-
Posts
5887 -
Joined
-
Last visited
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by Lidan
-
Już chyba się nie gniewa :p Nie spałam dłużej niż 2 godziny choć nic się złego nie działo. 2 razy podawałam jej odrobinę wody bo sama nie wstawała. Rano musiałam założyć ubranko pooperacyjne bo zaczęła lizać brzuszek. Na przyszytej do szwów gazie jest troszkę zaschniętej krwi, ale chyba nie ma się czym martwić. Gapa nie chce chodzić bo przeszkadza jej chyba ta gaza (w piątek mogę ją usunąć sama lub u weta) Muszę ją wynosić kawałek od bloku, żeby wracając do domu raczyła siknąć po drodze. Z wielkim apetytem zjadła odrobinę mięsa z ugotowanego skrzydełka i szyjki, a kilka godzin później przytuptała do kuchni gdy tylko otworzyłam psią konserwę i zjadła przemycone w niej tabletki. Głównie spi. Pewnie to normalne po takim zabiegu i przeżyciach. Mam nadzieję, że w nocy nie zdoła przez ten fartuszek dostać się do rany :cool3: bo pewnie dzisiaj padnę (ileż można nie spać)
-
Dzisiaj moja Gapcia dołączyła do grona wysterylizowanych suczek. Po 9-ej rano zostawiłam ją w lecznicy i o 17-ej zjawiłam się po odbiór. Były jakieś problemy z oddychaniem podczas operacji, a konkretnie zaraz po podaniu narkozy (wziewna) Dobrze, że była zaintubowana i podłączona do tlenu. Ekg nic nie wykazało. Wszystko dobrze się skończyło. Narazie sunia jest oszołomiona, mało się rusza, leży na posłaniu, nie chce pić ani sikać... I chyba jest na mnie obrażona :-(
-
Nie wiem co mozna zrobić, żeby psa tego oduczyć. Siedmiomiesięczny rotek mojej mamy też lubi sobie pogrzebać i coś powyjadać z kompostu :angryy: Jest bardzo rasowy i od maleńkiego u mamy, więc chyba nie o pochodzenie i zwyczaje tu chodzi. Psy chętnie tarzają się w różnych śmierdzących resztkach, a niektóre widocznie lubią takie jeść. Kompost śmierdzi równie mocno jak gnój więc co się dziwić psu ;)
-
Długo o tym myślałam, choć w zasadzie od początku byłam zdecydowana i w końcu zapisałam Gapę na sterylizację na najbliższy wtorek na godzine 9.00. Badania, które miała robione w środę wyszły pozytywnie i nic już nie stoi na przeszkodzie, żeby przeprowadzić zabieg. Nie zapytałam tylko czy weterynarz serwuje środki uspokajające włścicielom. Trzymajcie kciuki za Gapcię.
-
Ja też zrozumiałam, że pies- według [B]dariog[/B] - ma cały czas przebywać na swoim posłaniu. Pies to żywe, ruchliwe i towarzyskie stworzenie i nie może przebywać cały czas w tym samym miejscu. Miałam już kilka różnych psów, dużych i mniejszych, bardziej i mniej rasowych i różnie się zachowywały. Do łóżka i bliżej właściciela chciały spać przeważnie te mniejsze lub młode choć i owczarek niemiecki czasami przychodził w nocy do łóżka :oops: Mieliśmy w rodzinie rottwailera, który nie potrafił przespać całej nocy w jednym miejscu i w zależności od tego na którym boku chciał spać przenosił się na posłanie lub na dywan a nawet na fotel. Obecny młody rotek też tak robi ;) Za to moja Gapcia, mimo iż niewielkiego wzrostu i nie będąca u nas od szczeniaka całą noc potrafi przespać na swoim posłaniu, ale jest ono usytuowane za naszym łóżkiem (Ona potrzebuje stałego kontaktu z właścicielem. Pewnie dlatego, że ktoś ją już wyrzucił) Myślę, że im starsze i pewniejsze siebie psy tym chętniej korzystają ze swego posłania. Z czasem temperament szczeniaka zacznie się zmniejszać, zacznie spokojnie przesypiać całe noce (co nie wszystkim szczeniakom się udaje :razz: ) i być może, że coraz więcej czasu zacznie spędzać na swoim posłaniu.
