Jump to content
Dogomania

wisela1

Members
  • Posts

    6246
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    1

Everything posted by wisela1

  1. Idziemy z Rexikiem.... Znowu będzie biedak szukał... Stracił apetyt. Jest smutny....
  2. I Tobie starowinko słonko zaświeci.... MUSI....
  3. Ona w spojrzeniu i wyrazie morduni ma COŚ z Dakotki....
  4. Ja też choć tak pomogę....
  5. Dakotka umarła na nerki...Chciałam widzieć coś innego, ale ONA przechodziła tą samą drogą co nasz Franuś... Ostatnie 2 doby też był "zdrowy" Narazie jeszcze nie moge pochować JEJ ubranek. Nie bardzo nawet mogę ich dotknąć. Dziś boli bardziej niż wczoraj, ale nad sobą napewno nie będę sie użalać. Wiedziałam co robię i wiedziałam ze to wieczna miłośc ale nie po tej stronie mostu. Rexik całą noc popłakiwał, kociaste tylko zaglądały na kanapę, ale nawet Czotek sie nie władował... Na porannym spacerku Rexik oczywiście szukał Dakotki... Rozpoczął od sklepów. Po kolei okoliczne w których bywamy..Wykombinował ze może gdzieś została po zakupach. A potem ja pokierowałam i oszliśmy bardzo daleko tam dokąd Dakusia nigdy nie chodziła. Nie chciałam żeby wciaż szukał zapachu. Pogadaliśmy sobie , ja poryczałam, ale doszliśmy TAK daleko ze wróciliśmy autobusem. Na nogach nie dałabym rady wrócic a i Rexik był zmeczony.. Teraz trzeba zacząć żyć inaczej..... Może jeszcze kiedyś jakaś maleńka Dakotka zechce z nami być... Tylko BŁAGAM, nie podsyłajcie mi w hurtowych ilościach.... Ja nigdy nie wybieram. To nie targowisko. One od zawsze jakoś tak SAME nas znajdują. Tym razem Dakotka o to zadba. I niech tak zostanie
  6. Byłam w aptece... Znowu włożyji czekoladę do torby... W domu nikt nie poczuł.... Nie ma mojej Dakuni... Mój radarek czekoladkowy... moje słonko zgasło...
  7. Tak boli... takie malutkie ciałko zostawiło po sobie tyle pustki....
  8. Dakotka zasnęła.... Tak mocno ją tuliłam ale ona już nie chciała ze mną zostac..
  9. No to zaczynam sie zbierać do wyjścia.... Jadę wysłuchać wyroku. NA SIEBIE. Już ryczę na zapas i na wszelki wypadek :-(
  10. Dawno nie byłam TAK cholernie szczęśliwa :multi::Dog_run::happy1::klacz::laola::cunao::Cool!::angel::modla::sweetCyb: Babulka przyszła do kuchni i poprosiła o jedzonko !!!!! 4 dni nic nie jadła... Niewiele się zmieściło kurczaczka... Ale troszkę sie w brzusiu zmieściło ! Na tyle ze wreszcie mogałm jej podać wszystkie lekarstwa...
  11. Wiem i rozumiem wszystko co się się dzieje. W cuda to już napewno nie wierzę. Staram się tylko widzieć "szklankę w połowie pełną" Rozumiem, śmierć nadchodzi... tyle ze pojąć nie mogę.. Ale jedno wiem - Jeśli Dakota wyjdzie z tego ogromnego stanu zagrozenia, to nie odmówie sobie przyjemności "zjechania" sobotniego weta......
  12. Wczoraj przy ostatniej kroplówce Dakunia warknęła na Czotka. Nie pasowało jej że za blisko podszedł :-) Potem się zdrzemnęła i ok 1-szej przyszła do mnie do kuchni _sama zeszła z kanapy !!!! ) i zamerdała ogonkiem. Jeszcze nie chce jeśc ale zaczęła i nteresować się jedzeniem - wącha. A ok. 3 obudziłą mnie jakaś "aromatyzowana" lampeczka. Jesli któraś ciocia zgadła co to, to Dakunia specjalnie dla Niej zamerdz ogonkiem.... Moja princessa SAMA wspięła się przednimi łapusiami na kanapę i chuchała mi prosto w nos - pomóż mi wejść !!! Żaróweczka ? To Dakutkowe oczko :)
