Jump to content
Dogomania

Pani Profesor

Members
  • Posts

    2333
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    1

Everything posted by Pani Profesor

  1. hahahha, kangur z tą plakietką do kluczy przy obroży wygląda jak dozorca :D :D :loveu:
  2. albo radośnie skoczyć sobie nawzajem do gardeł :diabloti: Pat nie szanuje i nie boi się ON-ków, za małe :diabloti: coś tak 50kg w górę, to może, może... :evil_lol:
  3. ale fajne zdjęcie :D jakby się szykowały do wieczerzy :evil_lol: ja się np. nie boję kontaktu Patryka z olbrzymimi psami, np. tybetanami, rhodesianami, jakimiś powyżej 50kg, bo on do takich [I]raczej [/I]nie startuje, a jak pies leci, to mniej więcej widać jego zamiary, więc o ile nie ma irokeza, to pozwalam się powąchać.
  4. Patryk histeryzuje, jak robi coś przy nim wetka :diabloti: kiedy wchodzi do domu to ją wita, wszystko fajnie, ale jak już się rozbierze, postawi torbę na podłodze i kucnie.. ostatnio ścinała mu pazury, to z TŻ-tem we dwójkę przytrzymywaliśmy psa, który drżał jak w febrze a po każdym KLIK obcinacza piszczał, jakby mu ucięło całą łapę :diabloti: a po "badaniu" HYC na legowisko i katatonia, gapi się przed siebie i nie docierają do niego bodźce ze świata :diabloti:
  5. [quote name='3 x'] nie wiem jak jest u Ciebie ale u mnie większośc psów chodzących samopas bez smyczy to małe jazgoczące coś duże (a dla mnie nawet średniaki) sa w 99% na smyczy bo wielu ludzi boi się dużych psów a ich właściciele zdają się to rozumiec i nie puszczają swoich miśków luzem w przeciwieństwie do znaczej większości właścicieli psów małych bo ich piesek [I]jest mały i przeciez krzywdy nie zrobi[/I] [/QUOTE] a ja właśnie mam odwrotnie- mało widzę drobniaków luzem (może w obawie przed tymi większymi), za to duże psy chodzą często luzem i właśnie pewnie stąd te krzyki "on nic nie zrobi" - może właściciel takiego goldena myśli, że się spinam i zabieram psa naprędce ze strachu przed "dużym psem", a tu zupełnie nie o to chodzi, tylko czasem nie zdążę wyjaśnić, bo Patryk już pogoni delikwenta :cool3: zadziwiające jest to, że znakomita większość psów się go boi i odpuszcza :cool3:
  6. eeeech :roll: kibice, ja miałam tylko jedną zaczepko-dyskusję z 'podobnymi' w tramwaju, ale w dzień (choć byli na bani :cool3:)no i oczywiście dziewczyna + pies = okazja na prymitywny podryw :razz: pogadali tylko niby do psa, "gdzie lecisz, batmanie", "a mnie uratujesz? HE HE" (Pat ma obrożę w batmany :razz:) i jakieś takie inne durnowate zaczepki, ale ogólnie myślę, że pies do dobry 'wentyl' na rozluźnienie napiętej atmosfery, zawsze jakiś punkt odniesienia, gdyby nie pies, to pewnie by było "a dokąd to koleżanka jedzie" :roll: inna bajka, że mój aniołek zaczął nocami szczekać na ludzi :loveu: i jestem z tego SZCZERZE zadowolona, w dzień nie burczy na ludzi, nigdy (tylko na psy), ale byłam z nim ostatnio w nocy w krzaczorach na kupę (nie znoszę połączenia krzaki + noc) i nadchodziła jakaś para powolnym krokiem, na co Pat się nastroszył i WRRRRRR... i bardzo dobrze. w dzień nie warczy, w nocy zaczął - cieszę się, bo zawsze to jakiś odstraszacz, z daleka, po ciemku, nie widać co ja tam prowadzę, więc może zmniejsza to ryzyko ewentualnego "dawaj telefon" albo "pokażę ci siusiaka, przechodniu", bo w moich spacerowych okolicach to popularna rozrywka :cool3:
