-
Posts
13134 -
Joined
-
Last visited
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by Flaire
-
!Airedale i inne (prosimy zakladac oddzielne tematy!)!
Flaire replied to a topic in Airedale terrier
Nie ma sprawy, dołączaj się! Ja też Misi mówię, szczególnie w psiej szkole, że jest skrzyżowaniem aireadla z osłem :evil: . -
!Airedale i inne (prosimy zakladac oddzielne tematy!)!
Flaire replied to a topic in Airedale terrier
Ale fajnie czapla by wyglądała w takiej klatce na łepetynie! Jeszcze przybrana w taki dywanik co to yorkowcy używają na wystawach! Syper! :roll: Ale już nic nie mówię, bo znowu mi się dostanie, że się nabijam :fadein: . -
!Airedale i inne (prosimy zakladac oddzielne tematy!)!
Flaire replied to a topic in Airedale terrier
czapla, całe szczęście, że klatka była na kerraka, a nie na yorka :lol: :lol: :lol: :lol: :lol: :lol: No i co, często w niej sypiasz? 8) -
Tylko to, co opisujesz, Dożyco, to, przynajmniej po angielsku, nie jest nazywane "inbreed" tylko "line breed". Jest to (przynajmniej w USA) najczęściej używana metoda w hodowli -- oznacza w wielkim skrócie, że jak przeprowadzić linie od psa hodowanego w ten sposób wstecz, to jak najwięcej z tych linii dotrze do tego samego przodka, z reguły jakiegoś super przedstawiciela rasy, no i nie za długo (w przeciągu kilku pokoleń). Żeby było "inbreed" (które jest stosowane -- znów w USA, bo na tutejszych zwyczajach się nie znam -- bardzo rzadko), topień pokrewieństwa musi być bardzo bliski, taki jak matka z synem, czy brat z siostrą. Już skojarzenie wnuczka-dziadek nie nazywne by było (po angielsku) "inbreed". Jeszcze raz podkreślam, że to co opisałam to znaczenie tego angielskiego słowa w USA, bo jak jest ono używane tutaj, to nie wiem.
-
czapla, ja Misi ni pokazałam tego zdjęcia... Miałam kiedyś sunię, która tak nie cierpiła swoich szczeniaków, że uciekła z domu przed nimi i gnała na oślep przez całe osiedle, żeby tylko jak najdalej od nich. Nie muszę chyba dodawać, że to był jej pierwszy i ostatni miot. Mam nadzieję, że Misi bardziej się spodoba macierzyństwo... Może jakieś zdjątko Luśki bawiącej się z synalkiem czy coś takiego? No i do Wrocka w końcu nie jadę, bo i tak Cię nie namówiłam, a szkoda mi opuszczać szkoleń. Będę się chyba kiedyś musiała do Płocka machnąć, żeby z Toba pogadać i poznać te Twoje bestyje... Jestem zgłoszona na europejską w Bratysławie, ale nie jadę z tego samego powodu.
-
!Airedale i inne (prosimy zakladac oddzielne tematy!)!
Flaire replied to a topic in Airedale terrier
No, czapla, uśmiałam się dobrze! Muszę sobie zapisać, gdzie ten Twój post, żebym mogła do niego kierować ludzi, którzy mi piszą, jaka ja jestem okrutna, że w ogóle mam klatkę dla psa. A Twoje psy sobie myślą tak: "Jak nasze pańcia postawiła specjalnie dla nas to cudo, to musi być to jakies fajne miejsce. Hmmm... co to jest? Chyba da się do tego wleźć -- no to trzeba spróbować, może tam w środku da się cosik spsocić. Ooo, jak tu się faijnie siedzi!!!!" Oczywiście, gdybyś kupiła nową kanapę albo kosz na śmieci, to reakcja byłaby tka sama! :lol: :lol: :lol: Całe terriery! -
DeDe, bardzo, bardzo dziękuję! Na priv napiszę Ci coś o mnie i o Misi, Natomiast tu chcę zapytać o kilka rzeczy wynikających z Twojego (świetnego) tekstu -- po prostu kilku rzeczy nie rozumiem. Po pierwsze, jak zrobić, żeby pies rewirował, tzn. biegł tam i spowrotem, raczej niż prosto naprzód? Misia trochę rewiruje (dokładniej na priv), a trochę biegnie prosto i nie mam zaufania, że wie, że ma biegać w te i wewte -- myślę, że u niej znalezienie zguby to kwestia przypadku (za którey jest, oczywiście, chwalona pod niebiosa) i bezmyślnego szukania, raczej niż systematycznego rewirowania. Czy jest jakiś sposób, żeby uczyć systematycznego przeszukiwania terenu? Po