Jump to content
Dogomania

Isiak

Members
  • Posts

    11533
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    6

Everything posted by Isiak

  1. U mnie jest taka sytuacja, że pies co prawda nie jest w domu sam, bo jest z nim mama, ale ona nie wychodzi z domu. Pracuje na cały etat, ale na szczęście bliziutko domu - 7-8 minut, jak dobrze nogi wyciągnąć :lol: Tak więc sądzę, że nawet, jak będę sama, to pies będzie mógł siedzieć te 8 godzin i 15 minut sam. Obecnie codziennie o 12 w południe, jak ja jestem w pracy, wychodzi z nim na krótki spacerek sąsiadka - starsza pani, która bardzo kocha koty i psy, ale sama nie ma żadnego zwierzaka. Moja sunia ją uwielbia - zawsze czeka już na swoją "ciocię", i chętnie też chadza do jej mieszkania z wizytą przy każdej możliwej okazji - ma tam nawet swój kocyk na kanapie :lol:
  2. [quote name='kofee'] Też mam koleżankę, która od 6 lat po śmierci swojej suni nie chce innego psa, bo pamięta tylko koszmar związany z jej odejściem. Myślę, że to dla tej koleżanki źle, że nowy pies wniósłby wiele dobrego w jej życie. Ale już jej nawet nie przekonuję. [/quote] Straciłam już kilka psów, w różnych okolicznościach. Za każdym razem jest to straszne. Ale zaraz biorę następnego. Czy to świadczy o tym, że jestem nieczuła? Niektórzy tak mogą to odbierać. Każdy pies jest inny, wyjątkowy i najukochańszy. To, że mam następnego, wcale nie znaczy, że poprzednie wyrzuciłam z pamięci. Kocham je nadal i będę kochać. Ale moje życie od niemowlaka zawsze toczyło się wśród psów. Dla mnie dom bez psa nie jest prawdziwym domem. Potrzebuję psiego towarzystwa bardziej niż ludzkiego. I potworną pustkę po odejściu psa może tylko zapełnić drugi pies. Tak czuję, taka jestem.
  3. [quote name='Nor(a)']Lepiej tak niż ma się potem pozbyć/wyrzucić psa który się już przywiązał. Nic na siłę. Bardziej to odpowiedzialne jak dla mnie niż branie bez zastanowienia i całkowitego przekonania o słusznośco decyzji,[/quote] No tak, to prawda... Chyba poniosły mnie emocje... Po prostu te osoby wcześniej wypowiadały się, że chcą psa, i to takiego tylko do kochania... Może dlatego poczułam się rozczarowana, kiedy w konkretnej sytuacji usłyszałam: mnie się nie chce. Ale to prawda, decyzja o wzięciu psa MUSI byc przemyślana i odpowiedzialna. To decyzja na kilkanaście lat. Nie ma sensu upychać na siłę zwierzaków u kogoś, kto tak do końca nie jest przekonany. To zawsze jest ryzyko, że może się nieciekawie dla psa skończyć.
  4. [quote name='Sara']Ktoś może był tak przywiązany do swojego psa że zwyczajnie nie jest w stanie innego przygarnąć, to jest egoizm ? Egoizmem jest chęć posiadania wymarzonego psa , a nie pierwszego lepszego z ulicy ? A może kogoś nie stać na utrzymanie znowu chorującego psa ? To też egoizm ? Gdyby nikt nie kupował rasowych psów wszędzie byłyby kundle. A przecież dążymy do tego żeby kundelków było jak najmniej i żeby miały jak najlepsze warunki !Procent wyrzucanych psów rasowych w stosunku do kundelków jest niewielki.quote] Saro, uwierz mi, akurat te osoby, które miałam na myśli, naprawdę zrobiły sie wygodne. Jedna z nich straciła collie, tricolora, wiele lat chorował. Był do adopcji identyczny collie, 1,5 roczny, spokojny, posłuszny. Bez rodowodu, bo znaleziony w lesie przywiązany do drzewa. Ale koleżanka, mimo, że bardzo ją kusiło, zrezygnowała z powodu - "nie chce mi się już wychodzić na spacery, nie chcę być uwiązana w domu". No cóż... Inna miała kundla, mix spaniela... Też już się jej nie chce... Trudno. A co do kundli ogólnie - zgadzam się z Tobą, jestem całym sercem za ograniczeniem ich liczebności, ale przez ograniczenie liczby miotów, a nie usypianie zdrowych fizycznie i psychicznie psów, których jedynym nieszczęsciem było trafić na nieodpowiedzialnego właściciela. I NIENAWIDZĘ PSEUDOHODOWCÓW TZW. RASOWYCH BEZ RODOWODU!!! Na zachodzie są organizacje, które wybierają odpowiednie dla swoich celów psy ze schronisk i szkolą je np. na tzw. assistance dog (nie wiem, czy dobrze napisałam), psy-pomocników osób niepełnosprawnych. W ten sposób pomagają i psom, i ludziom. Czy u nas jest może coś takiego? Brak właśnie edukacji społeczeństwa, brak wartości wynoszonych z rodzinnego domu... Nie muszę szukać daleko, wystarczy rozejrzeć się w pracy, jaki stosunek do psów mają ludzie. Nie twierdzę, że wszyscy muszą je kochać, ale czy muszą być bierni i obojętni, kiedy widzą, że dzieje im się krzywda? To mnie boli najbardziej, ta znieczulica. I może jestem trochę nawiedzona... zawsze taka byłam i chyba taka umrę :-(