  7. [quote name='Baski_Kropka']Nam niby nie brakuje energii, ale bardzo by nam się przydał zapał do latania za piłeczką, więc możesz troszeczkę Dexowi sprezentować Pani Profesor :P [/QUOTE] u nas problemem nie tyle jest energia, bo Pata się da dosyć szybko zmęczyć (wyrzutnia do piłek albo TŻ, który miota dalej niż ja i pies musi dłużej lecieć :cool3:), tylko notoryczna ochota na aportowanie, przykład - podczas maratonów spacerowych albo wycieczek (albo siedzenia na zewnątrz w lecie) lata jak psychol za tą piłką, pada wycieńczony w cieniu, mija 15min. i znowu niesie aport :diabloti: i to może tak trwać godzinami, cały dzień, noc, tydzień, miesiąc :diabloti:
  8. [quote name='LadyS'] Albo, co się zdarza bardzo często tutaj, gdzie teraz mieszkam - popuszczają smycz psu, który z pianą na mordzie rzuca się do mojego. Mój pies unika konfliktów jak może, ale jest już dorosły, więc jak inny pies nie chce iść "na ugodę", a cały czas go maltretuje, to robi się niemiły. Ja potrafię swojego uspokoić - inni ludzie rzadko kiedy. Oczywiście, zdarza się, że ktoś sam z siebie przyjdzie, przeprosi, że pies podbiegł - no cóż, wypadki chodzą po ludziach. [/QUOTE] tylko raz trafiłam na kogoś, kto popuścił smycz z agresorem - amstaffa na flexi, pisałam o tym kiedyś, pod moim własnym blokiem, myślałam, że się zesram ze strachu jak usłyszałam KRRRRT wyciąganej na siłę flexi... mój pies by tego nie przeżył na bank, bo ast leciał z otwartą japą, a Patryk ujadał wściekle :roll:, ale to był jakiś totalny bezmózg (właściciel), poza tą akcją nie miałam nigdy celowego podjudzania. ostatnio tylko wyleciał z krzaków lab-rottek, taki przysadzisty, słyszałam, że właściciel gada do niego "co tam jest? co tam jest?" i podjudza, żeby podleciał, ale to było raczej na zasadzie "idź się zapoznaj", poprosiłam o zabranie, bo Pat zaczął furczeć, to szybko odwołał tego psa.
  9. [quote name='LadyS']Ja nie obczajam Waszego przerzucania się tym, co gorsze - TTB, duży pies czy mały pies. Każdy podbiegający bez mojego pozwolenia pies jest dla mnie tak samo upierdliwy. A ludzie puszczają "bo tak" - mam sąsiada, który smyczy w ogóle nie ma. I denerwuje mnie to, jak idę z psem i gdzieś się spieszę, czy jak pies jest puszczony i się ze mną bawi - bo to, że jest puszczony nie sprawia, że każdy pies może do nas podbiec.[/QUOTE] ja przerzucam i hierarchizuję, bo są psy, które Patryk lubi z definicji (starsze, dużo większe od niego, pewne siebie suki, w 90% przypadków akceptuje) i to jest działanie 'terapeutyczne', bo mam szansę wtedy go wygłaskać, wychwalić, wycałować i nakarmić z okazji tego, jak się ślicznie zachował. lubi większość haszczaków, bo ma przyjaciółkę niby-husky i już z daleka macha ogonem, a z kolei nienawidzi labradorów i od takiego psa spieprzam jak mogę, o małych yorkach i jamnikach nie wspomnę. dla mnie to ogromna różnica, co do nas podbiega, bo niektóre psy i sytuacje mogę wykorzystać, więc czemu się mam od razu spinać - nigdy nie przeszkodził nam podbiegacz w nauce, bo uczę go naprawdę w zaroślach bez śladów życia - jak już coś podbiegnie, to w trakcie piłki/spaceru, więc kij w to, skoro może mieć wymiar "edukacyjny" :cool3: a że TTB się zwyczajnie boję w konfrontacji z moim psem, to samo ON-ków, dlatego sobie wymyśliłam taką zasadę i jej się trzymam (bo mój dureń nie ma instynktu samozachowawczego, wczoraj wywalił zęby na wielkiego cane corso, na szczęście ten go olał)
  10. ryczę :grin::grin: kocham takie psychiczne psie zdjęcia, u nas jest szansa na dłuższe wypożyczenie go pro camera :loveu: i jak pozrzucam zdjęcia z ujęć typu "pies się otrzepuje" to będziecie mieli co oglądać :D :D
