-
Posts
5887 -
Joined
-
Last visited
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by Lidan
-
Czekając aż nasze zwierzaki przemówią ludzkim głosem wpdałam tu, żeby sprawdzić czy Brajl już nie przemówił, a tu takie zmartwienie :placz: Brajluś, skarbie, nie możesz teraz chorować. Weź się w garść przynajmniej do końca świąt. Jestem z Wami Edytko, myślę o Was cały czas i modlę się o zdrowie dla całej Waszej ludzko i zwierzęcej gromadki :kciuki:
-
Mój Boże... Trzymałam kciuki za Brjla od dnia w którym pierwszy raz o nim przeczytałam. Codziennie prawie zglądam do jego wątku, czasem wchodzę na forum owczarka. Cieszyłam się, że znalazł bidulek dom i miałam nadzieję, że szczęśliwie dożyje późnej starości u tych cudownych ludzi jakimi są Edyta i Włodek. Przed chwilą dopiero przeczytałam o nagłej chorobie Brajla i przeżyłam szok :-( Jest mi tak bardzo przykro z powodu kolejnego nieszczęścia jakie go spotkało :placz:Trzymam kciuki :kciuki: za poprawę zdrowia Brajla i za zdiagnozowanie choroby. Czekam na każdą wiadomość o Brajlu. Ja również proszę o podanie nr konta Edyty.
-
U nas wszystko szybko wróciło do normy, ale Gapa to mniejsza sunia (40 cm w kłębie) i przeważnie ma apetyt. Dzień operacji był dla niej kiepski, stresujący i nie była wtedy w szczególnym nastroju, ale na spacer sama wychodziła po kilku schodkach. Na drugi dzień była jeszcze trochę oszołomiona ale już chętniej wstawała pod warunkiem, że miała ubrane ubranko pooperacyjne, bo jak miała odsłonięty brzuch to coś jej przeszkadzało i zaraz siadała, próbowała drapać, lizać. W trzecim lub czwartym dniu już chciała się bawić i tylko ubranko przypominało o tym, że jest po operacji. Gapa przez 4 dni dostawała raz dziennie "doustnie" antybiotyk i tabletki przeciwbólowe. Nie musiałyśmy jeździć na zastrzyki, kroplówki, kontrole - "goiło się jak na psie". U psów pewnie podobnie jak u ludzi - jedni szybiej dochodzą do siebie po zabiegach i chorobach inni później. Napewno odczuwa jeszcze ból, szwy przeszkadzają. Nie martw się napewno dojdzie do siebie tylko trzeba jej wiecej czasu. Trzymam kciuki za Sonie :kciuki:
-
Właśnie zapomniałam dodać, że z suką po operacji brzucha przez kilka pierwszych dni należy chyba wychodzić częściej na krótkie spacerki. Mocz zbierający się w pęcherzu powoduje jego rozszerzanie i ucisk na pozostałe narządy. Wydaje mi się, że to może powodować dyskomfort, a nawet zwiększyć ból. Gapa normalnie potrzebuje często 4 wyjść na siusiu, a po operacji wyprowadzałam ją jeszcze częściej. Pierwszy spacer miałyśmy zaraz po przebudzeniu (ok 6-7 rano) później jeszcze ze 4 razy wychodziłysmy (wzięłam urlop na czas operacji i rekonwalescekncji), a ostatni raz wyprowadzałam ją ok 24-ej lub później. Z każdym kolejnym dniem powinno się poprawiać ;) Może jednak to nie jest nietrzymanie moczu :roll: Trzeba jeszcze trochę poczekać, może akurat samo przejdzie.
