-
Posts
5623 -
Joined
-
Last visited
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by kinga
-
[B]Alojzyna [/B]- prześliczne!!! Bardzo, bardzo dziękuję w imieniu kajtków! (przez weekend mam wolne - nie jeżdżę do nich; taki jest uboczny skutek znalezienia nocą w lesie psa, którego koniec końców zakotwiczyłam u Magdy. Zapowiedziałam jej, ze nie mogę już tak często przyjeżdżać, w obawie że jej nazwożę taaakie stado psów, że... Magda skrupulatnie i bardzo szybko zgodziła się; od razu nakupowała strzykawek, i sama samiutka ściąga bąkom nadmiar podskórnych płynów. Oto, jak przy odrobinie sprytu można się urządzić wygodnie :-P )
-
[quote name='Ati']KInga-FOTY bez fot nie ma ogloszen i chetnych:([/QUOTE] Zaraz zrzucę z aparatu - ale nie obiecuję sobie za wiele po nich. Było już bardzo, bardzo późno, gdy wróciłyśmy z lecznicy, kajtki były wściekle głodne - przez wyjazd wypadł im z harmonogramu jeden posiłek, więc kręciły się jak na sprężynkach. Magda brała je po kolei na ręce, ale w sztucznym świetle głodne szczeniaki nie wyglądają zachęcająco... Na stojaco nie było szans, nawet w opcji: sport :-(
-
A ja wróciłam od bąków. Nic nie ubyło ze stanu. Gorzej: przybyło. W środku lasu w kompletnej ciemnicy wyhaczyłam światłami psiaka, który biegał po drodze. Jak się później okazało, młodziutką suczyneczkę z cieczką. Wcisnęłam ją na komletnego chama Hałabajówce, przynajmniej doraźnie... problem w tym, że ma teraz 4 psy ode mnie - 3 rozkoszne szczeniaki i jedną prawie tak samo rozkoszną sukę. A ja mam zero rokujących zapytań. Chyba niedługo Hałabajówka przestanie mnie poznawać.
-
[quote name='Hałabajówka'] Pozdrowienia z dziczy jak to Kinga mówi =)[/QUOTE] Kinga mówi znacznie mniej parlamentarnie. Nie nadaje się na publiczne forum. Dziś rano znowu wyświetliła mi się Halabajówka w komórce, tknęło mnie złe przeczucie. Tym razem Czuszce przez noc zrobiła się na karku duża gula, w związku z czym jutrzejszą wyprawę muszę zamienic na dzisiejszą, o masakra. Pytam Magdę (Hałabajówkę), czy nie mogła sie wybudowac jakoś bliżej Koszalina, na co ona: - ale bliżej nie było NIC do kupienia :shake:. Dzięki kochane za: - ogłoszenia i walki z allegro - piękne podpisy - -mamy chyba najładniejsze szczeniaki na dogo ;-), dopiero na tych podpisanych portretach widać - wszelkie inne wspomozenie materialne i słowne - i pamięc o bąkach :loveu: Szefowo Ati - aparat wezmę ze sobą, choć pożytek z niego mam ostatnio niewielki, gdyż od dwóch tygodni nie daję rady zrzucić na komputer zdjęc, które robię. Co do potencjalnych zaintersowanych: dzwonią w większości głupiutkie telefony, np: [I]- ja w sprawie pieska - a którego? [/I](bo mam jeszcze inne poogłaszane)[I] - ojej, a ja nie wiem, nie spojrzałąm dokładnie [/I] albo [I]- dzwonię w sprawie szczeniaczków, ale żeby były jak dorosną malutkie, malutkie. - ale te, co mam, będą duże jak urosną - a jak duże? - to będa wyżły -DUŻE - ojej... ale przecież wyżeł to nie jest taki duży pies. Naprawdę duży? Bo my szukamy wszędzie, obojętnie jakich, byle szczeniaczków. A kiedy będzie pani miała malutkie?[/I] a przed chwilą dostałąm smsa, cała treść brzmiała: [I]'Jaka cena suczki?"[/I] Dla małego pocieszenia. Są jedni państwo, wstępnie zainteresowani. Mają rozważyć termin, kiedy będzie im pasowało udać się do hałabajówki na oglądanie maluchów.
