Pogoda beznadziejna. Pada, pada, pada. Wilgoć.
Bazylkowi znowu stawy doskwierają. Nie jest źle, ale chodzi nieco gorzej i widać, że nóżki ma słabsze.
Część roślin na balkonie zdechła (zgniła chyba) od tej wiecznej mokrości, a część nie chce rosnąć. Jakoś kijowo to w tym roku wychodzi. Martwię się o pomidorki, bo one nie lubią mieć tak wilgotno.
Ściana pod oknem nadal przemaka. A ponieważ byli z administracji, pouszczelniali, zaimpregnowali, to poszukiwań przyczyny ciąg dalszy :shake:. Teraz padło na okno. W następnym tygodniu będę szukać jakiegoś speca okiennego.
My chcemy słońca! My chcemy słońca! My chcemy słońca!