-
Posts
13134 -
Joined
-
Last visited
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by Flaire
-
[quote name='zadziorny']Wiedziałem, że to Ty :roll: dlatego napisałem: "ktoś" :evil_lol: :cool3:[/quote]Tia... Na pewno. :diabloti: ;-) Bardzo tu u Was miło na tej porannej kawce, szczególnie gdy bogula, starym zwyczajem, inauguruje! :-)
-
Zgadzam się z coztego - moim zdaniem ona nie kuma, ani że nie należy się załatwiać w domu, ani że należy się załatwiać na dworzu. Nie wiem, jak jej tego uczyliście, ale pies poprawnie uczony czystości siusia jak tylko znajdzie się na dworzu w miejscu, gdzie został nauczony, żeby siusiać, więc tu coś było zrobione nie tak. Poza wychwalaniem pod niebiosa, przyadłyby się jeszcze smakołyki - i to nie byle jakie, ale jej ulubione! Jak tylko się wysiusia na dworze nagradzajcie ją smakołykiem. No i pilnujcie - bo każde siknięcie i kupa w domu utrwala ją w przekonaniu, że tak można. Powinniście nauczyć się rozpoznawać, kiedy jej się zbiera i wychodzić właśnie wtedy.
-
A badanie na babeszjozę było w końcu zrobione?
-
[quote name='betty_labrador']no tak, ale nie wszedzie mozna to dostac pewnie.....[/quote]betty, nie bardzo rozumiem, o co Ci chodzi, exspot jest dosyć powszechnie dostępny - na pewno nie "wszędzie", ale naszukać się też nie trzeba. :roll:
-
[quote name='Nor(a)']Słyszałam też wcześniej, że "bardziej trzyma się właściela".[/quote]To raczej do wykastrowanych psów się chyba odnosi, bo niektóre przynajmniej przestają na dziewczynki latać ;-).
-
!Airedale i inne (prosimy zakladac oddzielne tematy!)!
Flaire replied to a topic in Airedale terrier
Mnie te czarne przebarwienia kojarzą się z jakąś chorobą specyficzną dla jakiejś razy, ale narazie nic więcej nie pamiętam... :-( Jeśli sobie przypomnę, to sprawdzę, czy jest w ogóle możliwe, żeby to schorzenie występowało u AT i ewentualnie dam znać... -
kerry blue terrier (prosimy zakladac oddzielne tematy!)!
Flaire replied to kela's topic in Kerry blue terrier
[quote name='czapla']Flaire - super, ze bedziesz u nas na zawodach:multi: Bedziesz z obiema dziewczynami? a moze z trzema?[/quote]Na pewno z dwoma. Z trzema raczej nie, chyba żebym z jakiegoś powodu musiała nad Apcią dłuższy nadzór sprawować... [quote name='czapla']Strzasznie chce zobaczyc piLotke:cool3: , bo jak ja widzialam, to byla uroczym szczeniorem(straszliwym gryzoniem:lol: ),[/quote]Z tym gryzoniem to się nie zmieniło - w każdym razie nie na lepsze. :roll: A dodatkowo teraz jest rekinem, bo na dole ma 4 kły! :lol: [quote name='czapla']w naszych lacznicach oblezenie - babeszjoza zbiera zniwo:-([/quote]U nas to samo. :-( -
!Airedale i inne (prosimy zakladac oddzielne tematy!)!
Flaire replied to a topic in Airedale terrier
[quote name='Mokka']Prosto i krótko - kastracja jest to usunięcie narządów płciowych bezpowrotnie i na zawsze (no chiba, że implanty), zaś sterylizacja to podwiązanie przewodów (jajowodów, nasieniowodów), obie te metody można stosować niezależnie od płci, choć moim zdaniem sterylizacja to kicha, bo nic nie daje.[/quote]To wszystko prawda, ale warto dodać, że w mowie potocznej, kastrację suki nazywa się sterylizacją. -
[quote name='betty_labrador']to dlaczego moja zachorowala 3 raz? pomimo ze jest dobrze zywiona?(obecnie barfem?)[/quote]betty, bo to jest niewątpliwie indywidualna cecha - jedne psy wydają się być bardziej podatne, a inne - mniej. Za mało jeszcze rozumiemy immunologię, żeby wiedziać dlaczego tak jest - tak samo jak nie rozumiemy, dlaczego jedni ludzie nigdy nie łapią katarów, a inni ciągle smarczą, czy też dlaczego nie wszyscy zarażeni wirusem AIDS zapadają na tę chorobę.
