Jump to content
Dogomania

Flaire

Members
  • Posts

    13134
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Flaire

  1. No to co, nikt nie może jutro posiedzieć ze szczeniakami przez trzy godzinki (13-16) ? :cry:
  2. Flaire

    Kleszcz!!!!!!!!

    argo, oczywiście wszystko, co piszesz, to prawda. Żaden środek nie jest na 100% skuteczny i z tego co czytałam, permethrin jest przeciw kleszczom skuteczniejszy od fipronilu. Widziałam gdzieś dane na temat skuteczności fipronilu, ale nie pamiętam gdzie. Jak jeszcze kiedyś zobaczę, to tu wstawię. Natomiast co do tego znalezionego kleszcza... Po pierwsze, jak czytam, że to był "duży groszek" to nie do końca wiem, co to znaczy, ale najprawdopodobniej nie był to w pełni opity kleszcz, bo takie są z reguły dużo większe niż "duże groszki". A jeżeli do pełnego opicia potrafią dojść w trzy dni, to w przeciągu mniej niż 24 godzin mogą być już "duże groszki". Tę teorię potwierdza moje doświadczenie, ale muszę przyznać, że pewności w tym zakresie nie mam... A po drugie, kleszcz znaleziony był "na płytkach", więc nie wiemy nawet, czy odpadł z psa, czy z właścicielki (która fipronilem traktowana nie była :wink: ). Chociaż zgadzam się jak najbardziej ( i sama często pisałam), że żadna metoda przeciwkleszczowa (w tym oczywiście fipronil) nie jest na 100% skuteczna, to również wydaje mi się, że wiele "przykładów" tego braku skuteczności są niejako "błędami eksperymentalnymi". Na przykład, mój wet powiedział mi, że jeżeli ktoś ma psa na granicy wagi pomiędzy mniejszą (tańszą) pipetką Frontlinu, a większą (droższą), to często trudno mu wytłumaczyć, że powinien użyć tej droższej (takie są zalecenia producenta). No a potem wraca jako przykład, że preparat okazał się nieskuteczny...
  3. Sajko, Misia kazała Ci przekazać (z własnego doświadczenia), że mały szybko nauczy się szczekać po polsku. Misia już była starsza jak tu przyjechała i też szybko się nauczyła, a wiadomo, że języki opanuwuje się najlepiej we wczesnym dzieciństwie, więc bulik nie powinien mieć problemu!
  4. To w jakiejś trefnej grupie byłaś, bo ja tam chodzę odkąd przenieśli tam szkolenia i jeszcze mi nigdy nic takiego nie sprawdzali... No podobno jest, ale ja nie wiem, gdzie.
  5. No fajna... A mnie znów ktoś potrzebny na puppysitting... Wtorek, od 13 do 16. Znajdę chętnych?
  6. Teoretycznie nie, ale w praktyce, jeśli będziesz tam o 9, to raczej tak. To sie niby odbywa tak, że grupy się zbierają na zewnątrz, a potem razem z instruktorem wchodzą. Ale w rzeczywistości, to lezą jak się da.Może osoba, która widziała tę akitę Ci pomoże - ja tylko mówię, że z mojego doświadczenia, tp nie zawsze jest to takie proste, jak się wydaje. Już w przeszłości, gdy tam chodziłam, próbowałam "złapać" kogoś z innej grupy, często bezskutecznie. Bo jak ja byłam wcześniej, to tamtej osoby nie było, albo się okazywało, że tego dnia akurat oni mają zajęcia o innej godzinie, albo my mieliśmy o innej godzinie, albo...
  7. Flaire

    Kleszcz!!!!!!!!

    Może być i opity, bo po Frontlinie powinien odpaść w przeciągu 24 godzin, a opić może się szybciej.
  8. Flaire

