-
Posts
5623 -
Joined
-
Last visited
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by kinga
-
Jestem, melduję się karnie; przepraszam Was, dwa dni nie odpalałam komputera :oops:. Maluszki żyją, cała trójca. :loveu: Powiem krótko - od wczoraj drą japy dwa silniejsze szczeniaki (aż podobno panie z apteki, która graniczy ścianą z izolatką, przychodziły się skarżyć :diabloti:). Dziś do koncertu dołączyła - i to mnie najbardziej cieszy - trzecia, ta najbardziej chora. Dawno nic nie sprawiło mi takiej radości, jak właśnie ona, gdy ją zobaczyłam chudziutką, ale na 4 łapach i gębą zwróconą w stronę świata - do tej pory cały czas leżała jak szmata w swojej klatce. Mała nie jest jeszcze "dorobiona", na pewno musi zostać jeszcze kilka dni w lecznicy. Ja, szczerze mówiąc, nie znam sie na niuansach weterynaryjnych, ale wydaje mi się, że w przypadku małej można także mieć już ostrożny optymizm. Natomiast najprawdopodobniej jej rodzeństwo jutro dostanie przepustkę do domu ;). Dziś, gdy je widziałam, były odłączone od kroplówek - wcinały puszkę dla trzustkowców; ale że byłam już po zamknięciu lecznicy, nie chciałam za długo rozwodzić sie nad dalszym leczeniem tudzież żywieniem - jutro wywiem sie wszystkiego. Potwierdzam - darły się i darły :splat:. Nasza lecznica zasadniczo nie jest przystosowana do takiego hospitalizowania, już pół roku temu uszczęśliwiłam moich wetów podobnymi kinder-niespodziankami z parwo (z czterech przeżyły wówczas trzy), poprosili mnie delikatnie, abym raczej tak nie szalała w przyszłości. Tak więc chyba jakiegoś:tort: będę musiała zrobić jako ofiarę przebłagalną za wyżełkowe szaleństwo :shock: - ale to dopiero, jak, tfu, tfu, opuścimy lecznicę w komplecie.
-
Byłam u maluchów w lecznicy. Zyją wszystkie, niestety - jedna jest bardzo słaba (ta, co się składała w pół przy diagnozowaniu). Wszystkie mają nadal biegunki podbarwione krwią, ale chłopak i najsilniejsza z całej ekipy dziewczyna wyglądają całkiem żywo - choć weci studzą entuzjazm, że to ciągle ta faza, kiedy może nastapić nagły zwrot choroby. Zrobiłam im foteczki w kloszach. Trzecia sunieczka wyglądała tak marnie, że oszczędziłam sobie i wam tego widoku - podobno wczoraj calutki czas się z niej lało, dzisiaj też. Leży bez żadnej reakcji pod kroplówką, co chwila wstrząsana dreszczami. Podobno mieli niedawno w lecznicy szczeniaka z parwo, który już w 80% był po tamtej stronie - i stanął im na nogi po połtora tygodnia. Tak sobie zaklinam los... Portreciki maluchów podesłałam do Ati do wstawienia.
-
[quote name='margaret']maleńkie sierotki :( kasę kto zbiera? to w tej twojej lecznicy leczą się maluchy Kinga?[/QUOTE] w mojej, niezastąpionej, choć tłok tam straszny, brakuje im klatek i pomp do kroplówek. Zostawiałam moją kennelkę, tam siedzi jeden maluch. [B]margaret[/B] - dzięki wielkie za ofertę pomocy - tym razem będzie naprawdę bardzo potrzebna. Nie wiem, kto zbiera kasę :shake: , ja, gdybym mogła, wolałabym tego uniknąć (marnie u mnie z rachunkami)
-
[quote name='brazowa1'] Sa nowe newsy od Libry? cokolwiek na pozytyw? ?[/QUOTE] Dostałam piękne zdjęcia Libry z nowego domu. I niestety, jest to jedyna dobra wiadomośc. U LIbry uaktywniła się nagle silna nerwica, objawiająca się obsesyjnym atakiem na swój ogon, który usiłuje odgryźć. Podobno typowe dla owczarków, zwłaszcza tych po przejściach, ale dla rodziny w domu wygląda niefajnie. JUtro ma przyjść na konsultację behawiorysta - póki co, jak napisała p. Kasia - jej dzienne zainteresowania nie schodzą z tego nieszczęsnego ogona. Dostała na razie środki uspokajające, kołnierz, mający chronić przed atakiem na ogon - pokonała, więc z bólem serca założyli jej kaganiec (nie wiem, ile dziennie siedzi w tym kagancu, Państwo cierpią bardzo). Agresja nie wychodzi poza ogon, poza tym wszystkim jest ok. Choroba :shake:
-
