Ludziki kochane, myślę, że już wystarczy - wystarczy tej złości, konfliktów... Mosiek odszedł i wiem, że jest teraz szczęśliwy. Zupełnie inaczej wyglądało to w azylu - Mosiek w kojcu, Mosiek tuptający po niewielkim wybiegu, ale kiedy zobaczyłam go na działce, na dużej przestrzeni...:-( Mosiek cierpiał - upadał, z wielkim wysiłkiem znowu się podnosił, kiedy chciał się załatwić, przewracał się i robił pod siebie:-( Do końca łudziłam się, że to jeszcze nie jego czas. W nocy we śnie przybiegł do mnie na prostych, silnych łapach, z pięknym uśmiechem na pyszczusiu. Następnego dnia pomagałam go pochować - spokojne już, wolne od bólu ciałko - i wtedy dopiero do mnie dotarło, że to była najmądrzejsza decyzja, że on gdzieś tam na nas patrzy z góry i jest nam wdzięczny. Myślę też, że pies, który nie zaznał miłości, pies, którego nikt nigdy nawet nie pogłaskał, był wdzięczny za ten czas w azylu - czas spędzony za kratami, ale jednocześnie czas, w którym ktoś się nim wreszcie zajmował, ktoś o niego walczył i zawsze miał dla niego dobre słowo. Odszedł jako - nasz Mosiek, nasz kochany.
Mosiu [']