-
Posts
28422 -
Joined
-
Last visited
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by szajbus
-
-
-
Dziękuję za pamięć Radku.
-
Radku tacy są lekarze. Zawsze zrzucają winę na papierosy, albo na inne nałogi. A robili posiew z rany? Założę się, że nie. A może przyczyna jest inna i w szpitalu do rany dostała się bakteria? Oni zawsze idą na skróty i wiem to z doświadczenia. Ciekawe na co by zrzucili winę gdyby rana się nie goiła a mama by nie paliła. Znam masę ludzi palących i to w różnym wieku, na których wszystko goi się jak na przysłowiowym psiaku. Znam tez takich, którzy nigdy nie pili, nie palili, a nawet ukąszenie komara kończy się straszną opuchlizną. Niech przestaną gadać bzdury tylko zrobią posiew z rany. Mojej śp. mamie w szpitalu przez niewymieniany i niepłukany cewnik dostały się do pęcherza bakterie, ale winnego nie było. Co powiedzieli? Taka mamy uroda. Do śmierci mama miała nawroty zakażeń pęcherza i co rusz trzeba było wprowadzać do leczenia kierunkowy antybiotyk. Sąsiadki córce w szpitalu po operacji do rany pooperacyjnej dostał się gronkowiec. I co? Jak nie zlecą badań, to może prywatnie zróbcie wymaz z rany z posiewem. Cuchnie mi tu bakterią, a nie nikotyną.
-
Jak widać niektórym się nie śpieszy. Pięknie i kolorowo to jest zawsze w telewizji. Tyle się mówi o wczesnym wykrywaniu raka, a przecież histopatologia to podstawa. Rozumiem, że nie wszystko da się przyspieszyć, że pobiera się wycinki, odpowiednio zabezpiecza, wysyła do laboratorium. No niech to z podróżą trwa ok 2 dni. Potem z nich się robi preparaty, a trwa ok 3 dni. Następnie bada się pod mikroskopem plasterek po plasterku. Jednym słowem mamy tydzień i tyle to powinno trwać. Jednak norma jest, że na wyniki czekamy ok 2 tygodni. Jak się okazuje często i to jest za mało. Guzik ich obchodzi, czas i czyjeś nerwy. A dlaczego to się opóźnia? Weekendziki, majówczki tudzież inne ziemskie przyjemności, a pacjent niech sobie poczeka. Najważniejsze, żeby odprowadzał składki na NFZ. Rozumiem Wasze nerwy i wcale się nie dziwię. Gojenie rany do tego czasu powinno być widoczne. Jeśli się nie zagoiła to nie można wykluczyć zainfekowania. Chyba, ze mama ma cukrzyce. Wówczas faktycznie rana może się długo paprać. Może podam ci nieadekwatny przykład, ale moja kuzynka jednego dnia sterylizowała dwie swoje sunie. Obu nie chciały się goić rany. Doszło do ich zainfekowania moim zdaniem podczas szycia. Musiały dostawać antybiotyki i doustne i miejscowe na ranę w maściach i dopiero zaczęły się goić tak naprawdę po miesiącu. Jeśli chodzi o Gajkę to nie przejmuj się jej wyglądem. On jest najmniej ważny. Cieszę się, ze wyniki ma dobre.
-
Też pożegnałam kilka szkolnych koleżanek i kilku kolegów. Choć nie mogę tego nazwać przyjaźniami, to również wspominam często nasze szkolne wygłupy. To były fajne czasy. Wasza przyjaźń przetrwała lata i to jest w tym najpiękniejsze. Jeszcze raz współczuję Radku tej straty.
-
Mijają lata, a my wciąż za nimi tęsknimy. Super by było gdyby nadal żyła, miała 22 lata, dobrą kondycję i super zdrowie. Niestety możemy tylko pomarzyć. Psy żyją za krótko, stanowczo za krótko.
-
przykro mi
-
To prawda, szczególnie, że wszystkie nasze dziewczynki kochały tamto miejsce. Biegały tam jak szalone. Potem wracały do domu z wywieszonymi jęzorkami, ale przeszczęśliwe. Ogród był blisko naszego domu, więc korzystały z niego do woli.
-
Radku było piękne. To pozostałości po tym pięknie, które ocalały obok za siatką na terenie prywatnym. Ogromny ogród, który był zarazem miejscem wybiegu naszych psinek został wykarczowany na rzecz parkingu. Jest łyso. Bokami tylko są jakieś pozostałości po trawie. Było tam pięknie i bezpiecznie, bo cały teren był ogrodzony z furtką. Psiaki miały tam raj. Nikt nie właził w psie kupska, bo właściciele sprzątali z obawy, że sami w nie wdepną. Rosły tam piękne drzewa i była bujna roślinność różnych gatunków. Miasto kosiło ogród 3 razy w sezonie. Kilka lat temu wszystko wycięli. Nawet zniszczyli duże kępki dzikich fiołków, którymi się zachwycała Balbisia. Matko, jak ona je kochała. Psonia z kolei lubiła narcyze i tulipany, ale nie było jakiegoś oczarowani jak w przypadku Balbisi. Cały czas mamy przed oczami ją i te fiołki. Zuzce z kolei wszystko jedno co kwitnie i kiedy kwitnie.
-
-
Radku nie ma się co oszukiwać. Im człowiek starszy, tym gorzej się na nim wszystko goi. Sama skóra traci elastyczność i zdolność do szybkiej regeneracji, a szwy to nie tylko skóra. Lekarz dobrze zrobił. Nie problem zdjąć wszystko i narażać pacjenta na ponowne szycie, czy dodatkowy ból. Na wyniki histo czeka się u nas do 3 tygodni. Trzymam kciuki cały czas z nadzieją w sercu, że będą dobre. Co ja piszę..... muszą być dobre. Nikomu nie życzę tego sukinsyna i spustoszenia jakie sieje w organizmie. Ja po 5 letnim leczeniu bujam się ze skutkami ubocznymi cały czas. Takie leczenie to nie kaszka z mleczkiem. Na jedno pomaga, ale niszczy cały organizm. Już nigdy nie będę tą samą osobą co przed leczeniem, bo ciągle się coś odzywa. Mam starsze siostry, którym z wiekiem dokuczają różne dolegliwości, ale w porównaniu ze mną są kozicami. Czy użalam się nad sobą? Nie, ale wiem przez co przeszłam i nikomu tego nie życzę. NIKOMU. Przeciwnie. Chciałbym żeby ten dziad zniknął z powierzchni ziemi, bo niszczy nie tylko ludzi, ale i zwierzęta. Moja kochana Balbisia tez padła jego ofiarą. Niech go szlag trafi.
-
Oczekiwanie na wyniki zawsze jest stresujące i absolutnie mnie to nie dziwi. Nawet jak ktoś twierdzi, że się nie denerwuje, to jest to tzw. struganie bohaterstwa, bo rzeczywistość jest zupełnie inna. Trzymam kciuki i nie puszcze do momentu, aż wszystko będzie widomo. Okres pooperacyjny też jest ważny. To była ingerencja wewnątrz ciała i ono musi nauczyć się na nowo działać. Przynajmniej ja tak to odbieram. Do tego dochodzi neutralizacja wszystkich leków podawanych podczas i po operacji, rozpuszczanie wewnętrznych szwów itd.itd. Za mordeczkę tez trzymam kciuki. U nas wyniki ok. ale ja do tego podchodzę z przymrużeniem oka. Miałam monitorowaną i Psonię i Balbisiątko i co? Przychodzi moment i ... To samo było u mnie. Wyniki miałam jak byk, a zżerało mnie raczysko. My robimy te wszystkie badania bardziej dla spokoju sumienia niż z przekonania, że wszystko wykryją. Radku jeśli chodzi o zęby Zuzolca, to chodzi o jakość pasty i smak bo tych przerabialiśmy bez skutku kilka, ale z włożeniem czegokolwiek tej histeryczce do pychola. Nie wiem o co chodzi, ale to samo mieliśmy z Balbisią. Nawet kupowaliśmy u naszej wetki nie wiem jak to opisać. Takie nie wiem... to było cos w rodzaju obciętych palcy od bawełnianych rękawiczek nasączonych preparatami, które się nakłada na palec wskazujący i kciuka i czyści nie tylko ząbki, ale masuje też dziąsła. Fajne jest to, ale kasa w błoto, bo o mało nie straciłam paluchów. Tak mi rozcharatała paznokieć na kciuku, że do dziś mam bliznę pod paznokciem i raczej mi nie zejdzie. Do higieny pysia mamy chusteczki jednorazowe, które stosujemy na szybko po każdym spacerze, ale na noc ma dokładnie przecieranego pysia ściereczką z mikrofibry i wodą, do której dodaję odrobinę jej szamponu. Ona ma kudły na pycholu i musi mieć je czyste, bo przecież moczy je we wodzie, no jak coś je , to nie może brud z kudłów dostawać do jej pysia. Mamy z tym problem, bo nagle uznała, że chce mieć brudnego pysia, ale nic z tego. Psonie była uczona mycia zębów od małego i nigdy nie było z tym problemów.
-
Bardzo się cieszę, że u Ciebie wszystko zaczyna wracać na normalny tor i niech tak zostanie. Jeśli chodzi o Zuzię, to nie jest tak, że rozrabia jak dawniej. Oj nie! Na przykład przed spacerem, a mam duże mieszkanie, bo ponad 90 m dostaje tzw. szaleju. Robi ok 10 kółek podskakując jak koza, a na spacerze struga dystyngowaną, starszą panią. Idzie wolno, węszy, obserwuje, czasami stoi i się zastanawia, w która stronę by iść itd. Tak jest dopóki nie zobaczy psa na horyzoncie. Kiedy takiego ujrzy to się zaczyna. Nagle ze starszej paniusi robi się bandytka. Ale..... zaczęła niektórym psom odpuszczać. Podbiegnie bojowo nastawiona, powącha i odchodzi. Fakt , nikt nie wierzy w to, że ona ma tyle lat. My jednak widzimy ogromna różnicę w jej zachowaniu. Nie tylko w zachowaniu, ale i wyglądzie. Nie ma co prawda siwizny, ale jest chuda. Zawsze była szczuplutka, miała problem z tyciem, ale teraz jest zwyczajnie chuda i ponoć to się nie zmieni. Nie bawi się tez już swoimi ukochanymi pluszakami. Te poszły od tamtej choroby w całkowitą odstawkę. Na pewni dużo więcej śpi i coraz częściej szczeka przez sen z czego mamy ubaw. Największy problem mamy z jej higieną. Jest straszna panika przed czesaniem, kąpielą, nie daje się ostrzyc, wycierać na mokro pychola, pupy. Jedynie nie oponuje przed wycieraniem na mokro łapinek po każdym spacerze. Z resztą trzeba kombinować. Pasty do zębów z chlorofilem mamy. Od samego początku nie pozwalała sobie myć zębów, zaglądać do pyska. Aż dziw, że do tej pory nie miała żadnego problemu z zębami. Pastę próbowałam jej włożyć do pyska palcem i masować dziąsła, to dostała odruch wymiotny.
-
Bo tak jest, że jak się wali to wszystko na raz. Najważniejsze, ze operacja się udała. W domu mama szybciej dojdzie do siebie. Szpitale działają na ludzi przygnębiająco. Po narkozie niektórzy ludzie mają dziwne objawy nawet przez kilka tygodni. Leżałam z takimi i wiem o czym piszesz. Moja Zuzia tez mnie martwi. Zaczęły jej się kruszyć ząbki na przodzie, na innych jest kamień, zaczęło jej capieć z pychola i nie ma chętnego, żeby cos jej zrobił z paszczą, bo trzeba podać narkozę, a tej na pewno nie przeżyje. Jej to nie przeszkadza. Zachowuje się normalnie, je normalnie ale.... ja wpadam w panikę. To mój pierwszy pies, który zaczyna mieć problemy ze ząbkami. A co na to weci? No przecież ona za kilka dni skończy 16,5 roku to trudno, żeby miała idealne zęby. Tyle to i ja wiem, ale zaczynam się martwić. Co będzie jak się zaczną psuć i bolec? Co ja wtedy zrobię?
-
Radku jak się czuje mama i co z sunią?
-
Bardzo się cieszę, ale kcikasów nie puszczam. To, ze jest słaba po operacji to normalne. w Końcu to była ingerencja w ciało. Z każdym dniem będzie lepiej. Trzymaj się Radku.
-
Trzymam od samego rana - dziś piątek i mam nadzieję, że Archanioł Rafael ze swoimi pomocnikami czuwa i będzie czuwał.
-
Kciuki zaciśnięte na maksa na obie. Ma być dobrze. Musi być dobrze. Nie ma innej opcji.
-
Radku trzymam kciuki za obie. Mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze. Też się denerwowałam przed każda operacja. To nie jest kaszka z mleczniem jak się niektórym wydaje. Emocje biorą górę więc się mamie nie dziwię.
-
Przed świętami myślałam, że zamiast stroików wielkanocnych będę chyba ubierała choinkę. Było zimno, padał śnieg, śnieg z deszczem, była plucha. Nie wiem jak jest u Was, bo nas od wczoraj pogoda wręcz rozpieszcza. Jest tak pięknie, tak wiosennie. Cały czas mamy otwarty balkon. Tęsknię za zielenią i codziennie obserwuje pączki na drzewach. Oby zazieleniły się jak najszybciej. Wiosno trwaj.
-
-