Jump to content
Dogomania

JoSi

Members
  • Posts

    1763
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by JoSi

  1. SBD, nie przepraszaj, ogłaszaj wszędzie gdzie się da... to takie smutne i częste. Reszta moich spostrzeżeń nadaje się na same bany. Barbi jednak będzie miała zabieg w środę. Taka jest decyzja weta. Parę dni temu byłam nieco wytrącona z równowagi zapisując Malwinkę na zabieg. Wracałam z ostatniego spaceru już tylko z trzema psami, dwie sunie były wcześniej. Na klatce schodowej zgasło światło, zrobił się półmrok, w który doskonale wkomponowała się Barbisia. Weszłam do mieszkania zamykając drzwi za Fafikiem, przyzwyczajona do jego wchodzenia na końcu. Jeszcze butów nie zdążyłam zdjąć gdy usłyszałam za drzwiami cienkie szczeknięcie. Otworzyłam drzwi i wpadła ucieszona Barbisia, skakała, witała jak po długiej rozłące. Bardzo ją chwaliłam za sygnalizowanie takie prędkie, wygłaskałam i wyściskałam. Na drugi dzień szczekała schodząc od samych drzwi mieszkania przez wszystkie piętra, w drodze powrotnej to samo. Pewnie zrozumiała moją reakcję jako akceptowanie szczekania poza mieszkaniem. Po jednym dniu odzwyczaiłam mądrą sunie od okazywania uczuć w miejscach publicznych. Spokojnie, prośbą i lekkim pociąganiem za smycz.
  2. Budzik elektryczny ryczał mi w ucho, dopiero głos Malwinki z głębi mieszkania zadziałał natychmiast. Zawołałam cicho bez nadzieji na reakcję suczki po wczorajszych testach na słuch i mało z łóżka nie spadłam gdy jednak przyszła. Wykonała swój popis przestraszonego psa powtarzany wielokrotnie. Zaciskała oczy, potrząsała główką, znów otwierała na chwilkę itd., chyba z 10 razy. Czyli słyszy doskonale tylko jest uwarunkowana negatywnie na słuchanie poleceń. Ciekawe, czy zadziała warunkowanie pozytywne, wzięcie na ręce, przytulanie i chwalenie, noszenie na spacery smakołyków zastępujących ślimaki i wyrzucany chleb. Mała, uparta Malwinka chyba była karcona przez "opiekuna" gdy już raczyła wrócić, co niestety jest częste, chociaż skutek ma odwroty od oczekiwanego.
  3. Wczoraj zaczęła się cieczka Barbisi. Trochę wcześnie, ostatnią i pierwszą u mnie miała 28 grudnia. Czekam do 14-tej na decyzję dr Gawora o zabiegu w środę. Fatalnie, może umknąć okazja na mniejszą opłatę czyli stażysta biorący udział w pokazie robionym przez lekarza, co i tak nie było pewne. Jak jeszcze Malwinka dostanie przed czwartkiem to chyba się zastrzelę.
  4. Przepraszam za to łzawe sprzedawanie obrączki. To nie jest tak, że się poświęcam i pozbywam czegoś, co ma znaczenie. Zwyczjnie znalazłam przeszukując co by tu upchnąć i sama się zdziwiłam, że jeszcze nie sprzedałam kiedyś, jak między innymi pierścionka zaręczynowego, gdy nie było pieniędzy i alimentów. Życie niewiele się zmieniło, dawniej była walka o dzieci, teraz o psy i to wszystko. Mam nadzieję na udaną walkę, z dziećmi wyszło dobrze. Malicja, dziękuję Ci bardzo za chęć pomocy, odpisałam wczoraj ale serwer dogo nie przyjął bo coś tam (jestem trzeźwa, strach używać tego sformuowania). Wszystkie dane są na 1-wszej str. wątku Barbi i również 1-wszej Frotki. Malwinka schnie po ulewnym spacerze tuż obok mnie na podłodze. Mocno zasypia, nie reaguje na wołania chyba, że chodzi o jedzenie. Tu może tylko węch a nie słuch odgrywa rolę. Do tej pory nie wiem czy jest głucha czy ma specyficzny charakter. Jeszcze ani razu nie spuściłam jej ze smyczy właśnie z powodu braku reakcji na wszelkie polecenia. Dowiem się w Arce w odpowiednim czasie, teraz to mało ważne tak jak dysfunkcje neurologiczne. Trudno się dziwić po złamanym kręgosłupie, dobrze że w ogóle chodzi. Kotce spadły wyniki kreatyniny i mocznika o połowę czyli przekraczają normy "tylko" trzy razy. Kroplówki ma 2 razy w tygodniu, następną we wtorek, wpasowuje się idealnie w harmonogram przed operacjami, w środę Barbi i czwartek Malwinki. Nie da się ukryć, Franeczka jest chora mimo, że je i biega.
