A skąd ja mam wiedzieć, co takiemu dziecku przyjdzie do głowy? Sytuacje, kiedy do mnie podbiegają dzieciaki i bez pytania wyciągają łapy do psów to nie jest rzadkość. Co gorsze, bardzo często są do tego zachęcane przez mamusie. Moje psy to nie są zabawki dla obcych dzieci, a jeśli przez przypadek zrobią dziecku krzywdę, to będzie to moja wina, a nie genialnej mamusi, dlatego właśnie sobie takich sytuacji nie życzę. Mimo to nie zasadzam kopa każdemu dziecku, które do mnie podlatuje, tylko tłumaczę mamusi, by dziecko zabrała, a dziecku, że najpierw trzeba pytać, choć nie muszę.
I jakie ma znaczenie to, co widzę częściej? Co to w ogóle za wyznacznik?
I tak, moje psy chodzą luzem w mieście. Wszystkie, choć rzadko wszystkie na raz. A gdy mnie mijają ludzie, sami, z psami czy z dziećmi, to zawsze biorę je do siebie i nie trzeba mnie o to prosić.