-
Ja tylko krótko w sprawie żywienia: dołączam się do prośby Ati o pomoc w karmie i już piszę, jak to jest u Hałabajówki (czyli DT, czyli Magdy) Wczoraj rano zadzwoniła z komunikatem, ze karmy starczy do dzisiejszego przedpołudnia. Po południu znowu wyświetla mi się; zbladłam. Magda jest konkretna, więc : - Słuchaj, tej karmy nie wystarczy nawet na kolację. Mając przed oczyma widmo kolejnych kilkudziesięciu kilometrów po bezdrożach i pomiędzy TIRami, próbowałam negocjować, ze może awaryjnie dałaby im karmę swojego 4-miesięcznego owczarka azjatyckiego (co prawda ważącego w wieku 4 m-cy ponad 20 kg), na co Magda: - No co Ty?! Karmę dla szczeniąt gigantów?!! ... po czym wyobraziłyśmy sobie trzy wielkie Wyżliska, wypasione na awaryjnej karmie RC gigant - ważące każde po 70 kg, i wybiegające mi na powitanie, tratując wszystko, co po drodze... Monstrualnie duże, niezsocjalizowane na tej słomie, temperamentne Parvo-Kropiszcza... :eek2: WTEDY wszystkie z tego wątku byśmy splajtowały, chcąc bydlaki wyżywić. Nie mówiąc już o znalezieniu im domów. :cry:
-
[quote name='agata51']brązowa, [B]odezwałam się tylko dlatego, że była mowa o powrocie szczeniaków do schroniska.[/B] Gdyby rzeczywiście istniało takie zagrożenie, pewnie wzięłabym całą trójkę. Widzę, że nie ma takiej potrzeby. Moja tęsknota za "posiadaniem" wyżła nie ma tu nic do rzeczy - okazji na dogo aż nadto.[/QUOTE] [B]agata51[/B] - za rzadko bywam na wątku, aby reagowac od razu i prostować różne sugestie. Ja mam taką maksymę: jeśli pies raz opuści schronisko - nie ma opcji, żeby tam wrócił. Tym bardziej szczeniaki, uratowane za ciężkie pieniądze. Wiadomo - czasami wali się wszystko, ale na ogół zawsze znajduję sie jakieś rozwiązanie. niemniej bardzo dziękuję Ci za deklarację pomocy w razie "W" ;-)
-
W sprawie DRAMATYCZNEGO TYTUŁU :diabloti:: ...nie wiem tylko, jak to ując krótko, żeby się zmieściło, że: "KOSZALIN. Jadąc Po Szczeniaki Cudem Wyciągnięte Z Parwo Straciłabym Wczoraj Zycie Pakując Się Na Lewoskręcie Pod TIRa Bo Mnie Brazowa Zagadala Przez Telefon Na Amen. A Ponieważ Jeżdże Po Szczeniaki Często A Brazowej Zdarza Się Dzwonić - Błagam Zawczasu o DS Dla Nich." :evil_lol: ...inaczej brazowa - zostaniesz z trzema wyżełkami na sumieniu. A już serio - tytuł edytuję, pomyślę, jak. Ja wiem, wiem, ze potrzeba jakoś przyciągnąć czytelników - ale mam wrodzoną awersję do patosu. Prawda jest prozaiczna i mało dramatyczna. Nie oddam ich do schronu. Aktualny DT jest za poważny na to, aby złozyć im wypowiedzenie po kilku dniach - niedogodność jest w postaci odległości oraz nieco spartańskich warunków. I jeszcze jedna niedogodnosć: młode :sabber::sabber::sabber: , za trzech. Niby dobrze, ale dziś Magda (DT) poinformowała mnie, ze dowiozłam jej tyle karmy, co dla kota, i że jeszcze do jutra rano jej wystarczy - czyli na gwałt muszę ratować młode przed śmiercią głodową :mdleje:. Mnie strasznie zżerają finansowo dojazdy (wczoraj 120 km), plus mam u siebie dwie duże zagłodzone suki na tymczasie, o wilczym apetycie. Bardzo proszę o pomoc w żywieniu szczeniaków.
