W ostatnia sobotę zabrałam Jasia na spacer. Pogoda nam dopisała, jaś pobiegał trochę bez smyczy. Pięknie wraca - wołany i nie wołany. Nie oddala się, nie próbuje uciekać. Uczyliśmy się też komendy leżeć - Jaś bardzo lubi współpracę z człowiekiem i jest to dla niego najlepsza rozrywka.
Dziękuję Ci, Danusiu, za miłe słowa :) Tym razem jednak szyłam nie tylko ja, ale i Małgosia (Magolek), która stworzyła piekne torby i fartuszki (m.in. ten z pierwszego zdjęcia). Mam nadzieje, że się rozkręci i będziemy działać wspólnie :)
Wspaniale się czyta takie relacje z nowego domku :)
Załatwianie się w domu to na początku może być norma i nie ma nic wspólnego z brakiem wychowania. Po prostu pies boi się jeszcze znaczyć nowy teren (a znaczy przecież nie tylko moczem, ale i kałem). Tutaj pomoże tylko cierpliwość - raczej nic się nie przyspieszy ;)
Hm, jestem wysoka, ale chyba nie aż tak, żeby pod moją nogą zmieścił się dog niemiecki ;)
Na razie próbujemy z leżenia - efekt jeszcze nie osiągnięty :P