Kiedyś ogłaszałam kotka półrocznego którego umieściłam w dt. Piękny był i czasem miałam po trzy telefony dziennie lecz wszystko rozbijało się o wizytę przedadopcyjną. Już zwątpiłam, że znajdzie dom. Aż upłynął prawie rok bez dwóch tygodni a zadzwoniła ta właściwa osoba która rozumiała, że wizyta musi być bo jej koleżanki miały koty z fundacji i miały wizyty.