-
Są specjalne środki przeciwbólowe dla psów, być może one nie wpływają tak źle na psi żołądek. Poza tym podaje się je raz dziennie przez ok 4 dni, więc przeciętnemu psu nic nie powinno się dziać. Gapa miała podane środki przeciwbólowe w kroplówce już przed samą operacją, jeśli dobrze zrozumiałam wszyli jej coś w trakcie operacji, a do domu dostała do podawania "doustnie" oprócz antybiotyku (chyba "Baytril") tabletki przeciwbólowe "Rimadyl" (typowo weterynaryjny środek o wyglądzie i zapachu psiej karmy) Podawałam je przez 4 dni raz dziennie. Później już przeważnie pies nie ma boleści i odstawia się tabletki, żeby pies nie szalał i nie zrobił sobie niechcący krzywdy. Poza pierwszym dniem w zasadzie nie było widać, żeby Gapie coś dokuczało. Była senna na drugi dzień ale już wstawała i miała apetyt. Nie było problemów z kupkaniem. Nie sikała w domu. Pamiętam, że poprzednia moja suczka, którą przy okazji cesarki wysterylizowano nie dostawała środków przeciwbólowych. Pierwszej nocy zsikała mi się na łóżko na leżąco jakby bezwiednie (więcej już tego nie zrobiła), w nocy popiskiwała z bólu, później nie chciała się załatwiać. Kupkanie wiążę się z napinaniem mięśni brzucha i gdy psa boli to nie będzie się napinał. Szkoda, że nie podano Twojej suczce leków przeciwbólowych po operacji. Niestety wiem z rozmów z weterynarzami, że niektórzy do tej pory uważają, że nie należy podawać psu takich środków, bo jak nie czuje bólu to jest zbyt aktywny co źle wpływa na gojenie ran.
-
[QUOTE]Dziś pół nocy starałam sobie wyobrazić wszystkie możliwe scenariusze i przygotowac się na to. Guzik! Tylko się rozryczałam i wpadłam w dygot. Może jestem wariatką?[/QUOTE] W takim razie nie jesteś osamotniona w swoim wariactwie. Ja też ryczę gdy tylko pomyślę o takiej ewentualności, albo gdy przypomnę sobie moją poprzednią suczkę, którą uspiłam ponad 7 lat temu. :-( Wyłam, gdy czytałam o Brajlu dla którego szukano domku i przy wielu innych historiach tu opisanych. Ja nie byłam do końca z moją Psotką. Trzymałam ją na rękach dopóki nie zasnęła po podaniu narkozy. Później gdy wniosłam ją do gabinetu poproszono mnie, żebym wyszła. Do momentu gdy z nią byłam jakoś się trzymałam, poźniej było gorzej...:placz: [QUOTE] A co będzie, jak mi będą umierać Rodizce, Babcia? Co ja wtedy zrobię? Boszsz, ja w ogóle nie jestem psychicznie przygotowana na takie zdarzenia.[/QUOTE] Na to nigdy nie jest się przygotowanym, nawet jeśli ktoś bliski choruje na nieuleczalną chorobę i spodziewamy się, że odejdzie śmierć i tak jest zaskoczeniem, szokiem, zawsze przychodzi zbyt wcześnie. W przypadku ludzi raczej nie mamy wyboru w sprawie życia lub śmierci choć niejeden umierający w bólu i cierpieniu oddałby wszystko, żeby mu to cierpienie skrócić.
