Czasem zwierzę potrafi pośrednio "wskazać" sprawcę. W stajni wyścigowej, gdzie kiedyś pracowałam, mieliśmy ex-kryminalistę, którego podejrzewaliśmy, że znęca się nad końmi, ale nikt go za rękę nie złapał, chociaż jedna klacz miała na boku pręgę, jakby od wideł. Któregoś dnia prowadziłam ją do "karuzeli", a delikwent stał oparty o futrynę i palił papierosa. Kiedy klacz miała koło niego przejść, tak odskoczyła, że o mało mnie nie przygniotła do drugiej futryny. Wtedy trener podsumował: "No, ona sama powiedziała, kto jej to zrobił!"