No to żeby nie był dniem straconym :)
U Mimisi wszystko bardzo dobre. Wczoraj spotkała się z psowym sąsiadem - takim trochę ONkiem. Oczywiście kazałam sąsiadowi go na początek uwiązać bo się trochę bałam o Mimiśkę, ale to raczej ona go zaczepiała. Uszy do góry, szyjka wyciągnięta podskakiwała przy nim jak pchełka - ale tylko tylnymi łapkami, przednie jakby stały w miejscu. Przekomicznie to wyglądało - następnym razem może uda się nagrać. Przy odprowadzaniu panienki do domu zachowywał się kulturalnie - może się trochę zakolegują. Mimisia po działce chodzi już bez smyczki, jedynie na spacerki i wieczorne siku idzie ściśle ze mną związana. Reaguje jak ją wołamy, ale wole jeszcze nie ryzykować. Facet od bramy chyba zapomniał adresu (!), w paradę weszli mu brukarze i nadal nie ma tej nieszczęsnej bramy. Ale mam nadzieję że będzie w nadchodzącym tygodniu.
Dziś troszkę pogrzmiało - w zasadzie niewiele, popadało sporo i Mimi była trochę wystraszona . Mąż zakochany w niej na zabój -leży sobie z nią, coś tam do niej gada, jednak my dziewczyny trzymamy się razem :)