  5. Jeśli lekarzowi nie uda się kombinacja w ramach stażysty, to operacja Barbi będzie kosztowała 1000 zł, Malwinki prawie tysiąc. W jednym tygodniu. Może ktoś z Was chce moją obrączkę ślubną, która w żadnej ceremonii nie brała udziału, jest bez grawerowania, tradycyjnie prosta, nr 12, próba 18-ście? Barbisia jest w DT, może koszty chociaż częściowo pokryje Fundacja "Nadzieja". Malwinka w DS - mój ból głowy. Pierwszy zabieg pokryje pralka, następny, tańszy (druga listwa) może złoto skupowane tylko na złom lub kogoś chętnego. Wypisuję jakieś głupoty na temat pieniędzy. O sprzedaży złota serio, jest jeszcze podarowana przez dogomaniaczkę złota bransoletka, za którą dają niecałe 40 zł, znów jako złom, chociaż ładna i delikatna. Więcej nie mam, szkoda. Myślę tylko o udanych operacjach, boję się tego. Ile narkoz wytrzyma jeszcze Barbi, jak można oddawać tego autystycznego pluszaka (Malwinkę) z chorym sercem do rozpruwania z góry na dół? Żeby to wszystko już było szczęśliwie za niemi.
  6. Wczorajsza wizyta w Klinice Weterynaryjnej "Arka". Badania, rozmowy i decyzje. - Chmmm... mocz i krew w miarę dobre, ...serce jest jakie jest, juz nie takie groźne, ...guzki luźne, łatwe listwy do usunięcia, przy okazji jednej trzeba wysterylizować, obu listw równocześnie nie robi się. Zęby do leczenia, w tym wypadku lepiej zostawić na później chociaż zęby leczy się wcześniej. I co pani zdecydowała? - Proszę mi powiedzieć szczerze, gdyby pani doktor miała taką suczkę, jaka była by decyzja? - Nie miała bym psa w tym wieku w takim stanie. - Oczywiście, dla Malwinki to już czas przeszły dokonany. Wracając do pytania, tak zupełnie teoretycznie proszę założyć, że taka suczka nagle się pojawiła, nie ważne czy jest dni, tygodnie, miesiące czy lata, stała się kochanym, ważnym i cennym członkiem rodziny, chce pani dla niej to, co najlepsze. Więc? - Proszę zapisać Malwinkę na najbliższy termin zabiegu. Najbliższy był 4-tego czerwca, następny tydzień później. Nasze dni to miesiące psa, nie ma co czekać, Malwinka nie młodnieje, guzy mogą w końcu przyrastać do mięśni. Byle cieczki nie dostała. Przyzwyczaiłam się do kumulacji problemów w moim życiu. Barbi ma termin zabiegu ustalony na 3-ciego czerwca o 12-tej, Malwinka 4-tego o 9-tej.
  7. [quote name='sleepingbyday']...jak żałuję, że nie moge wykorzystac okazji i was nawiedzić.[/QUOTE] SBD, ja też bardzo żałuję, że nie mogłaś. W domu pusto i cicho, wieczorem młodzi zabrali Lunę. Efekt "kozy". TZ od tygodnia chory zalega u siebie. Kasza pszenna dla Frotki i Malwinki ugotowana, ryż dla reszty jeszcze jest w lodówce, dzienna porcja ugotowanego mięsa z jarzynami zaczyna się rozmrażać. Zostaje gimnastyka Frotki i wyjazd z Malwinką tramwajem do Arki.