-
[quote name='Toller-Fox']To pewnie razem z morfologią będzie. [/quote]Nie koniecznie, bo to zupełnie inny test - szuka się pierwotniaków pod mikroskopem, najlepiej we krwi z małego naczynka, takiego jak w uchu.
-
Dokładnie tak, M&M, ja też wielu właścicielom pokazywałam, jak podskubywać, jednym się chce, innym - nie. I wiem, że nie ma możliwości w czasie jednej sesji całego psa porządnie wyskubać, szczególnbie dużego psa - to jest niesmowicie pracochłonne i albo wszyscy fryzjerzy by z torbami poszli, albo musiałoby to kosztować majątek i nikt nie chciałby za to płacić :roll:
-
Toller-Fox, a sprawdzali, czy przypadkiem babeszjozy nie ma?
-
[quote name='jaszczurka']Nigdy nie mialam szorstowlosego psa. [/quote]No to jest oczywiste ;-). Bo gdybyś miała szorstkowłosego teriera i również miała psa rasy, która linieje, to doskonale byś rozumiała, na czym polega różnica. Owszem, niektóre psy, które linieją, tracą sierść, wydawałoby się, cały rok, inne - w niektórych latach dłużej, a w innych - krócej. Ale to ciągle działa na zupełnie innych zasadach, niż u szorstkowłosego teriera. [quote name='jaszczurka']Zawsze trymowany u fryzjera.[/quote]To wiele wyjaśnia ;-). Żeby terier nie gubił sierści, ta sierść musi być pielęgnowana na okrągło - tak co dwa tygodnie co najmniej - a nie raz na kilka miesięcy u fryzjera. A poza tym, jak już pisałam w tym topiku, niemal wszyscy fryzjerzy używają maszynki i nożyczek chociaż trochę - więc pies pielęgnowany u fryzjera będzie gubił sierść, bo jest troszkę jednak strzyżony. [quote name='jaszczurka']Co to znaczy, ze ona nie wie, o czym mowi? [/quote]Chyba znaczy po prostu, że nie wie jak pielęgnować sierść swojego psa w sposób, który zapobiegałby gubieniu sierści po domu. :roll:
-
[quote name='asher']Suka może stać się nieco twardsza psychicznie, powinna też stać się stabilniejsza emocjonalnie (brak okresów przecieczkowych, cieczek, i ciąż urojonych, które tak naprawde ma każda suka, ale u niektórych objawia sie to tylko złym samopoczuciem, rozdrażnieniem).[/quote]Tyle że to szczeniak - więc ona się będzie stawać starsza psychcznie tak czy siak, z wiekiem ;-). Tak samo z tymi emocjami - ona jeszcze tych rzeczy nie miała. ;-) Behemot, większość ekspertów twierdzi, że sterylizacja ma minimalny - jesli w ogóle jakikolwiek - wpływ na psychikę przeciętnej suki. W Twoim przypadku, ponieważ sterylizowałaś przed pierwszą cieczką, sunia może pozostać troszkę bardziej "szczeniakowata" (przylepna, niesforna ;-) ). Ale nigdy nie będziesz wiedziała, czy zmiany w jej psychice, które obserwujesz, to kwestia normalnego dorastania, czy też skutek sterylizacji - tak że ja bym się jakimikolwiek rzekomymi skutkami specjalnie nie przejmowała. Tak minimalne i rzadkie skutki można zaobserwować tylko badając statystycznie tendencje w dużej populacji wysterylizowanych osobników i porównując z podobną populacją osobników niewysterylizowanych. Bo w każdym pojedyńczym przypadku po prostu nie wiesz, czy jakiekolwiek zaobserwowane zmiany nie są osobniczą cechą tej suni i nie wystąpiłyby również gdyby steryliki nie przeprowadzono.
