W skrócie telegraficznym - psica nieco większa od chomika, lat około 14, hierarchia ustalona, zasad trzymamy się twardo i konsekwentnie. Poza spaniem w łużku, co bynajmniej nie zaowocowało jakimiś problemami. Sucz w typie "ty mi mów co mam robić, a ja będę robić".
Wszystko byłoby OK, gdyby nie to, że mnie słucha, a TZ ma w d... głębokim poważaniu. Dochodzi do tego, że TZ boi się ją spuścić ze smyczy, bo cielęcina wyłazi na ulicę, udaje głuchą i że ona wcale nie z tym panem. Ucieka mu z mieszkania na klatkę, nie daje się odwołać spowrotem, musi za nią lecieć i przynosić do domu itd itp. No i co z tym fantem zrobić? Jakie błędy popełniłam?