-
[B]farmerka[/B] - no co Ty, głupia - realizuj swój instynkt macierzyński, realizuj. Czuszkę możesz brać choćby dziś :loveu:. Trochę jeszcze pokasłuje, ale zdecydowanie jest to: najzdrowszy, najładniejszy i najrezolutniejszy szczeniak z miotu. Wczoraj od razu postanowiła zbadać nowe lokum, wtykając pysk do woliery z norką; tłumaczyłyśmy, ze jej nosa odgryzie - no to w zamian wyniuchała, gdzie przechowuje się suchą karmę, i czym prędzej zaczęła forsować zabezpieczenia. [B]tanitka[/B] - ja myślę, ze te płacze i protesty to po części efekt dyskomfortu fizycznego, a po częsci normalne szczenięce zachowanie. Przy czym mają fundowaną huśtawkę i karuzelę domów, sytuacji, etc. Co z tego, że miałam z DT szczegółowe relacje, w którym miejscu łóżka śpi Czuszka, a w którym Chilli, że były bez przerwy tulone, całowane i wylizywały swojej opiekunce twarz - skoro teraz trafiły do kojca na słomę (w ciepłym budynku co prawda). Siłą rzeczy z ograniczonym kontaktem z człowiekiem. I co z tego, ze Czejen sygnalizował, że chce wychodzić na dwór za potrzeba, skoro teraz moze sobie na tej słomie sygnalizować, co tylko zechce. Każdy by zgłupiał, nie tylko szczeniaki. Ale wiem, że po nocy wszystko jest ok. Sniadanie wtrąbiły wszystkie, lącznie z Chilli, której też się ponoć uszy trzęsły. Są wesołe i pełne entuzjazmu.
-
jestem, kochane, jestem - Ati dzwoniła do mnie podczas mojej podróży samochodem z gnojkami, więc teraz w pełni świadomie pisze, że drą japy :diabloti: ano, pokończyły się nagle te DT - awaryjny było głupio prosić, bo wczoraj upchnęłam tam na siłę mocno chorą kotkę - dziś trzy ciągle niedomagające szczeniaki. A tam jest milion własnych zwierząt, więc i tak jest przy czym robić. Tamten Awaryjny DT ma jednak jednak jedną wielką wadę - jest 30 km od Koszalina, niby niedużo, ale zlokalizowany tam, gdzie diabeł mówi dobranoc (tam już NIKT nie mieszka :shake:). Ja się w ogóle zastanawiałam, czy tam jakieś drogi dochodzą. A szczyle trzeba codziennie dowozić do lecznicy... No i kolejny problem, bo dzwonią ludzie, że chcieliby obejrzeć maluchy - GDZIE ja sie mam z nimi umówić? :crazyeye: - za tymi górami, lasami? Ale mimo to, gdyby nie ten Awaryjny - skończyłabym dziś z nerwów w wariatkowie :huh: Młode ciągle niedomagają. Chilli - tej najmniejszej - zrobiła się od wczoraj na karku gula większa od głowy, jak wet ją dziś zobaczył, to tylko: - o Jezu. Naciął jej tę gulę skalpelem, po czym chlusnęło ok. szklanki czegoś, co wyglądało jak kawa z mlekiem - czyli ropa w tym kolorze. Ohyda. Jutro koniecznie na kolejne czyszczenie. Strasznie biedna ta mała, jak nie łapy, to ten kark. Taka wymęczona i obandażowana. Ale to podobno ona najbardziej się darła. Nie radzi sobie z silniejszym rodzeństwem, to się darła; nie potrafiła zeskoczyć sama z tapczanu - darła się, zostawała sama, bez opiekunki - darła się. WSZYSTKO źle. Widać,ze ją póki co przerasta to wszystko. Grubasowi Czejenowi też znowu spuchła łapa, znów jutro trzeba bedzie wyciskać ropę. O rany. jedynie Czuszka - tylko kaszle :cool2:. farmerka - nie ma niebezpieczeństwa nawrotu choroby w takiej postaci, w jakiej była - ale widać, że organizmy wymęczone i osłabione, odporność mniejsza (zwłaszcza u Chilli) - więc plączą im się te wszystkie świństwa i plączą. Dziewczyny, gdyby jakimś cudem pojawił się zrządzeniem losu DT na południu Polski - za tydzień bedziemy mieć transport do Krakowa. Każdą ilość kropeczek dowieziemy z największą przyjemnością :roll:. Oczywiście DS jeszcze milej widziany - równiez dla każdej ilości kropek ;-P Padło pytanie, czy małe zarażają. Jeśli rzeczywiście miały parvo - spróbuję - na tyle, na ile możliwe, jakimiś badaniami to potwierdzić, to sprawa wygląda tak. Dla dorosłych, szczepionych psów nie są w zasadzie żadnym zagrożeniem. Dla dobrze zaszczepionych psich podrostków - również. Natomiast jeśli w domu miałyby przebywać nieszczepione szczeniaki - no to już może być groźnie. Dla ludzi, kotów, i innych - nie ma niebezpieczeństwa. ................................ Taaaak..., beczka ajerkoniaku z dodatkami - bardzo, bardzo mile widziana :loveu::loveu::loveu:
-
Tym razem mniej optymistycznie. Ratunku - mamy wielki problem z DT dla maluchów :-( Nasze aktualne DT sypią się, i pojawiają się kłopoty, co zrobić z malcami. Czy znalazłby się ktoś, kto wziąłby chociaż jednego na DT? Strasznie, strasznie proszę. ps telefony dzwonią, dwa były sympatyczne, ale mają przemyśleć sprawę. A ja mam nóż na gardle JUZ ;-(
-
[quote name='margaret']tak ekspresowej i efektywnej akcji finansowej jescze nie widziałam, jestem pod wrażeniem, dziękuję wszystkim, miło być częścią takiego teamu:) y:[/QUOTE] A mnie to nawet słów brakuje... :bigcool: Dziś wpłaciłam kolejne 700 zł, jutro uzupełnię rachunek do końca - i oficjalnie zamelduję na wątku ;-)
-
no - dzwonią, pytają mnie o te wyżły, czy rodowodowe są. Ati, przysięgam, nie zniechęcam ludzi z premedytacją - jeno odpowiadam zgodnie z prawdą, ze do końca nie wiadomo, co z nich wyrośnie :niewiem:, bo ojca ani matki nikt nie widział. A to one są w schronisku? Nie, zostały ze schroniska zabrane, bo chorowały, obecnie są w domu tymczasowym, i jeszcze trzeba na nie trochę chuchać i dmuchać. Acha. Ale rasowe będą? A to ja się jeszcze zastanowię. A teraz odcinek serialu pt: Z życia Parvo-Kropek. Parvokropeczki udały się dzisiaj w komplecie do lecznicy. Czułam się - wreszcie, pierwszy chyba raz w życiu, jak Hodowczyni :loveu:, ze stadem takich samych szczeniaków na smyczkach. Największego cykora miała, ku zdziwieniu, [B]Czuszka[/B]. Cały czas trzęsła sie w samochodzie jak galareta, potem w lecznicy też, a potem w samochodzie też. Odetchnęła dopiero w domu, gdzie, zamiast zwyczajowo szaleć, wdrapała się swojej opiekunce na kolana, i wtuliła się w nią zupełnie. Strasznie będzie wrażliwa z niej suczka. Czuszka dostała antybiotyk, tym razem na gardło - cały czas pokasłuje, ma podrażnioną i bolesną krtań. Czego podczas jedzenia wcale nie widać - młóci wszystko, co dostaje do miski (tj specjalnie urozmaiconej diety nie ma - musi zadowolić się suchą karmą Royal Intestinal gastro - cośtam). [B] Czejen[/B] miał jedynie wyciśniętą małą ilość ropy z łapska - łapka goi się ładnie, opuchlizna juz prawie całkiem zeszła. Jeszcze przez kilka dni dostaje antybiotyk. Według mnie robi się grubasem - na co oburzyła się jego tymczasowa opiekunka, zę jak to, przecież cały kręgosłup mu jeszcze widać. No, więc robi się grubasem z widocznym kręgosłupem :shiny:. Mała [B]Chilli[/B] nadal jest dużo mniejsza i drobniejsza od rodzenstwa. Ale już żywsza, choć podobno w domu cały czas chce być noszona na rękach :shock:. Żeby jej tylko łapy nie zanikły od nieużywania. Miała dziś naciętą spuchniętą łapkę i wyciśniętą z niej ropę. Ponadto wszystkie kluski mają jeszcze duże zgrubienia na karku, będące efektem, jak i te łapki, kroplówek podskórnych. Mała ma również tkliwą krtań i dość marny apetyt. Jednak wetka wstrzymała się z podaniem antybiotyku takiemu zdechlaczkowi, obserwujemy - dostała tylko leki przeciwzapalne, a jakby działo się coś - włączymy ten antybiotyk. Małej - w drodze kompromisu - zakupiłam puszki Royal Intestinal gastro, po jakiejś horrendalnej cenie - ale jak ma nie jeść, to już lepiej niech je za duże pieniądze. Zresztą ile ona zje... Chilli i Czuszka w domu śpią z opiekunką w łóżku, jedna wtulona w szyję, druga - pod pachą ;). W ciągu dnia natomiast obie rozpoczęły na własną rękę remont mieszkania. Zaczęły od ścian w salonie i korytarzu... :ices_bla:
-
[quote name='Ati']to pani nie czytala, bo wyraznie jest napisane -ADOPCJA skad ja znam ten analfabetyzm;), a ty Kinga , chyba jej tak specjalnie powiedzialas, bo ci sie nie spodobala na dzien dobry bo chyba nie bedziesz wszystkich tak STRASZYC:)[/QUOTE] jasne, ze specjalnie. bo jak ktoś dzwoni, i jedyne pytanie, jakie zadaje, jest: PO ILE? - to nie ma o czym gadać. Albo inaczej, tłumaczę, ILE trzeba będzie być moze włożyć w psa.
-
[quote name='Ati'] Kinga czy Czuszce mam zostawic czy wykasowac?[/QUOTE] ...ale że co, że Czuszka już zaklepana? :crazyeye: Bo brazowa wspominała coś o Czejenie...:diabloti: Pewnie pytałaś o Chilli, tę mała. Dwaj wszystkie trzy, ja i tak będę robiła przesiew pod kątem tego, ze na przyjemności z posiadania psa przyjdzie czas - teraz trzeba im przede wszystkim pomóc.
-
[quote name='tanitka']Nie dość ze dorabia w schronisku, to jeszcze zobaczcie ile kasy od ludzi wyciągnęła, spryciula Kinga! :) !![/QUOTE] wcale nie jestem spryciula :-( wlaśnie zaprzepaściłam kolejny strumień pieniędzy :placz: telefon dobijał mi sie od rana, odebrałam, i: - PO ILE są te WYZŁY? Co, ZA DARMO??? O ja głupia :splat:... Jakbym powiedziała, że WYŻŁY są po 615 zł za sztukę - to od razu zwróciłby sie cały rachunek :niewiem:. Ale za to wytłumaczyłam pani, ze wyżły są po Bardzo Ciężkiej Chorobie, i trzeba będzie włożyć w nie Bardzo, Bardzo Dużo Pieniędzy, żeby wyzdrowiały. Stąd też pytanie o ich cenę jest w tej sytuacji mało istotne. Na co pani, że a, to dziękuje.
-
[quote name='brazowa1']To tym bardziej napisz do Warszawy w niczym to nie zaszkodzi, [B]pewnie nastepnych i tak nie dostaniesz [/B], tylko poczekają, aż sobie po cichu z biegunki padną. Chociaz jak czytam,co sie dzieje w schroniskach ,to i tak uważam,że to cud,iż jakkolwiek leczyli i cokolwiek podawali,choćby "dla oka"...[/QUOTE] kochana - aż na tyle NIE DORABIAM w tym schronisku, żeby tak sobie co i rusz wyciągać całe mioty umarlaków... tym bardziej, ze z innego schroniska wyciągam dla odmiany zagrzybione szkielety ;-) ... i wszędzie bardzo dziękuję, że mi je wydali W TRAKCIE LECZENIA, podpisując, iż czynię to na własną odpowiedzialność. To się chyba jednak nazywa bezdenna głupota.
-
[quote name='brazowa1'] Kingo,ogłoszenia na Twój nr telefonu?[/QUOTE] tak - i proszę, dopisz jeszcze maila: [email][email protected][/email] dzięki!
-
[quote name='brazowa1']Kingo,a może napisac prośbę z opisem sytuacji, nie do oddziału w Koszalinie, tylko do Zarządu Głównego TOZu. W końcu psy zaraziły sie parvo w schronisku, a przyszły zdrowe. ?[/QUOTE] Wiola, ale te psy były w schronisku LECZONE. Pisałyśmy na pw, jak. A to, że pani Kinga zabrała je sobie do prywatnej lecznicy - to tylko fanaberie pani Kingi. Mogla czekać, że się w schronisku WYLECZĄ. Kierownik wydawał mi je niechętnie.