drugie, w opisanej metodzie, do czego służy podmienianie aportu na przysmak? Czy do tego, żeby zachęcić psa do szukania dalej, tzn. większego terenu? Jeśli tak, to jak nauczyć psa, że teren przeszukiwany ma również być szerszy? Mam wrażenie, że Misia szuka zbyt wąsko (jak napisałam powyżej, czasem biegnie prosto naprzód). Przydałby mi się również taki ogólny zarys planu nauki tego ćwiczenia. Zaczynamy, jak opisałaś, od odszukiwania własnego aportu w prostych sytuacjach i na niewielkim obszarze, a chcemy skończyć na znajdowaniu cudzej zguby w sytuacjach bardziej skomplikowanych i w większym terenie. Jakie są kroki pośrednie? Ja też, jak Ty, wierzę w uczenie małymi kroczkami, które pies jest w stanie opanować, natomiast na szkoleniu zaproponowano mi metodę, gdzie pies jest od razu rzucany na głeboką wodę. Pomimo że Misia zareagowała bardzo dobrze (więc może nie powinnam sie martwić i interesować innymi metodami), to jednak chciałabym wiedzieć, jak tego uczyć systematycznie i powoli, bo to mi lepiej leży. Jeżeli możesz coś napisać o uczeniu przy pomocy "linki" (o której wspomniałaś, a której nie lubisz), to też byłabym wdzięczna. Na razie nikt mi tego nie proponował, ale im więcej człowiek wie, tym lepiej. Jeszcze raz wielkie dzięki. Tutaj proszę Cię o szczegóły, które mogą się przydać komuś w przyszłości. Natomiast na priv napiszę Ci szczegóły o Misi.
-
Ignorując kwestię, czy olać sąsiadów, czy nie, moim zdaniem nie powinnaś olewać wyjącego psa. Wyjący pies nie jest szczęśliwy.
-
Tu nie chodzi o to, że to psu w trakcie biegu przeszkadza (bo raczej żadnemu nie przeszkadza). Ale bieganie po twardym podłożu jest niewskazane ze względu na zdrowie stawów (tak samo u ludzi, jak i u psów) i efekt może się pokazać dopiero za kilka lat. Więc radziłabym tego asfaltu jak najmniej, szczególnie u ras ze skłonnością do dysplazji (ale tak naprawdę to u wszystkich psów).Jeszcze do Dago, bo zauważyłam pytannie, czy można zacząć od godziny-dwóch. Ja bym zaczynała od znacznie krótszych tras, może 15 minut, i patrzyłabym na reakcję psa. Jeżeli pies ewidentnie nie jest zmęczony i chce biec dalej, to następnego razu może być 20 minut. I tak dalej. A jak przy jakiejś odległości wygląda na to, że ma dosyć, to zostać przy odrobinie krótszej odległości, aż kondycja się poprawi i dopiero potem próbować dłużej. Czyli znów, tak samo jak u ludzi.
-
Te, które ja używam nazywają się Frontline i są dostępne tylko u weta. Odradzam te dostępne w sklepach zoologicznych, które działają na zupełnie innej zasadzie, są mniej skuteczne ale za to bardziej szkodliwe dla psa.
-
My właśnie zaczynamy szkolenie na PTT i wygląda na to, że jesteśmy jedynymi szkolącymi na PTT w Warszawie. Więc szukałam wsparcia, osoby, której ewentualnie mogłabym sie poradzić w razie problemów (i nie tylko). Szkoleniowcy raczejnie znają nawet regulaminów. Jeżeli bylibyście gotowi nam pomóc, to od razu mam pierwsze pytanie: jak uczyliście rewirowania za zgubą?
-
I jeszcze coś powiem na temat tej kultury. W znakomitej większości schronisk w USA, zwierzęta są trzymane w schronisku przez jakiś czas(czasem bardzo krótki, np. 5 dni, ale częściej 2 tygodnie), a potem, jeśli nie znajdzie się właściciel albo ktoś chętny do adopcji, usypiane. (Znów -- nie mówię, że to lepiej! Piszę tylko, jak jest). Wydaje mi się, że dla większości osób w Polsce, ten system byłby nie do przyjęcia -- uważa się tu, że lepiej, żeby takie zwierzę spędziło cały swój żywot w schronisku, niż żeby je uśpić. Co więcej, w USA, rasowe psy nie są automatycznie tatuowane, a chipy dopiero zaczynają być używane. Więc jak ktoś znajdzie rasowego psa, to często nie ma sposobu, żeby znaleźć właściciela. Więc ja bym nie powiedziała, że jedna kultura jest lepsza czy gorsza, ale na pewno są bardzo różne.
-
No, może wyszło to zbyt różowo, bo tam też są przepełnione schroniska. Ale jednak jest jakoś inaczej, przynajmniej z podejściem do sterylizacji i z miotami dla zdrowia. No i nigdy nie słyszałam, żeby ktoś planował rozmnażać kundelka. Napewno się to zdarza, ale może nie tak często. Za to w schroniskach jest większy procent psów rasowych...
-
Dla stawów bezpieczniejsze jest bieganie po miękkim podłożu (ścieżki, trawa, itp) niż po twardzym (asfalt, bruk). Dla ludzi tak samo jak i dla psów. Jeżeli pies biega niedużo, to nie ma to większego znaczenia, ale jak ktoś zamierza rozpocząć intensywny program (szczególnie taki, gdzie on sobie wygodnie na rowerku będzie kręcił :wink: ) to jednak podłoże robi różnicę. To samo z prześwietleniami. ONy mają skłonności do dysplazji, więc jeżeli to ma być intensywny program, to ja bym najpierw prześwietliła. Ale jeśli tylko tak troszeńkę, nie więcej, niż każdy inny pies, no to oczywiście prześwietlenie nie jest konieczne.
-
Spróbuję wytłumaczyć, jak to jest w USA, ale nie wiem, czy mi się uda, bo jest kilka zasadniczych różnic w podejściu ludzi do kwestii rozmażania psów, jak również w regulaminie o tym, które psy mogą być rozmnażane. W USA, regulamin nie przewiduje "praw hodowlanych". Każdy pies czy suka z rodowodowym pochodzeniem może mieć rodowodowe szczenięta. Więc pojęcie "rasowy bez papierów" nie istnieje. To powoduje, że ceny wszystkich rasowych szczeniąt danej rasy są z grubsza takie same -- nie ma dwóch rynków: rodowodowego i "bez papierów". (Nie argumentuję, że jest to dobre rozwiązanie, więc za to do mnie nie strzelajcie -- po prostu piszę, jak jest!) Ale największą różnicą jest chyba podejście przeciętnego osobnika zakupującego psa. W USA, kwestia sterylizacji suczki jest zupełnie niekontrowersyjna -- w zasadzie wszystkie suczki, które nie są przewidziane do hodowli są sterylizowane. Nie znam hodowców, którzy sterylizują szczenięta przed sprzedażą, bo byłby to ogromny kłopot, nie mówiąc już o finansach (wyobraźcie sobie upilnowanie tuzina żwawych szczeniaków, żeby nie pozrywały sobie szwów!!! Makabra!) Natomiast w zasadzie wszyscy kupujący suczki (o pieskach za chwilę) samowolnie sterylizują te suczki, bo w ten sposób przedłużają im życie i pozbywają się kłopotu. Nie ma zabobonów na temat miotów dla zdrowia, czekania do pierwszej cieczki przed sterylizacją, itp. Po prostu sterylizacja jest na porządku dziennym. Również większość kupujących nie planuje rozmnarzania swoich pociech, bo wiąże się to z dużym kłopotem (a tam nie ma 20% bezrobocia, wszyscy pracują i nie mają czasu na odchowywanie szczeniąt) i dużym kosztem (bo usługi weterynaryjne i lekarstwa są tam bardzo drogie). Niektórzy hodowcy (może nawet większość) wpisują klauzulę wymagającą sterylizację do umowy, ale jest to raczej formalność i nigdy nie słyszałam o potrzebie prawnego egzekwowania takiej klauzuli. Natomiast słyszałam o sytuacji odwrotnej -- hodowca sprzedał sukę lub psa na prawach hodowlanych, a nowy właściciel wysterylizował!!! Psy w USA nie są kastrowane tak często jak suczki, chyba z dwóch powodów: 1) niesterylizowane psy nie powodują kłopotu zachodząc w ciążę, i 2) faceci mają problem, również w USA, z tym zabiegiem. Często jest tak, że żona chce kastrować, a mąż się nie zgadza. Nie będę teoryzować, dlaczego :wink: :) Tak więc osoba sprzedająca rasowe psy raczej nigdy się nie obawia konkurencji czy psucia rasy (aaa, bo jeszcze Stany są bardzo duże, więc właściwie nie ma ras tak rzadkich, żeby jedna dodatkowa hodowla robiła jakąś różnicę). Przeciwnie, hodowca, któremu uda się znaleźć kogoś, kto chce założyć hodowlę w oparciu o jego szczenię stara się tej osobie pomóc, bo to fajnie i spory komplement, jak nowa hodowla oparta jest na jego liniach. No więc została mi do opisanie jeszcze jedna różnica, być może najważniejsza. Hodowcy (napewno nie wszyscy, ale wszyscy, których znam) potrafią być bardzo wybredni jeśli chodzi o ludzi kupujących od nich szczenięta. Starają się z góry upewnić, że mogą tym ludziom zaufać. Proces kupienia szczenięcia często trwa wiele tygodni, i zaczyna się od wypełnienia przez kupującego ankiety, na temat dlaczego chce szczeniaka, jakie może mu zapewnić warunki, czy miał już psy, itp. Potem rozmowy kwalifikacyjne, itp. Więc jak już taka osoba zostanie wybrana na właściciela nowego szczeniaka, to hodowca może być prawie pewien, że kupujący żadnego głupstwa nie popełni. Ale żeby móc być tak wybrednym, nie można być zdesperowanym sprzedawcą, który nie ma co zrobić z podrastającymi szczeniętami -- najlepiej mieć długą listę chętnych zanim się szczenięta urodzą. A jeżeli nie ma się takiej listy, to może lepiej z miotem poczekać. Jovi, jeżeli rasa jest w Polsce rzadka i Twoja hodowla będzie pierwszą, to właśnie tak bym Ci radziła: bądź bardzo wybredna w wyborze ludzi, którym zgodzisz się sprzedać szczeniaka i nie będzie problemu. A tak z ciekawości: jaka to rasa?