-
Pierwszego psa nauczyłam dawać głos wykorzystując to, że sam szczekał gdy odbijało się piłkę tenisową o ziemię. Mówiłam: głos! I odbijałam piłeczkę. Psotka szczekała, ja ją chwaliłam i po pewnym czasie sunia szczekała na samą komendę. Drugiego psa, który przybył do nas rok po pierwszym nauczyłam metodą naśladownictwa: Psotka szczekała na rozkaz, dostawała za to smakołyk i Elza też zaczęła szczekać widząc jak to robi Psotka. Tą ostatnią metodą chyba najłatwiej i najszybciej nauczyć psa dawania głosu, bo później jeszcze jeden pies kupiony znacznie później nauczył się tego od pozostałych :)
-
Gapa śpi w kilku miejscach. Zaznaczyłam, że śpi obok łóżka bo ma jedno posłanie faktycznie przy naszym łóżku i spędza na nim noce. W dzień śpi w kuchni na drugim posłaniu, w pokoju oraz - gdy nas nie ma w domu - na naszym łóżku.
-
Bardzo Ci dziękuję za dobre chęci, wolałabym jednak weta z Krakowa, bo to nie jedna wizyta ale przynajmniej 4. Wierzę, że gdy dojdę do końca wątku "Ulga po kastracji" (doszłam już do 60 str!) to może znajdę gdzieś nazwisko dobrego krakowskiego weta. Wieliczki nie znam w ogóle.
-
Ja też zdążyłam już przez to przejść. Jak większość liczyłam na to, że Psotka odejdzie sama we śnie, ale niestety tak sie nie stało. Wysiadła jej wątroba w wieku 16 lat. Jeszcze przez ok 1 rok przedłużyliśmy jej życie dietą, ale wyniki były coraz gorsze, cierpiała coraz bardziej. 19 czerwca 2000 roku, tuz po powrocie z urlopu, postanowiłam zabrać ją na dokładniejsze badania (np. usg) i zdecydować co dalej. Wcześniej pojechaliśmy jeszcze z mężem na zakupy, a po powrocie okazało się, że Psotkę częściowo sparaliżowało. Przestała chodzić na tylne łapy, załatwiała się pod siebie, była wystraszona... Od razu podjęliśmy decyzję, że trzeba jechać ją uśpić. Mimo iż wcześniej nie wyobrażałam sobie, że mogłabym być przy tym obecna w tej chwili nawet do głowy nie przyszło mi, żeby z nią nie jechać. Tak jak większość opisywała dostała najpierw zastrzyk jak do narkozy, po którym szybko zasnęła na moich kolanach. Później zostawiłam ją w gabinecie, gdzie prawdopodobnie dostała drugi - ostatni zastrzyk. Po ok. 30 minutach oddano nam ją zapakowaną w worek. Pochowaliśmy ją na działce. Do dnia dzisiejszego mam mieszane uczucia w tej sprawie. Z jednej strony myślę, że podjęłam słuszną decyzję, bo sunia naprawdę cierpiała od dłuższego czasu. W drodze do weterynarza ona wiedziała chyba gdzie i po co jedziemy, bo nagle podniosła się i szczeknęła 2 razy jakoś tak przejmująco. Czasem żałuję, że się pospieszyłam z tym usypianiem, że może trzeba było pozwolić jej odejść spokojnie w domu, ale przestraszyłam się wtedy, nie wiedziałam co będzie dalej ani jak długo to potrwa. Weterynarz jak tylko nas zobaczył od razu wiedział o co chodzi i nie próbował nawet nas przekonywać, nie sugerował leczenia. Powiedział " O, to ten wątrobowiec. I tak długo wytrzymał" Mimo wszystko jestem przekonana, że nie należy za wszelka cenę przedłużać żywotu psa, który cierpi i dla którego nie ma już szansy na wyleczenie i poprawę dalszego życia.
-
Witam :) Czytam i podziwiam Was za odpowiedzialność i za odwagę. Mam suczkę znalezioną, mieszańca, która na pewno miała wcześniej szczeniaki (przynajmniej jej sutki na to wskazują) Gapa jest mniej więcej w wieku ok. 5 lat. Ostatnio też zaczęłam myśleć o tym, żeby ją wysterylizować dla własnej wygody i pewności, że nie będziemy powiększali grona niechcianych psiaków. Poza tym u mamy na wsi, gdzie często jeździmy jest stary pies - rottweiler i niepotrzebne mu dodatkowe bodźce (zwłaszcza, że ma chorą prostatę) Jednak myśl o poddawaniu suczki zabiegowi, kaleczeniu jej, zadawaniu bólu i narażaniu jej na stres oraz strach, że coś nie wyjdzie powoduje u mnie pewną obawę i zastanowienie nad koniecznością operacji. Niemniej jednak byłabym wdzięczna za podanie dobrych i sprawdzonych weterynarzy w Krakowie, którym można bez obaw powierzyć wykonanie tego zabiegu, wiedząc, że suczka dostanie wszystko co najlepsze, środki przeciwbólowe i przeciwzapalne, rozpuszczalne szwy i opiekę pooperacyjna w razie (odpukać) jakiś nieprzewidzianych problemów.
