Było krótko, zwięźle i przyjemnie :).
Ziutka co prawda chciała pana zjeść, jak wszedł do mieszkania i musiała zostać wystawiona na balkon, ale jak już spotkała się z panem na zewnątrz to było ok. Mam nadzieję, że tam nie będzie wywijać żadnych numerów... Pan podchodzi do sprawy optymistycznie i spokojnie. Bierze poprawkę na to, że na początku może być nieco nerwowo i nie przejmuje sie tym za bardzo. Ciągle powtarzał, żeby się nie niepokoić, że dadzą sobie z nią radę, że zajmą ją czymś, że będzie dobrze.
Podpisałam umowę adopcyjną, dopisałam w uwagach, żeby kontrowali regularnie Ziutkowe uszy ze względu na powtarzające się stany zapalne.
Sunia wsiadła do samochodu, do bagażnika, w ogóle nie zapraszana - widać, że lubi jeździć :). Ale jak pan zamknął klapę od bagażnika i ruszyli, to puściła takie spojrzenie, że :(... Wiem, że będzie jej tam lepiej, taką mam nadzieję, ale jakoś tak troszkę smutno mi się zrobiło...
Za 2-3 dni zadzwonię, żeby dowiedzieć się co u suni słychać, jak się zaaklimatyzowała i w ogóle. A pan zapraszał w odwiedziny :).