  8. Wczoraj wybrałam się z Franeczką na kroplówkę w towarzystwie Luny, którą wetki poznały 6 lat temu jako ślepego jeszcze szczeniaka, noszonego w koszyku do pracy, karmionego butelką co dwie godziny. Właśnie pierwszy raz otworzyły swój nowy gabinet, przechodziłam, zobaczyłam i weszłam stając się pierwszą odwiedzającą, tak na wszelki wypadek, żeby dowiedzieć się, czy dobrze postępuję z noworodkiem. Rzekę Rubikon przeskoczyłam będąc we Włoszech u rodziny, mało romantycznie prosto w pokrzywy. Rzeka stała się ściekiem. To skojarzenie: "przybyłem, zobaczyłem, zwyciężyłem", ale jak nie przekroczyć Rubikonu mimo pokrzyw. Luna człapała po gabinecie zaglądając do wszystkich pomieszczeń, Franeczka trochę awanturowała zmęczona kroplówką i pobieraniem krwi do analizy mocznika i kreatyniny, wetka wszystko darowała przez sentyment do pierwszego w jej życiu pacjenta. Później, w tercecie egzotycznym, odwaliłam zakupy. W domu zastałam ciszę i spokój, psy witały po wyzwoleniu kotki z torby i smyczki, położeniu zakupów na miejscu i wołaniu każdego osobno. Wyjątkowo nauki działały, częściej jest szaleństwo.
  9. Malwinka ma dobre wyniki badania moczu, już nie jest za lekki tylko normalny. Jutro jedziemy do weta, zapadnie decyzja co dalej. Tak czy inaczej boję się o nią i marwię. Jak takie malutkie stworzonko przeżyje operacje, pewnie ze dwie, obie listwy mleczne a co z macicą? 3-ciego czerwca narkoza Barbisi przez ten piekielny, złamany kieł, czekanie 6 tygodni i możliwość operacji też listw mlecznych. Zrobi się "Szpital na piętrach". O pieniądzach nie myślę, ewentualną nową pralkę szlak trafi, stary złom jeszcze chodzi. Liczy się odzyskane, oby jak najdłużej, życie i zdrowie Barbi, której młode lata uciekly w schronie bezpowrotnie, Malwinki, zaniedbanej przez "dobrych" opiekunów. Tak sobie marudzę.
  10. [quote name='malagos']to ja juz trzymam kciuki. Za psa i pana Piotrka.[/QUOTE] Też trzymam. Znajomi bezdomni stale opowiadają o wyciąganych ze śmietników żywych szczeniakach i kotkach. Miałam pomysł, żeby porozmawiać z proboszczem ale on z tych ludowych, spierający chłopa z pod Olkusza - Rydzyka (jakby ktoś nie wiedział) którego ojcem nie nazwę, by nie obrażać pamięci taty. Prędzej by spadli z ambony niż mówili o dobrym traktowaniu zwierząt.
  11. [quote name='Wisełka']Widząc tą rozbawioną mordkę i sprint jaki przedstawił to ja mówię że on ma ze 3 latka :evil_lol: :evil_lol: :evil_lol:[/QUOTE] Gdybyś zobaczyła rozbieganą Ryfkę bez kagańca, też byś dała jej z pięć lat a w marcu skończyła 13-ście. On jest taki sam jak moja Ryfka.
  12. Franeczka ostrzyła pazury o plastikowe opakowanie tytoniu "Korsarz", z którego robię skręty, potem nasiusiała na wierzch. Mokre przedostało się do środka, myślałam że okropny tytoń trochę się wzbogaci nowym elementem ale nic z tego. Dalej jest okropny. Ex- milicjantka z trzeciego piętra boi się Luny, wystawia nos zza drzwi i czeka aż przejdziemy. Ciekawe, suka mieszkała w tym mieszkaniu przez trzy lata. Hacker ociera się teraz i o Lunę, którą zna doskonale. Dorastał przy niej. W ogóle reszta też przestała być przestraszona, gorzej z ludźmi na spacerach mimo kagańca. Na kilometr widać w postawie niepewność człowieka, przeważnie patrzą psu prosto w oczy stojąc frontem do psa czującego się zagrożonym, więc zaczyna szczekać. Za chwilę opuszczam lokal z Franeczką, która ma kroplówki już tylko dwa razy tygodniowo, oczywiście z Luną na wszelki wypadek.
