To jutro to będzie dziś albo jutro. Zaginał kabelek do kompa i kicha. Chyba że go zeżarł Lucek - tak jak schabowego wczoraj z blatu kuchennego na obiad i ptaszka z trawki na kolację:(. Dziad jeden.
Mimi wczoraj coś nie chciała jeśc - ale myślę że to przez upał. Burczało jej w brzuchu jak szlak ale nie i nie. Gotowane nie, puszeczka nie nawet ciasteczka nie. Dokształciłam się w temacie i po kilkunastu minutach jak nie zjadła to chowałam. A potem znowu wyciągałam i znowu chowałam. Ale twarda z niej sztuka. Nie jadła. To chowanie gdy nie zje to nawet dobry pomysł, bo jak znika to myślę sobie że wszystko wcina Lucek (czyli kot)
Dziś rano Mimi zjadła - i leżymy bykiem całą czwórką. Mąż w pracy (wyjątkowo) a ja na dogo. Bo co tu robić w tak upał.
Pokerku mam URLOP :D
Tylko moje dziecię mi przypomniało że oprócz Mimi mam jeszcze ją :o i wyciągnęła mnie na zakupy.