[FONT=Comic Sans MS][SIZE=3]Trzy urocze szczeniaki w kropeczki. Trzymiesięczne. Trzy razy na przegranej. Pierwszy raz, bo urodziły się mniej więcej wtedy, gdy w życie wchodziła ustawa o ochronie zwierząt, zakazująca pokątnego handlu nimi. Gdyby nie to, być może właściciel pokwapiłby się i zrobił chociaż marne ogłoszenie w sieci. Może chociaż ruszyłby się na giełdę. Albo powiesił informację na drzwiach sklepu zoologicznego. A może nie zrobiłby nic, bo tak najłatwiej - a dzięki ustawie miał przynajmniej wytłumaczenie, że NIE MÓGŁ. Drugi raz szczeniaki były na przegranej, gdy po prostu przyniósł je do schroniska. Trzy 3-miesięczne, wychuchane i wesolutkie kajtki, które wśród protestów usiłowały wydostać się z małej kennelki, do której je wsadzono. Pan bezradnie wytłumaczył, ze znalazł je w kartonie na śmietniku. Pan przeoczył jednak fakt, że w śmietnikowych kartonach umieszcza się na ogół ledwie pełzające maluchy, które nie dadzą rady wydostać się na zewnątrz - nie 3-miesięczne szczeniaki, które rozpiera ciekawość świata. Trzeci raz znalazły się na przegranej, największej - gdy po kilku zaledwie dniach przestały być wesolutkimi, rozbawionymi brzdącami. Stały się apatyczne, dostały krwawej biegunki, zaczęły lecieć przez ręce. To w schronisku dla szczeniąt oznacza jedno: parwowiroza. Postanowiłyśmy spróbować zawrócić je z tej równi pochyłej w dół. Szczeniaki zostały zabrane ze schroniska i trafiły do prywatnej lecznicy. Ogromnie odwodnione, z temperaturą, jeden zaczynał już składać się w pół z osłabienia. Zostały wreszcie zakłute dożylnie i podłączone do kroplówek - choć u jednego malucha strasznie ciężko było już znaleźć żyły. Po czym padło sugestia weterynarzy, że dobrze byłoby podać im - każdemu po dwa - zastrzyk Zylexis. Cena jednego - ok. 50 zł, razy 6 - 300 zł. Ciężko przelicza się potencjalne życie na pieniądze, których nie ma. Kazałyśmy podać te zastrzyki. I pozostało nam czekać - parwowiroza ma średnie rokowania. Natomiast koszty całodobowego leczenia trzech szczeniąt są wysokie. Wczoraj na szybko pstryknęłam komórką zdjęcia podczas podłączania maluchów do kroplówek - Ati je zaraz umieści. Nie wiem, czy wszystkie będą miały szansę doczekać się profesjonalnej sesji fotograficznej. Czy którykolwiek będzie miał taką szansę. [URL="http://imageshack.us/photo/my-images/822/82226809.jpg/"][IMG]http://img822.imageshack.us/img822/1639/82226809.jpg[/IMG][/URL] [URL="http://imageshack.us/photo/my-images/836/89083321.jpg/"][IMG]http://img836.imageshack.us/img836/377/89083321.jpg[/IMG][/URL] [URL="http://imageshack.us/photo/my-images/705/55335592.jpg/"][IMG]http://img705.imageshack.us/img705/8278/55335592.jpg[/IMG][/URL] [URL="http://imageshack.us/photo/my-images/204/94869777.jpg/"][IMG]http://img204.imageshack.us/img204/4345/94869777.jpg[/IMG][/URL] [URL="http://imageshack.us/photo/my-images/338/29442744.jpg/"][IMG]http://img338.imageshack.us/img338/5056/29442744.jpg[/IMG][/URL] [I] [COLOR=red]NAJWAŻNIEJSZE INFO:[/COLOR] Bardzo prosimy o dobre fluidy, ale przede wszystkim o POMOC FINANSOWĄ :modla: [B][SIZE=2][U]3 lutego, piątek [/U]- szczeniaki trafiły do schroniska [U]8 lutego, środa [/U]- zabrałam je stamtąd i umiesciłam w prywatnej lecznicy; potwierdzono parwowirozę [U]10 lutego, piątek [/U]- szczeniaki nadal na kroplówkach, ciągle krwawa biegunka, jedna suczka w marnym stanie [U]13 lutego, poniedziałek [/U]- Czuszka i Czejen opuszczają lecznicę, trafiają do DT [U]15 lutego, środa[/U] - Chilli również zabrana z lecznicy, dołączyła do DT, w którym jest Czuszka [/SIZE][/B][/I] [/SIZE][/FONT]
-
[quote name='Ati']zeby nie bylo-Kingus jak smigniesz post z tekstem dla pimpkow to ja wrzuce w drugim foty[/QUOTE] wyjaśniam: szczeniaki wyzełki (te, co je kocha margaret) zabrałam wczoraj z parwo z mojego schronu, dzięki wsparciu psychicznemu niezastąpionej Ati. :Rose: Są w prywatnej lecznicy, rokowania jak przy parwo - takie sobie, jeden szczeniak w marnym stanie. O pieniądzach wolę nie myśleć :placz:. Ati - po południu zrobię wszystko, proszę o ciut ciut cierpliwości.