-
Bearded Collie? Border Collie? Czy co??? Sorki, ale nie znam się na tych skrótach... :(
-
A w następnym poscie będzie pytał, jak ją przerobić na psa... :lol: :lol: :o :lol: . Jeszcze tego chyba nie było, więc tylko tak, podpowiadam :angel: .
-
Mami, cooooo???? To bzdura. Misia jest zarejestrowana w AKC i jej rodowód jest nostryfikowany w ZKwP, więc FCI. AKC i FCI jak najbardziej ze sobą współpracują. Jest wiele, wiele psów importowanych z USA do krajów FCI i na odwrót. Jeżeli chcesz sma sprawdzić, to mogę Ci posłać numery rejestracyjne Misi, nazwy innych psów, itp. Może chodzi o to, że AKC nie jest członkiem FCI, więc np. championaty są oddzielne. Ale o tym to już chyba i tak wiedziałaś, bo wiem, że czytałaś moje wypociny na temat championatu w USA. A jakiej rasy jest piesek?
-
czapla, więcej chcemy!!!
-
No i jak? Czy tylko yorczki jeżdżą pociągami???
-
Ja też popieram. Będzie lepszy w wykonywaniu komend optycznych na odległość. A jak znikniesz mu z pola widzenia, to będzie się intensywnie wpatrywał w miejsce, gdzie Cię widział po raz ostatni -- też ok.
-
Misia była kiedyś oceniana przez sędziego, który jej nie dotknął, nie sprawdził zgryzu i nie kazał się poruszać. Podczas oceny, pytał mnie kilkakrotnie, czy to klasa młodzieży (Misia była jedyną suczką, ale w klasie pośredniej). Poczym dał jej ocenę doskonałą, dobry opis, który nic jej nie zarzucał, ale nie CWC i nie BOS (był jeszcze pies, który wygrał BOB). Może ciągle jeszcze myślał, że to klasa młodzieży. :niewiem: A ja, naiwna, zawsze byłam zdania, że jedyne, co mi się należy na wystawie, to żeby sędzia mojego psa dokładnie obejrzał!
-
No doobra, to teraz ja... Psinki próbują Was zdominować. Nie powinny warczeć ani jak przemywacie oczy, ani jak przechodzicie obok jedzącego, ani jak odbieracie kość, ani nigdy. Jak będziecie na to pozwalać, to w końcu Was capną, gwarantuję. Musicie psa sobie podporządkować. Sposoby na to są opisane w różnych mądrych księgach, często tu cytowanych. Jeden sposó, który jest łatwy z małymi psami to przewracanie psa na grzbiet, brzuchem do góry. Na początku pies się najpewniej będzie wyrywał, bo to dla niego bardzo podporządkowana pozycja. Więc trzeba go przytrzymać aż się uspokoi. Chodzi o to, żeby stopniowo doprowadzić do sytuacji, gdzie on się w tej pozycji potrafi całkowicie zrelaksować, nie być napięty. A jeśli chodzi o reakcję na warknięcia to ja reaguję na KAŻDE bardzo ostro. Łapię psa za poliki po obu stronach pyska, patrzę prosto w oczy i mówię bardzo ostro "fe", czy cokolwiek wybierzecie w tym celu. Jeżeli pies się wyrywa lub dalej warczy, to potrząsam go trzymając nadal za poliki aż się uspokoi. Po prostu staram się reagować w przybliżeniu tak, jak jego psia mama. Powodzenia. Nie dajcie się Waszym terierkom terroryzować, bo one mają do tego spory talent!
-
Kastracja u psa to dużo lżejszy zabieg niż Leona poprzedni. A po niej, to już nie będzie ten Leonek, tylko to Leonko :wink: :lol: :lol: :lol: