Sory, sory za nieobecność, ale ledwie żyłam przez ostatnie dwa tygodnie. Nadal jeszcze trochę rzęrzę (a może rzężę?) i mózg mi się od tego kaszlenia trzęsie. W mikroskop za bardzo nie mogłam patrzeć, zwłaszcza w pierwszym tygodniu choroby, bo mi ciekło z wszystkich dziurek w twarzy i miałam nieco zamazany przez to obraz. Dziergać mi się trochę udawało, ale efekty pokażę dopiero jak wszystko będzie wykończone.
Nuras mi dzielnie sekundował w chorobie, okładał mnie sobą żebym nie zmarzła w wyreczku.
Dzięki za odwiedzanie Nuraska podczas mojej nieobecności :)