-
[quote name='Ati']tak w ogole, to cala robote wykonaly dziewczynki od seterow: Monia, Goszka- dziekujemy w imieniu Anielki i swoim za taka super wspolprace[/QUOTE] ja też :Rose:
-
[quote name='brazowa1']Kajko,my mamy wręcz "niedopełnione".[/QUOTE] brazowa - a nie chcesz, aby Ci trochę dopełnić? Jutro jadę po kolejne tymczasy - tam, skąd brałam Librę, skąd jest suka margaret... Wiem, ze tam jest też sporo szczeniaków - dla szczeniaków w taką zimę to być albo nie być :shake:... a ja nie mam żadnego domowego DT dla nich :cry:. Ja nie wiem, jak ja cokolwiek jutro wybiorę z kilkuset psów...:flaming:
-
[quote name='brazowa1'] A co to za ładne szczeniaczki,gdzie one teraz sa? .[/QUOTE] Szczeniaczki są w kropeczki :loveu::loveu::loveu:. Wczoraj trafiły do koszalinskiego schronu - kierownik wyszedł na 3 godziny, a jak wrócił, w jego tzw. gabinecie (bo już gdzie indziej nie ma miejsca) stała kennelka z trzema ślicznymi wyżełko-dalmatyńczykami. Zdjęcia mam tylko byle jakie w komórce, bo nie miałąm aparatu - ale mogę Ci, brazowa, podesłać :diabloti:. Szczeniaczki TEZ mogę podesłać :diabloti::diabloti:. ... to niestety uboczny skutek nowej ustawy zakazującej handlu zwierzętami na giełdach i im podobnych - takiej ilości szczeniąt w naszym schronie nigdy nie było; kierownik mówi, że ludzie masowo je zostawiają, często podrzucając w kartonach pod bramę schroniska.
-
[quote name='Moniasek']Rozmawiałam rano z panem i wszystko było ok. Dziś mieli do pracy iść razem :)[/QUOTE] Będzie wyżeł użytkowy :evil_lol:.
-
[quote name='brazowa1']Kinga nic nie pisze,Kingo odezwij się,czy tam u niej dobrze?[/QUOTE] Oj tam, oj tam - nic nie pisze. Nie pisze, bo wciska tanitce szczeniaki prawie-wyżełki, podrzucone do schroniska. A tanitka - nic :placz:. I - w ramach dobrych domów, które niby znajduję - odebrałam 4,5 miesięczne kocię po 3 miesiącach adopcji - kocię się zepsuło. Pani Kochająca Właścicielka zadzwoniła z pytaniem, czy mogłabym wziąć do siebie kotkę na leczenie, bo leczenie (od tygodnia kocię chore) okazuje się być kosztowne, a pani później by kotkę odebrała, jako, że się do niej przywiązała bardzo. I może by przyjechać po nią dzisiaj, bo państwo nie mają samochodu (70 km za Koszalinem), a nie mogą patrzeć na cierpienie ich Misi. Bez wdawania się w szczegóły - odebrałyśmy (na stałe, rzecz jasna) w nocy - koteczkę ewidentnie zepsutą, popsuły jej się oczka - ma ogromny wylew w dwóch gałkach ocznych, cholera wie, co za tym stoi, i czy się wyliże z tego - podobno od mocnego grzmotnięcia głową w ścianę na skutek wstrząsu po jakimś leku (ale kot....?),a na dodatek moj wet oglądał ją wczoraj, i - pani Kingo, a ona jakieś wąsy ma popalone? ... no i takie domy też znajduję tym moim biedakom. ..................................... Ale teraz będzie o Dobrym Domu. Domu Libry. :loveu: Libra nie jest już Libra, ale Elza. Tak się nazywały dwie owczareczki Pana, a przede wszystkim druga, ukochana, która żyła 16 lat, i po odejściu której zbierał się... 11 lat do wzięcia nowego psa. Wszystko jest bardzo, ale to bardzo dobrze. Państwu Libry vel Elzy - wg relacji ich dzieci, z którymi głównie jestem w kontakcie - ubyło po kilka lat z tego