  13. ONki to takie łatwe do szkolenia, przez całe ich życie, psy. Zdrowie teraz najważniejsze, równocześnie hamowanie agresji wobec innych zwierząt, która moze się zmniejszyć po sterylce. Tajga była u jakiegoś łajdaka, zaniedbana i wyrzucona, oby znalazł się ktoś, kto umie przepraszać, że jest człowiekiem.
  14. Siedzę sobie zmęczona od samego rana, po trzykrotnym zaliczeniu zejść i wejść z czwartego piętra. Pierwsze z Luną-ONką, która jest od wczoraj i będzie do środy, oraz z Malwinką, której trzeba było pobrać mocz do badania. Drugie z Tusią, Fafikiem, Barbisią, Ryfką w torbie, Luna też chciała, więc znów wyszła z nami. Trzecie z samym pojemniczkiem z moczem, który zabrała Ola jadąca do Arki. Wymyśliłam genialny sposób dla chętnych na kurację odchudzającą. Kto chce niech przyjedzie na miesiąc do Krakowa, spanie za darmo, jedzenie niekoniecznie, konieczna pełna obsługa czworonogów czyli wyjścia z domu ok. 7-dem razy dziennie, brak gwarancji na przeżycie ale jeśli uda się przeżyć, gwarantowana utrata kilogramów i wzrost kondycji fizycznej. Kto, lubiący koty, psy, króliki, futro wszędzie i bałagan, zgłasza się? Luna przybyła na chwilę bo Jagódka (synowa) ma w W-awe swoją wystawę grafiki i fotografii z wernisażem we wtorek (26 maj, godz. 19-ta), na który wszystkich zaprasza. Jest to Galeria Klimy Bocheńskiej , ul. Ząbkowska 27/31 Można tam pójść z mamami (dzień Matki), babciami i kim się chce ale uwaga! 3 p. bez windy. Mój syn, Wiktor, awanturnik z Dogo, też będzie oczywiście, ja tylko duchem o ile nie uleci w niebyt przez ten czas. Wczorajszy dzień przeżyłam, więc już niewiele mnie dobije. Malwinka rzuciła się na Lunę, Frotka pogryzła nieszkodliwie z Fafikiem, Luna wymiotowała jak zwykle w pierwszy dzień, Barbi wysiusiała na jej posłanie ( o co chodzi, też szmatka), koty zaczęły rozrabiac koło 1-wszej w nocy, nos Barbi czyściłam w godzinie duchów, o 20-stej odstawiłam miski z wodą na stół, żeby Malwinka już nie piła a koty mogły. Położyłam się o 1-wszej z Franeczką na nogach, zasnęłam koło 2-giej i wstałam o 6.30. Tak przebiega spokojna, coraz mniej wcześniejsza, emerytura.
  15. Wczoraj syn z synową przywieźli do mnie Lunę - ON kę. Malwinka rzuciła się na nią z zębami i swoim basikiem. Luna nie zareagowała. Tym sposobem mam do środy 7-dem psów. Rano wyszłam na spacer z Malwinką i Luną zaopatrzona w pojemniczek do pobrania moczu. Udało się, mała jest chwilami uosobieniem spokoju. Mocz pewnie jest już w Arce za pomocą Oli, która tam jechała ze swoim psem. Teraz tylko czekam na wyniki badań a w każdym przypadku nie liczę na radosne wieści, bo jeśli wyniki będą dobre to Malwinka operowana, jeśli złe, sunia ma mocznicę. Oczywiście wolała bym to pierwsze rozwiązanie. Na szczęście dostałam od mamy 1000 zł na nową pralkę. Stara jeszcze żyje, więc chętnie zdefrauduję te pieniądze jeśli sunia będzie operacyjna. Ostatni raz, gdy fachowiec reperowł mój sprzęt domowy, powiedział krótko: złom, a ja tak do końca nie byłam pewna, czy to nie o mnie, bo pralka ma dopiero 15 lat. Najważniejsza jest Malwinka i Barbi. Myślenie o reszcie zostawiam na potem.
