Karen116
Members-
Posts
379 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
1
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by Karen116
-
Pewnie, serce się ściska jak się pomyśli, ze miał swoją rodzinę, którą kochał i której bronił, a która potem albo źle go potraktowała, albo nie szukała, tylko pozwoliła trafić do schroniska. A to taki cudowny pies! Moja Misia miała najpierw leczenie farmakologiczne + prześwietlenie. Brała m.in. lek Synoxivet - przeciwzapalny razem z lekiem na wątrobę, żeby nie zaszkodzić, bo przy tego typu lekach trzeba chronić wątrobę. Po półtora miesiąca takiego leczenia dostała specjalne tabletki - Trocoxil, są drogie i podaje sie je pod kontrolą lekarza, ale bierze się tylko jedną na miesiąc. Wzięła trzy takie tabletki i weterynarz podjął decyzje o dostawieniu tego leku, bo była duża poprawa. Przez jakiś czas dostawała jeszcze Synoxivet. potem przez 2,5 roku był spokój, aż pojawiły się ponownie problemy, a że Misia była bardzo żywym psem mimo wieku (12 lat), doszło do zerwania więzadła krzyżowego no i konieczna była operacja. Miała też zwyrodnienia. Ale po operacji było jak ręką odjął. Ten lekarz podszedł do tematu bardzo rozsądnie, bo są różne metody , np. TPLO polegająca na wstawieniu śrub i płytki. Misia miała operację inną metoda, bez ingerencji w staw. Lekarz nam wytłumaczył, że to w zupełności wystarczy, bo te metody ingerujące w staw zmieniają go nieodwracalnie i potem nie ma juz powrotu. A jeśli się robi operację taką najmniej inwazyjną metodą, to w razie gdyby coś poszło nie tak, można sięgnąć po metody bardziej inwazyjne. W drugą stronę za to sie nie da. Zaufaliśmy lekarzowi i miał rację, faktycznie tak było. Ta metoda była wystarczająca i - jak sam lekarz powiedział - nie naciągnął nas na niepotrzebne koszty. Tak to wyglądało w naszym przypadku. Rehabilitacja była trudna, bo pacjentka była bardzo żywą i niemałą istotką (wagowo podobnie jak Trevor), a musiała nosić gips przez trzy tygodnie, a potem oszczędzać łapę - zero schodów, śliskich powierzchni i szaleństw. Ale daliśmy radę:) Może Trevor ma coś innego, oby to był jakiś drobiazg. Czasami podobne objawy oznaczają co innego. Wiem, ze ortopedzi badają bardzo dokładnie różne odruchy, reakcje kończyny. Mają swoje sposoby, żeby ocenić. Ale się rozpisałam:)
-
Może to nic poważnego, ale tak mi to wygląda na jakis problem ortopedyczny. Przynajmniej objawy podobne jak u mojej Misi - ta "odjeżdżająca" łapa. Identycznie to wyglądało u nas i właśnie przy jedzeniu było najlepiej widoczne. Może się mylę i obym się myliła. Ale dobrze by było zdiagnozować. Tego lekarza polecam z czystym sumieniem. Nie doszukuje się niczego na siłę, jest naprawdę świetnym fachowcem. Przyjmuje tez w Ciechanowie, ale to daleko od Skierniewic. Jakby coś, mogę się z nim spróbować skontaktować.
-
Taki sposób stawiania łapy to może być tez problem ze stawem kolanowym. Miałam taką sytuację u mojej Misi. Łapa jest niestabilna, "odjeżdża", pies nie opiera się na niej jak powinien. Jeśli to jest np. więzadło, to na RTG nie wyjdzie. Najlepiej by to zdiagnozował ortopeda. Nie wiem, czy jest taka możliwość, ale mogę polecić dr Marcina Krajewskiego, który przyjmuje na ul. Powstańców Śląskich w klinice. Świetny lekarz i bardzo życiowy - mówi, jak jest i proponuje najlepsze rozwiązanie, bez naciągania. Diagnozował i operował obydwa stawy kolanowe mojej suni, więc znam go nie tylko ze słyszenia. Bardzo współczuję Pani Agnieszce:(:
-
Trevor jest prawdziwym słodziakiem:) On ma same zalety, dżentelmen w każdym calu:) Bardzo się cieszę, ze juz po wizycie u weterynarza. Co do tej zmiany, to jeżeli tak zaleca weterynarz, ja bym usunęła i wysłała wycinek do badania. Jeśli juz jest taka zmiana, to trzeba zdiagnozować, chociaż jestem pewna, że to nic groźnego. Pomogę w kosztach.
-
I ja się przyłączam do podziękowań za uratowanie Trevora. To naprawdę piękne! Mnie on tez zapadł w serce, nawet rozmawiałyśmy z Iza, ze chętnie bym mu pomogła. Chętnie się dorzucę - jeśli możesz, podeślij proszę numer konta. Trzymam kciuki za niego! Moim zdaniem, nie jest stary, tylko przytłoczony, zmordowany i sponiewierany. Jeszcze raz dziękuję - za nic nie dałby sobie rady.