-
Muszę przyznać, że ja też się nad tym zastanawiałam :oops: Tzn. konkretnie chodziło mi nie o to czy w ogóle można strzyc tylko czy jak zaprowadziłabym moją kudłatą Gapę do salonu piękności piesków to czy pan/pani mnie nie wyśmieją. Gapa ma dłuższą sierść, a podobno zanim do mnie trafiła miała jeszcze więcej włosów tylko, że skołtunionych i została nieco podcięta nieprofesjonalnie, ale nie najgorzej ;) Sama odważyłam się tylko przyciąć nieco sierść nad "stopami", żeby nie deptała po tych kudłach i nieco mnie błota przynosiła do domu. Pomiędzy palcami już mi tak sprawnie nie poszło.
-
Zwierzęta a Kościół-opinia księdza-co o tym myślicie?
Lidan replied to Marlena:)'s topic in Wszystko o psach
W Krakowie, jesienią tego roku odbyła się msza w intencji opiekunów zwierząt, na dziedzińcu kościoła Bernardynów obok Wawelu. Wiem, że w ubiegłym roku również była tam podobna msza, a nawet lepsza bo taka normalna, z kazaniem, komunią itd. W tym roku komuni już niestety nie było bo jak się ksiądz wyraził "jest to błogołsawieństwo dla opiekunów zwierząt, a nie msza" Ciekawostką tego wydarzenia było to, że można było przyjść ze zwierzętami :lol: Najliczniejsze grono "wiernych" stanowiły psy (przeważały yorki, owczarki niemieckie i beagle) oraz koty. W trakcie tego nabożeństwa zabierała głos prezes (o ile dobrze pamiętam) Krakowskiego Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami oraz jakiś krakowski poeta (oh, ta moja skleroza) recytujący swoje wiersze dotyczące zwierząt i ich miłości do nas. Na koniec wszyscy uczestnicy zostali pokropieni święconą wodą. Atmosfera była zbliżona do pikniku, bo psy szczekały przez cały czas, chodziły i węszyły ;) Dzisiaj przyjmowaliśmy księdza po kolędzie, który zachwycił się naszymi ptakami (mamy papugi i zeberki) i sam przyznał, że kiedyś wyszedł ze sklepu zoologicznego z królikiem, tak się w nim zakochał. Tak więc zdarzają się, na szczęście i tacy księża, którzy potrafią pokochać "naszych mniejszych braci" Niestety większość księży pochodzi ze wsi, a wiemy jak na wsich traktuje się psy i koty :-( Może teraz zaczyna się coś i tam zmieniać na lepsze, ale bardzo powoli. W dalszym ciągu ludzie topią kociaki, albo szukają co roku chętnych na nie zamist raz zainwestować i wykastrować kocicę czy suczkę.Eh... szkoda słów:shake: -
Obecna suczka wabi się Gapa (Gapcia, Gapunia, Gapciuś) Pierwszym moim psem był kundelek, już nieżyjąca Psotka. Rok po jej przybyciu mama kupiła owczarka niemieckiego Elzę. Później mieszkałam jeszcze przez jakiś czas z cudnym rottwailerem Atosem (pies mojej mamy) na którego do tej pory wołamy przeważnie Tosiu czasem Tufa :lol:
-
Witam, Od niedawna mam suczkę, mieszańca. Wabi się Gapa, ma jakieś półtora do dwóch lat i została zabrana z wiejskiej szosy, konkretnie z rowu przy szosie, gdzie czekała na tego drania, który ją prawdopodbnie wywiózł tam i przywiązał zwykłym sznurkiem do krzaka. Urwała się, ale nadal tam siedziała :-( bez jedzenia, bez picia, bez schronienia, brudna, wychudzona, zapchlona, skołtuniona... I tak przez tydzień lub dłużej. Jest u mnie około miesiąca i nie wyobrażam już sobie, że mogłoby jej zabraknąć :lol:
-
[quote name='puli']A po co psa przekonywac do picia,jezeli nie ma ochoty?? [/QUOTE] To nie jest mój pierwszy pies, wszystkie wcześniejsze piły wodę kilka razy dziennie bez względu na warunki atmosferyczne oraz rodzaj pokarmu. Prawdę powiedziawszy pierwszy raz w żciu spotkałam się z czyms takim. [quote name='puli'] Moje psy mają po trzy lata i wode piją kiedy potrzebują tzn.sporadycznie[/QUOTE] A moja [b] wcale nie pije [/b] [quote name='puli'] Pójdziecie do pracy to chyba zostawicie miskę z wodą? [/QUOTE] Tak, zostawiamy i po powrocie woda jest nietknięta. [quote name='puli'] Jezeli pies jest karmiony ludzkim solonym,przyprawionym jedzeniem ,albo suchą paszą to naturalnie, pije znacznie więcej.[/QUOTE] Psu gotuję osobno bez soli i przypraw. Suchej karmy nie próbowałam jeszcze dawać i jak nie zacznie pić to nie będę nawet próbować jej tym karmić.
