Dzisiejszy szczęściarz:)
Miesiące beznadziejnego czekania, miesiące ciszy z ogłoszeń i zawsze ta spokojna , dobra mordka wyglądająca z budy...
Nazwałam go Duszek, bo był a tak naprawdę go nie było...
Cichutki, nieśmiały, zawsze z tyłu.
I wreszcie cudny telefon i przekochana Pani i piękny dom z ogrodem i miłość od pierwszej chwili.
Duszek od dzisiaj Elvis już u siebie:)
Jego Pani i Rodzina to skarb.
Pani zorganizowała w swoim otoczeniu zbiórkę kołder, koców, poduszek dla "boroczków" :) ze schroniska.
Wykąpałyśmy razem Elvisa , zjadł wspaniały obiadek i rozgościł się w pięknym posłaniu:)
Najbardziej wzruszyła mnie lawina telefonów ( nawet z zagranicy) :"czy już przyjechał, czy już jest?"
Jak wyszłam to się poryczałam ze szczęścia.
Duszek-Elvis ma dom:)
Mam zdjęcia z domu potem prześlę:)