  11. [quote name='Szura']Ciocia Szura zgłasza się po więcej zdjęć naszej rodzinki. :loveu: Oj tak, co terrier to terrier, z tym że coś mi się wydaje, że następnego bedla będę szukać w sportowej hodowli, żeby był jeszcze bardziej szajbnięty. Bo mi się Yuki trochę uspokoił i płaczę przez to po nocach. :( W sensie dalej jest aktywny itd, ale już na spacerach się nie telepie bez przerwy trzy godziny w tę i nazad jak powalony, tylko sporą część zajmuje mu SPOKOJNE CHODZENIE i WĄCHANIE. :shake: Liczę na to, że to tylko przejściowy etap. :evil_lol:[/QUOTE] patrz jakie to zabawne, ja np. płaczę po nocach, jak mi się pies nie chce uspokoić :D i bym chętnie któremuś oddała nadmiar jego energii, niby nie roznosi domu i leży spokojnie, ale aż drży, żeby go zabrać na piłkę/patyczek. na szczęście robi się gorąco :diabloti: i dziś jak polatał pół godziny za patykiem, tak położył się w trawie w cieniu i nie chciał wracać do chaty :diabloti:
  12. i ja się witam :)
  13. [quote name='3 x'] i zdarza się, że podleci do psa przechodząceo obok (nigdy do samego człowieka) ale tylko i wyłącznie wtedy kiedy on zauwazy psa pierwszy i my nie zdązymy go zapiac na smycz i przytrzymac wiem, ze on podbiega w celach towarzystkich, obwącha obskacze i wróci i krzywdy nie zrobi ale zdaję sobie sprawę, że przechodzący pies niekoniecznie może być towarzyski i że właściciel może sobie nie zyczyc żeby mój pies podbiegał do jego psa [/QUOTE] właśnie to mnie często wytrąca z równowagi, bo właściciele często krzyczą "on nic nie zrobi" (jeśli to duży pies), albo "to suczka!", a mój Pat stoi najeżony i gotowy do ataku :shake: jest mi żal tego psa, że zaraz dostanie zębami (ostrzegacza, ale zawsze), jest mi żal swojej pracy nad kontrolowaniem Patryka (bo już ładnie olewa, ale jak pies mu wleci z nosem w dupsko, to nie ma mocnych) i żal właściciela oraz psa "na przyszłość", bo co by było, gdyby podleciał do mega agresora, który wyjątkowo jest bez kagańca? dlatego omijam jak mogę TTB puszczone luzem, guzik mnie obchodzi, czy przyjacielska sunia, czy nie - zawsze może się odwinąć sprowokowana buractwem Patryka, to jest instynkt, a jak się zakleszczają TTB to chyba wszyscy wiedzą (i co zostanie z mojego psa), to samo ON-ki - zakaz podchodzenia i koniec :D drę się z daleka "zabieraj pan/pani psa" i nie ma przeproś, może to naiwne, ale [I]statystycznie [/I]mniej się boję berneńczyka, goldena, rhodesiana (bo mnie raz facet z daleka uspokajał, że to "duży misio", kij mnie to obchodzi, jak zaraz będę wyciągać Patryka z jego paszczy :diabloti:) niż TTB czy ON-ka.
  14. [quote name='WiedźmOla']Ostatnio pozwoliłam Bestii pogonić joraski. Rzucałam mu ringo na taki duuuużym trawniku. Oczy dookoła głowy, czy jakieś psy nie idą. Zauważyłam, że idą dwie babki z dwoma yorkami. Zawołałam psa, bo widać było że joreczki na bank podbiegną. Stoję na środku tego cholernego trawnika, trzymam psa za obrożę i czekam - logiczne, że nie chcę kontaktu mój pies - ich pies. Joreczki sobie beztrosko biegają wokół nas, babki zero reakcji przez dłuższy czas to się wkur*** olewactwem i puściłam psa, żeby się -pobawił :diabloti: Zaczął ganiać za maluchami i przeciągnął jednego z nich po trawniku. PISK, WRZASK i ogólne przerażenie psiaka, odwołałam psa i czekam na reakcję ze strony właścicielek. I teraz najlepsze: NIC. Zero pretensji, awantury, czy odwołania psów. Kompletna olewka w momencie kiedy ich psiak narobił jazgotu, który w kosmosie pewnie było słychać ;) i spierdzielił z zasięgu wzroku. Ten drugi uciekł do babek. A te w najlepsze usiadły sobie na pobliskiej ławce i dalej gadały. ZERO zainteresowania swoimi