-
[B]sylwiasong[/B] Wiem jakie to trudne i nerwowe, ale postaraj się nie okazywać zdenerwowania. Weź jakiegoś procha, choćby Persen, na uspokojenie. Jak Ty będziesz spokojna to i Sonia będzie lepiej się czuła. Ja też bardziej przeżywam wszelkie zabiegi weterynaryjne niż własne czy w rodzinie. Myślę, że jest to związane z tym, że jednak w szpitalu dla ludzi jest wyszkolony personel i sprzęt i dlatego człowiek czuje się bezpieczniej. Poza tym człowiek powie, że mu słabo, że go boli itd a pies nie, więc trudniej i o trafna diagnozę i o szybką właściwą interwencję. Mimo wszystko bądź dobrej myśli, zdecydowana większość operacji kończy się powodzeniem :lol:
-
[b]asher[/b] [quote] czy psa chorego na anginę też byś uśpiła?[/quote] To chyba nie jest najlepsze porównanie, bo z anginy przeważnie się wychodzi, natomiast ta zapaść tchawiczna wygląda znacznie groźniej i jakoś tak nieodwracalnie :niewiem: [b]iza_szumielewicz[/b] [quote](opiekunka mojego dizecka zdołowała mnie mówiąc, że niektórym polepsza się przed śmiercią [/quote] W przypadku ludzi chorujących na raka czasem faktycznie następuje taka pozorna poprawa, np przez kilka dni nagle chorego nic nie boli mimo, że wcześniej nie był w stanie wytrzymać godziny bez morfiny. Nie wiem czy w przypadku zwierząt też tak się zdarza. Trzymam za Was kciuki :kciuki:
-
Super! Gapa też miała ładnie zacerowany brzuszek, ale jednak trzeba było jechać na zdjęcie szwów, które były na wierzchu. Ciekawe dlaczego wszyscy weterynarze nie stosują tej samej metody. O ileż łatwiej byłoby bez tych sztywnych nitek wystających ze skóry :cool3:
-
Od kilku dni śledzę ten wątek z mieszanymi uczuciami. Oczywiście przede wszystkim strasznie mi żal psiaka bo niewątpliwie męczy się i cierpi. Współczuję również właścicielce maluszka bo musi patrzeć z żalem i niepokojem na duszącego się pupilka. To iza_szumielewicz ostatecznie będzie musiała podjąć dezyzję dotyczącą dalszego życia (lub śmierci) pieska. Przyznam szczerze, że sama chyba nie wytrzymałabym takiego napięcia, nie potrafiłabym patrzeć na codzienną walkę mojego psa o każdy oddech. Kilkakrotnie czytałam, że dopóki pies nie cierpi przez cały czas, dopóki życie jeszcze go cieszy należy walczyć, ale gdy przez większą część dnia i nocy pies praktycznie dusi się... A co do operacji: czy ta operacja polega na wszyciu jakiś okręgów czy czegos takiego? Czy to nie na tym forum ktoś opisywał, ż jego pies odszedł w ciągu kilku dni po takiej operacji, cierpiąc cały czas? Chyba, że coś pomyliłam.
-
Ja również czytałam niedawno, że już odchodzi się od sterylizacji przed pierwszą cieczką, zresztą lepiej poczekać aż suczka całkiem dojrzeje. Poza tym nie wiadomo kiedy ta pierwsza cieczka się zacznie. W czasie cieczki (i tuż przed nią) macica jest bardziej ukrwiona co może spowodować większe krwawienie w czasie operacji. Lepiej odczekać ze 3 miesiące od zakończenia cieczki aż wszystko wróci do normy.
-
Świetnie :thumbs: dziękuję za zainteresowanie :-) Gapa szybko doszła do siebie. Ranka była niewelka, brzuszek szybko się goił. Nie widać było, żeby sunia cierpiała (dostawała przez 4 dni leki p.bólowe i p.zapalne) Po 3-4 dniach już chciała biegać za piłeczką :mad: W tej chwili o przebytej operacji przypomina nam tylko ogolony brzuszek :p Nie wiem po jakim czasie wystepuje ewentualne nietrzymanie moczu, ale nie zauważyłam do tej pory niczego takiego u Gapci.
-
Gratuluję i życzę Berci szybkiego nabierania sił :thumbs: Czy "szef kosmetyczny" to szwy rozpuszczalne również na wierzchu czy metoda "cerowania"?
