIAŁABYM RZUCIĆ PRACĘ!
-
olenka_f nawet gdyby nie było terminu to pies niszczacy nie może u mnie być, bo nie będzie siedział 9 - 10 h w klatce.
-
Ilonajot tak, rozmawiałam z nimi jako pierwszymi. Bo ja pracuje z tą dziewczyną. Ale nie chcą tej suczki:(:(:( Boże gdybym wiedziała, że ona niszczy tez bym nigdy w zyciu jej nie wzięła bo po prostu nie moge. Nie chciałam jej tego zrobić, że wziąć i oddać:(:(:(:(Muszę odkupić dywanik, kilka talerzy, boję się ,że ona wyje mi w tej klatce. Jeśli będę miała zgłoszenie sąsiadów to muszę jej coś znaleźć w trybie 24 h...:( Wszysyc patrza jaka ładna i miła dopóki nie rzuca sie na psa na spacerze albo nie dowiadują się, że źle znosi samotność. Wtedy już nie jest ładna dla nikogo. Nie wiem co mam zrobić... Jest mi jej szkoda, gdy człowiek jest w odmu ona jest naprawdę kochana. No dobra, jednak kradnie ze stołu jedzenie, ale wciąż jest taka... spokojna i domaga się pieszczot. Myślę o płatnym hotelu... ale co wsadzić ją do kojca i placić za to? w schronisku ma kojec za darmo... Ja pierdylę...jestem już maksymalnie zdenerwowwana...
-
próbuję, próbuję... czekam na cud, że moze znajdzie sie dom stały, bo tak naprawde nic innego jej nie ratuje w tej sytuacji:(
-
Jezu olenka nie strasz, to co ja mam z nią zrobić 1 lipca? zostaję zupełnie sama, bez pomocy już. 9 - 10 h w klatce ona nie wytrzyma będzie robić pod siebie... tym bardziej skoro ma wciąż biegunkę:(
-
Wychodze do pracy po 8. Normalnie wstawąłam ok 7. Odkąd jest Kejti wstaję o 6 żeby rano zrobić tak 30-40 minut spaceru a potem przygotować zabawki. Używam wszysktiego co lubi np szaleje za pasztetem. Dzis rano ściągnęła ze stołu Olki sniadanie - bułkę z pasztetem własnie:/ Pakuję to do kubełków. gdy jestem w domu szaleje za tym, za kością też. Ale jak zostaje sama... nie rusza niczego. Rano próbuję ją zmęczyć, żeby biegała po wybiegu ale rzucane kijki jej nie kręcą, rzucane smakołyki tez nie. woli chodzić, węszyć i podsikiwac tam gdzie czuje inne psy. więc większość czasu weszy, węszy i zrobi parę susów. Mi nie wolno póki co biegać ani jeździć rowerem, jeszcze przez tydzień. Nie mogę się spocić. Chowam co się da, pół pokoju rano przenosze do łazienki. Ale mebli nie pochowam... obgryzła dywanik, który jest na wyposażeniu mieszkania (frędzle przy dywaniku). Podobnie z kuchnią, po prostu dorwała się do rzeczy postawionych wysoko. Wskakuje na meble. Boję sie, bo wp okoju mam gigantyczną całą skzlaną witryne... Musi po prostu siedzieć w klatce:( Wieczorny spacer też ma minimum godzinę, wczoraj biegała na długiej smyczy po plaży trochę, bawiłyśmy się w "morze nas goni" bo Kejti się bała wody i uciekała przed falami na brzegu. Wyhasała się na maxa.
-
Ja kprzyjdę do domu obejrzę jej łapy, bo natłuczonych rzeczy było bardzo dużo. Strasznie mi przykro, że nie jestem w stanie zaproponowac jej lepszych warunków i więcej czasu, ale gdybym wiedziała, nie wzięłabym jej do siebie po prostu żeby nie robić jej sieczki z mózgu, bo nie wiem co będzie z nią dalej. Ilonajot ma sunię i też nie chciałaby niszczącego psa:( Najgorsze, że ona ma tak dziwnie. były dni kiedy NIC nie tknęła, a były dni takie jak dziś - totalny koszmar.
-
Robiliśmy tak w weekend. Z tym zamykaniem na trochę. Niestety Kejti nienawidzi klatki, nic to nie dawało, piszczała i nie chciała wchodzić. W sytuacji w której Olka teraz musi wyjść do 18 do pracy niestety nie ma czasu na stopniowe zamykanie. Po prostu mała trafi tam za chwilę i musi wytrzymać do 17: 30 zanim ja dojadę z pracy. Alternatywą jest odwiezienie jej do schroniska... Boje sie, że będzie wyła... ale już po prostu dłużej tak się nie da. Jak zniszczy meble, telewizor to beknę za to, bo mieszkanie nie jest moje.