psami, normalnie szok. Porzucałam psu ringo jeszcze jakiś czas, a po jakichś 5 minutach kobiety nagle zorientowały się, że nie ma jednego z psa, który przyleciał dopiero jak go zawołały. Od razu piszę, że nie jestem zadowolona czy dumna z tej sytuacji. Wiedziałam jak to się skończy - mimo że i yorki i mój pies chciały się bawić to Bestia jest niedelikatny i go nie puszczam do małych psów, bo zawsze kończyło się przerażeniem malucha. Tym razem nerwy mi puściły i mu pozwoliłam pobiec. Już miałam przygotowaną gadkę na temat zajmowania się i zainteresowania psami. Nie myślałam, że te idiotki będą miały w dupie swoje psiaki i kompletnie nie zareagują.[/QUOTE] Bo może Bestia mu wcale nic nie zrobił - ja ostatnio pisałam gdzieś, że widziałam goldena-histeryka i byłam w absolutnym szoku, jak zareagował. Mój pies biegał za piłką, ale nadchodził golden (z miłymi zamiarami, łagodny, uszy po sobie, ogon nisko, w kagańcu), no ale zapięłam Patryka,bo to on jest tutaj problemem, a nie podbiegacze :roll:... Golden podszedł, oczywiście odciągałam psa, ale nic z tego - lezie to to za nami i chce się witać, Patryk względnie spokojny, więc dałam się wąchnąć i w tym ułamku sekundy, który poprzedza atak, odciągnęłam, zanim się zaczęła jatka... ...ale goldenek za nami :placz: no i Pat nie wytrzymał napięcia przy wąchaniu dupska, odwinął się, dziabnął go w kark (robi to lekko, wygląda i brzmi groźnie, ale po własnych dłoniach wiem, że to tylko straszak :diabloti:) a golden co? NA GLEBĘ I W PISK :crazyeye: wywalił koła, piszczy i skomle, jakby go ktoś siekierą potraktował - szukam w panice przegryzionej tętnicy, macam tego goldena, na co nareszcie nadchodzi właścicielka (przyglądała się całej sytuacji) i mówi "niech się pani nie przejmuje, on symuluje" :diabloti: Co się strachu najadłam, to moje, ale babka nie reagowała widząc sytuację z daleka, później z nią szłam i gadałam to powiedziała, że kaganiec ma przeciwko śmieciom, a te wycie i panika to jego sposób na wyłudzenie głasków/uwagi i że robi tak zawsze, jak jakaś 'tragedia' go spotka :diabloti: choć przecież nic się nie stało, może dlatego te babki z yorkiem nie reagowały...?
  15. [quote name='Majkowska']:scream_3::megagrin::megagrin::scream_3: Padlam!! I do tego jeszcze jakiś anglojęzyczny 5-członowy przydomek :evil_lol:[/QUOTE] [quote name='Majkowska']A gdzie "to" - nie ma [U][B]to[/B][/U] jak... Bardziej jak po chińsku {niematojakasztan}:lol: A przydomek brzmi słabo :evil_lol:[/QUOTE] NIE MA TO JAK KASZTAN Twoja Matka Pierze w Rzece FCI lepiej? :diabloti:
  16. [IMG]https://encrypted-tbn3.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcT5Z6643HeW7ajnTNOEYbA56y6u_b4n_80Jc__-AI6SUu3cbtI8rg[/IMG] NIE MA JAK KASZTAN Sophisticated Beautiful Banana Shower Time FCI :loveu:
  17. e, ja tam nigdy jeszcze nie miałam dziadka/babuszki z cyklu "pani zabierze kreaturę", więc nie mam co narzekać na emerytów ;)
  18. ekstra te imiona! ja bym wszystkie psy tak nazywała, jakbym miała hodowlę :D "Stanisław - bazarowy książę" albo "Nie ma jak kasztan" :loveu:
  19. spontany, kochaniutka, jeden i drugi spacer :D szliśmy gdzie indziej, ale pies był z nami, to i się załapał na skałkowe łażenie. my pójdziemy w sobotę, niedzielę...? :cool3: pasuje królewnie? :cool3: a pies był czarny jak węgielek, leciutko pręgowany, ale w sumie jak pooglądałam mixy w googlach, to to chyba jednak nie był kundel, tylko po prostu corso :oops: ale miał niekopiowane uszy! :D więc mam to na swoje usprawiedliwienie, i taki kluchowaty był, ale prześliczny!