-
!Airedale i inne (prosimy zakladac oddzielne tematy!)!
Flaire replied to a topic in Airedale terrier
[quote name='borsaf']13.04 Saxanka i Lotka Dobrze? jak cos pomyliłam to poprawcie lub dodajcie.[/quote]Dzięki wielkie za pamięć! Lotka jest z 14. :-) -
Ja nie wiem, w jakim stopniu taki np. Frontline jest skuteczny przeciw polskim kleszczom, bo moje psy, odkąd tu są, zawsze były zakroplone i nigdy kleszczy nie łapały. Czy to Frontline, czy to ich naturalna odporność na polskie kleszcze - nie potrafię powiedzieć. Natomiast wiem z autopsji, że Frontline jest niesłychanie skuteczny na moich psach przeciw kalifornijskim kleszczom, bo zanim go zaczęłam używać, psy łapały ich tony, a jak zaczęłam używać - przestały łapać w ogóle. Może jeszcze więc opiszę, jak to się stało, że zaczęłam używać Frontline. Dawno, dawno temu, w Kalifornii, moje psy podkopały się pod płotem i zniknęły. Nie było ich trzy dni. Po trzech dniach zadzwonili do mnie z rancho, położonego w linii prostej o jakieś 5 km od mojego domu (przez dzikie lasy i łąki), że mają moje psy. Pojechałam je odebrać. (Okazało się, nb., że rancho należało do Neila Younga - nie wiem, czy to nazwisko coś tu komuś mówi, ale to nie ważne, bo to nie ma nic wspólnego z moimi kleszczami - tak tylko dodaje koloru do mojej opowieści ;-) ). Psy były w fatalnym stanie. Umorusane nieprawdopodobnie, pokryte krwią i błotem. Jak się potem okazało, jedna była pełna śrutu - zgaduję, że goniła konie lub krowy i jakiś cowboy strzelił jej w tyłek. No i były pokryte kleszczami w ilościach trudnych do wyobrażenia. Z jednej wyciągnęłam ponad 180 kleszczy - nie żartuję i nie przesadzam, bo je liczyłam. Przygotowałam sobie słoik ze spirytusem, wyrywałam te kleszcze i topiłam w spirytusie. Normalnie makabra. Przed tym wydarzeniem oczywiście psy łapały kleszcze dosyć często, ale ponieważ w owych czasach w Kalifornii żadnych poważnych chorób odkleszczowych jeszcze nie było, to po prostu radziłam sobie wyciągając te kleszcze. Ale po tym wydarzeniu, zakropliłam psy Frontlinem. I od tego czasu nie przydarzył nam się ani jeden wbity kalifornijski kleszcz. Przez ostatnie 4,5 roku w Polsce przydarzył sie tylko jeden - gdy go znalazłam, był już dosyć niemrawy. Przy sierści moich psów ja uważam, że nie miałabym szans wyłapać wszystkich kleszczy samymi tylko przeglądami - zależnie od fazy ich życia, te pskudy potrafią być maciupeńkie, wielkości główki szpilki. Tak więc ja owszem, przeglądam, ale również zabezpieczam Frontlinem. Po moim doświadczeniu z kleszczami, takie zabezpieczenie na pewno nie jest przecenione - raczej na odwrót. Kto tak nie myśli nigdy nie wyciągał 180 kleszczy z jednego psa. ;-)
-
[quote name='wolfi']Może te podatne psy są za dużo szczepione ..?[/quote]To by była fajna teoria, tyle że w miarę jak w USA odchodzi się od corocznych szczepień i wyrzuca ze szczepionek taką coronowirozę, notuje się więcej zamiast mniej przypadków ostrej babeszjozy ;-). Więc może należy powrócić do corocznych szczepień i dodać z powrotem coronę. (UWAGA UWAGA - to był żart - wolfi to wie (mam nadzieję!!!), ale nie chcę, żeby ktokolwiek myślał, że ja zlaecam częstsze szczepienia jako metodę zapobiegania babeszji!!!) [quote name='wolfi']Babeszji też są pewnie bardziej i mniej zjadliwe szczepy ..[/quote]No więc właśnie na to wychodzi... [quote name='wolfi']A może to faktycznie zalety Greenies :cool1: - blokują jelita i żadna babeszja się nie przeciśnie ...[/quote]To by tłumaczyło, dlaczego moje psy jeszcze nie przechodziły babeszjozy! A ja głupia cały czas myślałam, że to dlatego, że kleszczy nie łapią (bo są traktowane tym rakotwórczym firponilem :roll:).