  5. Właśnie, i to mnie też wkurza! Mam koleżanki, które straciły swoje psy (ze starości) i wiem, że u nich pies miałby sie naprawde dobrze. Często im podsuwam fotki nieszczęśliwych psiaków do adopcji, ale zawsze słyszę to samo: eeee, to juz nie będzie mój pies, takiego już nie będę mieć... tyle przeszłam z moim jak chorował, już nie chcę tego przeżywać itp. Z czystego egoizmu i wygodnictwa odmawiają szansy na dobre życie biedactwom! :mad:
  6. Też tak sądzę, że kiedyś napewno! Kilka lat temu ktoś podrzucił meleńkiego szczeniaczka na klatkę schodową naszego bloku. To była mlutka, puszysta biała kulka, sunia, miała może z 5-6 tygodni. To był styczeń, zima. Szczeniak płakał strasznie na klatce, echo się niosło, nikt z lokatorów nosa nie wyściubił. Ja najpierw myślałam, że to dzieciaki znowu tam kwiczą, ale nie dało mi to spokoju i zeszłam na dół. No i co? Łzy mi napłynęły do oczu (zawsze ryczę, jak się wkurzę, taki głupi odruch), malutką na ręce i do domu. I wtedy wszystkie drzwi po kolei się otwierały i padały pytania, co z tym psem zrobię. Chyba ludzie stali pod drzwiami i czekali co będzie, wiedzieli o tym malcu!!!! I nikt wcześniej nie zareagował!!! Wściekłam się jeszcze bardziej, powiedziałam im, że psa zjem, i poszłam. Mieliśmy wtedy dwie nasze seterki. Malucha nakarmiliśmy, i jeszcze tego samego wieczora znalazłam mu (a właściwie jej) dom. Wyrosła na śliczną, szpicopodobną sunię i jest szczęśliwa do dziś.
  7. Kiedyś też miałam dwa psy... ale jakoś wtedy miałam więcej czasu. Mama była jeszcze sprawna, zajmowała się domem, czasem zakupy zrobiła... Teraz na mojej głowie cały dom, praca, mama, która od 3 lat nie wychodzi już z domu, kilka razy tygodniowo miewa ataki przyspieszonego pulsu nawet 160 lub arytmii, codzienne dwukrotne mierzenie ciśnienia, dawkowanie leków, lekarz na każde zawołanie... Mama nie zgadza się na drugiego psa w domu (mieszkanko mamy 38 m2). Byłoby bez problemu, gdyby mogła też z tymi psami wychodzić. A tak, to w południe moją sunię wyprowadza sąsiadka, też starsza, schorowana kobieta. Wszystko przez to, że mama nauczyła moją sukę wychodzić na dwór w południe. Na nic zdało się tłumaczenie, żeby jej tak nie przyzwyczajać, że wystarczy, jak wyjdę rano i potem jak wrócę z pracy (pracuję blisko domu). Teraz pies jest tak nauczony i kropka. A z drugim to już sąsiadka by nie wychodziła :shake:
  8. Tak przeglądam i przeglądam to forum, czytam i czytam, i beczeć mi sie chce. Tyle stworzeń czeka na pomoc! I czuję sie taka bezsilna wobec tego ogromu smutku i nieszczęść. Sama mam psa rasowego, i odczuwam coś w rodzaju kaca moralnego, że zamiast pomóc jakiemuś psiakowi i dać mu kochający dom, kupiłam rasowca. Chyba po raz ostatni w życiu... Nie umiem sobie poradzić sama z sobą :-( chyba wpadnę w depresję... Adoptowałam na odległośc sunię z chorzowskiego schroniska... ale to wcale nie uspokoiło mojego sumienia.
  9. Coś makabrycznego! Ale to było do przewidzenia, że prędzej czy później takie idiotyczne zwyczaje jak sprzedaż szczeniąt i kociąt w sklepach z zachodu do nas przyjdą. Na szczęście w moim mieście tego nie ma, wiszą tylko ogłoszenia o szczeniętach. Jeden gość próbował sprzedawać szczeniaki w swoim sklepie zoologicznym, w tym celu skupował różne bidulki pod wystawami psów (oczywiście wszystkie "rasowe bez rodowodów"). Ale ciężko mu chyba ta sprzedaż szła, bo zrezygnował, a w końcu w ogóle zamknął sklep. Kiedyś została mu nie sprzedana "nowofundlandka" - powiedzmy :shake: Wymyślił cwaniak, że ją pokryje i szczeniaki sprzeda. Na wystawie psów umówił się z jakimś właścicielem niufa na krycie. Jak zajechał do niego z sunią, to tamten wyrzucił go na zbity pysk, jak zobaczył w jakim stanie jest suka - mała, niewyrośnięta, niedożywiona i z krzywicą tylnych nóg, przez co z trudem chodziła. Jak się położyła na gładkiej podłodze, to sama bez pomocy nie umiała wstać. Facet oszczędzał na jedzeniu i witaminach, bo liczył, że szczeniak "jutro się sprzeda". A nie sprzedał się i wyrosło takie biedactwo... To chyba dopiero mój drugi post na tym forum... Na razie tylko czytam i beczę z bezsilności i przerażenia tym ogromem zła i nieszczęść :-(
×
×
  • Create New...