Wszystko jest ok. Wychodzimy na spacerki, nawet obiad poszedł, powoli i na raty, ale jednak. Ranka ok. popsikałam sreberkiem. Na noc założę jej ubranko (mam takie skromne, z nogawki mężowskiej piżamki zrobione :oops:), by Amiśce do głowy nie przyszło lizanko brzucha.
Wieczorem pod furtką stanęło 2 młodzieńców i zapytało, czy wezmę kotka, bo znaleźli na jezdni. Kocię jak Borys, szaro-pręgowno-białe, 6 tyg. góra...
W łazience siedzi Kacperek, tymczas od EVA, w kuchni sunia po zabiegu, Borys urzęduje w holu, luzem biega 5 psów :shake: I moja Aga, która, jak się nagle okazało, marzy o małym kotku :talker:
Życie uratowała mi pierwsza osoba, o której pomyslałam, koleżanka z pracy. O pewnie, bardzo chętnie weźmie kotka. To co on je, chyba tylko mleko? Wiec dostała kota, odrobaczonego i popsikanego od pcheł, jedzenie suche i 2 saszetki mokrego (Kacperku, wybacz), żwirek i łopatkę do kuwetki. No i będzie mnie miała na karku :p