-
[quote name='wolfi']Cariers czyli po prostu bezobjawowi nosiciele . Mają babeszję ale nie chorują . Tak samo może być z babeszją pokleszczową. Może dać tylko bezobjawowe nosicielstwo.[/quote]Dokładnie tak. [quote name='wolfi']Wszystko leży w jakości odporności.[/quote]Może i tak, ale w takim przypadku należałoby się zastanowić, dlaczego psy w USA (głównie schroniskowce!), które są zarażone to najczęściej bezobjawowi nosiciele, podczas gdy psy bardzo odpowiedzialnych i dbających o swoje psy właścicieli w Polsce (w tym wielu dogomaniaków) przechodzą bardzo poważne ostre zakażenia z uszkodzonymi organami wewnętrznymi i często mało na tę chorobę nie schodzą. Myślę, że to nie tylko kwestia indywidualnej odporności - myślę, że te bestie są jednak inne tutaj niż za oceanem - przynajmniej na razie. Chyba że Greenies czy inne sztuczne jedzenie, tak popularne w USA, uodparnia :cool3: :evil_lol: .
-
[quote name='wolfi']Odnośnie preparatu Fipronil :[/quote]Większość innych preparatów antykleszczowych jest opartych na permetrynie, która jest o wiele bardziej toksyczna, niestety.
-
[quote name='wolfi']Dziękuję :). Zastanawiam się tylko- seropozytywna matka ( bezobjawowy nosiciel )zakaża szczenięta przezłożyskowo. Ale jeśli jest po leczeniu babeszjozy to też może być seropozytywna ?[/quote]Jak najbardziej może i najprawdopodobniej będzie. Będzie miała pozytywne testy IFA na przeciwciała. [quote name='wolfi']ale chyba nie zaraża wtedy ?..[/quote]Ja nie wiem, bo się tym nie interesowałam i to może być inaczej w USA i tutaj, ale według tych tekstów jak najbardziej zaraża. :crazyeye: [quote name='wolfi']Zdrowy, dobrze odżywiony pies, z silnym systemem immunologicznym jest mniej podatny na infekcję ,także babeszję.[/quote]Pewnie tak, chociaż w cytowanym przez Ciebie tekscie chodziło o nosicieli ("carrier dogs") - u nich, aktywne zakażenie samoistnie wystąpi najczęsciej wtedy, gdy z jakiegoś powodu (np. cieczka u suki :roll:) nastąpi spadek odporności.