-
Jaka to ironia losu: my płaczemy, cierpimy, tęsknimy po stracie pieska :-( (a wcześniej robimy co tylko w ludzkiej mocy, żeby go uratować) a inni oddają, wyrzucają, wywożą do lasu, biją...i napewno nie płaczą, nie żałują nie rozpaczają :shake: pewnie nawet nie myślą więcej o tym. Trzymaj się brooklyngirl, myślami jestem z Tobą :glaszcze: I pamiętaj, że Twoja psineczka już nie cierpi, może biega teraz za Tęczowym Mostem razem z moją Psotką, Elzą i Atosem (rotek, który odszedł w czerwcu) :Dog_run:
-
Nie miałam nigdy doczynienia z zupełnie niewidzącym psem więc nie mam doświadczenia, ale patrząc jak pewnie porusza się Brajl odnoszę wrażenie, że on musi nie mieć oczów od dłuższego czasu. Nie wydaje mi się, żeby pies, który nagle oślepł w ciągu dwóch tygodni wyrobił sobie tak dobrze zmysł orientacji. Chyba, że tak zachowuje się przebywając tylko na terenie dobrze juz sobie znanym :hmmmm: Cieszę się, że tak dobrze sobie psinka radzi :loveu:
-
Myślę, że właśnie to cierpienie po stracie bliskich nam ludzi i zwierząt świadczy o naszej "ludzkości". Im bardziej byliśmy związani z ukochanym zwierzakiem tym dłuższy i większy jest nasz żal po ich odejściu. Wiele rzeczy i sytuacji nam je przypomina. Nasze pupile żyją jeszcze długo w naszych sercach i wspomnieniach, w zasadzie pamiętamy o nich chyba aż do śmierci. Z czasem ten żal się zmienia, jest bardziej "do przeżycia", mniej płaczemy, powoli wracamy do prawie normalnego życia. Po jakimś czasie już nawet nie myślimy codziennie o naszym ukochanym psiaku, kocie czy papużce ale co jakiś czas przypominamy sobie o wspólnie odwiedzanych miejscach, wspólnych zabawach, o przysmakach jakie nasz przyjaciel uwielbiał. Jednak po kilku miesiącach lub latach możemy już rozmawiać bez większych emocji o naszym nieżyjącym zwierzaku. Wielu z nas po jakimś czasie kupuje, dostaje bądź przygarnia kolejnego zwierzaka. Porównujemy go do poprzednika, odwiedzamy te same miejsca, spotykamy tych samych ludzi na spacerze i życie toczy się dalej, choć w chwili śmierci naszego przyjaciela wydaje nam się to niemozliwe. Siedem lat temu uśpiłam Psotkę, mieszańca, mojego ukochanego, pierwszego psa, wyciągniętego z paczki po jabłkach stojącej w oborze i zabranego do domu jako pięciotygodniowe szczenię. Była zapchlona, zarobaczona, piszcząca. Wiele razem przeszłyśmy, cały trudny okres mojego dorastania. Wiele rzeczy źle zrobiłam usiłując ją wychowywać, ale dbałam o nią jak tylko umiałam najlepiej. Nie była pieknym psem, choć mi wydawała się ósmym cudem świata. Nie była też łatwa w prowadzeniu i sprawiała wiele kłopotów, ale pokochałam ją całym sercem. Była ze mną zawsze, nawet gdy już wyszłam za mąż i przeprowadziłam się do nowego mieszkania Psotka pojechała ze mną mimo iz nie była już najmłodsza. W wieku 16 lat Psotce zaczęła szwankować wątroba. Jeszcze rok wymęczyłam ją na dietetycznym jedzeniu, ale w końcu 19 czerwca 2000 r koło południa sparaliżowało jej tylnią część ciała. Ponieważ już wcześniej cierpiała postanowiłam ją uśpić. Co ciekawe, na popołudnie tego dnia byłam już wcześniej umówiona z weterynarzem na badania i ewentualne uspienie. BArdzo to przeżyłam. Przez 2 tygodnie płakałam, wszędzie ją słyszałam, widziałam, wszystko mi ją przypominało. W pewnym momencie zaczęłam się nawet zastanawiać czy rozpaczam z powodu tego, że nie ma już Psotki czy też po prostu rozczulam się sama nad sobą. Stopniowo mój smutek słabł, ale tak naprawdę żałoba trwała ponad 2 lata, tzn. po tym okresie zdałam sobie sprawę, że (gdyby nie inne powody) byłabym gotowa na przyjęcie nowego psa. Od roku mam nową suczkę, tym razem przygarniętą bidulkę, którą ktoś wyrzucił pod lasem. Nie myślałam, że mogę jeszcze raz pokochać psa i to nie słodkiego szczeniaczka, a jednak stało się. Wpadłam po same uszy gdy tylko spojrzała na mnie swoimi wiernymi, wielkimi ślipiami, gdy wcisnęła mi, ze strachem ale i z pewną ufnością swoją kudłata mordkę w dłoń. Pamiętam o Psotce, nieraz wspominam ją ciepło. Gapa różni się od niej jak woda i ogień. Jedną kochałam, teraz swoje uczucie ulokowałam w drugiej. Taka jest kolej rzeczy i nic tego nie zmieni. brooklyngirl Wiem jak bardzo cierpisz i bardzo Ci współczuję. Chcę jednak, żebyś wiedziała, że z czasem to się zmieni. Nie zapomnisz nigdy o swoim cudownym psie, ale będziesz mądrzejsza i w jakis sposób silniejsza o to smutne doświadczenie. Być może i Ty kiedyś obdarzysz uczuciem innego psiaka i zapewnisz mu schronienie i pełną michę. Tego Ci życzę z całego serca. Trzymaj się :glaszcze:
-
Albiemu Nie tylko Ty... Czytam, choć wcale nie chcę (a raczej boję się co mogę tu jeszcze przeczytać) każdą wzmiankę w tym wątku. Śledzę każdy dzień Brajla, każdą opinię, szczególnie to co pisze p. Edyta lub osoby bezpośrednio związane od początku z tą sprawą. Wstaję rano i myślę o tym co przydarzyło się temu cudownemu psu, płaczę z żalu lub wzruszenia czytając o nim i zasypiam myśląc o tym co przeczytałam. Wiele osób połączył w jakiś sposób Brajl. Modlę się, żeby nasze myśli i łzy, poświęcenie p. Edyty i Twoje zaangażowanie w wydostanie psa ze schroniska dało efekty, żeby Brajl już więcej nie cierpiał.
-
Podczytuje ostatnio (jak pewnie wielu innych uzytkownków tego forum ;) ) Brajlowy watek na forum owczarka i przed chwilą przeczytałam, że poza spiłowanymi specjalnie zębami gałki oczne też zostały usunięte - jeśli dobrze zrozumiałam "fachowo" :placz: Ktoś świadomie i z premedytacją okaleczył tego psa, niekoniecznie w sposób barbarzyński i sadystyczny. Brajl miał dzisiaj robione badania, m.in. usg jamy brzusznej. Pani Edyta napisała na swoim forum: "Brajl ma silny stan zapalny jelit,dostaje zastrzyki i leki do...pyskowe.. W usg wyszedł guz w pachwinie,wielkości pięści.Pewnie trzeba go będzie usunąć.Ma mocno zgrubiałe ściany pęcherza. Jest mocno wychudzony..Tak potęzny i wysoki owczarek waży...28kg.. Jest przepuklina,która moze być wynikiem np.kopania." Wyniki innych badań będą jutro. Ileż jeszcze będzie musiał wycierpieć ten wspaniały pies i ci którzy go przygarneli pod swój dach i pokochali zanim jeszcze do nich trafił. Nie ma dnia żebym nie myślała o tej psince. Trzymam kciuki, żeby dane mu było pożyć jeszcze wiele lat w zdrowiu i spokoju.
-
Dzisiaj rozdział "sterylizacja Gapy" został zakończony zdjęciem szwów z idealnie zagojonego brzuszka. Za stół zabiegowy służyły moje kolana :p Muszę przyznać, że Gapa jest idealną pacjentką :lol: Mogłam spokojnie pójść do pracy już po kilku dniach od operacji zamiast brać urlop na cały okres rekonwalescencji, ale przynajmniej odpoczęłam i dotrzymywałam Gapciuchowi towarzystwa. Przez cały czas Gapa musiała chodzić w pooperacyjnym ubranku, bo szwy tak jej przeszkadzały, że po zdjęciu ubranka nie chciała chodzić, zaczynała się drapać i lizać po brzuszku. W nocy nie trzeba było jej pilnować bo spała jak suseł ;) W uranku zachowywała się tak naturalnie jakby to była najnormalniejsza rzecz pod słońcem. Wszystko goiło się jak "na psie", sunia szybko wracała do pełni sił i już kilka dni po zabiegu domagała się rzucania piłeczki. Cieszę się, że mamy to już za sobą :multi:
-
[B]ŻADNA[/B] Jeśli nie możesz sobie pozwolić na [B]dobrą[/B] suchą karmę to proponuję karmić psa przygotowywanym w domu jedzeniem z dodatkeim kupionych u weterynarza witamin i mikrolelementów. Szkoda Twoich pieniędzy na firscasy itp. oraz Twojego psa. Długotrwałe karmienie psa wymienionymi przez Ciebie karmami spowoduje w przyszłości problemy zdrowotne u Twojego psa.
-
Cieszę widząc Brajla spokojnie śpiącego, najedzonego lub spacerującego. Na zdjęciach robionych z daleka można nie zauważyć braku oczów, tzn. gdy się o tym nie wie. Nie mogę doczekać się relacji z wizyty u weterynarza. Przykro mi z powodu tej "zakręconej" sytuacji z AFN, tym bardziej, że i ja w pośpiechu, pod wpływem chwili kupiłam jakąś małą cegiełkę na allegro, żeby pomóc w opiece nad pieskiem. Pozdrawiam serdecznie p. Edytę i jej męża i całą psio - kocią gromadkę :lol:
-
Bardzo Ci współczuję... Wiem jak to boli i jak długo pamięta się te ostatnie chwile, kiedyś też musiałam przez to przejść :-( Dobrze, że zakończyłeś jego cierpienie, już nic go nie boli... Wierzę, że przeżył u Ciebie wiele szczęśliwych lat i będziesz je kiedyś miło wspominać. Trzymaj się.
-
Niezbyt często wchodzę na to forum bo zbyt wiele smutnych histori, nieszczęść i bólu tu jest :-( Niewiele mogę pomóc, za to morze łez juz wylałam... Trafiłam na to forum szukając wiadomości na temat sterylizacji. Od kilku dni z zapartym tchem śledzę losy tego ślicznego i jakże okrutnie potraktowanego Brajla. Cieszę się wraz z Wami, że udało się znaleźć domek dla tego biedaczka. Podziwam osoby bezpośrednio zaangażowane w opiekę i znalezienie nowej bezpiecznej przystani dla Brajla. Podziwiam wolontariuszy w schroniskach, którzy zamiast ryczeć (jak ja) robią tyle dobrego, żeby poprawić smutny los tylu pokrzywdzonych zwierzaków. Ja również czekam na niecierpliwie na każdą nową wiadomość dotyczącą Brajla.
-
Za sterylizację Gapy (waga niecałe 12 kg) zapłaciłam wczoraj w Arce (Kraków) 367 zł. Narkoza była wziewna. Leki przeciwbólowe i chyba antybioyk, które dostała do domu były wliczone w cenę zabiegu. Prawdopodobnie wliczone jest również zdjęcie szwów i ewentualne wizyty kontrolne. Ubranko musiałam sama kupić (26 zł) a tydzień wcześniej zapłaciłam jeszcze 117 zł za badania.