  13. Rexik wrócił ze spacerku... Idziemy do wyrka. Jutro sądny dzień. Zapewne nici będą ze spania.... już mnie nerrrrwy trzepią...
  14. Zaczynamy kolejną kroplówkę... Moze jeszcze coś naklikamy za ok. godzinke.....
  15. Co ja mam robić... Zostawić ją..... niechybna szybka śmierć. operacja -szanse pół na pół...
  16. I znowu radość mocno na wyrost..... Leukocyty 25ooo............... Jutro usg i nie wykluczone że OPERACJA... zależy jakie będzie usg Już mi szczęka lata....
  17. Elu masz racje (jak ja się boję to napisać...) chyba leki zadziałałały nareszcie... Niewielka ale wyraźnie widoczna poprawa....
  18. Ale huśtawka.......... Teraz całkiem ładnie i o wiele lepiej poszła sobie OKRUSZYNKA do michy z wodą.... Zaczynamy następną kroplówke.....
  19. Do tego wszystkiego jeszcze na kolanie po wczorajszym upadku zrobiła mi sie jakaś żelowa gula... Aha... doc powiedział wczoraj że Dakuni zapach wskazuje na wysoki mocznik.... Ale ONA tak pachie od pierwszego dnia jak do nas przyjechała.... Nie raz pisałam na forum że fiołkami ani konwalią to ona nie pachnie... A może ja sie aż tak przyzwyczaiłam do tego zapaszku że nie zauważyłam zmiany... Jak bym na to nie spojrzała to i tak wszystko MOJA WINA...
  20. Po kroplówce.... Taka słabiutka... Coraz bardziej sie boje....:placz::placz::placz: Gdzieś COŚ zrobiłam NIE TAK..
  21. Wczoraj byłą jakas awaria Niby mieliśmy prąd ale po osiedlu biegało wielu panów z energetyki i nie było netu. A ja i tak nie byłam w stanie już nawet ruszać rękami... Pokrótce. Postaram sie spokojne opisać jak to wygląda do dziś. W sobote właściwie nie pozostawiono mi żadnej nadziei. Byłam okropnie zła mna siebie że COŚ przeoczyłam, zaniedbałam, Analizowałam w głowie każdą chwilę... W czwartek Dakunia jakoś osłabła, mniej jadła. Nasz Doc miał dyżur w pobliżu, ale NAPRAWDĘ nie było powodu. Byłąacieczka. "Kwiatki" na poscieli miały kolor nie budzacy wątpliwosci.Cieczka + staruszka - zestaw taki ze przejściowe osłabienie i brak apetytu nie są niczym nadzwyczajnym. W piątek zaczęła BARDZO sztywno chodzić na tylnych łapkach. W sobotę rano było widać ze jest gorzej to wykombinowałam ze pojedziemy do weta ale daleko, na drugi koniec miasta. Godzina drogi. Weszłam pod prysznic ale co chwila zerkałam na laleczke. No i zaczęła się mocno chwiać... Wyskoczyłam jak opętana i z mokrymi włosami, Dakunie pod pache i rajd taxi po czynnych gabinetach, oczywiście tych najblizej. Dakunia lała cię przez ręce i chwilami traciął przytomnosc... Czułam że tam dokąd chciałam jechać, mogę NIE ZDĄŻYĆ. Sobotnią "diagnozę" znacie... Po poł. było troszeczkę lepiej i ja sie chwytałam wtedy tego mocno... I odliczałam... W poniedziałek NASZ kochany doc ma dyżur od 20.... Wyjdziemy z domku o 19 to akurat dojedziemy. Musimy wytrwać. W niedzielę do południa jako tako, ale obiecana poprawa nie nastepowała. W głowie huczało mi odmieniane na wszystkie możliwe sposoby przez sobotniego weta jedno słowo EUTANAZJA. Ryczałam bez tłumika. Wysłałam maila do naszego doc. Opisałam wszystko i dodatkowo sms żeby odebrał szybko... Odezwał sie natychmiast. Jak się umówiliśmy to już wiecie - pisałam. Dreptałam pod przychodnią z Dakusią na rękach. Nie siedziałam w poczekalni bo było kilka psów a ja nie chciałam Dakusi stresować.. Dojście do przychodni nie ma poboczy... Wjeżdżało duże auto. Takie co wozi "zdrową wodę". Mimo