  16. Wracałam z Frotką z długiej trasy z zakupami w plecaku. Już troche zmęczona byłam, więc przed wejściem na piętra postanowiłam chwilę posiedzieć na ławeczce koło bloku, niestety ubrana w miarę normalnie. Natychmiast pojawiły się obok na ławce dwie kobiety w wieku górnej strefy stanów średnich i rozsiadły obok. Pytaniom nie było końca a zmęczona Frotka nawet nie szczekała, moje lakoniczne odpowiedzi nie zniechęcały więc już bardziej z sobą rozmawiały. W pewnym momencie zgłupiałam gdy jedna do drugiej powiedziała: - jacy ci ludzie są wredni, nigdy nie będą podobni do Boga, chyba że tak zewnętrznie. Nie wytrzymałam. - a to panie są z tej sekty, co tworzy Boga na swój obraz i podobieństwo? Poszły sobie obrażone. Kiedyś, chyba w Przekroju, była rubryka "Humor zeszytów szkolnych", teraz przydała by się "Humor chodników osiedlowych". Frotka dzisiaj pogryzła Ryfkę szczekającą na moją koleżankę, którą świetnie zna i lubi. Nie tak bardzo mocno, ślady na suczce nie zostały. Biedna jamniczka starzeje się i coraz więcej szczeka wszystkich denerwując. TZ się wścieka, gdy przy każdym swoim ruchu słyszy donośny głos psa, szczekanie gdy dzwoni telefon lub bierze słuchawkę do ręki.
  17. Wczoraj szłam w deszczu z trzema psami, mijała nas jakaś kobieta i zapytała: - przepraszam, a pani co robi z psami jek pada? Zawsze tak wychodzi? - oczywiście, kocham deszcz. W takim wypadku nie warto dyskutować, że pies musi. Jak w "Śniadaniu mistrzów" Kurta Vonegata na każdym kroku. Gdy mam dosyć pytań o Frotkę, robię z siebie niebezpieczną wariatkę, zwykła wariatka nie odstrasza. Wieszam na szyii rzemień z zębem jakiegoś zwierza, wkładam bransoletkę ze skórzanej plecionki, bluzkę z lumpexu taką bardziej dziwną, lata 60-te, wykończoną sznurowadłem przy dekolcie i spokój, mało kto się zatrzymuje. Całość dopełniają stare jeansy i jeszcze starsze, ale jakie wygodne, adidasy.
  18. Nadrabiam podziękowania, przepraszam za spóźnienie: [B]Halina H. Jarosław............................................100 zł Halcia dla Barbi.................................................... 50 zł Moana.................................................................50 zł Agnieszka P. na Barbi i Malwinkę, Bielsko-Biała...........200 zł [/B] Jeśli udało mi się kogoś pominąć, bardzo przepraszam i proszę o PW. Gubienie papierów i siebie w nich to moja specjalność. Zrozumcie brak czasu, zawirowania w czasie chorób mieszkańców tego domu, liczenie misek oraz dopasowanie leków do kolorów tych misek. Czasami samo zwierzątko nie chce współpracować, zabierając czas przeznaczony na inne czynności. Wczoraj Franeczka ukryła się przed pójściem na kroplówkę tak skutecznie, że szukałam jej przez trzy godziny. Przeszukałam całe mieszkanie z zewnątrz, później na czworakach w kątach z latarką a znalazłam w szafce z garami, za którymi się wcisnęła. Doszłam z nią do wet w trakcie operacji, trzeba było czekać, wracałam w pośpiechu, żeby natychmiast wyprowadzić dwa psy małe, wrócić i wyjść z trzema większymi uciekając przed burzą. Pół dnia stracone, wyżyłam się na sprzątaniu klatki Gryzeldy bo i tak lało do wieczora. Denerwuję się wyciekami z nosa Barbisi, które zalepiają nozdrza. Skąd to świństwo się bierze sami weci nie wiedzą, tak jak i nie znają przyczyny ubytków kości. Mam tylko nadzieję, ze to nie dalszy ciąg psucia się kości. Boją się jednak wyrwać po prostu złamany kieł, by dodatkowo nie uszkodźić jeszcze żuchwy. No i co z guzami na listwach mlecznych? Przy badaniu Malwinki dowiedziałam się, jakie są skutki pozostawienia. Zawsze takie same, guz zaczyna wyciekać, przechodzi w stan zapalny i już nic nie można zrobić. Sama Barbi przeżywa raz wzloty, raz upadki. Wczoraj były upadki, burze, deszcz, nerwowy Fafik z głową pod poduszkami a jak on się boi to i suczka jest niepewna. Jednak witała mnie po powrocie z Franką, szczekając i skacząc z radością a Franka zarobiła na imię przez "c" zmiast "k".