-
[quote name='freda']a może po prostu tam jest to lepiej opisane i diagnozowane[/quote]Na pewno jest lepiej opisane - diagnozowane to nie wiem czy lepiej, bo - uwierz mi - tam ta choroba na dobrą sprawę nie istnieje, na pewno nie tak, jak u nas, gdzie każdy psiarz o tym słyszał i psy chorują na lewo i na prawo. :roll: Tam żaden psiarz o tym nie słyszał, a weterynarze często też nie wiedzą o babeszjozie jako o groźnej chorobie. Nie do końca chyba jest zrozumiane, dlaczego tutaj ta choroba jest tak o tyle groźniejsza niż tam i pomimo, że czytam w podanych przez Ciebie tekstach z USA, że babeszjoza to choroba głównie młodych psów (poniżej dwóch lat), to przecież wszyscy wiemy, że w Polsce to wcale nieprawda! Więc z jakiegoś powodu, w USA jest z tym inaczej. W niektórych tekstach można się doczytać podpowiedzi, jak to możliwe: pierwotniaki nawet tego samego gatunku (b. canis) można dalej podzielić na podstawie drobnych różnic w DNA i może jedne są bardziej niebezpieczne od innych??? :niewiem: Tak chyba spekulował jeden z tych tekstów, a tak na pewno to nie wiadomo... Ja osobiście w pewnym sensie żałuję, że w USA b. canis raczej nie powoduje objawów chorobowych, bo tam jest gruba forsa, którą możnaby wyłożyć na mniej niebezpieczne i skuteczniejsze leczenie - ale żeby tak się stało, choroba musi być tam powszechnie uważana za poważne zagrożenie, a póki co tak nie jest. Np. gdy wybuchła pierwsza epidemia parwowirozy, bardzo szybko pojawiła się szczepionka... A na babeszjozę, z tego co wiem, leki są wciąż dosyć prymitywne. :-(
-
Ja teraz lecę do roboty, więc odpowiem później - ale Ty zrób zdjęcie tym szwom i wstaw, bo odpowiedź zależy od tego, jak była zszywana. ;-) No i jakimi nićmi - choć to ze zdjęcia może być trudno rozpoznać. ;-)
-
[quote name='Mokka']Szkoda tylko, że w hodowli nie dbają o taki "drobiazg" i że nie wstydzą się wypuszczać w świat tak wystraszonych piesków. :shake:[/quote]Wiesz, nie jest moim zamiarem bronić tutaj hodowcy, ale wydaje mi się, że taki problem może być dla przeciętnego hodowcy - szczególnie miniaturek - trudny do zauważenia. Młodych szczeniąt zwykle na świat się nie wypuszcza, obcych też wiele osób boi się w Polsce do szczeniąt zapraszać ze względu na niebezpieczeństwo chorób zakaźnych, a bez tego, na swoim terenie i ze swoimi domownikami, taka sunia mogła zachowywać się zupełnie normalnie. Ja moje szczeniaki socjlaizowałam praktycznie od urodzenia i niewątpliwie wiele osób miałoby mi za złe, że na przykład nie czekałam z lotką do kompletu szczepień zanim zaczęłam z nią wychodzić, czy że zapraszałam obcych do małych szczyli. Ale dla mnie zdrowie psychiczne jest tak samo ważne, jak zdrowie fizyczne - na szczęście mój wet się z tym zgadza - więc musimy iść na kompromis. Jednocześnie nie dziwię się ludzim, którzy są ostrożniejsi i trzymają ściślejszą kwarantannę. Oczywiście nie wszystko, co napisałam, odnosi się do tej suni, bo ona była starsza. Ale podejście do miniatur jest często właśnie takie, że one głównie siedzą w domu - gdzie zachowują się normalnie - i o szerszą socjalizację mało kto dba.
-
[quote name='Behemot']Niestety nie :shake:[/quote]Behemot, zacznij ją tego uczyć. Nie uda się do wtorku, ale może trochę już pomóc. Ja moje szczenięta od początku przewracam do góry brzuchem. Lotka była chyba ze wszystkich najgorsza i na początku baaaardzo tego nie lubiła. Teraz już jest ok. To jest pożyteczne z wielu powodów - nie mam teraz niestety czasu się rozwodzić nad tym... ale zacznij ja uczyć!
-
[quote name='Wind']Zwracajac sie do psa, wolajac go lub zachecajac do podejscia do rak, ZAWSZE to robimy kucajac. Male pieski o wiele lepiej reaguja, na mile "cwierkanie" [B]na ich poziomie[/B], a nie te slyszane od wielkiego, stojacego ludzkiego "posagu" ;).[/quote]To jest bardzo ważne! W przypadku małego, wystraszonego pieska, ja nawet czasem wręcz pełzam po podłodze, żeby moja twarz była na jego poziomie. Wygląda to tak, że leżę plackiem na brzuchu, a na wyciągniętej przed siebie ręce mam smakołyk. :-) No i ćwierkam, chociaż w przypadku wystraszonego pieska, robię to niezbyt głośno i delikatnie. Ibolya, mam jeszcze pytanko, bo czegoś nie rozumiem... Pisałaś, że Zuzia sporo przebywa na kolanach - jak ona się tam znajduje, skoro boi się podejść? :crazyeye: