Akirka86
Members-
Posts
344 -
Joined
-
Last visited
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by Akirka86
-
Pies w komunikacji zawsze w kagańcu. Bez względu na wagę i rasę
Akirka86 replied to Cybulka's topic in Podróże i wypoczynek
Jak dla mnie nawet głupia szczepionka jest bolesna, a na widok igły do pobierania krwi robi mi się słabo. Dla każdego ból ma inny próg, a ja z igłami sobie nie radzę... -
Pies w komunikacji zawsze w kagańcu. Bez względu na wagę i rasę
Akirka86 replied to Cybulka's topic in Podróże i wypoczynek
Ja wezwałam wtedy policję, bo odmówiono mi pokazania zaświadczenia o wściekliźnie. Rana krwawiąca na ścięgnie achillesa, do lekarza z tym po antybiotyk trzeba iść, a lekarz jak nic zaświadczenia zażąda. Jak potem znaleźć takiego psa i dochodzić tego zaświadczenia? A jak pies nieustalony to zastrzyki przeciw wściekliźnie. Raz że bolą, a dwa są niebezpieczne dla zdrowia. Z jakiej racji ja mam ponosić konsekwencje tego, że ktoś ma przerośnięte ego? -
Jest prosty choć wyjątkowo uciążliwy sposób. Zmierzyć dobową ilość oddawanego moczu. Jeśli mieści się w normach to i picie powinno się mieścić w normach (jest to dość duże uogólnienie ale nie ma tu słowa o jakichkolwiek niepokojących objawach). Niestety dla właściciela oznacza to spędzenie spacerów w ciągu całego jednego dnia latając jak wariat ze słoiczkiem za psem i zbierając mocz... Kilka dni wcześniej trzeba by odpuścić sztuczne dopajanie, żeby rezultat był wiarygodny. Może to nie najwygodniejsze rozwiązanie, ale jakieś zawsze
-
A nie dostała przy okazji sterydu jako środka przeciwzapalnego? Po nim psy sikają dużo. O enroxilu producent nic nie wspomina, żeby działał moczopędnie. Gryf ma rację, psu potrzebne są dodatkowe badania. Jeśli to jest sunia niesterylizowana to jeszcze na macicę trzeba by zerknąć, bo takie picie to pierwszy sygnał przy ropomaciczu
-
Anemia autohemolityczna - czy ktoś miał z tym styczność?
Akirka86 replied to Mary&Jożin's topic in Hematologia
Ktoś już chyba o tym wspominał tutaj, ale trudno, powtórzę po kimś. Moja wetka zajmuje się dermatologią, ma dużo przypadków autoagresywnych, alergii itp. Jeśli już musi sięgać po sterydy to zawsze stosuje encortolon. W/g niej osiąga tę samą skuteczność przy 5-10krotnie niższej dawce. Co za tym idzie o wiele mniejsze skutki uboczne. Wiem, bo moja bierze i o ile kiedyś kazałam wycofać leki, bo pies nie był w stanie pokonać trasy 5km to teraz na encortolonie biegamy spokojnie i chodzimy na 10-15km spacery. A to wszystko dzięki niskiej dawce, która nie jest osiągalna na encortonie. Może przy Twoim schorzeniu nie da się tak ściągnąć dawki jak u mnie, ale może da się zejść niżej niż z encortonem. Poza tym encortolon jest mniej obciążający dla wątroby. -
