Wiecie... nawet nie zdawałam sobie sprawy, że tak przywiązałam się do królika. Przecież nie był mój, to nie ja sprawowałam nad nim opiekę. Tylko widziałam go codziennie i zagadywałam do niego miło... a jednak jest taka pustka. Za moją mamą dalej chodzi ten ciężki oddech Aliego.
Życie lubi płatać figle... Żal mi mojego brata, on po sobie tego nie okazuje, ale widać, że bardzo cierpi po stracie Przyjaciela...
Dobrze, że przynajmniej koty mają się dobrze. I Morus. Szynszyl również. W sumie oni aż za dobrze. Endy śpi na krześle przy kaloryferze, z łapkami albo dupskiem na nim (grzejodupiec... :p), Milka dalej s.a po kątach i dalej myśli, że jest psem... Morus, o ten to się przyzwyczaił do tego, że nie zawsze ma spacery i bardzo pokochał bieganie. Natomiast Silver... dla niego nie liczy się nic na tym świecie niż żarcie ;)