  19. Wykształcenie nie dodaje kultury, wiek nie ma znaczenia. Chyba nikt nie powinien oczekiwać wdzięczności po psach, dzieciach, krewnych itd. To my mamy obowiązek dawać wszystko psom, kotom i znajomym królika, by nie wstydzić się, że jesteśmy ludźmi. Jeśli nie ma się wrodzonego wyczucia czy zrozumienia zwierząt, wystarczy czytać książki dobrych autorów, z naszych np. dr Sumińskiej. Smutne, takie warunki...
  20. Jasza, dla dobra zwierząt nie denerwuj się. Częściej zbywam prymitywne zachowanie żartem ale czasami coś bardzo mnie wkurzy, np. taki pijaczek osiedlowy stale zaczepiający, który ostatnio krzyknął na widok Frotki: -jeszcze pani tego psa nie uśpiła? Spytałam pozornie spokojnie: - jeszcze się pan nie powiesił dla dobra własnej rodziny? Najbardziej nie lubię wypowiedzi "to tylko pies" i udzielam odpowiedzi w zależności od osoby i kontekstu tego sformuowania. Niestety najczęściej tak mówią ludzie mający się za katolików, mylący "na obraz i podobieństwo" z samym Bogiem. Łatwo ich wtedy wyprostować tłumacząc, że jesteśmy tylko falsyfikatami, podróbami i jako tacy przeważnie mało lub bezwartościowi a do Boga nam daleko. Na zarzut "Pani z tym psem rozmawia" odpowiedz, że jest z kim, z ludźmi czasami nie warto lub "nigdy pan tego nie robił? Przykro mi, nikt pana naprawdę nie kochał". No tak, łatwo się mówi gdy już chronią siwiejące włosy, opanowanie i poczucie humoru. W każdej sytuacji i każdym człowieku można znaleźć coś zabawnego. Dziękuję Reksiowi za pozdrowienia.
  21. Jak dotąd wspiera swojego "Anioła". Dzisiaj wyciągałam jej z pyska coś dawno martwego sądząc z zapachu. Wczoraj ugryzła TZ-ta w rękę z premedytacją. Obrałam taktykę Malwinki głuchnąc na przemówienia TZ-ta po jej wyczynach.
  22. Frotka zjadła dokładnie frędzle z kocyka a później wymiotowała. Dzisiaj z Hackerem pozbyły mnie obiadu gdy wyszliśmy na spacer z resztą psów. Kot zrzucił z szafki mięso i pies dokonał dzieła zniszczenia. Zostało opakowanie na podłodze. Zaliczyłyśmy razem bank, aptekę, agencję PKO, sklep z moim obiadem, sklep jarzynowy, schody, podjazdy i pytania o suczkę. Wszystko z psem na wózku. Bardzo lubię chodzić z Frotką. Hacker pierwszy raz ocierał się o Malwinkę tak jak poprzednio o Frotkę, której też nie ominął.
  23. Malwinka jest odlotowa więc w domu nazywam ją Gandżia. Reaguje lub nie, jak zwykle.
  24. Nowe zachowanie Barbisi, czyli entuzjastyczne powitanie. Wróciłam z Malwinką po trzech godzinach z wizyty w Arce. Barbi szczekała z radości, skakała dookoła i łapała delikatnie zębami rękę. Pierwszy raz była odblokowana ciesząc się naturalnie, spontanicznie, wyrażając radość całą sobą.
  25. Jak TZ mówi - każdy dobry uczynek powinien być ukarany. Malwinka leży na kolanach w tramwaju jak mały Sfinsk, łapki opiera o rękę, główkę odwraca raz w prawo raz w lewo, chwilami nastawia uszy lub kładzie płasko. Nie wierci się, nie siada tylko patrzy. Dużo ludzi zwraca na nią uwagę i pytają, co to za rasa. Faktycznie orginał. Jasny kolor głowy z innym gatunkiem włosów, proste patyki, reszta ruda, podkręcona, falująca i te łapki z loczkami jak u pudelka. Zebrało się trochę ras w jednej postaci.
×
×
  • Create New...