    Kliker

    Przeczytaj resztę mojej wypowiedzi, bo o tym również mówię. Mnie chodzi o to, że można sobie jakieś słowo czy też słowa wybrać i używać je dokładnie tak jak klikera - czyli zawsze ale to zawsze nagroda. Może to być "dobry piesek", ale większość osób nie potrafi się powstrzymać od powtarznia tego ot, tak, w innych kontekstach. Dlatego proponuję wybrać inne słowo, może być nonsensowne, np. ryf czy tratata czy cokolwiek, co będzie używane tylko w tym specyficznym celu. Może być kliknięcie językiem. OK?
  9. Ja teraz nie chodzę, więc nie mogę się spytać, ale problemów widzę kilka. Po pierwsze, tam się nie chodzi w celach towarzyskich - chodzi się na szkolenie i rzadko jest czas na rozmówki z osobami z innych grup, bo przerwy się nie pokrywają, a i kończą grupy o różnych porach, więc po szkoleniu też nie łatwo kogoś dopaść. Po drugie, gdyby ktoś obcy do mnie podszedł i poprosił o mój numer telefonu, bo chce go dać kolejnej obcej osobie, to grzecznie bym odmówiła. :roll: Niestety różne grupy spotykają się o różnych godzinach. Najwięcej jest od 9 do 11, ale jest i grupa ad 6 do 8! Tak, ale chyba nie wszystkie grupy. I frekwencja jest kiepska - nie wszyscy w środy przychodzą.
  10. Flaire

    Kleszcz!!!!!!!!

    Czyli Frontline zadziałało: właśnie tak ma działać, że jak kleszcz się nawet wessie, to sam odpadnie.
  11. lucyper, słyszałam z wiarygodnego źródła, że Pani Małgosia bardzo Ciebie i Twojego psiaka chwali.
  12. No co Ty? Egzaminy dopiero za miesiąc! Próbne będą za dwa-trzy tygodnie. To podskocz na Bemowo is spotkaj się z nią! Tutaj chyba nie ma nikogo z jej grupy.
  13. No właśnie, z Misią było chyba podobnie. Wiele suk karmiących nie chce pić, bo nie chce musieć opuszczać szczeniaków na siusiu. A Misia, jak zwykle przezorna, postanowiła to zastosować już pod koniec ciąży :wink: . Na szczęście łakomczuchem jest okrutnym, więc na rosołek się dała nabrać... Czytałam wiele o sukach, które przestają jeść przed porodem, albo po porodzie, ale nas to zupełnie nie dotyczyło. Jedyny posiłek, który Misia opuściła, to śniadanie, które miała zjeść już po tym, jak się jej zaczęły skurcze. Ale odrobiła to sobie natychmiast po urodzeniu pierwszego szczeniaka :D . Ja bardzo się cieszę, że Emilowi tak się poprawiło po tych zastrzykach. Mam nadzieję, że to początek stałej poprawy. Osobiście nigdy nie miałam problemów z trawieniem u moich psów, chociaż Misia ma dosyć delikatny żołądek. Dopóki dostaje normalną suchą karmę, kupki ma super, ale jak tylko dostanie niemal cokolwiek innego, to mamy problemy. A kości to już w ogóle nie może jeść - a tak bardzo je lubi :( .
  14. No ja tylko powiem, że psi psycholodzy raczej się z tą opinią nie zgadzają...
  15. Dobra, ale skonsultuj z wetem, bo tłuszcz naprawdę jest lżejszy od wody i w wodzie się raczej trudno rozpuszcza, więc ja bym zgadywała, że taki wywar tłuszczu ma niewiele (górną warstwę możesz usunąć, żeby usunąć jakieś niewidoczne odkłady). Jak Emil lubi rybę, to możesz również ugotować wywar na chudej rybie. Ale skonsultuj z wetem.
  16. Flaire

    Kliker

    Nie na parapecie - schowaj tak, żeby nie była widoczna. Jak cały czas sobie leży na parapecie, to każdy głupi widzi, że to nic specjalnego... A na jak długo wyjmujesz? Z Misią też tak było na początku, pomimo, że sesje trwały nie dłużej, jak 30 sekund, a często krócej. Oczywiście maksymalna zachęta w głosie, staraj się go podekscytować, pamiętaj, że próbujesz mu przekazać, że to jest najfajniejsza rzecz na świecie, i Ty tak bardzo się cieszysz, że to przynajmniej na tę chwilkę możesz mieć!
  17. BeataG - tłuszcz ma to do siebie, że jest lżejszy od wody. Gotujesz rosól, wstawiasz do lodówki, robi się galareta z tłuszczem na wierzchu, zbierasz tłuszcz, rozpuszczasz galaretę w temperaturze pokojowej i gotowe.Poza tym pisałaś, że dajesz mu kurczaka - a to nie jest za tłuste? Bo jak nie, to czemu na tym nie ugotować rosołu? Jakoś się tu nie rozumiemy... Może rosól to złe słowo - to nie ma być zupa dla ludzi, to ma być wywar mięsny (chudy!) do picia dla psa... Wiele najsurowszych diet właśnie na takim wywarze się opiera...
  18. Flaire