Moja pierwsza książka o pracy z psem to Fisher. Lata temu z polecenia weterynarza mojej pierwszej suni. Potem pojawił się mój pies, a z czasem stadko kłopotów. Szukałam czegoś, co miałoby w sobie mniej kija a więcej marchewki. Ponad rok temu ktoś mi polecił właśnie Fennell. Byłam zafascynowana tym jak to można psa uszczęśliwić zdejmując z jego barków obowiązki opiekuna stada itd. Styl pisania był dla mnie na tyle koszmarny, że musiałam wziąć kartkę i długopis i wynotować cenne informacje spomiędzy bełkotliwego ja, moja, ja... Ktoś mówił o kartce a4, półtorej dokładnie. Po tygodniu pies zmienił się nie do poznania. Sprawiał wrażenie odstresowanego, swobodniejszego jakby bardziej szczęśliwego. Z czasem przestałam być tak skrupulatna i szukałam innych rozwiązań, bo wiele z jej zaleceń było dla mnie uciążliwych, część była nierealna (brak wspominanego już ogródka). Ostatecznie niewiele zostało z tego, co Fennell zaordynowała i prawdopodobnie dzięki temu nie zrobiłam psu prania mózgu. W chwili obecnej jestem tej autorce wdzięczna za jedną rzecz. Uświadomiła mi, że jeśli z psem mam jakiś problem, to przyczyna tego problemu z reguły nie jest bezpośrednio z nim związana, tkwi gdzieś głębiej i bierze się z zaburzenia mojej z psem relacji (dziś wiem, że to nie musi znaczyć, że za mało dominuję nad psem). Czego mi najbardziej brakowało w jej książkach? Zachowań zastępczych. Tego psu nie wolno, tego też nie, tamtego też nie powinien robić i w końcu człowiek zadaje sobie pytanie, co właściwie pies ma robić? Pani Fennell nie daje psu żadnej alternatywy, jeśli nie wolno mu skakać na gości, to może warto psa nauczyć przynosić kapcie zamiast tego? Nie, pies ma siedzieć i czekać. Z czasem dochodzi się do wniosku że to wyjątkowo wygodna metoda dla nas, głownym zadaniem psa jest siedzieć w legowisku i czekać aż coś będziemy od niego chcieli, sam nie może wykazać się w niczym inicjatywą, bo to znaczy, że dominuje. Życie psa według tej książki jest bardzo nudne...
-
A ta pani z salonu cięła pazurki w Twojej obecności? Pies jak się zorientuje, że pancia się stresuje, sam ulega czasem panice. Ja obcinam pazury swojemu psu, obydwu u rodziców i jeszcze u brata. I właśnie z tym psem był problem. Mój brat bał się pazurków, bo wiedział jaki będzie teatrzyk. Psu pazurów nikt nie dawał rady obciąć, wizyta u weta też zakończyła się fiaskiem. Z psem radzę sobie ja. Pod jednym warunkiem - mój brat wychodzi z domu. Pies przy nim histeryzuje (bratowa może siedzieć w fotelu obok i pies jest spokojny), a gdy zostajemy same, wystarczy krótkie nie, gdy próbuje pisków i jest spokój. Może w Twoim przypadku też by to poskutkowało? Może podchodzisz do tego zbyt emocjonalnie i pies boi się nie pazurków, ale tego, że Ty się boisz? Sama piszesz, że póki nie sięgasz po obcinaczkę to nie ma sprawy, może pies wyczuwa w Tobie zmianę nastawienia i panikuje? Oczywiście takie rozwiązanie wymaga osoby, co do której masz pewność, że nie uderzy psa, żeby się uspokoił. I jeszcze jedno. Może warto zmienić obcinaczkę na jakąś o innym wyglądzie? Może pies powiązał lęk z przedmiotem? Taka luźna myśl...
