Tak strasznie trudno, trafić w czyjś gust, to w zasadzie niewykonalne, trzeba podjechać do Azorka i popatrzeć na psy, pogadać z Pracownikami i dopiero wtedy można zaczynać negocjacje, albo akcję wywozową. W naszym gronie nie ma nikogo z domem otwartym na półroczne przygotowanie psa do adopcji zagranicznej. Większość z nas mieszka w Warszawie w zapsionych domach i albo studiuje, albo pracuje, możemy tylko od czasu do czasu pojechać w dniu wolnym od pracy i pomiziać psy, a później podrzucać je na forum, nie jest łatwo, ale nikt nie mówił, że będzie!