-
Dziękuję Iza:) Mnie też było bardzo miło Ciebie poznać, rzadko się zdarza poznawać takich wspaniałych ludzi! Mam nadzieję, ze ten kontakt utrzymamy:) Akcja była super, naprawde się nie spodziewałam, ze będzie taki wspaniały odzew i tylu cudownych ludzi nas wesprze. To niesamowite, ze Kori, o którym jeszcze niedawno nikt nie pamiętał, ma teraz swój dom i warunki, jakich może nie miał nigdy w swoim zyciu. I ma ludzi, którzy go kochają i o nim myślą. Do tej pory nie mogę w to uwierzyć:) Jednak cuda się zdarzają! Co do Kapsla, jestem jak najbardziej za, tak jak rozmawiałyśmy. Niech i jemu się uda, możemy odmienić jego smutne zycie i sprawić, ze i do niego los sie uśmiechnie. Jeśli ktoś jest chętny pomóc temu losowi i odmienić życie Kapsla, to zachęcam do przyłączenia się do nas.
-
I jak tu nie płakać ze wzruszenia, powiedzcie sami:) Jak się widzi Korcia na fotelu albo na kanapie, takiego uśmiechniętego, to aż się łza w oku kręci. Wygląda na to, ze trafił na swoich ludzi i to mnie bardzo cieszy. Jeśli śpi już na tyle beztrosko, ze ma łapki w górze, to znaczy, ze czuje się bezpiecznie i pewnie. Oby tak dalej. Kochani, serdecznie dziękuję wszystkim, którzy wsparli ratowanie Korcia i sprawili, ze marzenie jego i moje stało się rzeczywistością:)
-
Moim zdanie jest dużo plusów: Państwo, którzy chcą adoptować Korcia, przemyśleli decyzję, podchodzą do tej adopcji poważnie, skoro umówili się, przyjechali zgodnie z umową i szybko dali znać o decyzji oraz już uzgodnili aneks do umowy wynajmu mieszkania, pochodzą z psiolubnych rodzin i wychowali się z psami, prowadzą aktywny tryb życia, Kori miałby zapewniona opiekę np. w przypadku wyjazdu, no i nie byłby długo sam w domu. Poza tym, co bardzo ważne, polubili Korcia i on polubił ich:) Są młodzi, aktywni, mają dobre podejście do pieska, oboje pracują. Zgadzam się z Izą, że młody wiek może być tez przeszkodą, mogą się zmienić plany życiowe, sytuacja rodzinna itp. Dlatego pytanie o sytuację Korcia w chwili ewentualnego rozstania lub zmiany planów jest jak najbardziej na miejscu. Ciekawa jestem wrażeń Izy po rozmowie - Iza ma bezbłędne wyczucie i ja jej wierzę bez zastrzeżeń:) Mocno kibicuję Korciowi, dla mnie on jest jak własny pies i dużo dla mnie znaczy, żeby był szczęśliwy i żeby to szczęście już go nie opuściło:) A jakby nic nie wyszło z tej adopcji, to zgłaszam swoja kandydaturę:)
-
Super zdjęcia i Korcio wymiata:) Tak, Magda mi opowiadała, jak fantastycznie Korcio opiekuje się tym szczeniaczkiem (całkiem sporym:)) i ile ma cierpliwości. Piesek lubi go najbardziej ze wszystkich piesków w hoteliku. Idealny wujek:) Korcio będzie jeszcze brał witaminy i ponownie zabezpieczyliśmy go przeciwko kleszczom. Jest zdrowy, zajada karmę, ma piękną sierść, co widać na zdjęciach i wspaniały charakter, co też widać i co wszyscy wiemy:) Ten domek gdzieś musi być!
-
Iza, miód na moje serce. Są jednak wójtowie, którzy poważnie traktują swoje obowiązki i dla których kwestia bezdomności to nie jest luksus i fanaberia. Mam nadzieję, że to sie będzie zmieniało. Przecież Kori tez miał zaświadczenie o chipie, a chipa nie było. To tak jak rozmawiałysmy - najlepiej "zahaczyć" temat konkretnym przepisem i wykazać, ze schronisko nie wywiązuje się z podpisanych umów. No i jest pierwszy przypadek. Oby za nim poszły inne. Dzisiaj wyślę ten link do naszych władz gminy. Z tego, co wiem, nasze psiaki tez były odsyłane do Radys. Wprawdzie teraz jest nowy burmistrz i on bardziej się zaangazował w walką z bezdomnością, np. są przytuliska przy gabinetach weterynaryjnych, rozmawia z miejscową fundacją, ale podejrzewam, że wszystkich piesków w ten sposób nie zagospodarowali. A Korcio - najwspanialszy:)