  20. [quote name='omry']Hahahahaha to jest dobre :evil_lol: [/QUOTE] ale coś czuję, że taka odpowiedź do nabuzowanego dresiarza nie skończyłaby się dobrze :cool3: a taka babcia-agresorka najwyżej naburczy pod nosem, że jesteś taka i owaka, bezczelność, Smoleńsk i tak dalej (pomijając wcześniejszą wiąchę :loveu:)
  21. ale do takich odpowiedzi, mimo wszystko, trzeba mieć stalowe nerwy - ja jakbym usłyszała szereg murw i wujów w swoim kierunku to nie wiem, czy bym się zdobyła z marszu na uśmiech i durnowatą odpowiedź - ten kolega to taki wesołek :cool3:, więc sobie z tym radzi. ja pewnie i tak bym odszczeknęła, ale prędzej na zasadzie "ślina pani kapie", niż wulgaryzmami.
  22. ja jestem zdania, że grzeczne "ale ja już zbieram" to konformizm i zero szacunku, ale DO SIEBIE. ja takiej babce nie odkrzyknęłabym bluzgami, tylko jakąś przemyślaną inwektywą wycelowaną prosto w nią - tak, żeby nie walnąć chamskim, prymitywnym mięchem typu "zamknij ryj stara murwo", tylko jakimś wyszczekanym, zbywającym tekstem (zależy od sytuacji, czasem szybko przychodzą takie riposty, że ktoś się zamyka). niedopuszczalne jest olewanie takich sytuacji, bo daje przyzwolenie dla takiej baby na dalszą działalność 'naprawczą' i lżenie kogo popadnie. a co do szacunku względem własnej osoby, to nie mi to oceniać, ale nie wyobrażam sobie - ze swojej strony - jak mogłabym zostać zbesztana i na to nie zareagować. inna bajka, że sadzenie jobów jest na tym samym poziomie, co wypowiedź złej starowinki, ale zawsze jest coś pośrodku - mój serdeczny przyjaciel ma umiejętność magicznego rozładowywania napięcia. kiedy dostaje wiązankę, to odpowiada zawsze tak absurdalnie i od czapy, że agresor natychmiast odpuszcza - coś na zasadzie "nie nie, proszę pani, ja dziękuję, bo jestem samochodem" :D totalna abstrakcja, po której on się czuje usatysfakcjonowany, bo nie doszło do większej przepychanki, a babcia-kaktus chowa się do domu i jest święty spokój. co kto lubi, ja na pewno nie uskuteczniałabym prowadzałabym misji edukacyjnej dla takiej babki, "bo może się zastanowi". nie zastanowi, skoro wygląda przez okno i wali murwami do przypadkowej osoby.
  23. od groma jest obecnie Lenek, TŻ-ta chrześnicy siostra się tak nazywa i w przedszkolu ma w grupie kilka innych :cool3: mega popularne imię, aczkolwiek strasznie mi się podoba :loveu:
  24. ale fajne bedle :D a ja dziś byłam z TŻ na DWÓCH długich spacerach :D mieliśmy piłeczkę, patyczek, Patryk jest nieprzytomny i ledwo chodzi :diabloti: psów też multum, a spotkaliśmy coś przepięknego - jakby mieszankę cane corso z labradorem, prześliczny, dostojny, molosowaty pies :loveu: podleciał do nas, był luzem, Patryk też :roll:, ale do dużego nie kozaczył :diabloti: a ja miałam okazję pooglądać te cudo, naprawdę prześliczny mix!
  25. TŻ-ta pies zjadł kostkę masła :cool3: a później nim bekał :cool3: z patrysiowych przebojów mamy na koncie całą rolkę mentosów (z opakowaniem), 4 batoniki typu kinder, też z papierkami, śmietnik do cna rozgrzebany i wyżarte wszystko, co przypomina jedzenie - z 5 razy, połkniętą w całości (z kością) ugotowaną kurzą nogę (następnie zwróconą na dywan), dzisiaj resztki ryby przysmalone do folii aluminiowej (coś mi się rachunek folii w śmietniku nie zgadza), a raz dawałam mu żreć poza domem, suche, otworzyłam więc siatkę w której były chrupki luzem i zrobiłam mu coś na kształt "miski", żeby nie wysypywać na podłogę - i co? odwracam się ,a tam Patryś drze torbę w łapach i już kawał ląduje w mordzie :cool3:
×
×
  • Create New...