szczęścia. Libra budzi Pana codziennie po 4:00 rano :crazyeye:, wylizując mu całą twarz - i rozpoczynają dzien od spaceru (chociaż to, wg mnie, nieludzkie zupełnie :shake:). Bardzo ładnie chodzi na smyczy, słucha się, - dla cioci brązowej: z cywilizacją nie ma żadnego kłopotu. W domu trochę ślizga się na podłogach, najpewniej czuje się na dywanie - chociaż jak się zapomni, że nie jest na dywanie - to zapomina, że powinna się ślizgać :eviltong:. Jest psem Pana (i o to chodziło), ale pod nieobecność Pana - łazi za Panią, która jest cały czas w domu, krok w krok. Wylewna jest bardzo. Poszczekuje na koty i małe psie popierdułki. Posila się kulturalnie, do tego stopnia, ze zostawia żarcie w misce :crazyeye:. Łajza jedna, u mnie zżerała, ile fabryka dała... wielkie wory z karmą niknęły w oczach (i pieniądze z nimi związane). Czystość w domu zachowuje idealną. W ogóle jakaś taka bardzo udana :loveu:. No i na koniec - Libra ...dostała cieczkę :diabloti:. Zaraz po przyjeździe. Bogu dzięki, ze nie u mnie, w kojcu na wsi :multi:. W marcu umówiona jest już na sterylkę. Państwo Librą vel Elzą zauroczeni. Ona nimi również. Jak ja lubię takie zakończenia :loveu:. ps. jeszcze info dla cioci brązowej - Pan wszedł do mnie do domu podpisać papiery, dopadła go w swoje łapska moja namolna bernardynka Georgia, po czym Pan stwierdził: - o, to jest idealny pies dla mojej żony! :evil_lol:
-
Trzymamy! :-)
-
Libra jest już w swoim domu ;-) Dobrym domu, jaki jej się należał po tym wszystkim, co w życiu przeszła. Zamieszkała w Gdańsku, w rodzinie miłośników owczarów ( w tejże rodzinie jest też inna ONeczka, adoptowana rok temu, chociaż mieszka w innym domu - po jakimś czasie Państwo spróbują je zaprzyjaźnić, choć ciśnienia nie ma). Ponieważ Bardzo Mądra Osoba, która robiła Librze wizytę PA, uspokoiła mnie, że akurat w tym przypadku można wydać Librę bez sterylki - dom jest nastawiony bardzo prosterylkowo ;-) - niniejszym bardzo dziękuję koleżance margaret za ofertę pomocy w sytuacji podbramkowej - i proszę tę rozmnożoną na jej koncie stówę przeznaczyć na inne biedy. Jak dobrze, że w takie mrozy Libra jest już w ciepłym domu, błogo mi patrzeć na pusty kojec ;-)
-
wyżły w schronisku w Radysach WSZYSTKIE MAJĄ DOMY:)
kinga replied to tanitka's topic in Już w nowym domu
świetne wieści. -
Oj, to się cieszę ;-). teraz już pójdzie z górki.
-
Skrajnie niedożywiona bernardynka z interwencji szuka domu !!!
kinga replied to hkk's topic in Już w nowym domu
[quote name='hkk']Kinga, to od Ciebie moja rodzina ma wyżlicę Narnię (teraz Drapkę)? Jeśli tak to serdecznie pozdrawiam :) Na bernardynkę jest kilku chętnych, natomiast martwi mnie to że nikt nie chce szczeniaków, 2 suczek :( A takie piękne są... I wszędzie poogłaszane. Nic z tego nie rozumiem.[/QUOTE] Ode mnie, ode mnie - widzę ją chyba na drugim planie Twojego awatarka ;-) - również przesyłam serdeczności ;-) Bernardynka jest spektakularna w tym ogromnym wyniszczeniu - chwyta za serce, dlatego jest wokół niej ruch, a szczeniory... jak to szczeniory. Ja miałam ostatnio 3 szczeniaki na tymczasie - i również - wcale szału nie było. Też czekały, czekały... Trzymam kciuki za całą trójkę!