-
A teraz relacja pt: "Z życia Parvo-Kropek" Mała Chilli znowu w opałach. Spuchła jej dość mocno druga łapinka - czyli robi się drugi ropień, i pewnie potem druga przetoka. Nie widziałam osobiście, jutro z nią podjadę do lecznicy. Na szczęście z pozostałych łap (Czejena i drugiej łapy Chilli) opuchlizna ustępuje bez jakichś dodatkowych komplikacji. Jest to prawdopodobnie następstwo szprycowania organizmu ogromną ilością - jak na takie malizny - płynów, i teraz spływa z całego organizmu. Więc mam nadzieję, że i tu skończy się wyciskaniem ropy, bez infekcji bakteryjnej. Mała ma jeszcze słaby apetyt, najchętniej tylko siedziałaby na rękach i przytulała się. Widać, że mocno wymęczona chorobą i niedopieszczona. Taka bidusia z nędzą. Czuszka - nie muszę chyba mówić, że zdominowała Chilli. Nie ma takiej opcji, aby mała dotrzymała jej kroku - Czuszka kocha życie pełną piersią, a Chilli dopiero w to życie wkracza po raz drugi. Nie są za dobrze dobrane charakterologicznie w tym DT, ale innej opcji nie ma. Czuszka jest bardzo kontaktowa, wszędzie chce być pierwsza. Radosny, otwarty pies. Czejen - nadal pies-ideał. Próbuje obłaskawić domowe koty, z różnym skutkiem. Od kocicy zarobił dziś w gębę, więc teraz kombinuje, jak pobawić się z kocurem. Uwaga - zaczyna upominać się o wypuszczenie na siusiu i kupkę (!!!), wylatuje - robi, co ma zrobić, i myk do domu. DT twierdzi, że oprócz nieprzeciętnego charakteru wyróżnia się nieprzeciętną mądrością. brązowa - mozesz go brać w ciemno :p I na koniec mała ciekawostka KYNOLOGICZNA (bo skoro rasowe, to co mi tam :diabloti:...). Zauważyła dzisiaj koleżanka Ula, która zabierała ze mną chore kropeczki ze schroniska: U wszystkich jasna "strzałka" na głowie, między czarnymi okularami, przechodzi w trójkącik nad prawym okiem :lol:. Nigdy nad lewym. To taki ich znak rozpoznawczy. ...Żeby się odnalazły, jak będą dorosłe ;).
-
[quote name='tanitka']Brakuje 184 zł jak na razie? to już wysyłam bezpośrednio do Kingi :)[/QUOTE] :mdleje::mdleje::mdleje: Jak ja Was wszystkich kocham :buzi:. [I] Przy okazji mała opowiastka z życia wzięta, która nasunęła mi się w związku z tymi perturbacjami finansowymi. Rozmawiałam ostatnio z Mamą Zosi. Zosia jest sympatią mojego młodszego dziecka, Ksawera - 5 klasa szkoły podstawowej. Zosia spotkała mnie kiedyś w schronisku, w związku z wycieczką klasową tamże. po czym wróciła do domu z rewelacją: - A mama Ksawera to pracuje w schronisku! Na co Mama Zosi: - No wiesz, ale mama Ksawera nie wygląda na osobę, która pracuje w schronisku dla psów. Zosia myśli..., myśli..., i - :[/I] - Wiem! Może ona tam SOBIE DORABIA?! :diabloti:
-
[quote name='brazowa1'] Co do rachunku,nie powiem nic,bo musze ochłonąć. .[/QUOTE] [B]brązowa[/B] - uryczałam się nad tym rachunkiem jak bóbr, naprawdę - ale po prostu "moja" lecznica jest jedyną w Koszalinie, która może hospitalizować zwierzęta, tym bardziej z chorobami wirusowymi. No i wyciągnęli już kiedyś szczeniaki, które zabrałam ze schroniska, z parvo - tyle, ze wtedy płacił za nie TOZ (schronisko jest TOZowskie). Tym razem (schronisko nadal jest TOZowskie) nikt mi nie zaproponował pomocy finansowej, ale do tego już zdążyłam w Koszalinie przywyknąc. Alternatywą było trzeźwe myślenie i zostawienie kropek w schronie, nie one pierwsze i nie ostatnie odeszłyby u nas na parvo. Na temat leczenia schroniskowego nie wypowiadam się, nie mam wykształcenia weterynaryjnego. To Ati kazala brać maluchy jak najszybciej, od razu przejmując opiekę finansową nad nimi. No to zabrałam...