Norasku, przeczytałem na wątku Dżinki o Justyny przygodzie z prądem i przypomniało mi się wydarzenie z czasów gdy byłaś malutka.
Po powrocie do domu, jak zwykle w tamtym czasie, zobaczyłem wiele kałuż w pokoju :)
Poszedłem do łazienki, wziąłem szmatę i zacząłem wycierać. Po pierwszej kałuży wypłukałem szmatę i podszedłem wycierać pod stolikiem RTV. Stanąłem (bosą stopą, kapcie zdjąłem) na podłodze, przykucnąłem, oparłem się rękami o mokrą podłogę i...
poczułem jak prąd przepływa przez moje ciało :crazyeye:
Co się stało? Pod moją nieobecność Norcia przegryzła kabel zasilający telewizora, na szczęście nic się jej nie stało, ale przegryziony kabel zanurzony w cieczy zrobił swoje. Dobrze, że nie skończyło się tragicznie.
Gdy Nora była szczeniorem zawsze przed wyjściem z domu wyciągałem wtyczki z kontaktu, tamtego dnia jakoś zapomniałem o wtyczce od telewizora.