ze weszłam na krawężnik trawnika to dziad tak podjechał że z Dakunią na rekach przewróciąłm sie....Na szczęście na trawnik. Nie miałąm siły faceta zjechać... Interesowało mnie tylko czy Babuni nic sie nie stało... Na szczęscie właśnie przyszedł nasz doktorek i wszystko skupiło się na NIEJ. Natychmiast wypatrzył ropę pod ogonkiem... Tamten mierzył jej temp. ale tego nie widział...?!?... Utoczył wampir jedem BABUNI krewki do badań. (tamten nawet sie nie zająknął taką propozycją) Dostałą 3 zastrzyki i kroplówke STEROFUNIDIN Dakusia ma załozony wenflon i mamunia podaje dziewczynce nastepne kroplówki i zastrzyki. Wczoraj podałam jej dwie dziś będą trzy - rano, południe, wieczór i jutro rano. Wtedy będą wyniki i zapadnie decyzja czy jest szansa i czy można zaryzykować operacje. Jakby tego było mała przyplątał sie w niedzielę paskudny ropny katar. Dakusia nie umie oddychać pycholkiem... Zatyka ją. Wydzielina jest na tyle gęsta że nie daje się odessać. Na szczęście uchował mi się jeden nie złamany paznokieć to mam czym dłubać w Dakuniowym niosku.... Pozwala sobie to robić bo wie że jej ulży. Dziś w nocy były wykopaliska az 3 razy... Ropsko pokazało się też w tym uszkodzonym oczku.... To samo miała Zoreczka. Ale oczka cały czas od dawna przemywamy świetlikiem. Każda kroplówka to godzinka... Dakunia przytulona, łebunio trzyma mi na ramieniu. Jest spokojna. Z tym nie ma problemów. Zastrzyki - już gorzej ;-) Wogóle cały czas wisi na mnie moje kochane winogronko ;-) Cały czas była przytulakiem, ale teraz to już nawet nie zaśnie jak się na mnie nie uwiesi. Nie wystarcza samo przytulenie. No to kompletnie nic nie robię tylko noszę Dakusię. Kiedy z NIĄ siadam to na drugim ramieniu wiesza sie Febe... Wyrzucam sobie i bardzo jestem na siebie zła że nie zauważyłam tego cholernego ropska ... Przeciez JĄ obmywałam... Ale do tego to przyczynił sie Rexio... Teraz mogłąm aż tyle napisać bo Dakusie dopieszcza Staś... Muszę Go już zwolnić bo nawet jeszcze się nie miał kiedy umyć...
  22. Prosimy i kciuki i dobre fluidy. Za 3 chyba dni decyzja.... Ale nie mogę tracic nadziei. Babunia Dakunia jest z nami DOPIERO 235 dni.... króciutko, bardzo króciutko, o wiele, wiele za krótko. Trzeba zrobić WSZYSTKO co tylko jest możliwe zeby jeszcze od nas nie odeszła...
  23. Ale jestem zmęczona... Tego jeszcze nie było, zasnęłam siedząc z kubkiem kawy. Kawowa rzeczka popłyneła po podłodze...
  24. Jesteśmy....Obie jesteśmy. Jeszcze mojej dziewczynce świeci malutkie światełko.... W sobotę to ja byłam u weta ale nie u lekarza tylko jakiegoś zboka który czerpie przyjemność i satysfakcję z eutanazji.... Odmienił to przez wszystkie przypadki. Ale pod ogonek nie zajrzał. Mamty ropomacicze...:-( ale nasz kochany doktor Grześ wcala nam nadziei nie odbierał. Obie sie z tego powodu czujemy lepiej. Pobrał Dakuni krewkę do badań. Była kroplówka i dziś mamcia zrobi jeszcze 2. I jutro cztery. Mamy zastrzyki na 3 dni i wyniki krewki zdecydują.... Nie jest wykluczona operacja. Podniósł mnie troche na duchu, Dakotka bardziej ruchliwa. Matka bierze sie za bazarki bo...... Acha... Zaraz po wejści do mieszkania Dakusia poszła na balkon i usadiła dużą czarną smolistą qpke.... Ale bez paniki - Po takiej ilości leków...
  25. Cała się trzęsę. Wychodzimy.... Może uda Mu sie i będzie ciut wcześniej......
×
×
  • Create New...