    Kliker

    BeataG - ale mnie chodzi o to: NIE SZUKAJ, WYRABIAJ TO!Jak? Wybież zabawkę, którą Emil lubi najbardziej. Schowaj w miejscu, w którym on wie, że ona będzie. Wyjmuj na krótko. Uwarunkowuj od tej zabawki. Nagradzaj na początku samą obecność zabawki koło psa, potem jakiekolwiek zainteresowanie, potem dotykanie pyskiem, itd. Ale zawsze po krótkiej sesji zabieraj i chowaj. W końcu, pies będzie się ślinił na sam widok tej zabawki :wink: . Misia dostaje świra na widok koziołka. Czy to się przełoży na samowolną zabawę, tak że nagroda stanie się niepotrzebna? Trudno powiedzieć - czasem tak, a czasem nie. Ale szansa jest... Mokka miała szczęście, bo znalazła "magiczną" piłeczkę, którą Leon się zainteresował. Ale to nie jest konieczne - takie zainteresowanie można z reguły wyrobić!
  19. BeataG, podejrzewam, że pije dosyć, ale jeśli nie... Ja miałam dopiero co podobny problem z Misią, która przed porodem przestała pić i była dosyć odwodniona. Wet powiedział, że jak się nie poprawi, to damy jej kroplówkę, ale ja mu zaimponowałam, bo ugotowałam Misi rosół (bez soli, oczywiście) i to podawałam zamiast wody... :D . Odwodnienie ustąpiło natychmiast (a specjalne podziękowania należą się Wind za to, że zrobiła mi zakupy na ten rosół). Jeśli chcesz oddać dla schroniskowców, to ja mogę załatwić transport.
  20. Flaire

    Kliker

    BeataG, ja Cię doskonale zrozumiałam... Więc też wyjaśniam :wink: : Mnie chodzi o to, żebyś właśnie na ten temat nie dawała za wygraną... Leon był chyba raczej skrajnym przypadkiem, zajęło mu to dwa lata (jak długo pracujesz nad tym z Emilem?), ale teraz nigdy byś nie zgadła, że on pasji do piłeczki nie miał od zawsze... Zaczęlo się od jednej konkretnej piłeczki, a teraz krąg zainteresowań się rozszerza... U Misi też tak było z aportem. Aportowała tylko dlatego, że wiedziała, że dostanie smakołyk. I aportowała tylko koziołek (bo tego była nauczona). Poza tym, żadne aporty, własne czy cudze, nic ją nie obchodziły. A teraz lata za własnymi i cudzymi piłeczkami z własnej woli. Ale to też zajęło ok. dwóch lat pracy.Więc nie wychodź z założenia, nie "obawiaj się", że dla Twojego psa, żadna zabawka nigdy nie stanie się nagrodą. Dąż do tego celu, a pies może Cię zaskoczyć, tak jak zrobiły to Leon i Misa.
  21. Flaire

    Kliker

    wendka, chyba w sumie się zgadzamy, tylko ja bym jeszcze dodała, że poza szukaniem pasji, które pies posiada, warto też czasami wyrobić pasje, których nie posiada. Ja porównuję to czasami do dzieci uczących się gry na pianinie. Mam taką koleżankę... Całe dzieciństwo uczyła się grać na pianinie i nienawidziła tego. A teraz jest dozgonnie wdzięczna rodzicom, że jednak zmuszali ją do tych lekcji. Tak też było z Misią i aportowaniem - kiedyś nie lubiła, teraz kocha. Oczywiście jest ryzyko, że dany pies danej zabawy może nie pokochać nigdy. Miałam kiedyś taką sukę. Owszem, nauczyła się aportować, ale nigdy nie było to jej ulubionym zajęciem. No cóż... Ja ciągle uważam, że warto próbować i radość, jaką Misiapokazuje na widok koziołka jest na to dowodem. W tym jest oczywiście trochę racji - jest to klasyczny argument używany przez niektórych zwolenników klikera. Ale w szkoleniu, ważniejsze od tego, jak krótkie czy długie, jest to, jak natychmiastowe - ta pochwała, słowna czy klikerowa, szczególnie na początku i szczególnie w wyłapywaniu, musi się zacząć dokładnie w momencie, kiedy pies zaczyna robić to, o co nam chodzi - natomiast nagródka może przyjść z opóźnieniem (bo przecież po to właśnie jest kliker, żeby można było sobie na to opóźnienie pozwolić). Wiele osób, szczególnie początkujących z niesfornym szczeniakiem, po prostu nie daje sobie rady i z psem, i ze smakołykiem, i jeszcze z tym natychmiastowym kliknięciem - nie sa na to dosyć skoordynowani. A opóźnienia w kliknięciu (czy pochwale słownej, jeżeli nie likasz) naprawdę się liczą. Oczywiście jeśli good doggie wydaje się zbyt długie, można je skrócić i używać krótszego słowa. A żeby nie użyć przypadkiem, może to być słowo nonsensowne, wymyślone specjalnie do tego celu. W końcu można, jak już gdzieś pisałam, kliknąć językiem. Grunt, żeby było to natychmiastowe i żeby (uprzednio) skojarzona z tym była nagroda. Jak wyżej...
  22. Flaire

