Na razie nikt o nią nawet nie pyta. O sterylce myślimy juz na poważnie, tylko jak zwykle miejsce po zabiegu jest problemem. Ja tym razem chyba jej nie zabiorę do siebie - nie dam rady czasowo.
Ale sprawę mamy na uwadze i juz czynimy rozmowy pewne.
Nosz nic, a on jest autentycznie świetny. Siła spokoju i uroku w krzywiznach łap i smętnych, melancholijnych oczach.
Co ja mam zrobić.
Bo z entuzjazmu już od jakiegoś czasu raczej nic nie zostało.:-(
Lolek nigdy nie wyskoczył - mimo że między dachem a ścianą kojca jest przerwa. Ona skacze na p[oczątku jak przychodzi człowiek, tylko na frontową część - aby byc bliżej. Póxniej nawet już nie skacze. I nawet nie tyle skacze, ile opiera łapy i wysuwa łebek, może chce kontaktu.
Nigdy nie próbował nawet wyskoczyć ani przedostać sie do sąsiadów. A mógłby pewnie.
Chciał byc bliżej nas - i przez to został tak daleko.:-(
Nosz jasne, że Red jest wielki i piekny, i spkoijny i kochany. I BEZDOMNY.
I nikogo nie interesuje piękny kasztan - tylko my szukamy tego domu dla Redulka.
Ogłoszenia już się robią na różnych portalach. Tylko że my akurat z Pauliną mamy bardzo pracowity weekend :razz:.
I niestety nie we wszystkich punktach udany.
Ja nawet nie rozważam uśpienia Lolka. Absolutnie. Ja w tej chwili rozpaczliwie szukam wyjścia - przed zima, która będzie dla niego ciężka w tych warunkach.
Szukam na wszelkie strony.