Głęboko eko to można być gdzieś w kanadyjskich lasach. Tam też przydadzą się myśliwi, bo u nas zapewne wystarczyliby leśnicy, szczególnie przy tym tempie zabudowy, jaki mamy ostatnio (i przebudowy nowozbudowanego).
Ale już - wydaje mi się - była z Bezag rozmowa o sensowności ideologicznego odmawiania sobie mięsa i pocieszania się jajeczkiem w globalnej aglomeracji miejskiej, jeśli nie ma się własnych kur i kawałka ziemi. Bez sensu - na jedno wychodzi.
Inaczej się na to patrzy, gdy ma się kurki zielononóżki we własnej zagrodzie, a inaczej z perspektywy 10-cio piętrowca i hipermarketu.
Jeśli co tydzień zacznę się tłuc samochodem 40 km po jajka od szczęśliwych kurek, to na pewno będę bardzo eko ;)