Ja też w ostatnich latach żegnałam wiele razy.I ludzi i moje zwierzęta.
Ale z jednego jestem cieszę się nad życie.
Ze wszycy odchodzili na moich rekcha.Ze przy pożegnaniu mówiłam, śpiewałam, płakalam ale tez mówiłam żeby się nie bali, że tam jest dobrze i że za jakiś czas się spotkamy.
To , że przeprowadziłam zwierzęta za TM a ludzi do nieba -to dało mi jakiś wewnętrzny spokój(mimo rozpaczy, tęsknoty i żalu).Wiem, że dałam im coś niesamowitego.Nie odchodzili sami, nie czuli się samotni....
A teraz dzień za dniem nadchodzi wiosna....
Czy chcemy czy nie....