-
Dziekuję za wszystkie odpowiedzi. Suczka jest u mnie od tygodnia. W dniu przybycia ważyła niecałe 8 kg, a jest wielkości mniej więcej foksteriera. Jej wystające kości czuć pod ręką, ale jej stan nie jest zły. Po tygodniu spędzonym u nas przytyła 1 kg. Bez problemu je ryż lub makaron z jarzynami i mięsem oraz jajka i twaróg, chętnie pije też mleko. Mamy problem tylko z pieciem. Ona w ogóle nie pije samej wody! Muszę ją dolewać do jedzenia. Mleko traktuje chyba jak posiłek bo rzuca się na miskę i wypija wszystko. Równie szybko znika mleko rozcieńczone wodą. Teraz jest chłodno, w mieszkaniu nie grzejemy mocno, ale obawiam się co będzie w lecie, gdy pójdziemy do pracy i suczka czasami będzie zostawała nawet i po 8 godzin sama. Czy ktoś miał taki przypadek i udało mu się psa przekonać do picia samej wody?
-
Czytam o tym jedzonku i buzia mi się ze zdziwienia otwiera... 22 lata temu, gdy przybył do mojej rodziny pierwszy pies,tzn suczka Psotka kundelek, karmiliśmy ją tym co chciała jeść, a jadła niewiele, głównie szynkę i wiejską kiełbasę. Z czasem przy drugiej suce (ONka Elza) zaczęła jeść również ryż i kasze z mięsem. Gotowe karmy dopiero zaczęły się u nas pokazywać. Później w domu nastały bardziej rasowe i bardziej wymagające psy, zmieniały się też metody karmienia, pokazały suche i puszkowe lepsze karmy... Jednak w psich miskach królowały nadal przeważnie ryż, kasza, makaron + mięso, olej, czasem jarzyny, sucha karma tylko awaryjnie. Psy howały się dobrze, żyły w większości po kilkanaście lat (Psotka 17) W ostatnim czasie mieliśmy doga de Bordoux (Presja, najbardziej pechowa suka pod słońcem) która od 5 roku życia cierpiała na powtarzające się rozszerzenia żołądka. W owym czasie bardziej zaczęliśmy interesować się tym co pies jeść powinien i zgodnie z tym co mówili weterynarze psa powinno się karmić stale tym samym, czyli jak zacznie się podawać ryż z kurczakiem to tak ma być codziennie, a wszelkie zmiany wprowadzać stopniowo przez okres 2 tygodni. Zrozumiałm też, że nie powinno się łączyć karmienia suchą karmą i gotowaną w domu... Teraz czytam o BARF, o tym, że psy jedzą raz marchewkę i twaróg, a innym razem kawał surowego kurczaka albo gotowane na śniadanie, a suchą karmę na obiad i to się nijak ma do wiedzy, którą przyswoiłam 2 lata temu. W niedzielę przyjedzie do mnie suczka, która kilkanascie dni temu została wyrzucona pod lasem z samochodu. Przez kilka dni nic nie jadła. Po przygarnięciu przez moją mamę i nakarmieniu przez 2 dni miała biegunkę. Zależałoby mi na tym, żeby ją odkarmić i doprowadzić do dobrej formy. Nie wiadomo co pies jadł u poprzedniego "właściciela", pewnie nic ciekawego i niewiele. W tej chwili jest na gotowanym ryżu z gotowanym kurzym mięsem. Jest to młoda suczka wielkością i wyglądem przypominająca średniego sznaucera. Przez kilka dni pewnie potrzymam ją dalej na tym co dostaje teraz, ale jak długo i co dalej, żeby nie zaszkodzić?