Z laskiem milutko:) Byłam u bidulca dziś po pracy, około 16, zziębniety, ale szczekał jak wściekusek największy. Podjadł dwie puszki, suche i jeszcze było mało, hi. Nikt nic nie wie, co z nim, skąd tam. Teren jest szczelnie ogrodzony, obeszłam, musiał być wrzucony. Chyba, że najkochańsze państwo go tam zostawiło, by włości wątpliwych pilnował. Żal mi go bardzo, dziczeje tam , jest agresywny, ale ze strachu, dziś już tak wściekle się na mnie nie rzucał za siatką. Chyba mnie poznał, jeść chciał i zero czułości. Daj, nie rób krzywdy i odejdź lepiej. Co robić???