    Kliker

    I jeszcze jedna sprawa: do uczenia niektórych rzeczy, zabawki (czy chęć gonienia) sprawdza się dużo lepiej, niż smakołyki. W przypadku Misi, piłeczka działa dużo lepiej, niż smakołyk żeby skłonić ją do przyspieszenia na torze agility (Misi z reguły nigdzie się nie spieszy). W przypadku Leona, zabawka sprawdza się świetnie przy uczeniu IPOwskiej komendy "puść". A poza tymi wyjątkami, i jeden pies, i drugi szkolone są na smakołyki. Ale teraz, gdy możemy również używać zabawek, bo psy nauczyły się na nie reagować, może znajdziemy i inne rzeczy, do których nadają się lepiej. Im więcej sztuczek w zapasie szkoleniowca, tym lepsze wyniki!
  23. Flaire

    Kliker

    wendka, Ja nie namawiam BeatyG, żeby koniecznie przekonała Emila do piłeczek, tylko żeby nie dawała za wygraną z zabawkami w ogóle. Również chcę jej przekazać, że takiej "miłości" do zabawek można nauczyć i, w moim przekonaniu, warto. Dlaczgo? No... Tego się nie da do końca opowiedzieć. Dopiero jak się zobaczy jak pies, który nigdy nie bawił się żadnymi zabawkami, dostaje na punkcie jednej zabawki świra, ile radości mu ta zabawka daje - dopiero wtedy naprawdę zrozumie się, że było warto. Ale oczywiście przymusu nie ma...
  24. Flaire

    Kliker

    BeataG, nie trać nadziei. Jak już wyzrowiejecie i zdacie wszystko, a my znajdziemy teren, to poznasz Mokkę i Leona. Leon to pies po przejściach, znaleziony w wieku trzech lat. Ja go znam od teraz jest u Mokki już dwa lata; ja go go znam od półtora roku. Więc Leon też wszystkie zabawki zawsze miał gdzieś. Więcej, on w ogóle się nie umiał bawić. Zajęło mu prawie te całe dwa lata, żeby nabrać radości życia i zacząć się bawić. A zaczęło się, już chyba z pół roku temu, od pewnej piłeczki... Moja Misia była szczeniakiem chuchanym i dmuchanym i bawiła się od zawsze. Ale była psem nieaportującym, więc latanie za piłeczką miała gdzieś. A teraz? Na przerwach agility, lata i kradnie innym psom piłeczki. I lata po terenie z piłeczką w pysku. Jak nie mój pies! Teraz, i Mokka i ja używamy już piłeczek w szkoleniu! (W innych celach). Więc nie dawaj za wygrane z tymi piłeczkami. Ale przyjmij strategię nauczenia psa, że jedna, wybrana piłeczka jest skarbem ponad życie. Od tego się zaczęło i u Misi, i u Leona. Naprawdę warto!
  25. Flaire

    Kliker

    Dla mojego też, ale wiesz co? Po trzech latach intensywnej pracy doszłyśmy do tego, że w niektórych sytuacjach, piłeczka też stałą się nagrodą! Ale nie przyszło to samo... I boję się, że teraz po szczeniakach możemy to stracić, bo odkąd Misia była w ciąży no i ciągle teraz zabawki ją już nie interesują :( . Może to dlatego, że teraz ma na łbie obowiązki i jak się ich pozbędzie, to wróci do swojego normalnego, beztroskiego, zabawowego stanu... Ale narazie to poważny pies z obowiązkami, więc piłeczki jej niepotrzebne.
×
×
  • Create New...