-
Pies w komunikacji zawsze w kagańcu. Bez względu na wagę i rasę
Akirka86 replied to Cybulka's topic in Podróże i wypoczynek
Dziwię się, że nikt nie wspomniał o jednej, według mnie zasadniczej kwestii. Autobus jest własnością przewoźnika. Nie ważne czy państwowego czy prywatnego czy samorządowego. Jest czyjąś własnością. I taki właściciel ma prawo sobie czegoś życzyć jeśli chcesz wsiąść do jego autobusu. Mój chłopak nie pozwala w swoim samochodzie jeść hamburgerów itp żeby sosem nie napaćkać. Kto inny nie pozwala u siebie w aucie palić. A przewoźnik nie pozwala w swoim autobusie na jazdę psa bez kagańca. A dlaczego? Bo jeśli w regulaminie przewozu nie ma nic o kagańcu to ugryziony ma prawo dochodzić odszkodowania od przewoźnika za niezapewnienie dostatecznych środków bezpieczeństwa. Podobnie jak w przypadku zranień o elementy wyposażenia. Stąd przepis. I słuszny zresztą, bo pies to tylko pies i w przypadku większości pogryzień właściciel jest zaskoczony bardziej niż ten ugryziony. Za bardzo ufamy naszym podopiecznym. Całość sprawy sprowadza się do tego, że jest właściciel autobusu i ten właściciel nie życzy sobie psa bez kagańca w swoim pojeździe. Jak komuś to nie pasuje, to niech nie wsiada. Jeśli nie potrafi (a raczej nie chce) znaleźć psu odpowiedniego kagańca to jego problem. Ma psa, niech sobie radzi. Byłam dwukrotnie ugryziona przez psa - raz to był tyci ratlerek, drugi raz tyci joreczek. W obu przypadkach właściciela bawiła sytuacja, bo to przecież takie zabawne, że jego piesek jest takim zakapiorem i to tylko mały piesek. W obu przypadkach skończyło się z tego właśnie powodu policją, wysokim mandatem i obserwacją, bo pieski były dość zabawnie niezaszczepione na wściekliznę (bo to przecież też głupi przepis dla tych co to mają duże psy albo kundle). Większość właścicieli małych piesków (nie wszyscy zaznaczam) uważa, że ich piesków nic nie dotyczy bo wzięcie pieska na ręce wszystko załatwia. A w autobusie, na stojąco to załatwia tylko tyle, że pies jest na wysokości czyjejś twarzy, którą może oszpecić. Mój pies regularnie pokonuje pociągiem 8-godzinną podróż. Robi to w kagańcu, który zdejmuję mu na chwilę kilka razy po to, żeby dać mu pić. Trudno. Wszystkim, którym nie podoba się zakładanie kagańca w autobusie polecam zakup auta. -
Dokładnie tak - oby alarm był fałszywy. Tych ludzi na pewno będzie trzeba dopilnować ze sterylizacją, bo będą sie wymigiwać jak teraz. Nie da się poznać kogoś w trakcie kilku spotkań, bardzo łatwo udawać kogoś odpowiedzialnego i poukładanego, a potem wychodzi szydło z worka, więc nie zadręczaj się. To nie jest Twoja wina, że dałaś się zwieść komuś, kto doskonale udawał. Trzymam kciuki za sprawę i czekam na rozwój sytuacji
-
Taka instrukcja nie powinna być dołączana do psa. Taką instrukcję powinno się dostać na długo przed podjęciem decyzji o psie. Parę razy mi się zdażyło, że mnie ktoś na ulicy zaczepił z pytaniem jak ja to robię, że mój pies tak grzecznie idzie, bo ich to ciągnie i ze smyczy to nawet nie ma możliwości chociaż na chwilę puścić. Chwilę pogadam, że tego to nauczyć trzeba, no i oczywiście pies codziennie ma długi spacer prawie dwie godziny i dwa krótsze po pół godziny. No i co słyszałam. Że nie, bo oni to pracują i skąd czas wziąć itd. I się okazuje, że taki seter, bokser, jack russel wychodzi trzy razy dziennie po kwadransie i właściciel się dziwi, że pies chce wścieku tyłka dostać jak już złapie chwilę na dworze.
-
O tym wchłanianiu to taki mój domysł. W jakiś sposób te 10% musi organizm opuszczać, bo to za dużo na kumulowanie się. Byłaby zalecana przerwa w stosowaniu. Tak duża wartość by nie umknęła uwadze w rejestracji
-
O ile zrozumiałam to Tyśka dopiero co dostała informację, że suka nie została upilnowana, więc te 20 dni jeszcze nie upłynęło. Poza tym sunia ma być sterylizowana potem. Koszty owszem są wysokie, ale jest to sposób na podejście do ludzi. Jak pogadają z wetem to może on ich przekona że lepsza aborcja. Teżp uważam że sunie powinno się wysterylizować i już. To młoda sunia, a w okolicy same duże psy, komplikacje porodowe mogą okazać się dużo większe. Decyzję podejmie i tak wet po zbadaniu psa, ale przynajmniej by się już u niego znaleźli. To opcja, która mogłaby przestawić tok myślenia tych ludzi na to, żeby jednak nie dopuścić do oszczenienia.
-
Nie ma tak, że organizm nie jest w stanie w ogóle zmetabolizować substancji. Pewnie jakiś minimalny odsetek jest metabolizowany do innych związków chemicznych. No i jeszcze trzeba przyjąć że jakiś procent nie zdoła się po prostu wchłonąć. Jeśli liczą procent z dawki podanej a nie wchłoniętej to kilka procent trzeba tu odliczyć. Kolejna sprawa, że skoro kleszcz ma już kontakt z substancją w trakcie wkręcania się to znaczy, że wysyceniu ulega także skóra, a stamtąd organizm pozbędzie się substancji poprzez jej złuszczenie. No i nie zapominajmy, że odrobinkę upić mogą jeszcze kleszcze, pchły i komary (z tym to żartuję już) ;) Gdyby substancja ulegała kumulacji tak jak liczy filodendron, to producent musiałby zalecać przerwy w stosowaniu (tak jak przy trocoxilu ze względu na wątrobę i żołądek). Może i się kumuluje, ale nie sądzę, żeby tak gwałtownie. Sleepingbyday, przeglądałam ostatnio aneks z charakterystyką bravecto. Rejestracja jest austriacka, produkcja holenderska. Twoja wetka nie pokręciła czegoś z tą Ameryką? Już zgłupiałam kompletnie. Może austriacka rejestracja jest na potrzeby europejskie?
-
Z tymi rasami ozdobnymi to nie do końca bym się zgodziła. Z reguły są małe, w związku z tym jeden krok dużego psa to kilka kroków takiego malucha. Szybciej się męczą, ale dlatego, że muszą się dużo więcej napracować, żeby pokonać taki sam dystans. Poza tym, co smutne, właściciele tych piesków nie angażują je w ruch, a polatach te psiaki zapominają o tym, że jest coś takiego jak bieg i snują się smętnie za właścicielem... Znam mopsa, który trenuje agility ;)
-
A ja odnoszę wrażenie, że to wszystko, co zostało tu napisane można śmiało nazwać kondycją, wydolnością i szybkością regeneracji. Co to znaczy pies aktywny? Taki który potrafi przegonić dwie godziny i po kolejnych dwóch godzinach jest gotowy do akcji? Taki który może szybko się zmęczy, bo pancio nie dba o jego kondycję, ale zawsze chętnie podejmie dowolne zadanie, bo po prostu lubi ruch. Rodzice mają dwa laby. Woda i ogień. Sunia ma biodra jak gruz, ale ją trzeba stopować, żeby nie przesadziła z ruchem. Mlodszy gnaty ma zdrowe, ale po 20 minutach spaceru próbuje wymusić powrót do domu. Starą sunię energia rozpiera, a jemu się nie chce, on lubi wywalić się do góry brzuchem na trawie i chrapać. Mimo to, kondycyjnie przewyższa sukę, potrafi spędzić kilka godzin w ruchu, ale po co, skoro można w tym czasie poleżeć?
-
http://www.nie-taki-pies.pl/profesjonalna-umowa-kupna-sprzedazy-psa-jak-zabezpieczyc-siebie-i-psa/ Tutaj co prawda umowa kupna-sprzedaży, ale w prosty sposób można zmienić na adopcyjną. To na przyszłość, żeby nigdy więcej taka sytuacja Cię nie spotkała. Możesz jeszcze użyć na nich jednego argumentu jeśli mają córkę poniżej 15 lat. Co bo zrobili gdyby to ich córka zaszła w ciążę. Czy to w porządku obarczać odpowiedzialnością za opiekę nad dzieckiem kogoś, kto sam jest jeszcze dzieckiem. Może to do nich przemówi. A jeśli chodzi o przerwanie ciąży - może do zastrzyków byś ich przekonała? Alizin to się chyba nazywa - można w pierwszej połowie ciąży podać. Może to zabieg aborcyjny ich przeraża, a mniej drastyczna metoda spotka się z większą przychylnością?
-
Więc tak. Nie ma w Polsce żadnej podstawy prawnej pozwalającej na sądowy nakaz sterylizacji suki. Właściciele mają czas do sierpnia 2015 na wysterylizowanie suki, a to dłużej niż ciąża u psa. Ponadto w umowie masz zapis o możliwości wejścia na drogę sądową, ale o co chcesz się sądzić? Złamali punkt umowy - jeśli sąd będzie chciał zasądzi rozwiązanie umowy i powrót psa do Ciebie. Jeśli nie - pogrozi im palcem, ewentualnie zasądzi drobne zadośćuczynienie na Twoją korzyść bądź charytatywną. Nie muszę chyba tłumaczyć w jak odległym terminie odbędzie się rozprawa o ile w ogóle nie dojdzie do umorzenia. Pies jeśli wróci do ciebie, będzie potrzebował nowego domu- dorosłym psom trudniej go znaleźć, mie wspominająco tym, że sunia się dotych ludzi przywiązała, bedzie to dla niej trauma. Wejście z policją jest możliwe pod warunkiem, że w umowie jest zapis, że w razie jej nie dotrzymania następuje przepadek psa na Twoją korzyść zeskutkiem natychmiastowym. Bez tego zapisu możesz im nagwizdać. Najrozsądniej będzie posłuchać rady Furie. Zobowiąż ich do przekazania szczeniąt tak by miały umowę adopcyjną. I na przyszłość wprowadź zapis do umowy o sankcjach za rozmnażanie i przepadku psa za niedotrzymanie warunków umowy. Inna sprawa- dobra umowa zawiera jeszcze punkt o poinformowaniu o próbie przekazania własności z Twoim prawem do pierwszeństwa adopcji i nadzoru nad przekazaniem, tak aby pies na zawsze był pod Twoją ochroną. Obecnie jedyne co możesz zrobić to pomóc tym ludziom znaleźć domy dla szczeniaków.
-
Jeśli chodzi o szkodliwość. Przedawkowanie można między bajki włożyć - trzeba by zrobić zapas i niechcący podać wszystko naraz. Przy tej cenie chyba nikt tego nie robi. Mnie martwią inne kwestie: 1. Karcynogenność - pies co prawda żyje krócej i pewne nowotwory nie zdążą się rozwinąć, ale to są bardzo trudne badania ze względu na powszechność innych szkodliwych substancji (czyli trzeba udowodnić, że to dana substancja a nie inna jest odpowiedzialna i jeszcze wykluczyć genetykę). O wielu przypadkach się słyszało, że dopiero po latach udowodniono, że jakiś preparat jest szkodliwy. 2. Wpływ na potomstwo. Nie mówię tu o podawaniu tabletek w ciąży, tylko o tym czy nie wyjdzie po 3-4 pokoleniach jakaś wada genetyczna. My nie myślimy teraz o tym, bo nie planujemy rozmnażać albo kastrowane itp. ale nasze psy żyć wiecznie nie będą i za 20 lat bedziemy przyjmować szczeniaka po psach faszerowanych jakąś chemią (co tu dużo mówić, już takie bierzemy, sami nawet jesteśmy takimi dziećmi...). 3. Wpływ na środowisko. Wszyscy jesteśmy wdzięczni producentowi, że stworzył preparat, którego nie metabolizuje wątroba, który nie jest usuwany przez nerki, dzięki czemu nie obciąża tych narządów. To jednak oznacza, że wraz z kałem substancja w niezmienionej postaci trafia do środowiska. Jaki jest czas degradacji, na jakie organizmy działa w sposób negatywny? Niestety już narobiliśmy dużo złego środowisku, wytruliśmy pszczoły, sporą część ptactwa, nie wspominając już o środowisku wodnym. To są wszystko sprawy odległe i dla osób, które już raz leczyły psa na babesziozę zupełnie nieistotne w porównaniu do ryzyka jakim jest ponowna choroba. Ciężko się odnieść do tego wszystkiego...
-
Erica. Stwierdzam, że czas występowania zachowań budzi wrażenie. Stres jak najbardziej może nasilać objawy, dlatego jestem zdania, że podstawą są badania weterynaryjne. Trzeaa przede wszystkim wykluczyć tło zdrowotne.
-
Z klatką to jest fantastyczny pomysł. Poza tym jeśli przeprowadzisz trening pozostawania samemu to nawet klatka może wtedy nie być potrzebna. Póki co, jeśli nie uda Ci się znaleźć nikogo, kto wyszedłby z psem możesz nauczyć go załatwiania na matę (o ile nie jest zbyt dużych rozmiarów). Nie jestem zwolennikiem kuwet dla psów, ale lepsze to niż żeby pies się męczył i w końcu zasikał podłogę. Naturalnie lepsze byłoby wyjście ze znajomym w połowie dnia, ale to też jest jakieś rozwiązanie. Może niepotrzebnie się martwisz, że pies będzie niszczył?
-
Lucky247, jeśli oczekujesz cudownego rozwiązania, to niestety się rozczarujesz. Nadawanie psu cech ludzkich jest błędem. Pies nie potrafi być wredny, to wymaga daleko idącego planowania i myślenia abstrakcyjnego, do którego pies nie jest zdolny (a jeśli już to w bardzo znikomym stopniu). Niszczenie w domu to dokładnie to samo co obgryzanie paznokci u ludzi. Sama piszesz, że jak nie wyjdziesz to sika w domu, więc wyjść musi, ale taki spacer nie powinien stanowić dla psa atrakcji, powinien załatwić swoje potrzeby i koniec. To, że się zesika w domu nie jest dowodem złośliwości, tylko faktu, że dłużej nie wytrzymał. To z kolei sugeruje, że Twój pies cierpi na poliurię (nadmierna produkcja moczu). Podłoży jest wiele: cukrzyca o której wspomnieliśmy i problemy z układem moczowym, prostata (tutaj nie tyle poliuria co częstomocz). Jednak na podstawie tego, że pies przesypia noc i spokojnie znosi Twoją nieobecność nasuwa się podejrzenie, że tło jest psychiczne (gdyby chodziło o problemy zdrowotne, to objawy występowałyby całą dobę a przynajmniej okres, kiedy nie śpi, czyli Twojej mamie też by sprawiał kłopoty podczas Twojej nieobecności). Mało tego, w momencie kiedy Ty śpisz albo Ciebie nie ma, pies nie wykazuje objawów, co z kolei budzi wrażenie, że jego problemy wiążą się w jakiś sposób z Tobą. Zastanów się czy coś się w Twoim życiu zmieniło w okresie poprzedzającym jego problemy, to może być cokolwiek od nowego chłopaka zaczynając, a na skrzyczeniu psa za coś kończąc. Jeśli oczekujesz jakiegokolwiek rozwiązania, najpierw musisz poznać przyczynę. Najważniejsze to sprawdzić kwestie zdrowotne, bo to pilne kwestie. A jeśli chodzi o psychikę, musisz zastanowić się, co się zmieniło w życiu psa przed tym jak zaczął stwarzać ten problem. Nie zrozum mnie źle, proszę. Absolutnie nie winię Cię za problemy psa, po prostu piszesz, że tylko Tobie sprawia kłopoty więc to nasuwa myśl, że coś związanego z Tobą go niepokoi
-
To się zgadza. Tylko że porównujesz kolarstwo do rowerowego spaceru. A mój kumpel jeździ rowerem na czas na trasach po 100-150km. Ma plan treningowy, odpowiedni sprzęt itd. Jedyne czym się różni od zawodników to właśnie brak udziału w zawodach. Nie widzę innej możliwości jak nazwać go sportowcem. A sportowiec zawodowy to po prostu zawód, zawodnik sportowy to ktoś kto uczestniczy w zawodach. Jest jeszcze coś takiego jak rekreacja. Granice są bardzo płynne, ale uważam, że nie nazywanie intensywnie trenujących psów sportowcami jest trochę nie w porządku.
-
Cavecanem, ja po prostu uważam, że według udziału w zawodach można segregować psy na zawodników sportowych i sportowców amatorskich. Naturalnym jest, że zawody to weryfikacja umiejętności i daje pogląd, np. na wartość hodowlaną danego psa pod względem "linii sportowej" (cudzysłów dlatego, że czasem natura potrafi nas zaskoczyć) czy daje prestiż (o który też w sporcie chodzi). Sport to rywalizacja, ale zamiast walczyć z innymi, można walczyć z własnymi słabościami. Koń wyścigowy, żeby być wyścigowym musi się ścigać - to automatycznie wymusza udział w zawodach, bo to jedyny sposób, żeby mieć z kim się ścigdać. Pewne sporty wymagają przeciwnika, żeby można było je w ogóle uprawiać. Ale takie agility jest sportem nazwijmy to indywidualnym, gdzie nie potrzeba przeciwników. To jest kwestia naszych aspiracji czy chcemy udokumentować osiągnięcia psa czy nie
-
Nie mam psa sportowego, nie trenuję go w żadnej dyscyplinie, ale pozwolę sobie się wtrącić, ponieważ sama byłam swego czasu sportowcem. Sport to uprawianie ćwiczeń. Dzieli się na sport kwalifikowany/wyczynowy, czyli taki w którym sportowiec trenuje w celu uzyskiwania not oraz sport rekreacyjny, który ma na celu doskonalenie umiejętności bez ich weryfikacji. Odpowiednio zatem pierwszy uprawiają zawodnicy sportowi, drugi sportowcy amatorscy (nie mylić z amatorszczyzną, czyli brakiem fachowości). Zatem pies beatrx jest psem sportowym, ale nie można go nazwać zawodnikiem sportowym. To tak jakby weryfikować żołnierza wzgledem tego czy był na wojnie czy nie. Nawiązując jeszcze do predyspozycji - kiedyś uważałam, że pies do sportu musi być odpowiedniej rasy, po odpowiednich rodzicach itd. Dopóki nie poznałam pewnej 10-latki która (ku zażenowaniu ojca) trenuje swojego mopsa w agility. Może nie jest najszybszy, najzwrotniejszy, ale jego zapał jest niesamowity, podobnie jak jego małej właścicielki.
-
Zacznijmy od końca. Nie możesz psu chować wody - to okrucieństwo. Jeśli pije, to znaczy, że ma taką potrzebę. Jedynym odstępstwem są uporczywe wymioty, kiedy wydzielasz psu bardzo małe, ale za to bardzo częste porcje wody. Druga sprawa to pies nie potrafi być wredny - to my określamy w ten sposób zestaw nieporządanych zachowań, których źródła nie rozumiemy, a najczęściej sami jesteśmy wszystkiemu winni. Trzecia sprawa - sama piszesz, że jak z nim nie wyjdziesz, to sika - wniosek, musi wyjść, bo ma potrzebę. Ta potrzeba może wynikać z ekscytacji, na tej samej zasadzie, co nam ślinka cieknie na samą myśl, że w domu czeka już pyszny obiad. W takiej sytuacji powinnaś wyjść z psem, ale na krótki spacer wokół trawnika, zero wąchania, oddalania się, rozglądania, ma się wysikać i do domu. A co najważniejsze - idź z psem do weterynarza. Mocz na badanie osadu czy pies nie ma przypadkiem kryształów albo piasku. Krew na profil nerkowy i cukier. Masz psa w średnim wieku - kontrola prostaty też mu nie zaszkodzi (niezbyt przyjemne, ale szybkie i mało inwazyjne). A jak będziesz miała pewność, że nic mu nie dolega, to bedziesz mogła z czystym sumieniem oduczać go wymuszania spacerów.